Teraz jest 1 lipca 2022, o 06:21

Romans współczesny

Gatunki – rodzaje – typy - crossovery
Fantastyka / Paranormal — Historyczny — Współczesny — Kryminał / sensacja / thriller / mafia — Religijny — LGBTQ+
YA / NA — Dla dzieci i młodzieży — Harlekiny — Chick-lt — Komiks — Fanfiki
Poza romansem... — Polska strefa

Moderatorzy: •Sol•, kejti

Avatar użytkownika
 
Posty: 15457
Dołączył(a): 17 maja 2013, o 02:05
Ulubiona autorka/autor: Susan Elizabeth Phillips

Post przez Papaveryna » 10 stycznia 2022, o 13:43

Karina32 napisał(a):Obrazek

Wzięłam się za to ostatnio. Zapowiadało się całkiem dobrze, ale im dalej w las tym gorzej. Strata czasu według mnie.
I jestem wkurzona, bo blurb jak zwykle kłamie :roll:
Spoiler:

Avatar użytkownika
 
Posty: 8914
Dołączył(a): 3 sierpnia 2011, o 11:33
Lokalizacja: Somewhere
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh

Post przez kejti » 10 stycznia 2022, o 16:38

o to ja z dala, akysz :doubt:

.
.

Let's find some beautiful place to get lost.

Avatar użytkownika
 
Posty: 15457
Dołączył(a): 17 maja 2013, o 02:05
Ulubiona autorka/autor: Susan Elizabeth Phillips

Post przez Papaveryna » 10 stycznia 2022, o 19:51

Równe 50 % książki to ich związki z innymi ludźmi przy jednoczesnym zachwycaniu się sobą nawzajem :roll:
To ma być romans? :zalamka: A w drugiej połowie, jak Karina pisała:

Spoiler:

Avatar użytkownika
 
Posty: 27026
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 2 lutego 2022, o 04:08

Dla porządku: podzieliłam się recenzją cyklu Him Bowen/Kennedy
viewtopic.php?f=145&t=4247
i dla porównania dorzucam powoli kolejne tomy innego hokejowego cyklu Game Changers Rachel Reid
viewtopic.php?f=145&t=4245
:hyhy:

Tak, to też erotyka...
Sailor Moon Eternal Edition

Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 19819
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:15
Lokalizacja: Rzeszów/Drammen
Ulubiona autorka/autor: Proctor, Spencer, Spindler i wiele innych

Post przez Kawka » 14 czerwca 2022, o 18:06

Krzysztof Piersa "Camgirl”

Ernest, którego rzuciła dziewczyna, pod wpływem chwili i sporej ilości wypitego alkoholu loguje się na stronę, gdzie dziewczyny z kamerek pokazują swoje wdzięki i spełniają życzenia widzów w zamian za donejty. Jedna z camgirl szczególnie przykuwa uwagę mężczyzny - to ponętna Kitsune, skryta za maską lisicy. Ernest zaczyna z nią konwersować i powoli rodzi się między nimi więź, z której obojgu coraz trudniej się wyplątać.

Krzysztof Piersa znany jest jako terapeuta uzależnień, youtuber, coach i pisarz, jednak po raz pierwszy zmierzył się z wyzwaniem napisania powieści obyczajowo-erotycznej. Jest to też pierwsza książka tego autora, którą miałam okazję przeczytać.

Sięgałam po tę powieść z lekkimi obawami, bo Krzysztof wywodzi się z fantastyki, a fantaści, zwłaszcza rodzimi, mają dziwną skłonność, do złych zakończeń. HEA to dla nich rzecz straszna, brzydzą się szczęśliwymi zakończeniami, najlepiej, żeby bohater stracił na końcu ukochanego kotka, przejechał go kombajn albo umarł na białaczkę. Dlatego zrezygnowałam lata temu z czytania rodzimych twórców fantastyki. No ale obiecałam przeczytać, słowo się rzekło, czas więc na recenzję.

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Alegoria. Pierwsze co się rzuca w oczy to dobry stosunek ceny do jakości i niezła, choć odrobinę nieczytelna, okładka. Trochę inaczej wyobrażałam sobie oprawę graficzną tej powieści. Nie wiem czy ta baśniowa nakładka na twarz to dokładnie to, co było opisane w książce. Z tego co pamiętam, maska bohaterki była tekturowa. Od okładki ważniejsza jest jednak zawartość więc nie będę się za bardzo czepiać.

Konstrukcja fabuły jest dość prosta, a warsztat autora sprawny. Powieść czyta się płynnie i łatwo można się w nią zanurzyć, a to duży plus. Owszem, są czasem zauważalne błędy (głównie literówki ale też pomylenie imienia jednej z postaci pobocznych, zwróciłam na to uwagę, bo mam tak samo na imię, jak ta bohaterka). Generalnie jest bardzo dobrze. Historia ma ręce i nogi, całość czyta się bardzo sprawnie i z prawdziwym zaciekawieniem, bo fabuła wciąga od pierwszej strony i trzyma do końca.

Dużą zaletą książki jest nietypowy temat – to nie jest kolejna fabuła z mafią w tle, a historia dwójki studentów, którzy poszukują swojej drogi w życiu. Fajnie, że to erotyk pisany z męskiego punktu widzenia, brakuje takich na rynku. Jest to odświeżające doświadczenie czytelnicze, po wielu tego typu książkach, pisanych z perspektywy kobiety.

Bohaterowie są fajni, ciekawi, prawdziwi. Ani zbyt idealni, ani zbyt źli. Ludzcy. Zwłaszcza bohaterka jest niejednoznaczna i to ją bardziej polubiłam. Bohater wydał mi się z początku odrobinę mamejowaty ale dojrzał w trakcie fabuły. Motywacje postaci są wiarygodne, można bez problemu wyobrazić sobie, że to ludzie z krwi i kości, zrozumieć ich i kibicować w zmaganiu z życiowymi trudnościami.

Dużo w tej książce dzieje się na poziomie emocji. To nie jest kolejne puste porno, gdzie pierwsze skrzypce gra erotyka, a fabuła jest tylko dodatkiem. Ta powieść daje do myślenia, zwłaszcza nad moralnością i pokazuje świat seksworkingu w nieco innym świetle, niż zazwyczaj robią to media. Dziewczyny z kamerek przedstawione są jak zwykli ludzie, autor nie wartościuje, nie ocenia ich postępowania, choć zadaje pytania, na które czytelnik sam powinien sobie odpowiedzieć. A motywacje tych dziewczyn są różne – od zwykłego: lubię seks, to mnie podnieca, po możliwość szybkiego zarobku, czy też problemy osobiste. Najważniejsze jednak, że te osoby zostały ukazane jako zwykłe młode kobiety, które mają swoje życie, problemy, rozterki. Niby nic odkrywczego ale miło, że autor to zaakcentował.

Język powieści jest młodzieżowy, dość prosty ale nie prostacki. Kto ogląda Krzysztofa na YT bez problemu odnajdzie w książce jego ulubione sformułowania, w tym znak rozpoznawczy: "przepaliło styki". Dla niewtajemniczonych może to być trochę dezorientujące, mnie jednak nie przeszkadzało. Podobały mi się metafory, nieoczywiste, zgrabne, miłe, kreatywne. Jeśli chodzi o język scen łóżkowych autor celowo jak najrzadziej używał wulgarnych słów. Jest za to parę wulgaryzmów w dialogach ale nie za dużo i to nie razi.

Erotyka nie jest przesadzona, choć odrobinę brakło mi chwilami dosadniejszych słów zamiast powtarzania określeń typu: "męskość", "kobiecość". Sceny seksu, choć są gorące i dosadne, to jednak nie przekraczają granicy dobrego smaku. Napięcie rośnie powoli i stopniowo robi się coraz cieplej. Podobała mi się dynamika relacji pomiędzy bohaterami, czuć było chemię między nimi, a najlepszą, według mnie, sceną erotyczną był masaż.

Może zwroty akcji nie zaskakują za bardzo ale całość jest sensowna. Jest też kilka błędów, głównie literówki ale poza tym trudno się do czegoś przyczepić. W końcówce brakło mi troszkę typowo romansowego epilogu ale to HFN też było satysfakcjonujące i dało autorowi furtkę do napisania kontynuacji. Książka jest bardzo dobra, bo czyta się sprawnie, z zainteresowaniem i fabuła trzyma do końca w napięciu. Zdecydowanie lektura godna polecenia. Daję notę: 9/10.

Link do działu z recenzjami: viewtopic.php?p=1243358#p1243358
http://www.radiocentrum.pl

"...Gary (...) niedawno zerwał ze swoją dziewczyną z powodu niezgodności charakterów (charakter nie pozwolił jej zgodzić się na to, by Gary sypiał z jej najlepszą przyjaciółką)". Neil Gaiman "Nigdziebądź".

Avatar użytkownika
 
Posty: 3809
Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 10:41
Lokalizacja: Tarnów
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez

Post przez Szczypta_Kasi » 19 czerwca 2022, o 12:14

Przeczytałam ostatnio "Bossy Brothers Jesse" J.A.Huss
Obrazek
Początek był świetny, przypominał mi momentami ksiazki Geissinger. Silne kobiety sukcesu postanawiają zemścić się się po latach na chłopaku, który 13 lat temu złamał im serca. Tylko jedna z nich do tej pory nie otrząsnęła się z emocji, jakie wtedy przeżywała i to ona kupuje Jessiego na charytatywnej aukcji kawalerów. A pozostałe trzy przyjaciółki? Już czekają w ukryciu, aby porwać playboya, związać, wygarnąć mu jego postępki i zostawić samego na noc w piwnicy.
To na prawdę byłaby fajna historia. Końcówka trochę jednak mnie rozczarowała. Tajemnica rodzinna Jessiego okazała się tak dziwaczna, że ostatnie rozdziały czytałam już na siłę. Autorka z lekko śmiesznej, pikantnej i uroczej historii nagle postanowiła zrobić mroczną historię rozgrywającą się w budzącym budzącym grozę domostwie. W pewnym momencie poczułam się jakbym czytała dwie różne książki. Osobno obie mogłyby być całkiem fajne, ale razem to do siebie nie pasowało.
Teraz zastanawiam się czy czytać dalej. Ta seria ma aż 7 części, gdyż nie tylko historie braci Jessiego są jeszcze do opowiedzenia, ale także historie braci Emmy.
To było moje pierwsze spotkanie z autorką. Mozę skuszę się na więcej od niej. Ale czy ja dobrze widzę, że wydawnictwo Papierówka wydało dwie jej ksiazki po polsku taki dziwacznie tom 6.1 i tom 6.2 cyklu Rook&Ronin? Ma to jakiś sens?

Avatar użytkownika
 
Posty: 27026
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 24 czerwca 2022, o 00:06

Za mną Flirting with Forever Cary Bastone, tom 3. serii Forever Yours.
To klasyczny harlekin w formie i wydany faktycznie przez Harlequina / HQN ;)

Nie czytałam poprzednich tomów, ten tytuł wpadł mi w ręce przypadkiem, bo podobno zawierał kota w fabule.
Wbrew okładce.

Och, okładka...
Za jej pomocą można nieźle opisać fabułę:
nie, bohaterowie nie spędzają wspólnie pikniku na dachu miasta z niską zabudową ale mieszkają w NY, i to nie gdzieś na obrzeżach ;) co prawda Mary Trace, główna bohaterka, ma słabość do sukienek i jest blond-boginią, ale nie boi się wzorów, kwiecistości i burzy fryzurowej a nie ulizanej gładkości a la Hallmark. Ponadto prowadzi sympatyczny sklep z, hm, sztuką domowo-uzytkową ;) od lokalnych artystów głównie, po częsci odziedziczonym po ukochanej ciotce, rodzinnej dziwaczce (wg oczywistego schematu "nie miała meża i dzieci"). Jest tez posiadaczką mieszkania nad sklepem, więc - to ważne! - należy do elity nowojorskiej :hyhy:
Za to główny bohater, John Modesto-Whitmore słynie ze stylu na każdą okazję nie mającego wiele wspólnego z dżinsami, parodniowym zarostem i ogólnie sympatycznym blondem.
I psów nie zaobserwowano w opowieści. Ważną osobą jest kocica Ruth, klasyczny wskaźnik, jak bardzo porządnymi ludźmi są bohaterowie :lol: (spoiler nie za duży: to klasyczny motyw "zakocham się w tobie, bo świetnie dbasz o moje/twoje zwierzę").

Ogólnie za generyczną straszliwie okładką kryje się... generyczna w sumie opowieść, ale bardzo zgrabnie zrobiona.
Mamy tu Dumę i Uprzedzenie, a przynajmniej wariację w stylu "Pan Darcy wygląda jak gbur i zachowuje się jak gbur".

Bohaterowie na samym początku fabuły spotkają się na randce w ciemno dzięki zachęcie ze strony dobrej klientki vel znajomej Mary, Estrelli, której John jest synem. I pierwsze słowa kolegi na widok pełnej pozytywności Mary brzmią "Sądziłem, że będziesz młodsza".
Gdy masz 37 lat i ostatnie 10 nie było wesołych za bardzo - utrata i ciotki i ukochanej przyjaciółki oraz poświecenie czasu i energii wspieraniu męża tej drugiej w wychowywaniu ich synka plus przejechanie się na ostatnim absztyfikancie, a matka ma obsesję na punkcie małżeństwa córki, a przede wszystkim, żeby natychmiast zaszła w ciążę - i ze strony faceta, który wygląda na buca o wygórowanym mniemaniu o sobie (biała koszula, spodnie w kant, wypucowane buty) który ma do tego 31 lat (sic!) oraz wykształcenie prawnicze, spotyka cię coś takiego na wstępie, to... włączasz całą asertywność i szybko kończysz randkę.

To jest naprawdę dobre otwarcie: bohaterka na wstępie pokazuje, że - nawet jeśli jak najbardziej emocjonalnie przeżywa sytuację - to jest konkretna, praktyczna, i nie będzie marnować czasu i energii ani na kolesia, ani na rozgoryczenie własne. Było minęło.
Tak, mocno aktualnie skupia się na, ekhm, pozyskaniu partnera, ale nieobsesyjnie: kaman, 99% gatunku na tym się opiera i miło poczytać o osobie, która się tego nie wstydzi.
Tak, zaskakująco we współczesnych romansach większość bohaterek jak dla mnie cierpi na wieczne poczucie winy, ze za bardzo skupiają się na poszukiwaniu romansu i związki na przemian z faktycznie irytującym w formie użalaniem się "nikt mnie nie kocha". O co kaman :niepewny:

Narracja prowadzona jest równolegle, czyli szybko poznajemy punkt widzenia bohatera i większość tajemnic szybko zostanie odkrytych - łącznie z tym, że John jest mocno świadomy, jak wielkie faux pas popełnił na wstępie, żałuje niemożebnie i ogólnie na swój ciut nieporadny sposób ogarnia się równie składnie - i szybciej! - jak Pan Darcy.

W sam raz tytuł, gdy ma się ochotę na pozytywną opowieść z lekkim angstem (patrz niżej) ale bez dramatozy, z gęstością bohaterów, interakcji, codziennych zdarzeń.
Tajemnic tu nie ma, siła opowieści to dialogi, motywacje, proces docierania, praktyczność podszyta pozytywnymi emocjami, budowa wzajemnej akceptacji w oparciu o samoakceptację.

Głównym motywem fabuły jest ona-myśli-że-nie-jest-dla-niego-atrakcyjna-ale-chyba-ją-lubi-jako-osobę-więc-zostańmy-przyjaciółmi vs on-uważa-że-nie-ma-u-niej-szans-bo-nie-tylko-spalił-większość-mostów-na-pierwszej-randce-ale-jest-biedny-po-prostu.
Czyli 75% fabuły to "dobrzy przyjaciele z chemią", a pozostałe 25%, ekhm, to głównie budowanie związku tez w oparciu o dobry seks :hyhy:
I tu lekko zaskakująco: seks
Spoiler:
:D

Nawet nie znając 2 pierwszych tomów, łatwo się zorientować w siatce krewnych i znajomych na 2. planie.
Ojej, i jaka ulga: przyjaciele nie wchrzaniają się w życie w sposób nachalny ;) a na koniec to tez nie taka, że Wszyscy Stają się Wszystkich Wielkimi Przyjaciółmi :D
Chociaż wszyscy lubią Mary.
Ale tez ok, Mary na to zasłużyła, bo Mary się stara być bezpretensjonalnie ok osobą (eee... nie jest tez rodowitą nowojorczanką :lol:

Jest w tej opowieści zabawny aspekt... jest harlekinowa między innymi poprzez bardzo zabawne przedstawienie nowojorskiej codzienności: bardzo białej z urody, cisheteronormatywnej grupki bohaterów. Jest co prawda obowiązkowo uroczy i pomocny najlepszy przyjaciel Johna, pełniącym zarazem funkcję "queerowego drugoplanowego bohatera w fabule", a gdzieś w tle przewija się nie-anglosaskość w postaci matki Johna - Estrelli Modesto, ale to wszystko jak na tak multikulturową okolicę jak Nowy Jork ;) dziwne jest...
Nie licząc, uf, klientów Johna (problematyczne) oraz całej narracji "jak zostałem Obrońcą czyli me wzruszenie i misja w obronie kolorowych biednych poszkodowanych, często migrantów".

Kurcze, jakbym czytała coś z okolic 2000 a nie 2022 roku :]
Po 20 latach od serialu Przyjaciele wciąż na poziomie Hallmarkowych produkcji...
Gdy wiele osób pyta "Jak można obsadzać czarnoskórych aktorów w <białych> historycznie rolach", ja się zastanawiam "Jak można zbudować fabułę mającą miejsce we współczesnym Nowym Jorku, gdzie na 12 głównych/pobocznych bohaterów wszyscy są europejsko biali" :lol:
Ogólnie jest jeszcze wiele kwestii, do których bym się doczepiła - świat przedstawiony i jego zasaday - ale to inna opowieść.

Podsumowując: jeśli jakiejś autorki warto wyglądać w Harlequinowych przekładach na polski, to prawdopodobnie właśnie Cary Bastone.
Sailor Moon Eternal Edition

Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 19819
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:15
Lokalizacja: Rzeszów/Drammen
Ulubiona autorka/autor: Proctor, Spencer, Spindler i wiele innych

Post przez Kawka » 29 czerwca 2022, o 07:00

Katarzyna Wycisk "Epi. Nie pozwól mi upaść".

Życie nastoletniej Leny wali się jak domek z kart wraz z informacją, że jest chora na epilepsję. Kilka lat później, już jako dorosła młoda kobieta ułożyła sobie życie. Studiuje, pracuje dorywczo i stara się żyć normalnie ze swoją towarzyszką – Epi. Jest wielką fanką twórczości pisarza i internetowego znajomego - Kaja, którego nigdy nie widziała ale ma wrażenie, że rozumieją się jakby byli bratnimi duszami. W międzyczasie poznaje aroganckiego tatuatora – Alka, który tylko z pozoru jest nieczułym draniem i podrywaczem, a tak naprawdę skrywa swoje mroczne sekrety za maską zblazowanego playboya.

Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i od razu mówię, że najprawdopodobniej nie ostatnie. Zazwyczaj nie lubię czytać polskich romansów, bo nie odpowiadają moim oczekiwaniom ale za sprawą opisu postanowiłam kupić i przeczytać tę książkę i była to dobra decyzja. Katarzyna Wycisk ma na swoim koncie kilka powieści fantasy ale jest to jej debiut jeśli chodzi o romans, bo tak właśnie można tę książkę sklasyfikować.

Na pierwszy rzut oka powieść robi dobre wrażenie. Zarówno oprawa graficzna, jak i wydanie są ładne i przyjemne dla oczu. Jako że autorka sama wydała tę powieść i jest absolwentką ASP, nie dziwi, że zaprojektowała i namalowała okładkę. Bardzo ładnie wykonaną, trzeba przyznać. Kolorystyka, klimat ilustracji i cała oprawa książki jest śliczna. To jedna z najładniej wydanych książek, jakie miałam okazję czytać.

Przechodząc jednak do rzeczy, bo najważniejsza jest zawartość, a nie okładka, książkę czyta się szybko i sprawnie. Styl autorki jest prosty, konkretny ale przyjemny w odbiorze. Fabuła książki jest odrobinę sztampowa ale dobrze się wpisuje w ramy romansu. Zwłaszcza pierwsza część opowieści wciąga tak, że nie można się od niej oderwać. W drugiej połowie książki tempo akcji nieco zwalnia, a autorka pozwala bohaterom na zacieśnienie relacji, przez co mniej się dzieje poza emocjami, jakich doświadczają. Nie oznacza to jednak, że nie ma zaskakujących zwrotów akcji i ciekawych wątków. Są też retrospekcje, skoki w czasie do przodu ale jest to wszystko tak dokładnie zaznaczone, że nie można się pogubić w chronologii zdarzeń i całość jest przejrzysta.

Na uwagę zasługują głównie dwa wątki – trauma spowodowana trudnym dzieciństwem i wychowywaniem w dysfunkcyjnej rodzinie oraz opisy dotyczące epilepsji. To nie jest prosty i ławy w odbiorze romans. Z jednej strony powiela wiele klisz (o czym później), ale z drugiej, porusza też ważne tematy i nawet edukuje.

Bardzo duży plus za opisy jak wygląda życie z epilepsją, jakie problemy mają takie osoby. To było dla nie coś bardzo ciekawego i nowego. Autorka sama cierpi na tę przypadłość więc wie, co pisze i to czuć. Emocje Leny w związku z chorobą wydają się prawdziwe i napisane tak dobrze, że można się wczuć w nią. Na dodatkowy plus zasługuje instruktaż wpleciony w fabułę, na temat co zrobić w razie ataku, a czego lepiej nie robić. Świetny pomysł aby w nienachlany sposób nauczyć ludzi czegoś o epilepsji.

Kolejny, nieodłączny element tej książki to trauma Alka i jego trudna relacja z rodzicami, zwłaszcza z ojcem alkoholikiem i przemocowcem. Mimo, że ten wątek jest również dobrze napisany, to brakło mi w nim właśnie takich szczegółów, jak w przypadku historii Leny. Widać, że autorka doskonale zna problemy Leny, bo sama je przeżyła, a o Alku pisała, czerpiąc z cudzych doświadczeń. Jego wątek, mimo czasem dość paskudnych szczegółów, jest zbyt uładzony, ujęty delikatniej, bez "mięsa", które mogłoby wstrząsnąć czytelnikiem. Historia Alka opiera się trochę na niedopowiedzeniach, dopiero ostatnie strony książki ukazują bardziej piekło, którego doświadczył. Może to był celowy zamysł, trudno powiedzieć.

Jeżeli chodzi o samą relację pomiędzy Alkiem i Leną, to jest ona dobrze napisana. Odpowiednie tempo rozwoju uczucia i jego temperatura. Trochę szkoda, że autorka uczyniła ich idealnymi z wglądu. Lena ma choć rozstępy po szybkiej utracie wagi, za to Alek to chodzący ideał. Również znajomi i grono przyjaciół pary to chodzące ideały, praktycznie każde z nich jest przystojne lub piękne, utalentowane, wybitne w jakiejś dziedzinie.

Kwestia finansów - mam wrażenie, że rzeczywistość Leny i Alka odbiega od tego, co można zaobserwować za oknem. Skąd młodzi ludzie, na dorobku, przed 30-stką mają takie pieniądze, żeby rozkręcić własny biznes i mieszkać komfortowo mimo słabego startu w życie (Alek), oraz mieć dwupokojowe mieszkanie i utrzymywać się studiując i pracując dorywczo jako grafik/malarz (Lena)? Również domy ich rodziny i znajomych są ponadprzeciętnie bogate (poza mieszkaniem babci Alka), jak na polskie realia. Bardziej prawdopodobne byłoby gdyby Alek zamartwiał się ZUSem, skarbówką, horrendalnymi wydatkami, a Lena ratami kredytu we franku. Tymczasem oboje żyją jakby wycięci z kolorowego magazynu: bogato i komfortowo. Może wiele się zmieniło w Polsce odkąd wyemigrowałam ale jednak nie stała się drugim Dubajem, nawet Warszawa, czy Wrocław. Oni nie reprezentują moich polskich znajomych, nawet tych, którym się dobrze powodzi. Świat w książce to jest świat "Kowalskich podrasowanych" z telewizyjnych reklam. Niby zwykli ludzie ale lepsi, szczęśliwsi, bogatsi i ładniejsi niż ogół.

Zwroty akcji - uważam, że końcówka jest odrobinę przedramatyzowana ale rozumiem, że tego wymagała konwencja. Nie wiem czy dobrym zabiegiem była nagła zmiana narracji, z pierwszoosobowej na narratora wszechwiedzącego. Przez całą książkę historię opowiadają swoimi oczami Lena i Alek w czasie teraźniejszym, co zazwyczaj mnie denerwuje w powieściach ale w tym przypadku mi nie przeszkadzało. Zmiana narratora wprowadziła trochę chaosu. Uważam, że dało się to opisać inaczej, trzymając się narracji pierwszoosobowej, wciąż z punktu widzenia Alka i Leny.

W powieści jest dużo emocjonalności, opisów uczuć, przedstawionych subtelnie i bez popadania w patos. Za wątek romansowy należy się autorce duży plus. Ładnie zagrała konwencją. Nie przyczepię się do niczego. Uczucie rozwija się stopniowo, relacja głównej pary jest przemyślana, sensownie umotywowana, wszystko gra i jest to na dodatek solidnie napisane. Brawo, bo wiele romansów czytałam ale nie zawsze, nawet cenione autorki, osiągają taką naturalność w pisaniu o emocjach, że nic nie jest przesadzone w żadną ze stron.

Sceny erotyczne są fajne – pełne szczegółów, gorące, ale nie przekombinowane i nie nazbyt częste. Są też różnorodne – od delikatnego pettingu, poprzez masturbację, aż do pełnego stosunku. Dominują uczucia i nie ma się wrażenia, że to tani chwyt dla podbicia atrakcyjności książki. Wszystko jest na miejscu i z klasą.

Żeby nie było za słodko - są też minusy. Czasem trafiały się drobne niedoróbki, jak literówki, czy błędy typu: "patrzeć tempo", "nie warz się", "na wzajem". Nie przeszkadzają za bardzo w odbiorze ale są.

Nie do końca kupuję też koncept gwary śląskiej wplecionej w tekst. Kwestie wypowiadane przez babcię Stasię są niezrozumiałe i choć prawie wszystkie są przetłumaczone w przypisach przez autorkę, to jednak czytanie dialogu z tą postacią staje się przez to męczące i nużące. Zamiast przebijać się przez gwarę, wolałabym skupić się na akcji w książce, a nie dekoncentrować przez czytanie przypisów. Dialogi z babcią tracą przez to na rytmie ale może to tylko ja mam z tym problem i nadmiernie się czepiam.

Mam wrażenie, że Lena jest bardziej dopracowaną postacią. W kwestii Alka wielu rzeczy trzeba się domyślać, bo autorka pozostawia wiele niedomówień. Cały czas zastanawiałam się co konkretnie się działo w jego domu, a scena kulminacyjna zupełnie mnie zaskoczyła, bo spodziewałam się czegoś innego. Myślałam, że powód, dla którego Alkowi tak trudno się otworzyć przed przyjaciółmi, jest inny. Niezrozumiałe dla mnie jest, że Alek myślał o sobie jako o potworze i obwiniał za reakcję zupełnie instynktowną i uzasadnioną emocjonalnie. Nikt, patrząc z boku na to, nie podzielałby jego zdania na ten temat. Piszę tak ogólnie i trochę niezrozumiale, bo nie chcę za dużo zdradzać z fabuły, żeby nie zepsuć lektury tym, którzy jeszcze nie czytali, a mają taki zamiar. Reakcje Alka były zupełnie spodziewane i wytłumaczalne. Nie powinien mieć żadnych wyrzutów sumienia. Żadnych.

Jeszcze na koniec mała uwaga, luźno związana z powieścią. Nie wiem dlaczego ale w każdej książce polskiego autora jaką czytałam, jeśli bohaterowie słuchają jakiejś muzyki, to zawsze jest to rock. Może trafiałam zawsze przypadkowo na autorów lubiących tę muzykę, a może fani innych brzmień nie mają ambicji pisarskich, niemniej to ciekawe zjawisko. Nie ukrywam jednak, że fajnie byłoby, dla odmiany, poczytać o zwolennikach np. disco polo albo fanach muzyki alternatywnej.

Całość jest bardzo w porządku. To dobry polski romans. Zdecydowanie godny polecenia. Autorce udało się mnie zaskoczyć. Owszem, jest pewien brak realizmu ale jeśli przyjąć, że taki był zamysł, by ukazać lepszy, nieco wyidealizowany świat młodych, ambitnych ludzi, którzy mimo traum i problemów dają sobie radę w życiu, to można przymknąć na to oko i cieszyć się czytaniem. Starałam się podejść do tej książki z czystą głową, choć miałam obawy (mam złe doświadczenia z polską prozą obyczajowo-romansową). Książkę przeczytałam z przyjemnością. Jest dobra, dużo lepsza niż się spodziewałam. Moja ocena końcowa, to mimo kilku uwag, 9/10, bo ta historia zapadła mi w pamięć. Warto przeczytać, zwłaszcza dla postaci Leny i wątku epilepsji. Polecam z czystym sumieniem.

Recenzja w odpowiednim dziale: viewtopic.php?p=1243799#p1243799
http://www.radiocentrum.pl

"...Gary (...) niedawno zerwał ze swoją dziewczyną z powodu niezgodności charakterów (charakter nie pozwolił jej zgodzić się na to, by Gary sypiał z jej najlepszą przyjaciółką)". Neil Gaiman "Nigdziebądź".

Avatar użytkownika
 
Posty: 19819
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:15
Lokalizacja: Rzeszów/Drammen
Ulubiona autorka/autor: Proctor, Spencer, Spindler i wiele innych

Post przez Kawka » 30 czerwca 2022, o 08:45

David Nicholls "Jeden dzień"

Emma i Dex spotkali się na uczelni. W dzień rozdania świadectw spędzają ze sobą noc i choć nie dochodzi do seksu, oboje czują, że są dla siebie kimś więcej niż tylko znajomymi ze studiów. Jeszcze nie wiedzą, że dzień 15 lipca 1988 r. to przełomowy w ich życiu moment, który da początek ich burzliwej relacji trwającej ponad 20 lat.

Jest to moje pierwsze spotkanie z prozą tego autora i w zasadzie, jak zwykle w takich przypadkach, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Chyba oczekiwałam romansu w stylu Nicholasa Sparksa – ciepłej historii trudnej miłości. Dostałam coś zupełnie innego.

Na początku muszę wspomnieć, że nie jest to romans, a przynajmniej nie taki, jakie zazwyczaj czytam. Jest to powieść obyczajowa, trochę melodramat, coś, po co sama w żadnym wypadku bym nie sięgnęła. Książka okazała się sukcesem komercyjnym, do tego stopnia, że nakręcono film na jej podstawie. Czy zasłużenie, postaram się odpowiedzieć poniżej.

Na uwagę zasługuje ciekawy i oryginalny koncept opowieści – autor opisuje wyłącznie jeden dzień z każdego roku, a że akcja książki rozciągnięta jest na ponad 20 lat, to trochę się wydarzeń uzbierało. Z jednej strony jest to ciekawy zabieg, a z drugiej ogranicza bardzo tę historię. Większość ważnych dla fabuły wydarzeń jest przedstawiana jako retrospekcja albo wspomnienia bohaterów, więc nie ma wrażenia, że coś dzieje się tu i teraz. Brak ciągłości wątków, duże przeskoki czasowe powodują, że trudno się zanurzyć w tę opowieść. Przeszkadzało mi to przeskakiwanie w czasie i brak płynności w fabule. Wolę gdy historia rozwija się stopniowo i mam okazję, podczas czytania, płynnie poznawać dalsze losy bohaterów.

Sama fabuła nieszczególnie wciąga. Dzieje się dużo na przestrzeni lat ale nie są to rzeczy, które by emocjonowały i trzymały w napięciu. Cała powieść, pod względem fabuły jest średnia. Ani nie nuży ale też nie wciąga. Jeśli miałabym porównać do czegoś tempo akcji i sposób opisywania wydarzeń, to powiedziałabym, że trochę przypomina mi ta powieść styl Danielle Steel, bo jest taka senna, opowiedziana, a nie pokazana. Nie jest to wada, po prostu cecha. Dużo tych "opowiadanych fragmentów" wymuszonych zostało przez koncepcję opisania jednego dnia.

Kolejna rzecz, na którą zwróciłam uwagę, to przeskoki z czasu teraźniejszego na przeszły i z powrotem. Nie chodzi mi o momenty, kiedy mamy do czynienia z retrospekcją i czas przeszły jest uzasadniony, a o poszczególne opisy w obrębie jednej sceny, kiedy autor zmienia czas bez powodu i to bardzo razi. Być może zawinił tłumacz, trudno stwierdzić, ale dla mnie to bardzo duże niedociągnięcie, które utrudniało mi skupienie się na fabule.

Postacie – tu w zasadzie mam problem, bo nie polubiłam ani Emmy, ani tym bardziej Dexa. Oboje byli dla mnie irytujący, choć każde z innego powodu.

Ona, za młodu idealistka o lewicujących poglądach, trochę oderwana od rzeczywistości, niedorajda z zaniżonym poczuciem wartości. Niby postać bardzo dopracowana i przemyślana ale irytowała mnie przez większość czasu. Brak jej ikry, zdecydowania, celu w życiu, odwagi i przede wszystkim umiejętności komunikacyjnych. Gdy ma okazję walczyć o swoje uczucie, rezygnuje spłoszona byle głupotą. Gdy tkwi w nieudanym związku, który ją unieszczęśliwia, zamiast postawić sprawę jasno, woli się wikłać w kolejny nieudany związek i zdradzać swojego partnera, zamiast z nim porozmawiać. Nie cierpię zdradzających bohaterów. A zdradzających, którzy nie mają żadnej refleksji na ten temat, tym bardziej. Emma nie ma żadnych oporów jeśli chodzi o oszukiwanie swojego chłopaka. Jej wybory życiowe są tak dziwne i nielogiczne, że trudno jej kibicować. Być może taki był zamysł autora, żeby pokazać postacie jako ludzi z wadami, rozterkami, popełniających błędy i ponoszących ich konsekwencje, a nie nieomylnych herosów, ale to mamejowate zachowanie Emmy naprawdę męczyło na ponad czterystu stronach. Widać też, że pisał tę postać mężczyzna, bo ona jest taka męska w uczuciach i postępowaniu, myśli jak facet, czuje jak facet. Jest to trudne do opisania ale czuć, że Emma nie ma kobiecej psychiki, jest w niej coś takiego, że wydawała mi się czasem facetem w kobiecym ciele. Może to kwestia opisów jej wewnętrznych rozmyślań, bo miałam wrażenie, że są zdawkowe i strasznie suche, jak na kobietę, bez emocji. Wiadomo, że każda kobieta jest inna i nie ma wzorca kobiecości w Sevres ale nie wydaje mi się, żeby Emma stanowiła typową przedstawicielką swojej płci. Uwierało mnie to, bo to kolejny element, przez który nie potrafiłam się z nią zżyć.

Nieco lepiej wypadł Dex. Był dupkiem od samego początku i pozostał nim prawie do końca. Przebojowy, absurdalnie pewny siebie, arogancki, wredny, niemiły, oportunista i przede wszystkim niedojrzały chłopczyk, a nie mężczyzna. Nie dał się polubić, bo długo nie uczył się na błędach. Takie wieczne dziecko, rozkapryszone i rozpieszczone do granic. Miał w nosie uczucia innych, nawet własnej, umierającej matki, traktował ludzi jak zasób, który może dać mu korzyści.

W obojgu denerwowało mnie to, że nie potrafili ze sobą rozmawiać. Poruszali masę ważnych tematów, byli ze sobą szczerzy do bólu, a mimo to nie potrafili przez lata normalnie porozmawiać o swoich uczuciach i wyłożyć kawę na ławę. Kombinowanie jak koń pod górkę, podczas gdy rozwiązanie problemu jest w zasięgu ręki, to jedno z najbardziej męczących mnie rozwiązań fabularnych.

Czymś, co sprawiało, że jednak nie porzuciłam tej książki, są dialogi pomiędzy Emmą i Dexem. Dobre, celne, pełne ciętych ripost, świetnie napisane, prawdziwe. Niestety, jest to jeden z nielicznych plusów.

Pomijając jednak to co mi się nie podobało, sama książka nie byłaby zła, gdyby nie zakończenie. To sprawiło, że chodziłam wściekła przez bite dwa dni. Na autora, na siebie (bo mogłam wcześniej zapytać czy jest HEA albo HFN). Nie jestem w stanie zaakceptować takiego zakończenia tej historii. Może to miało jakiś cel. Prawdopodobnie wzbudzić emocje czytelnika, skłonić go do zastanowienia się nad sensem życia, jego ulotnością, spowodować, że książka nie będzie kolejną banalną historią miłosną. Może bohater miał dojrzeć, za sprawą tego co się wydarzyło. Owszem, dojrzał, szkoda, że dopiero na samym końcu. Nie ważne, co autor chciał tym zakończeniem przekazać, może jestem zbyt ograniczona, żeby pojąć przesłanie stojące za takim zakończeniem, trudno. Poczułam się oszukana i ograbiona z satysfakcji na koniec. Nie po to czytam romanse, żeby dostawać jak cegłą w twarz nieszczęśliwym zakończeniem. Po trzech latach śmierci w rodzinie, dwóch latach pandemii i wojnie u sąsiadów, mam prawo oczekiwać, że książka nie będzie mnie emocjonalnie orać i powodować mojej frustracji.

Pominąwszy zakończenie, ta historia nie była szczególnie dobra, ani też zła. Trochę mi się dłużyła, irytowali mnie bohaterowie. Nie jest to gniot ale też raczej nie sięgnę po inne powieści tego autora. Moja ocena to 5/10, bo dla mnie ta książka jako całość jest średnia. "Jeden dzień" jest daleko poza moją bańką czytelniczą.

Link do recenzji: http://www.romansoholiczki.pl/viewtopic ... 5#p1243855
http://www.radiocentrum.pl

"...Gary (...) niedawno zerwał ze swoją dziewczyną z powodu niezgodności charakterów (charakter nie pozwolił jej zgodzić się na to, by Gary sypiał z jej najlepszą przyjaciółką)". Neil Gaiman "Nigdziebądź".

Poprzednia strona

Powrót do Romans + ...

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość