Moment spamowania:
No i mamy to: na HBO w Polsce (
że też mi nikt nie płaci za reklamę) 6 lutego (piąteczek) wchodzi
Heated Rivalry czyli w polskim przekładzie
Gorąca rywalizacjaZwiastun:
https://www.youtube.com/watch?v=WUe4tlcs3mM (
i plakat... choruję, jeszcze nie widziałam
To adaptacja książki (a raczej serii) Rachel Reid, którą zachwalam od lat, więc obiektywizmu u mnie dużo nie ma, bo od pierwszego przeczytania byłam pod mega wrażeniem (
moje chaotyczne zachwyty).
Ale też: ten serial to czysta Kanada, ojczyzna Harlequinów nieprzypadkowa!Serial-fenomen pod względem oglądalności i ocen od chwili premiery pod koniec listopada (tak, obserwowałam z bliska od początku,
są fanki wierne oddolnie budujące hajp na serial 
bez praktycznie budżetu na promocję, a w rolach głównych totalnie nowe nazwiska, więc mega popularność płynie bezpośrednio od widzów. I mają rację.
Recenzji serialu nie zamierzam popełniać

krótki opis jest plus minus taki:
To powieść o relacji rozwijającej się przez lata (zachowana ciągłość i chronologia, żadnych przeskoków) między dwoma zawodnikami rywalizujących hokejowych drużyn na najwyższym międzynarodowym poziomie (odpowiednik "naszego" NHL) - od powołania do ligi po zdobywanie kolejnych pucharów. Najlepsi z najlepszych, wykreowani PRowo na odwiecznych wrogów, i to w realiach jednego z bardziej homofobicznych sportów (w wersji męskiej, kobiecy hokej jest mega otwarty), a jednak od późnej nastoletności łączy ich "coś".

I to wszystko - to, jak się w tym "czymś" odnajdują, pozostając zarazem topowymi hokeistami.
NA ale dojrzale opowiedziane: bliskość emocjonalna, obcy w obcym kraju (i kulturowo, bo jeden z bohaterów Rosjaninem i to bardzo sensownie w obecnym kontekście politycznym rozpisanym i... no własnie, mamy też bohatera w spektrum autyzmu), od wrogów do... no własnie, sekretna relacja.
A w ogóle to mamy w bonusie parę dodatkową

I ten kontekst stwarza pole dla
emocjonalnej dramatozy, której Jane Austen by się nie powstydziła: rozwaga, romantyczność, trochę dumy i uprzedzenia.
Ok, jeszcze może garść informacji dla kontekstu może się przydać, bo to nie jest serial, który poleca się w ciemno szerszemu gronu odbiorców. Lepiej być przygotowanym. Więc w 6 punktach:
1. To jest romans. Tak, jest tam hokej, humor, dramat, ale - co szalenie rzadkie - jest to serio 100% romans w romansie. Tacy
Bridgertonowie przy tym to dramat rodzinny
Plus, i jest to mega ważne, nie jest to spoiler: jest HEA! (no ok, ponieważ to romans współczesny, to HFN, wiadomo, ale tak: "wiara w przyszłość tej miłości" jest obecna). Ja tam nawet obejrzałam cały napisy w ostatnim odcinku z mokrymi ślepiami. A znałam wszak zakończenie!
Wszystko w
Gorącej rywalizacji obraca się wokół relacji romantycznej (w tym seksualnej), 6 odcinków jest gęstych fabularnie pod tym względem, ale...
2. Tematyka lgbt+ / queer - główni męscy bohaterowie nie są heteroseksualni. To nie tajemnica, kim są konkretnie, ale cała opowieść tez opiera się na odkrywaniu, definiowaniu i oswajaniu "etykiet".
To adaptacja zrealizowana przez Jacoba Tierneya, reżysera geja w pełnym porozumieniu z autorką kobietą. Rachel Reid wpisała swe dzieło w standardy podgatunku romansowego znanego jako "romans o nie-hetero mężczyznach czytany przez często hetero kobiety" (są powody, dlaczego ten gatunek staje się coraz bardziej popularny, a nawet dlaczego to taki właśnie tytuł stał się prawdopodobnie pierwszą porządną, wierną i satysfakcjonującą adaptacją romansu w ogóle).
Bardzo edukacyjny pod każdy względem, ponieważ i przede wszystkim: przedstawia seks entuzjastycznie uprawiany i z olbrzymim szacunkiem i troską o współuczestników, podejmujący temat emocji w związku ^_ ^
I tak, są też postacie kobiece, pozytywie pokazane, integralne dla fabuły (tak jak i mężczyzni hetero, żeby nie było).
A także ponieważ...
3. To produkcja kanadyjska niewielkiej platformy/studia/ekipy Crave i Bell Media - to nie jest amerykańska produkcja, podejście do seksu i sposobu opowiadania bliższa europejskim standardom i wrazliwości - żadnego purytanizm także dlatego, że bohaterami są mężczyźni, ech... więc...
Żadnego zawstydzania, pokutowania, zastraszania, nierównowagi w relacji wynikającej z tego, że co dla jednej osoby jest źródłem dumy, dla drugiej może być poniżeniem (no niestety tacy
Bridgertonowie przy całej mej sympatii).
4. Tak,
seksu jest dużo, smut totalny, dla znawców faktycznie z pogranicza soft core erotyki (tak, widać wszystko oprócz genitaliów) ale jest to tez opowieść na przeciwległym biegunie do takich
365 dni. Seks wygląda realistycznie i romantycznie, a nie jak z przemysłu porno (tak, estetyka seksu u Bianki Lipińskiej jest zdecydowanie zapożyczona z popularnego mainstreamowego porno).
Oglądanie z rodziną... chyba niewskazane za pierwszym razem.
Ogólnie zdania podzielone, czy da się to oglądać zbiorowo

I tu ważne:
5.
Pierwsze 2 odcinki to... no właśnie, smut totalny i niektórzy mogą po nich odpaść, ale jednak proponuję wytrzymać przynajmniej do 4 odcinka

Pamięta pierwsze wrażenia po zakończeniu serialu pod koniec grudnia, gdy większość fanów stwierdziła, że co 2 odcinki szczeki opadają coraz niżej, bo "przyszliśmy dla obrazków, zostaliśmy dla opowieści".
A w ogóle...
6. To jest po prostu
kawał doskonałego serialu telewizyjnego pod względem realizacji i dlatego warto go obejrzeć, bo to już teraz klasyka.
I to biorąc pod uwagę mikroskopijny jak na standardy serialowe budżet.
Aczkolwiek może warto brać na samym początku poprawkę, że to bardziej niszowe kino z głębokimi korzeniami produkcji niezależnych (reżyser/producent/scenarzysta w jednym czyli Jacob Tierney wywalczył sobie kontrolę twórczą).
Jeszcze raz: to nie jest amerykańska produkcja!
To czysta Kanada, ojczyzna Harlequina!No dobra, mocno Quebec...

PS Nie zamierzam się rozpływać nad aktorami, udowadniają swa jakość od pierwszych ujęć
Polecam, to tylko 6 odcinków z HEA

PS2 Hehehe, jestem z siebie dumna, ja o tym serialu mogłabym pisać całe rozdziały
