Z drugiej strony... ta seria nie jest jakaś wybitna, więc...
No ale chciałabym ją skończyć po polsku. Trzeci tom mam po angielsku, za jakiś czas przeczytam. Choć nie wiem, dlaczego to sobie robię.
O co chodzi? Renegaci to jakaś grupa ludzi, którzy są gwiazdami youtube'a (chyba?), gdzie pokazują filmiki jak uprawiają sporty ekstremalne. I to naprawdę ekstremalne.
Cała seria ma akcję osadzoną w ciągu jednego roku, kiedy to zarówno członkowie Renegatów jak i zwykli studenci, podróżują turbo luksusowym statkiem i na tym statku mają zajęcia, a od czasu do czasu schodzą na ląd coś pozwiedzać.
No i trójka najgłówniejszych bohaterów (założyciele grupy) ma tu swoje historie miłosne.
Zaczyna się od Wildera, któremu Leah ma udzielać korepetycji... z czegośtam, chyba z angielskiego, choć nie jestem pewna, bo tak naprawdę nie ma ani jednej sceny, w której faktycznie udzielałaby mu korepetycji. Głównie zajmuje się ciągnięciem tyłka tego gościa na zajęcia. On ma jakiś układ z ojcem, że ma studia skończyć, to wtedy zapewni mu kasę na sponsorowanie kariery albo diabli wiedzą czego.
Zresztą te korepetycje to też są z d. wzięte - raz, że on jest na wyższym roku niż ona, a dwa, że studiują różne kierunki.
Jeśli mnie choć trochę znacie, to już wiecie, czego tu nie lubię.
Po pierwsze kuriozalne bogactwo Wildera. No nie znoszę tego. Ok, na świecie są bilionerzy, ale nie w takiej liczbie, by na każdą kujonkę przypadał choć jeden (mniejsza czy seksowny). Więc książka traci na wiarygodności.
Po drugie nie interesują mnie sporty, które polegają na ryzykowaniu życiem lub zdrowiem. A stanowczo nie cierpię, kiedy on ciągnie kobietkę w stronę czegoś, czego ona się boi, a heroinie brak stanowczości, by powiedzieć "chłopie, odwal się, nie wchodzę na to i już!"
Po trzecie - nuda. Płyną, uczą się i kochają. Fascynujące.
I po czwarte - konstrukcje do sportów ekstremalnych... na statku. Ja sobie to usiłowałam wyobrazić i wychodzi mi na to, że ten statek musiał być przeogromny, ciągnący się jakimiś kilometrami, bo skoro mają tam rampy i co tam jeszcze potrzebują, a jednocześnie jest gdzie pójść na spacer po pokładzie i wybić drinka na zewnątrz... gdzie i jak się to wszystko mieści? Also - jak głupie jest ćwiczenie z motocyklem na statku? Tyle pytań, mało odpowiedzi... i w sumie niewiele mnie to obchodzi.
Całość ożywia wątek sabotażysty, który usiłuje zrobić im wszystkim krzywdę, ale jakoś tak... ekipa nieszczególnie intensywnie się nim zajmuje. Za to Leah już kiedyś spadała z klifu, więc czemu nie zrzucić jej jeszcze raz, a potem jeszcze z czegoś? W sumie jakby ten wątek z sabotażem rozwinąć i mocniej uwypuklić (a bohaterowie wyglądali na bardziej przejętych sytuacją), to książka nabrałaby mocniejszych kolorów. No ale o co tu chodzi? By Wilder i Leah się spiknęli, uprawiali dużo seksu, potem się poprztykali o niedopowiedzenia, a wreszcie mieli HEA. Czy to wszystko jest? Jest.

Z "Novą" jest gorzej. Nienawidzę, kiedy parka kiedyś była parką, a potem o coś się rozstali i po latach znów się spotykają i usiłują skonstruować coś razem. Tu jeszcze wlazł element zdrady - 2 lata wcześniej Nova i Rachel się spotkali i zakochali, z tym że ona była dziewczyną Wildera (sorry za spoilery), więc go oboje puszczali w trąbę. Ona jako jego dziewczyna, on jako jego najlepszy przyjaciel. Tam jakieś dramy się z tego powodu podziały, w każdym razie w końcu para się rozstała, a teraz Wilder zaaranżował im spotkanie, żeby się spotkali i pogodzili.
Im więcej wiedziałam o tym, co się wydarzyło dawniej, tym większą pogardą darzyłam Novę (który oczywiście - z przeproszeniem - ruchał wszystko co się rusza, ale jak zobaczył Rachel, to nagle podpucował aureolę, że nie, on już innej kobiety nie dotknie). Tam wchodziły szantaże przyjaciół, pieniądze, niechęć rodziców, kwestie sponsorów... no z grubsza facet ją zostawił bez słowa wyjaśnienia, pogrążoną w długach tak, że z podkulonym ogonem musiała wracać do rodziców, bo mu sponsor powiedział, że zabierze kasę, a kumpel kazał wracać, bo tak... krystepanie, ten facet nadawał się do odstrzału i Rachel słusznie unikała go jak ognia (choć na niego leciała, wiadomo). Ale nie lękajcie się - ta parka też się zejdzie. I też się pokłóci o przeszłość. Ale w końcu sobie wybaczą. Aż szkoda, bo w jednej scenie Rachel mówi i ojcu, i Novie, że są manipulatorami i mają spadać na drzewo. Taki potencjał zmarnowany...
W obu książkach pojawia się też postać Zoe... której nie trawię. Nie mówię, że muszę każdą postać kochać, ale czy ona musi być taka cholernie stereotypowa i ciągnąć do łóżka akurat tego, kto jest głównym bohaterem??? I być do tego wredna? Hmpf.
Przeczytam "Rebel" - dziewczyna na motorze i zdaje się wykładowca. Ale tej serii z pewnością nie powtórzę.
