Teraz jest 14 lutego 2026, o 07:00

Seriale

Romantyczne – ale nie tylko – opowieści filmowe, serialowe i teatralne
Od filmów kostiumowych po azjatyckie dramy
Na co czekamy, co polecamy, co odradzamy...


Filmy i seriale na Walentynki!
Avatar użytkownika
 
Posty: 6570
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14

Post przez Liberty » 2 stycznia 2026, o 20:09

Ja Stranger Things polubiłam od razu ale jakąś mega fanką nigdy nie byłam. I pewnie dlatego należę do malutkiego grona, które nie psioczy. Serial przyzwoicie zakończony. Nie oczekiwałam cudu to i się nie rozczarowałam. Faktycznie, jego największą wadą były zbyt długie przerwy między sezonami. Całość uważam za fajną, przyjemną rozrywkę.

Avatar użytkownika
 
Posty: 29538
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 2 stycznia 2026, o 20:17

Sądzę, że to faktycznie serial spokojnie do oglądania z mojej perspektywy. Realizacyjnie się nie czepiam, psioczę bardziej społecznie, nie tępię. Jedyny zarzut konkretny to te podziały, ale to spada na N, nie na twórców.
To nie Wiedźmin :hyhy:
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

 
Posty: 2141
Dołączył(a): 26 grudnia 2017, o 15:13
Ulubiona autorka/autor: Jane Austen

Post przez mdusia123 » 2 stycznia 2026, o 20:40

Ja Stranger Things zaczęłam oglądać z gigantycznym opóźnieniem, bo już po premierze czwartego sezonu i nie dotrwałam nawet do końca drugiej serii. Ale dzisiaj rzuciłam okiem na drugą połowę ostatniego odcinka, czyli całe to wielkie podsumowanie i...naprawdę się cieszę, że w większości jest ono tak wręcz cukierkowo słodkie, pozytywne i przepełnione nadzieją. W pewnym momencie nawet lekko zaszkliły mi się oczy :zawstydzony:.

Avatar użytkownika
 
Posty: 29538
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 2 stycznia 2026, o 21:49

Jednak bez kontekstu... no, ładnie wygląda, ale może być totalnie emocjonalnie niesatysfakcjonujące, jesli zna się opowieść.

PS Osobiście uważam, że cierpi na to, na co cierpi cały koncept serialu Braci: brak przemyślanej empatii ;)
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

 
Posty: 2141
Dołączył(a): 26 grudnia 2017, o 15:13
Ulubiona autorka/autor: Jane Austen

Post przez mdusia123 » 2 stycznia 2026, o 22:04

Fringilla napisał(a):Jednak bez kontekstu... no, ładnie wygląda, ale może być totalnie emocjonalnie niesatysfakcjonujące, jesli zna się opowieść.

PS Osobiście uważam, że cierpi na to, na co cierpi cały koncept serialu Braci: brak przemyślanej empatii ;)


To znaczy :)?

Avatar użytkownika
 
Posty: 588
Dołączył(a): 24 marca 2023, o 00:02
Ulubiona autorka/autor: Emily Henry, Jane Austen, Susan Elizabeth Philips

Post przez pannazlosnica » 2 stycznia 2026, o 22:34

Samego epilogu się nie czepiam - była to ładna laurka dla bohaterów, z którymi widz spędził prawie dekadę i ok.

Otwartego zakończenia też nie (ostatnia scena piękna), bo zawsze wiedzieliśmy chyba, że zakończenie będzie słodko-gorzkie i
Spoiler:


Bardziej mnie razi niedbalstwo scenariuszowe
Spoiler:
, wprowadzanie na ostatnią chwilę back story głównego złego, żeby nie zrobić z tym tak naprawdę nic, zmarnowanie wątków z Lindą Hamilton i Kali i ogólne zatracenie klimatu. Że nie wspomnę o dziaderskich żartach o penisach.

 
Posty: 2141
Dołączył(a): 26 grudnia 2017, o 15:13
Ulubiona autorka/autor: Jane Austen

Post przez mdusia123 » 2 stycznia 2026, o 22:41

Rozumiem. I jak nie mogę się wypowiadać na temat większości twoich zarzutów, tak w kwestii Mike'a siedzącego na skwerku w samym centrum miasta pełna zgoda :).

Avatar użytkownika
 
Posty: 29538
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 2 stycznia 2026, o 23:26

mdusia123 napisał(a):
Fringilla napisał(a):brak przemyślanej empatii ;)

To znaczy :)?


To inaczej: ten serial jest pełen niedbałego okrucieństwa. Zaczynając od tego, jak Dustin olewający śmierć swego kota.
(odpowiednikiem tego w finale jest to, jak została potraktowana postać Kali, wrrrr, przy tym nawet El jeszcze nieźle na tym wyszła)

pannazlosnica napisał(a):
Spoiler:
, wprowadzanie na ostatnią chwilę back story głównego złego, żeby nie zrobić z tym tak naprawdę nic, zmarnowanie wątków z Lindą Hamilton i Kali i ogólne zatracenie klimatu.

Dokładnie. Tego jest multum, a źródłem jest nieumiejętność rozwijania co bardziej skomplikowanych problemów etycznych w tym uniwersum ;)

Twórcy na dłuższą metę nie radzą sobie z cierpieniem i jego empatycznym zrozumieniem/przedstawieniem (wobec wszystkich: "dobrych", neutralnych i "złych").

Jeśli coś się udaje, to dzięki aktorom, a i to nie zawsze (np. Joyce sobie bardzo dobrze na koniec poradziła - w ogóle Wynona wygrywa w tym serialu - a Hopper w "pojedynku" w Rosji... no... nie bardzo, to okropna scena w sumie).

PS
Hm, no więc ja się epilogu czepiam pod każdym względem oprócz piwnicy - tak, to było dobre.
Natomiast całość się własnie nie klei w słodko-gorzki sposób - Mike został realnie i metaforycznie zostawiony sam na tej ławeczce, nawet rozmowa na koniec z Hopperem... no...

Po prostu moralny worldbuidling w ST jest mocno problematyczny na koniec.
Przygody i klimat sa fajne, aktorstwo ratuje mnóstwo rzeczy, ale na koniec jest w tym emocjonalna niedojrzałość, w pewien sposób niewybaczalna dla czegoś, nad czym się pracowało ponad dekadę.
Więc: ogląda się pewnie dobrze, ale to nie moje klimaty na dłuższą metę.
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 588
Dołączył(a): 24 marca 2023, o 00:02
Ulubiona autorka/autor: Emily Henry, Jane Austen, Susan Elizabeth Philips

Post przez pannazlosnica » 3 stycznia 2026, o 00:21

W tym sezonie w ogóle bezmyślna przemoc przekracza skalę. Naparzają z karabinów do tych żołnierzy, jakby to oni byli głównymi antagonistami (jasne, wątek wojska ścigającego El się przewijał, ale wciąż - mamy nastolatków bezrefleksyjnie raniących innych ludzi z broni palnej).

Avatar użytkownika
 
Posty: 29538
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 3 stycznia 2026, o 00:58

Ekhm, zabijających. I spływa to po nich jak po kaczkach.
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 588
Dołączył(a): 24 marca 2023, o 00:02
Ulubiona autorka/autor: Emily Henry, Jane Austen, Susan Elizabeth Philips

Post przez pannazlosnica » 25 stycznia 2026, o 17:33

Obejrzałam "Heated rivalry" i to najlepsze, co widziałam od dawna. Nie wiem jak ludzie byli w stanie wyczekiwać na kolejny odcinek, ja cały sezon poleciałam na raz

Avatar użytkownika
 
Posty: 29538
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 25 stycznia 2026, o 18:49

O rany, to był taki cudowny proces co tydzień :bigeyes:
Rozumiem, ale serio: jest czego zazdrościć, to było wręcz pokoleniowe przezycie :P

A na poważnie: cieszę się, że Ci się podobało ^_^

Ja bym tak bardzo chciała, aby wreszcie zaczęto "tak" robić adaptacje romansów. Tak, książka / seria Reid jest super niestety tez dlatego, że nie jest to klasyczny "hetero" romans, ale jednak uważam, że przy odpowiedniej ekipie dałoby się świetne adaptacje robić klasyki. Wszak problemy z adaptacją Bridgertonów nie wynikają po prostu z tego, że to hetero-romans :]

PS serio, po 2 pierwszych odcinkach HR miałam lekką depresję "czemu het romanse nie mogą mieć ładnych rzeczy jak to?":niepewny:
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

 
Posty: 2141
Dołączył(a): 26 grudnia 2017, o 15:13
Ulubiona autorka/autor: Jane Austen

Post przez mdusia123 » 25 stycznia 2026, o 19:10

Eh, ja nadal bardzo się staram dostrzegać w Bridgertonach jak najwięcej pozytywów, bo "A to w końcu pierwsza typowo romansowa seria ekranizowana na tak szeroką skalę i na czymś kolejni twórcy muszą się przecież uczyć...", "A bo przecież ogląda się w gruncie rzeczy miło...", "A bo kilka wątków jest sympatycznych...", "A bo przecież aktorzy dobrze grają...", "A bo może to jednak zwykłe czepialstwo z mojej strony...", ale prawda jest taka, że pod jakim kątem by nie patrzeć, to ten serial jest...no po prostu słaby :niepewny:.

Avatar użytkownika
 
Posty: 588
Dołączył(a): 24 marca 2023, o 00:02
Ulubiona autorka/autor: Emily Henry, Jane Austen, Susan Elizabeth Philips

Post przez pannazlosnica » 25 stycznia 2026, o 20:41

Nie znam wprawdzie książek Rachel Reid - dopiero zaczęłam audiobooka (o dziwo, książki po angielsku lepiej mi wchodzą w audio, z kolei po polsku nie jestem w stanie słuchać audiobooków), więc jestem ciekawa jak to się przełoży na moje wrażenia.

Ale chyba też pomogły świeże, nieopatrzone twarze i to, że budżet był nie za duży(?).

Swoją drogą, jak przeczytałam, że aktor, który gra Ilię, nie zna rosyjskiego i uczył się wymowy do roli, to mi z wrażenia kapcie spadły

Avatar użytkownika
 
Posty: 29538
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 25 stycznia 2026, o 22:43

Och, we własnym języku jest się o wiele bardziej wybrednym :P
Jestem ciekawa, jak pierwsza część Ci podejdzie, o to sa wieczne bitwy w fandomie ;)
I w ogóle jak odcinek 3? :lol:
Mocno kontrowersyjny to był tydzień, gdy poszło info, że będzie o innej parze :hyhy:

***
Tak, działanie poza machiną zwana hollywodzką pomogło - pod tym względem ja od dawna doceniam mocno i kanadyjskie i brytyjskie seriale, które robią za małe pieniądze świetne historie (no, oprócz elementu, że tak jak wszędzie tendencja jest do płacenia mało za faktyczną pracę).

To oczywiście kwestia ludzi i dla mnie numer jeden tutaj to Jacob Tierney, reżyser, scenarzysta, producent, ogólnie faktycznie Twórca czyli osoba potrafiąca docenić Reid i jej ksiązki (to [podstawa, to widać, że je rozumie -ach, gdyby taki ktoś dla Wiedźmina się znalazł, chlip chlip) i je przelożyć na język serialowy (jak usłyszałam pierwszy raz o serialu to jedynym jasnym promykiem było jego nazwisko).
Wiara we własny projekt i niezależność. I szacunek wobec własnych widzów, czytelników i gatunku (bardzo rzadkie!)

I to, że kolega potrafi dobierać ludzi do projektu (od muzyki po scenografów), to mega umiejętność.
Ale... no, trzeba tez mega szczęścia, i że akurat tych dwóch (każdy oddzielnie) zdecydowało się zgłosić do projektu to już kategoria cudów :P
Mnóstwo talentu, ciężkiej pracy (dekady zbierania doświadczenia) i zbiegów okoliczności ^_^
O, ale jeszcze jeden czynnik: fandom był mega pozytywny od samego początku, w sumie przygotowany na porażkę (no bo... jeszcze w listopadzie nikt z nas nie żył w rzeczywistości, gdzie adaptacje romansów moga być... dobre ;) ale wciąż wspierający, więc... mogło byc tylko dobrze. Bo to też atmosfera w czasie produkcji, gdy ekipa czuje, że fani na spokojnie czekają na efekty, pomogła moim zdaniem.
Na dłuższa metę to dopiero po zakończeniu serialu w pełni się włączyło parę typowych nieznośnych zachowań fandomowych.
Te pierwsze tygodnie były serio mega pozytywne.

PS jest mnóstwo rzeczy robionych i prawie tak dobrych jak to, ale większość z nas nigdy o nich nie usłyszy...
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 588
Dołączył(a): 24 marca 2023, o 00:02
Ulubiona autorka/autor: Emily Henry, Jane Austen, Susan Elizabeth Philips

Post przez pannazlosnica » 26 stycznia 2026, o 01:26

Mnie się 3. odcinek podobał - stanowił fajne przełamanie i kontrast w stosunku do głównej pary.

Aczkolwiek lekki wstyd, bo nie skumałam, że dziewczyna z którą Kip pracuje i Elena to NIE ta sama osoba :wstyd:

Avatar użytkownika
 
Posty: 29538
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 26 stycznia 2026, o 04:14

Trzeci jest bardzo dobry, gdy już na spokojnie się go ogląda (plus elegancki wgląd w psyche obu głównych bohaterów - takie ładne obrócenie perspektyw i stereotypów: Shane pokazuje pazury (#angrykitten), a Ilya błyszczy jako troskliwy kapitan :lol: vs pierwszoodcinkowe goodboy vs badboy).

pannazlosnica napisał(a):Aczkolwiek lekki wstyd, bo nie skumałam, że dziewczyna z którą Kip pracuje i Elena to NIE ta sama osoba :wstyd:


Oj, miałam to samo :lol:
Obwiniam wersję z oświetleniem - podobno oryginał na Crave jest doświetlony, HBO ma (jak zwykle...) za ciemny obraz i gdy widzimy Elenę w pubie pierwszy raz, to moim zdaniem łatwo ja pomylić z Marią ;) (no casting tez tendencyjnie przełamujący stereotyp "blond WAGs" w sporcie)
Dotarło do mnie w 2/3 sceny w sumie.
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 588
Dołączył(a): 24 marca 2023, o 00:02
Ulubiona autorka/autor: Emily Henry, Jane Austen, Susan Elizabeth Philips

Post przez pannazlosnica » 27 stycznia 2026, o 21:13

Udało mi się przesłuchać książkę i cóż, jestem jeszcze pod większym wrażeniem wierności serialu z oryginalnym materiałem.

Co do samej książki - gdyby nie serial najpewniej porzuciłabym lekturę po kilku pierwszych rozdziałach, bo mocno, hm, obrazowe sceny erotyczne to nie jest mój kubek zainteresowań, ale trzeba przyznać, że im dalej w las, tym bardziej wciąga.

Podobało mi się, że po pierwsze narracja była poprowadzona w 3. osobie, ale Rachel Reid w miarę sprawiedliwie przedstawia perspektywę i Shane'a i Ilyi. Czemu o tym wspominam? Bo nie jestem fanką tych leniwych POV, gdzie w hetero romansach POV faceta wypada.pokracznie i fanfikowo.
Po drugie, że zarówno Shane, jak i Ilya nie są do końca tym, co mogłoby wynikać z przypisanych stereotypów ("Złoty chłopiec" i "bad boy").

Avatar użytkownika
 
Posty: 29538
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 29 stycznia 2026, o 14:26

To jest serio materiał na szerokie studia o adaptacjach (i pisaniu pod adaptacje... bo potencjał tkwił już w samym tekście).
Ja jestem pod wrażeniem tez dlatego, że to jednak są inne trochę opowieści (i trajektoria i postacie), a zarazem... no własnie.

Tak, stąd szerokie obawy, że zbyt "smutowe" wszystko i odstraszy w ekranizacji. No ale wiadomo, że jednak na koniec (a twórcy mieli nawet zielone światło na pokazanie więcej, na koniec to Tierney zdecydował, że jednak będzie bez pełnych ujęć... co pokazuje ponownie, że rozumie swoja widownię i czytelniczki, wbrew pozorom nie potrzebujące detali tak jak w tekście).

Ja ma osobisty uraz do narracji pierwszoosobowej.
I czasem mam wrażenie, że dlatego czytam tyle queerowych romansów, bo mam większą szansę na w ogóle lepiej robione męskie narracje (ale i kobiece gdy to queerowy romans... smutne to trochę...).

***

A przy okazji mogę polecić pierwszy z seriali, jaki w chorobie obejrzałam ^_^
The Copenhagen Test
https://www.youtube.com/watch?v=-jAhbFdeMXU
Ten szpiegowski thriller pokazuje losy Alexandra Hale’a (Simu Liu), amerykańskiego analityka wywiadu o chińskich korzeniach, który odkrywa, że jego mózg został zhakowany, a sprawcy mają dostęp do wszystkiego, co widzi i słyszy. Uwikłany w działania agencji i nieznanych hakerów mężczyzna musi nieustannie udawać oraz kontrolować swoje działania i emocje, aby odkryć, kto stoi za atakiem, i dowieść, po czyjej stronie stoi w tej grze.
Premiera za pare dni tak jak i Heated Rivalry :hyhy:.
Ja się serio zaskakująco dobrze bawiłam, chociaz to "kryminalny thriller technologiczny". W ogóle druga połowa zaskakująco podnosi jakość całej opowiesci.
Z Simu Liu (Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni, Barbie).
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 588
Dołączył(a): 24 marca 2023, o 00:02
Ulubiona autorka/autor: Emily Henry, Jane Austen, Susan Elizabeth Philips

Post przez pannazlosnica » 30 stycznia 2026, o 00:02

4. sezon "Bridgertonów" - Boże, jak bardzo tam się nic nie dzieje. Ktoś chyba uznał, że skoro Benedict i Sophie nudzą się na tej wsi, to widzowie też muszą :giveup:

Avatar użytkownika
 
Posty: 29538
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 30 stycznia 2026, o 01:23

Pojęcie "klasa próżniacza" powraca i nabiera dodatkowego znaczenia :evillaugh:
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 29538
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 5 lutego 2026, o 18:43

Moment spamowania:

No i mamy to: na HBO w Polsce (że też mi nikt nie płaci za reklamę) 6 lutego (piąteczek) wchodzi Heated Rivalry czyli w polskim przekładzie
Gorąca rywalizacja
Zwiastun: https://www.youtube.com/watch?v=WUe4tlcs3mM (i plakat... choruję, jeszcze nie widziałam :smarkam:

To adaptacja książki (a raczej serii) Rachel Reid, którą zachwalam od lat, więc obiektywizmu u mnie dużo nie ma, bo od pierwszego przeczytania byłam pod mega wrażeniem (moje chaotyczne zachwyty).
Ale też: ten serial to czysta Kanada, ojczyzna Harlequinów nieprzypadkowa!
Serial-fenomen pod względem oglądalności i ocen od chwili premiery pod koniec listopada (tak, obserwowałam z bliska od początku, są fanki wierne oddolnie budujące hajp na serial :hyhy: bez praktycznie budżetu na promocję, a w rolach głównych totalnie nowe nazwiska, więc mega popularność płynie bezpośrednio od widzów. I mają rację.

Recenzji serialu nie zamierzam popełniać :hyhy: krótki opis jest plus minus taki:
To powieść o relacji rozwijającej się przez lata (zachowana ciągłość i chronologia, żadnych przeskoków) między dwoma zawodnikami rywalizujących hokejowych drużyn na najwyższym międzynarodowym poziomie (odpowiednik "naszego" NHL) - od powołania do ligi po zdobywanie kolejnych pucharów. Najlepsi z najlepszych, wykreowani PRowo na odwiecznych wrogów, i to w realiach jednego z bardziej homofobicznych sportów (w wersji męskiej, kobiecy hokej jest mega otwarty), a jednak od późnej nastoletności łączy ich "coś".

Obrazek

I to wszystko - to, jak się w tym "czymś" odnajdują, pozostając zarazem topowymi hokeistami.
NA ale dojrzale opowiedziane: bliskość emocjonalna, obcy w obcym kraju (i kulturowo, bo jeden z bohaterów Rosjaninem i to bardzo sensownie w obecnym kontekście politycznym rozpisanym i... no własnie, mamy też bohatera w spektrum autyzmu), od wrogów do... no własnie, sekretna relacja.
A w ogóle to mamy w bonusie parę dodatkową ;)

I ten kontekst stwarza pole dla emocjonalnej dramatozy, której Jane Austen by się nie powstydziła: rozwaga, romantyczność, trochę dumy i uprzedzenia.



Ok, jeszcze może garść informacji dla kontekstu może się przydać, bo to nie jest serial, który poleca się w ciemno szerszemu gronu odbiorców. Lepiej być przygotowanym. Więc w 6 punktach:

1. To jest romans. Tak, jest tam hokej, humor, dramat, ale - co szalenie rzadkie - jest to serio 100% romans w romansie. Tacy Bridgertonowie przy tym to dramat rodzinny ;)
Plus, i jest to mega ważne, nie jest to spoiler: jest HEA! (no ok, ponieważ to romans współczesny, to HFN, wiadomo, ale tak: "wiara w przyszłość tej miłości" jest obecna). Ja tam nawet obejrzałam cały napisy w ostatnim odcinku z mokrymi ślepiami. A znałam wszak zakończenie!
Wszystko w Gorącej rywalizacji obraca się wokół relacji romantycznej (w tym seksualnej), 6 odcinków jest gęstych fabularnie pod tym względem, ale...

2. Tematyka lgbt+ / queer - główni męscy bohaterowie nie są heteroseksualni. To nie tajemnica, kim są konkretnie, ale cała opowieść tez opiera się na odkrywaniu, definiowaniu i oswajaniu "etykiet".
To adaptacja zrealizowana przez Jacoba Tierneya, reżysera geja w pełnym porozumieniu z autorką kobietą. Rachel Reid wpisała swe dzieło w standardy podgatunku romansowego znanego jako "romans o nie-hetero mężczyznach czytany przez często hetero kobiety" (są powody, dlaczego ten gatunek staje się coraz bardziej popularny, a nawet dlaczego to taki właśnie tytuł stał się prawdopodobnie pierwszą porządną, wierną i satysfakcjonującą adaptacją romansu w ogóle).
Bardzo edukacyjny pod każdy względem, ponieważ i przede wszystkim: przedstawia seks entuzjastycznie uprawiany i z olbrzymim szacunkiem i troską o współuczestników, podejmujący temat emocji w związku ^_ ^
I tak, są też postacie kobiece, pozytywie pokazane, integralne dla fabuły (tak jak i mężczyzni hetero, żeby nie było).
A także ponieważ...

3. To produkcja kanadyjska niewielkiej platformy/studia/ekipy Crave i Bell Media - to nie jest amerykańska produkcja, podejście do seksu i sposobu opowiadania bliższa europejskim standardom i wrazliwości - żadnego purytanizm także dlatego, że bohaterami są mężczyźni, ech... więc...
Żadnego zawstydzania, pokutowania, zastraszania, nierównowagi w relacji wynikającej z tego, że co dla jednej osoby jest źródłem dumy, dla drugiej może być poniżeniem (no niestety tacy Bridgertonowie przy całej mej sympatii).

4. Tak, seksu jest dużo, smut totalny, dla znawców faktycznie z pogranicza soft core erotyki (tak, widać wszystko oprócz genitaliów) ale jest to tez opowieść na przeciwległym biegunie do takich 365 dni. Seks wygląda realistycznie i romantycznie, a nie jak z przemysłu porno (tak, estetyka seksu u Bianki Lipińskiej jest zdecydowanie zapożyczona z popularnego mainstreamowego porno).
Oglądanie z rodziną... chyba niewskazane za pierwszym razem.
Ogólnie zdania podzielone, czy da się to oglądać zbiorowo :lol:
I tu ważne:

5. Pierwsze 2 odcinki to... no właśnie, smut totalny i niektórzy mogą po nich odpaść, ale jednak proponuję wytrzymać przynajmniej do 4 odcinka :lol: Pamięta pierwsze wrażenia po zakończeniu serialu pod koniec grudnia, gdy większość fanów stwierdziła, że co 2 odcinki szczeki opadają coraz niżej, bo "przyszliśmy dla obrazków, zostaliśmy dla opowieści".
A w ogóle...

6. To jest po prostu kawał doskonałego serialu telewizyjnego pod względem realizacji i dlatego warto go obejrzeć, bo to już teraz klasyka.
I to biorąc pod uwagę mikroskopijny jak na standardy serialowe budżet.
Aczkolwiek może warto brać na samym początku poprawkę, że to bardziej niszowe kino z głębokimi korzeniami produkcji niezależnych (reżyser/producent/scenarzysta w jednym czyli Jacob Tierney wywalczył sobie kontrolę twórczą).

Jeszcze raz: to nie jest amerykańska produkcja! To czysta Kanada, ojczyzna Harlequina!
No dobra, mocno Quebec... :hyhy:

PS Nie zamierzam się rozpływać nad aktorami, udowadniają swa jakość od pierwszych ujęć :shades:
Polecam, to tylko 6 odcinków z HEA ^_^

PS2 Hehehe, jestem z siebie dumna, ja o tym serialu mogłabym pisać całe rozdziały :hyhy:

Poprzednia strona

Powrót do Oglądamy!

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości