Regulamin działu Rozmowy o naszych aktualnych lekturach i książkowych inspiracjach. Szerzej o gatunkach: dział ROMANS+ oraz dział 18+ Konkretniej o naszych listach czytelniczych: dział STATYSTYKI Lektury wg pór roku i świąt: dział SEZON NA KSIĄŻKĘ
Fringilla napisał(a):Ok, to już rozumiem, czemu nie Cole i Laurenston
No i tak to jest przy polecaniu wzajemnym Dla mnie "zestawienie silnej pyskatej kobiety z jajami i mocnego faceta ...tu kobiety w końcu podporządkowują się tym swoim facetom" jest wewnętrznie sprzeczne, więc faktycznie nasze listy z "silnymi pyskatymi kobietami" by się pewnie kompletnie nie pokryły i w ramach poleceń szukałabym tytułów na swojej kompletnie innej liście
Namieszałam...szukam silnej pyskatej kobiety z jajami i mocnego faceta ( kobieta Nie ma się podporządkować Ale u Laureston i Cole w końcu podporządkowują się i dlatego nie .ale przyznam czytałam wieki temu i przykładów nie podam.
U Laurenston i Cole widać właśnie przez lata fajną ewolucję pod tym względem Ja mogę chętnie podysktuwać (także w kontekście tego, że podałaś Eve jako przykład
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące — Ursula K. Le Guin
A czy któraś z was zna "W pogoni za Alice" Claire Naylor? Bohaterka nie jest jakaś wielka niezgułą, ani baba z jajami. Jest sympatyczna i po mału sama sie ogarnia. Lekka i przyjemna lektura.
Książki o tej detektywce nie kojarzę, ale faktycznie szukasz dość specyficznego typu. Po polsku to chyba tylko Joanna Chyłka się łapie. Po angielsku coś by się znalazło
Zawsze kupuje motyw, gdzie jest nieśmiała i zdawałaby się słaba kobietka i silny, arogancki facet. Coś w stylu Sebastiana i Evie od Kleypas. Ale jak widzę też motyw Pięknej i Bestii oraz Hadesa i Persefony to od razu nastrajam się pozytywnie. Szkoda, tylko, że mało kiedy te motywy baśni i mitu są dobrze wykorzystane przez autorki.
Romans biurowy, kto się czubi ten się lubi. Ogólnie lubię zadziornych bohaterów, którzy potrafią bronić swojego Bohaterów z niedoskonałościami, aranżowane małżeństwa, motyw samotnych rodziców
“How do you always know where to find me?'' His voice achingly gentle, he says, "The same way a compass knows how to find true north.” ― J.T. Geissinger, Cruel Paradise
“It’s not inexplicable. I like you the way Newton liked gravity.” “I don’t know what you mean.” “Once he found it, everything else in the universe made sense.” ― J.T. Geissinger, Cruel Paradise
“Life is short. You don't get a do-over. Kiss who you need to kiss, love who you need to love, tell anyone who disrespects you to go f*ck themselves. Let your heart lead you where it wants to. Don't ever make a decision based on fear. In fact, if it scares you, that's the thing you should run fastest toward, because that's where real life is. In the scary parts. In the messy parts. In the parts that aren't so pretty. Dive in and take a swim in all the pain and beauty that life has to offer, so that at the end of it, you don't have any regrets.” ― J.T. Geissinger, Cruel Paradise
Ja podobnie mam i do tego bohaterka z jajami ale nie z przerośniętymi, lubię jak jednak zachowuje kobiecość, razi mnie jak kobieta próbuje w chamstwie dorównać, lubię jak jest zaradna i nie musi czekać na ratunek, ale też bez przesady samotny brudny Harry się przejadł. Kto się czubi z fajnym humorem np. JAK u niej jeszcze fajna gra słów, cały czas pamiętam "tfuj" soczek
Pewnego razu doszłam do wniosku, że czas sobie znaleźć faceta... , ale kupiłam martini i mi przeszło(ZabawneKartki) Przejdź na mroczną stronę..... mamy czekoladę.
"...Gary (...) niedawno zerwał ze swoją dziewczyną z powodu niezgodności charakterów (charakter nie pozwolił jej zgodzić się na to, by Gary sypiał z jej najlepszą przyjaciółką)". Neil Gaiman "Nigdziebądź".
Wiesz, Kawko, mam wrażenie, że w sumie jesteśmy w mniejszości czytelniczej pod tym względem
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące — Ursula K. Le Guin
Również nie lubię bohaterów, co znęcają się nad bohaterką, szczególnie z powodu tego, że jakaś go wcześniej okantowała albo mamusia nie kochała itp. i co gorsza gdy to jest kiepsko umotywowane.
Nie ma dobrych książek dla głupca, możliwe, że nie ma złych dla człowieka rozumu. Denis Diderot
"If you want it enough, you can always get a second chance." MM * “I might be accused of social maladjustment,” said Daniel. “But not a psychopath. Please. Give me some credit.” MM * Zamienię sen na czytanie.
EvelKa napisał(a):I to jest właśnie fajne, ż każdy lub coś innego. Można się wymienić spostrzeżeniami
I głośno wyrażać zapotrzebowanie czytelnicze na dany zestaw motywów
Przy czym sama sobie zadaję pytanie: jesli doceniam romanse z takim wątkiem, bo jestem często ciekawa, jak autorka taka opowieść zakończy (będzie próba odkupienia, "płaszczenia", a może spłynie jak po kaczce i jeszcze udowodnią, że to bohaterki wina to do której listy wrzucić: "typ bohatera, którego nie znoszę" czy "typ romansu, który czytam z przyjemnością/ciekawości" Patrz: Palmer
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące — Ursula K. Le Guin
Mam podobnie. O ile śfiń nie lubię, to lubię czytać jak się z tym niemiłym typem bohaterka upora i generalnie w jakim to kierunku pójdzie. Czasem miewam traumę po lekturze ale i tak czytać lubię. Zwłaszcza te najstarsze bodice rippery.
Palmer i hq u mnie to zupełnie oddzielna kategoria.
"...Gary (...) niedawno zerwał ze swoją dziewczyną z powodu niezgodności charakterów (charakter nie pozwolił jej zgodzić się na to, by Gary sypiał z jej najlepszą przyjaciółką)". Neil Gaiman "Nigdziebądź".
Mam wrażenie, że to trochę jak z lubieniem horrorów
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące — Ursula K. Le Guin
Przy czym są w tym wszystkim przypadki, których wybronić się nie da nie tyle bohatera, a nawet bohaterów, co samej autorki (ekhm, Zniewalający opiekun Kristen Ashley
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące — Ursula K. Le Guin
Tak, zdecydowanie. Niektóre autorki nie powinny brać się za pisanie, chociaż z drugiej strony nie każdy na to narzeka...
Nie ma dobrych książek dla głupca, możliwe, że nie ma złych dla człowieka rozumu. Denis Diderot
"If you want it enough, you can always get a second chance." MM * “I might be accused of social maladjustment,” said Daniel. “But not a psychopath. Please. Give me some credit.” MM * Zamienię sen na czytanie.
Patrząc na spis moich lektur z ostatnich 6 miesięcy, można by dojść do wniosku, że zdecydowanie preferuję romanse a) gejowskie z b) hokejem w roli głównej. Tak ale nie. Albo nie ale tak. Tu zostawiam pierwsza część swojej dłuższej notatki, bo jeszcze parę rzeczy muszę uporządkować
1. Nie, nie jestem fanką "gejowskiego seksu" ale doceniam queerowe opowieści i fantazje Przez cały czerwiec z okazji Pride Month / miesiąca Dumy LGBT+ aka queerowej próbowałam uporządkować powody, skąd moje ostatnie preferencje czytelnicze się wzięły. Nie jest to łatwe
Choćby dlatego, że punkt wyjścia to doświadczenie romansowe sprzed 2015 roku: a) nie przepadałam za romansami z bohaterami homoseksualnymi tworzonymi przez kobiety, które w pełni jako kobiety hetero się identyfikują, bo... powiedzmy, że nie moja kategoria fantastyki i wyobrażeń kazdemu jej kink, ale też pisanie o queerowym życiu ma podobne obciążenia jak pisane o kobietach przez hetero-mężczyzn... powiedzmy, że od zawsze miałam problem choćby z Panią Bovary fajna książka, ale więcej opowiada o twórcy/narratorze niż "tajemnicach kobiet" Doświadczenie, wiedza, fantazja, wykorzystywanie opowieści osób w niefajnych sytuacjach do budowania własnych fantazji... hmm... b) nie przepadałam tez za
Spoiler:
seksem analnym w erotyce. Orientacja i płeć obojętna. Ok, w dzisiejszych czasach już jest lepiej niż bywało, ale wciąż... musi być wiele innych zachęcających elementów w fabule, aby mi wyrównac obecność tego rodzaju w opowieści. Ok, włącza się tez u mnie lekka cyniczna mizoandria "dlaczego hetero-mezczyźni są adwokatami seksu analnego z kobietami" ale to inna opowieść
znowu: każdemu jego kink c) lubię hokej ale nie potrafiłam pogodzić się z nurtem romansu hokejowego mocno wywodzącego się z "real-person-fiction" czyli fanfiki odnoszące się do realnych osób. Brrrr...
Czyli trifekta Motywów-Których-Nie-Lubię-w-Romansie a tu proszę... Paradoksalnie zaczęło się od cyklu Him, który uważam za bardzo dobry a zarazem bardzo zły romans. I ogólnie literaturę Czytając inne tytuły autorek, w duecie i indywidualnie, pozwoliło mi się utwierdzić w przeświadczeniu, że to bardzo dobre rzemieślniczki uprawiające cynicznie bardzo beznadziejny podgatunek romansowy Jak niektóre - najlepsze! - autorki HŚŻetów
Przez czysty przypadek mój kolejny tytuł hokejowy był autorstwa Rachel Reid, którą jako twórczynię umieściłabym na przeciwnym biegunie do Bowen i Kennedy, bo różni się od nich we wszystkich kluczowych aspektach: - zna się na hokeju tak na serio - zna się na queerowej literaturze i queerowym romansie - wykracza poza czyste romansowe rzemieślnictwo i podejmuje ryzyko w swojej twórczości, z szacunkiem traktując jednak romansowe założenia i wierne fanki gatunku - to już ja, ale... nie ma Narracji Pierwszoosobowej! Juhuuu! Cykl Rachel Reid próbowałam wstępnie rozkminiac tutaj (brakuje jeszcze recenzji najnowszej części Game Changers (cykl) - Rachel Reid w opozycji do Him (cykl) - Sarina Bowen i Elle Kennedy
W kolejnej części będzie o czy faktycznie hetero opowieści nie oferują mi rodzajów relacji i dynamiki między bohaterami, jakie preferuję w romansach albo: czy cis-hetero opowieści rujnują dziś miłość .
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące — Ursula K. Le Guin
Hokej i to w wydaniu Kennedy pod każdą postacią, tą niehetero takoż. Nawet jej nieznanie się, razem z Bowen, wcale mi nie przeszkadza
A co do
Spoiler:
analu w romansie - mało która autorka potrafi to opisać ze smakiem, a nie żenująco bądź śmiesznie. Przemawiają do mnie opisy Kasi Małeckiej w tym temacie. Są subtelne, sensualne i do tego potrafi jakoś tak to ująć, że się czyta. W którejś Keeland lub Ward, nie pamiętam której, chyba tym coś tam Nie dzwoń do mnie, mnie się te autorki mylą, seks analny był opisany jakoś tak... No nie. Ale na szczęście nie trafiam zbyt często na takowe opisy
W ogóle opisy seksu kuleją w języku polskim bardzo często. Trudne zadanie to jest, a dobrze opisane to zdecydowanie jest motyw, który lubię
'Never flinch. Never fear. And never, ever forget'.
Jedyny anal jaki pamiętam w romansie hetero to była Small "Niewolnica miłości". Czytałam będąc zupełnie początkującą Romansoholiczką i aż nabieram ochoty na powtórkę, żeby zobaczyć czy to nadal tak fascynująca lektura jak te jakieś 13 lat temu.
"...Gary (...) niedawno zerwał ze swoją dziewczyną z powodu niezgodności charakterów (charakter nie pozwolił jej zgodzić się na to, by Gary sypiał z jej najlepszą przyjaciółką)". Neil Gaiman "Nigdziebądź".
•Sol• napisał(a):Hokej i to w wydaniu Kennedy pod każdą postacią, tą niehetero takoż. Nawet jej nieznanie się, razem z Bowen, wcale mi nie przeszkadza
Jak wyżej: dobrze udają, nie powiem Serio, swego czasu (te 30 lat temu) tak dobre rzemieślnictwo lądowało na górnych półkach kategoriowego romansu w HQ I równie szybko niejako się dezaktulalizowało pod względem... realiów i stylu zachowuje urok, ale...
A co do
Spoiler:
analu w romansie - mało która autorka potrafi to opisać ze smakiem, a nie żenująco bądź śmiesznie.
Seks ogólnie trudny jest tez w opisie Ale serio: tu Reid zdecydowanie góruje nad Kennedy/Bowen (jeśli chodzi o mlm, bo nie popełniła żadnego dzieła f/m, więc brak porównania
Och, Small...
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące — Ursula K. Le Guin
Pewnie udają ja tam się aż tak nie znam, ale wiem, że wchodzi Za to dobrym mlm na naszym rynku bym nie pogardziła, ale... chyba jednak nasz rynek nie jest gotowy na takie romanse. Niby coś się tam działo, ale z marnym skutkiem. I mam na myśli tutaj romans erotyczny z wątkiem homo. Nie te pieśni pochwalne na temat lgbtq+, bo to zwyczajnie nie dla mnie.
Fringilla napisał(a):Seks ogólnie trudny jest tez w opisie
oj bardzo. Bardzo, bardzo. Choć mam wrażenie, że po polsku dwa razy bardziej.
'Never flinch. Never fear. And never, ever forget'.