Teraz jest 31 maja 2024, o 00:53

Seriale

Romantyczne – ale nie tylko – opowieści filmowe, serialowe i teatralne
Od filmów kostiumowych po azjatyckie dramy
Na co czekamy, co polecamy, co odradzamy...

Avatar użytkownika
 
Posty: 28423
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 4 marca 2024, o 21:36

szuwarek napisał(a):Ja tez po Avatarze. Ciekawa jestem twoich przemyśleń.

Ale moje to takie mocne meta :hyhy: (bo też wciąż jestem na fali wkurzenia recepcją Detektywa ;)

Liberty napisał(a):Rojst. Millenium za mną. Super zakończenie serialu.

Mam wysoko na liście do obejrzenia, ale nie mam weny :yeahrite:
Zamiast tego wpadłam w seriale szkolne :facepalm:
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 9907
Dołączył(a): 3 sierpnia 2011, o 11:33
Lokalizacja: Somewhere
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh

Post przez kejti » 5 marca 2024, o 20:13

mnie się Avatar bardzo podobał :D momentami przesłodzone ale można było się tego spodziewać

.
.

Let's find some beautiful place to get lost.

Avatar użytkownika
 
Posty: 28423
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 5 marca 2024, o 21:01

A jaką masz relację z animowanym pierwowzorem? :D
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 9907
Dołączył(a): 3 sierpnia 2011, o 11:33
Lokalizacja: Somewhere
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh

Post przez kejti » 5 marca 2024, o 22:55

Zerowe, może kiedyś coś tam obejrzałam ale nic nie pamiętam. Film chyba widziałam ale też mam dziury

.
.

Let's find some beautiful place to get lost.

Avatar użytkownika
 
Posty: 28423
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 7 marca 2024, o 03:17

Ja obejrzałam oryginał jako osoba dorosła jakby co :hyhy:

W każdym razie... ogląda się bardzo przyzwoicie, nie odmówię.

Ale jednak mocno dokucza - i to bez znajomości oryginału - mocne wypłaszczenie bohaterek (oraz Aanga*).
To postacie bardzo niewiele wnoszące do opowieści, co by było o wiele bardziej rażące, gdyby nie spora liczba o wiele lepiej przedstawionych postaci równie głównych oraz pobocznych. Gęstość ratuje fabułę.

Jednak na chłodno - mimo bardzo dzielnych aktorek - nie ma ciekawej postaci kobiecej w tej opowieści na tym etapie.

Natomiast w kontekście znajomości oryginału...

Bohaterów "pozytywnych" (włącznie z Zuko) pozbawiono wszystkich negatywnych cech i przypadłości budujących w oryginale podstawy dla ich wewnętrznych podróży i dojrzewania, przy czym męskim (z Zuko i Sokka na czele) dodano sporo (pozytywnego!) kontekstu / jednak trochę ulepszono (Zhao!), a żeńskie pozostały ładnymi obrazkami, z Katarą na czele (tylko jeden moment w ostatnim odcinku, gdy Katara - wbrew logice! - zachowuje się jak postać żywcem wyjęta z animacji... wielowymiarowa i ciekawa).
*I na wszelki wypadek pozostawiono w zawieszeniu samego Aanga: jest mega miły i nieproblematyczny... i zarazem nijaki.

Cóż, wychodzi na to, że powyższa porażka scenariuszowa to nie błąd i niedopatrzenie twórców (i dlatego jest sprawnie jednak ukryta). To świadomy zabieg platformy.

W spoecznosciówkach dzięki temu nie ma najazdu męskich szowinistycznych / seksistowskich troli marudzących o "feministycznych mary sue / girbossach" (chociaz zarazem to, co zrobiono z Sokką na papierze woła o pomstę do nieba - aktor to cudem wybronił) i "pokazywaniu mężczyzn w negatywnym świetle".
Cel został osiągnięty. Oceny ogólnie plusowe, a krytyka sensowna, bo nie biorą w niej udziału rzesze nieograniętych etycznie misiaków oraz botów.

Avatar świetnie pokazuje, że jak najbardziej, jedyną metodą obronienia produkcji przed napadem przez mizoginów jest po prostu... zredukować postacie kobiece do dodatków dla męskich bohaterów!
Nowe, nie znałam :hyhy:

Katara wiecznie wspiera, Suki wiecznie zagryza usta, Yue uwodzi od pierwszego wejrzenia.
Nie twierdzę, że oryginał nie miał wad - 1 sezon był najbardziej chybotliwy, ale jako całość - super jak na tamten okres. Ale tutaj twórcy nie tyle nie odrobili lekcji w 2024 tylko na zimno podjęli takie a nie inne decyzje...
To jest adaptacja serialu z lat 00., która fabularnie by mogła powstać w latach 80. :]

I serio, to świadoma strategia - inaczej nie byłoby mnóstwa świetnie przepracowanych innych elementów w opowieści (które się mogą podobać lub nie, ale znowu: nie można zarzucić twórcom, że nie znają oryginału adaptowanego).

PS Co ratuje taką Diunę na razie przed najazdem troli? Bana - to, że w sumie to jednak większość jeszcze nie obejrzała. A kino trudniej dostępne jest...
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

 
Posty: 1731
Dołączył(a): 26 grudnia 2017, o 15:13
Ulubiona autorka/autor: Jane Austen

Post przez mdusia123 » 7 marca 2024, o 12:22

Fringilla napisał(a):PS Co ratuje taką Diunę na razie przed najazdem troli? Bana - to, że w sumie to jednak większość jeszcze nie obejrzała. A kino trudniej dostępne jest...


Aczkolwiek muszę powiedzieć, że ostatnio z ciekawości zajrzałam sobie na Filmweb i właśnie na forum nowej Diuny i oczywiście już był tam założony temat, jak to Chani (główna żeńska bohaterka) została popsuta w porównaniu z wersją książkową, bo ta książkowa była przecież bezgranicznie oddana głównemu bohaterowi do samego końca, a ta filmowa ma czelność mieć mocno ambiwalentne odczucia wobec tego, że Paul z czasem będzie coraz bardziej zmierzał w stronę stania się niezbyt sympatycznym gościem :).

Avatar użytkownika
 
Posty: 28423
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 7 marca 2024, o 22:45

Och, tam to jest grzecznie.
(nie mam problemu z wyrażaniem takich opinii samych w sobie - do dyskusji - ale z formą, jaką to przyjmuje ;)
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

 
Posty: 1731
Dołączył(a): 26 grudnia 2017, o 15:13
Ulubiona autorka/autor: Jane Austen

Post przez mdusia123 » 7 marca 2024, o 23:21

Cóż, na pewno jest tam grzeczniej niż w komentarzach pod artykułami dotyczącymi popkultury, które wyświetlały mi się zawsze na Facebooku, to na pewno. Aczkolwiek muszę powiedzieć, że byłam całkiem mile zaskoczona, gdy po całkiem niedawnym obejrzeniu filmu Avengers zajrzałam sobie właśnie na Filmweb i na forum nie było chyba ani jednego tematu, w którym ktokolwiek jęczałby, że Czarna Wdowa (która, co by nie mówić, pełni w tym filmie naprawdę ważną rolę) jest przekoksowaną, nienawidzącą mężczyzn Mary Sue. A przynajmniej mnie takie komentarze nie rzuciły się w oczy.

W ogóle ostatnio krąży mi po głowie sporo przemyśleń dotyczących ekranizacji komiksów superbohaterskich i chciałabym jakoś je z siebie wyrzucić, ale nie jestem pewna, czy na tym forum znajdę właściwą do tego przestrzeń. Nie mówiąc już o chętnych do polemiki odbiorcach tych moich wypocin. Jak myślicie, nadałby się do tego od biedy temat O kobiecych postaciach w popkulturze? A może lepszy byłby raczej temat Motywy, których brakuje nam w romansach? Rozmowa na privie też byłaby spoko, ale wtedy odpada dyskusja w szerszym gronie :).

Avatar użytkownika
 
Posty: 28423
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 7 marca 2024, o 23:54

Mamy cały temat o ekranizacjach.
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

 
Posty: 1731
Dołączył(a): 26 grudnia 2017, o 15:13
Ulubiona autorka/autor: Jane Austen

Post przez mdusia123 » 8 marca 2024, o 00:05

Faktycznie. Kurde, tyle razy przeglądałam nasze forum w tę i z powrotem, a ostatecznie zawsze jak coś mi chodzi po głowie, to nagle mam totalną pustkę w głowie i wrażenie, że nigdzie nie ma miejsca na moje przemyślenia. W każdym razie dzięki za podpowiedź :).

Avatar użytkownika
 
Posty: 28423
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 11 marca 2024, o 00:40

Obejrzałam z okazji 8 marca serial Mary i George - takie trochę Gra o Tron (minus bitwy) spotyka Wielką (ten o carycy Katarzynie).
M.in. z Julianne Moore i chłopakiem z ekranizacji Red, White & Royal Blue (oraz Na dnie :hyhy):

7 docinków bardzo dobrze zrobionej opowieści o skomplikowaniu miłości za pomocą odwołania do historii faworyta króla Jakuba I Stuarta (następcy Elżbiety) na początku 17. wieku, z jego matką w roli równoprawnej.
Wizualnie piękne (i okropne, bo to jednak 17 wiek), smutne, mizantropiczne, a Grę... sensownością fabuły przeskakuje z łatwością pod każdym względem (tak, scen też jest sporo). To kolejny po The Serpent Queen bardzo dobry serial historyczny.
Widać pewną teatralność w realizacji, ale to na plus jak dla mnie ^_^ no i jestem fanką Tony'ego Currana od czasów 13 wojownika :hyhy: no skradł to show...
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 28423
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 20 marca 2024, o 09:56

To kto ogląda Shoguna? :shifty:
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 31295
Dołączył(a): 8 listopada 2012, o 22:17
Ulubiona autorka/autor: Różnie to bywa

Post przez Księżycowa Kawa » 22 marca 2024, o 22:17

Nawet nie wiedziałam, że jest nowa wersja, ale to nic nowego.
Nie ma dobrych książek dla głupca, możliwe, że nie ma złych dla człowieka rozumu.
Denis Diderot


"If you want it enough, you can always get a second chance." MM
*
“I might be accused of social maladjustment,” said Daniel. “But not a psychopath. Please. Give me some credit.” MM
*
Zamienię sen na czytanie.

Avatar użytkownika
 
Posty: 28423
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 24 marca 2024, o 00:46

Oglądam z nostalgii.
Trochę zabawne dla fanów historycznych j-dram :hyhy:
Ogląda się dobrze, zagrane bardzo dobrze, no i Cosmo Jarvis (grał ostatnio w ekranizacji Perswazji Jane Austen :P jest równie irytujący jak Chamberlain niegdyś... co wychodzi na plus, bo mnie jako widza ma za zadanie irytować jako Cholerny Anglik równie mocno co japońskich bohaterów (Hiroyuki Sanada! Anna Sawai! No i kradnący szoł Tadanobu Asano oraz Moeka Hoshi :P )
https://www.youtube.com/watch?v=10qHekXVa-s
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 39949
Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh

Post przez Nocny Anioł » 29 kwietnia 2024, o 10:21

Wczoraj zaczęłam oglądać ten serial i wsiąkłam, bardziej ja niż chłop. Rożnica upodobań
https://www.filmweb.pl/serial/Spryciarz-2023-10042354
Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki

Avatar użytkownika
 
Posty: 6411
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14

Post przez Liberty » 29 kwietnia 2024, o 10:45

Z ciekawości, bo ponoć super obejrzałam "Reniferka". Mocna rzecz, pouczająca. I zaczęłam "Żegnaj ziemio", lubię jak Koreańczycy biorą się za apokalipsy.

Avatar użytkownika
 
Posty: 28423
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 3 maja 2024, o 04:59

Tak, Reniferka (tu zwiastun) się fajnie ogląda. A w moim przypadku - fajnie się sluchało, bo akurat puzzle układałam :P
A słuchanie serialu też pokazuje, jak mocny literacko jest scenariusz (w końcu serial powstał w ramach adaptacji własnej mondoramy przez samego autora).
No i to jest taka opowieść, że im dalej tym bardziej - w teorii dowiadujemy się w 1. odcinku, o co chodzi w całej historii, ale na koniec okazuje się, że to opowieść o n-więcej wątków (chociaż fabuła się nigdy nie rozwidla i nie ma rozdrabniania się).

A ponieważ skończyłam oglądać We Were The Lucky Ones (na podstawie książki u nas znanej jako [b[]My mieliśmy szczęście[/b] Georgii Hunter (tu się rozpisałam poprzednio) to mnie naszło na podsumowania ostatnich paru obejrzanych seriali...

M.in.

Martwi Detektywi czyli Dead Boy Detectives z uniwersum Sandmana chociaż z wielu względów przypomina inny twór serialowy na podstawie Gaimana: Dobry Omen.
Miłe leciutko kryminalne urban fantasy z duchami, czarownicami i kocimi królami (miau... bardzo dobrze animowane koty!), bardzo NA i queerowo.
Szybciutko się ogląda, chociaż akcja wbrew pozorom nie gna i jest sporo miejsca na sensowne wbrew pozorom roważania o kondycji, cóż, ludzkiej, w sam raz na weekendzik (chociaż... atmosferycznie najlepiej deszczowy :hyhy:
Krew się leje! (dosłownie, bo ekipa ma miejscówkę na sklepem mięsnym :hyhy: więc niekoniecznie może do posiłku, ale jest wciąż ładnie i są jednorożce.

Ponadto oglądam Palm Royale (tu zwiastun) (finałowy odcinek za tydzień) i jeśli ma się ochotę na dużo słońca i haj lajf na Florydzie 1969 (jest lot na księżyc w tle, wszak rzut beretem na Canaveral) to bardzo fajnie się ogląda.
Chociaż to nie to prawdziwe Palm Beach na ekranie tylko LA (co widać po słońcu... :hahaha: ), bo realizatorów wyrzucono z ekskluzywnej florydzkiej miejscówki jak bohaterkę, Maxine Dellacorte-Simmons, w pierwszym odcinku z tytułowego klubu Palm Royale :P
Komedia, kryminał, ciut magicznego realizmu i bohaterka (grana przez Kristin Wiggs w otoczeniu mnóstwa innych fajnych aktorek, plus Ricky Martin) w typie TSTL a zarazem... no, fajna jest w swej pozytywnej nieznośności i ogólnie rzadko się zdarzają teraz bohaterki w typie Po Prostu Chcę Być Przyzwoitym Człowiekiem.
No i wnętrza, ciuchy i stare klasyczne posiadłości Palm Beach ocienione pełną zielonością, że jak jak nie lubię upałów, to serio... to jest dobra reklama miejscówki...
Tempo... trzeba się wczuć, wiele się dzieje, ale też... nikt się nie spieszy. A wszystko się spina, fabuła przemyślana i dopracowana.
Niby nie ma najwyższych ocen (bo zaaa wooolno...), ale warto dać szansę moim zdaniem.

W ogóle seriale na (ech...) Apple+ są realizatorsko mega ładne do podziwiania wizualnie (takie przeciwieństwo platformy na N).
Co mi przypomina, że...

Coś z innej beczki: Sprawa Asunty.
To z kolei hiszpańska (galicyjska :hyhy:) produkcja, która jest fabularyzowaną opowieścią o prawdziwej tragedii: morderstwie 12-letniej córki dwojga znanych towarzysko w okolicy prawników z prominentnych rodzin Santiago de Compostela.
Styl serialu jest bardzo... no, z jednej strony takie W-11 na pierwszy rzut oka... wszystko jest takie szare, codzienne, przykurzone, ale z drugiej - ciekawie pokazana sprawa, w stylu mocno naturalistycznym ale bez artystowskich udziwnień (kamera się nie trzęsie!) i mimo surowości i pozornie małego budżetu bardzo dobrze opowiedziane i pokazane.
I wiernie jak na tego typu produkcje, więc niekoniecznie dla widzów, którzy lubią mieć wszystko porozwiązywane na koniec (sprawa była skomplikowana).
Spokojny kryminalny thriller, który wciąga.
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 28423
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 14 maja 2024, o 11:27

A w weekend obejrzałam serial 7-docinkowy dostępny na N-platformie Bodkin.
Dla fanek irlandzkości, podcastów true crime i melancholijnych czarniawych komedii. I lekkiego, sympatycznego nabijania się ze wszystkich powyższych na marginesie.
Niby nie ma najwyższych not, ale się przyjemnie ogląda i serio, wypełnia sensownie te swoje 7 odcinków.
I końcówka jest satysfakcjonująca - pasuje do całości.

Do zapyziałej nadmorskiej miejscowości, tytułowego Bodkin, wybrał się amerykański podcaster Gilbert o typowo irlandzkim nazwisku Power ;), trochę z typowo amerykańskiej nostalgii za Starym Krajem, trochę, aby nie splajtować już dokumentnie (koleś wygrał życie, robiąc podcast o raku swojej żony, ale kolejne projekty jakby trochę słabsze, a i żona - wydobrzała - tak jakby nie do końca radośnie podeszła do nie-do-końca dobrowolnie wybranej sławy).
Gilbert kocha Irlandię.
Zadanie konsultowania czyli niańczenia Gilberta dostaje profesjonalna dziennikarka śledcza Dubheasa "Dove" Maloney, w ramach przymusowej przerwy od własnego fakapu (się samobójczo zmarło jej informatorowi w poważnej tropionej przez nią aferze rządowej, po tym, jak wyciekło jego nazwisko).
Dove nie ufa żadnym zakonnicom z założenia.
Asystuje im Emmy Sizergh, Angielka z pochodzenia, fanka Gilberta, Dove, podkastów i dziennikarstwa z własnymi marzeniami i ambicjami.
Emmy rozsądnie działa w kryzysowych momentach.

Cel: nagrać podkast o zniknięciu w wiosce 3 osób 25 lat temu w samo Samhain (czyli Halloween po naszemu).

A dalej jest klasyczna irlandzkość, i o to chodzi: deszcz nawet jak nie pada, zarośla, menhiry, przemytnicy, pozasystemowe zakonnice, trochę owiec, sekrety, śmierci, zemsty po latach, węgorze, rzewne ballady w męskim wydaniu, irlandzka kuchnia, Elvis, halucynogeny, mordercy mew, rumuński rap, przytulisko dla techno-boyów, porządna stypa itp.itd.
Jest też magiczność codzienna (faoladh!) czyli nikt nie wierzy, ale wszyscy wiedzą, jak trzeba w jej ramach działać.
Na koniec oczywiście (próby) odpowiedzi na pytanie o los i tożsamość.

I co miłe: bez szalonego pośpiechu, dużo sensownego łażenia na piechotę (lubię ten realizm akurat) i każda scena ma sens.
I Dove w płaszczu!
PS a w ogóle to całkiem zgrabne uchwycenie klimatu irlandzkości właśnie w perspektywie "przyjezdnych".
https://www.youtube.com/watch?v=mkX7iuW7tWQ
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Poprzednia strona

Powrót do Oglądamy!

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości