Strona 1 z 1

Ścieżka słońca - Lisa Kleypas (Liberty)

PostNapisane: 3 kwietnia 2012, o 18:56
przez Liberty
Autorka: Lisa Kleypas
Tytuł:Rainshadow Road
Wydawnictwo: St. Martin's Griffin
Rok wyd.: 2012
Język: angielski
Gatunek: romans współczesny


url.jpg



Zawód jaki sprawiła mi najnowsza książka Lisy Kleypas - Rainshadow Road - jest ogromny. Opis na okładce zapowiadał, że, być może, będzie to jej jeden z najlepszych romansów, konkurencyjny nawet dla Blue-Eyed Devil. Niestety stało się inaczej.
Kleypas zaczęła świetnie, mocnym wprowadzeniem w charakterystykę głównej bohaterki - Lucy Marinn oraz jej rodziców i młodszej siostry. Gdy Lucy i jej siostra Alice były dziećmi, ta ostatnia poważnie zachorowała i wydarzenie to położyło się cieniem na dalszym życiu całej rodziny; na zawsze zmieniło dotychczasowe stosunki panujące między rodzicami a dziećmi oraz miedzy samymi siostrami. Alice zdominowała życie Marinnów w domu i poza nim. Tylko jej potrzeby były dostrzegane przez rodziców, tylko jej prośby brane pod uwagę. Lucy zeszła na dalszy plan i nikt poza nią tego nie dostrzegł. I mimo, że stan zdrowia Alice z czasem wrócił do normy, to ta zmiana nie objeła układu sił w rodzinie. Lucy dorastała w przekonaniu, że nawet jeśli rodzice ją kochają, to jest to uczucie mocno wybrakowane, w stosunku do tego, jakim obdarzają Alice. Obie dziewczynki wychowywały się w absolutnie niszczącym układzie: lepsza siostra - gorsza siostra.
W efekcie, Lucy wyrosła na pozbawioną bezpieczeństwa emocjonalnego, nieufną, zakompleksioną i niezdolną do nawiązania zdrowej relacji z innymi ludźmi ( a zwłaszcza mężczyznami) kobietę, a Alice na wieczną małą dziewczynkę, pasożyta niezdolnego do wyższych uczuć. To dość czarno-biały wizerunek sióstr, ale nadaje się znakomicie na preludium do właściwej historii, w której zła siostra odbija dobrej faceta.
Znowu, trochę to banalne, ale przecież wszystko zależy od tego jak autorka dalej poprowadzi swoich bohaterów.
Osobiście, liczyłam że z tak doskonale zarysowaną bohaterką, jak Lucy, Kleypas może tylko stworzyć niezapomniany romans. Nie przypominam sobie by jakaś inna autorka tak doskonale i tak głęboko weszła, w początkowej fazie powieści, w psychikę bohaterki. Wydawałoby się, że fabuła powinna wręcz toczyć się sama. Lucy, w obliczu podwójnej zdrady, nie ma innego wyjścia jak przeorganizować swoje życie i zmienić dotychczasowy status quo rodziny Marinn. I przez chwilę wszystko wskazuje na to, że ten rozłam w rodzinie może mieć zbawienny wpływ na wszystkich uczestników dramatu. Rodzice wreszcie dostrzegają jak nieodpowiedzialną i okrutną osobą jest ich młodsza córka; Lucy uwalnia się się od wpływu rodziców i siostry, rozpoczyna samodzielne życie singielki; Alice, z uporem małego dziecka nieuchronnie dąży do katastrofy, która zmusi ją do stawienia czoła życiu w odpowiedzialny sposób. Ale to wszystko trwa dosłownie chwilę. Cały proces ewolucji postaci bierze w łeb, podporządkowany, tym razem, nieopanowanej potrzebie pisarki, by ukazać romansową heroinę w jak najlepszym świetle. Nie może ona pozostać po prostu dobrym, trochę poranionym człowiekiem z problemami. Musi koniecznie osiągnąć status świętej. Nieświęta bohaterka, to żadna bohaterka. I w Rainshadow Road status świętej osiągnięty zostaje w totalnie kretyńskiej scenie ratowania uciekającej panny młodej.
Problemy rodzinne pozostają nierozwiązane, rodzice nadal nie zdają sobie sprawy z błędów jakie popełnili, nie zostali też ostatecznie potępieni czy odrzuceni. Zostali za to mocno wybieleni, za pomocą łzawej historyjki z przeszłości, która nijak się ma do problemów Lucy. Lucy też się nie zmienia. Po krótkiej fazie buntu, wraca z powrotem do starej roli ofiary. Nadal daje się wykorzystywać matce i siostrze, a nawet swojemu byłemu, nadal pozbawiona jest poczucia własnej wartości, nadal nie ufa i boi się uczuć.

I jak w takiej sytuacji mam uwierzyć w wielką miłość Lucy i Sama (zapodział mi się biedulek)? Czym miałoby różnić się ich uczucie od tego jakie łączyło Lucy z jej byłym? Tego, Kleypas, czytelniczkom nie mówi. Musimy jej wierzyć na słowo, że Lucy Marinn, która nadal nie przerobiła swoich problemów, jest gotowa na związek z facetem, który sam ma spore problemy i jest antyfanem związków wszelakich, czego wyraz dał w scenie histerycznej ucieczki z łóżka. Scena ta odarła go w moich oczach z całej jego atrakcyjności, ale zupełnie nie wpłynęła na Lucy, która dotąd poddawała w wątpliwość wszystkie zachowania, gesty i deklaracje swoich partnerów. To jest całkowicie nielogiczne i stoi w sprzeczności z całkowitą wiedzą na temat bohaterki, dotąd czytelniczkom zaprezentowaną.
Pozostaje jeszcze kwestia magii, albo realizmu magicznego, jak wolą niektórzy, choć według mnie powieść Lisy Kleypas nawet się o niego nie otarła.
Magia działa w tej opowieści na zasadzie deus ex machina. Zostaje wprowadzona tam, gdzie autorka nie daje rady albo nie chce jej się wysilić. I tak, magia daje nadzieję bohaterce, gdy ta jest dzieckiem, ocala jej mały cudowny światek, by nie pozostała całkowicie pognębiona. Daje jej też zawód, bo i czemu nie. I w końcu łączy ją z tym jedynym, tak jak feromony łączą bohaterów romansów paranormalnych.Jest to absolutnie niestrawne i niegodne tej autorki.
Twórczość Lisy Kleypas nigdy nie była wolna od płycizn, ale zawsze ratował ją ten jej lekki styl pisania, który z wyprawy po bułki do sklepu robił czynność, o której przyjemnie się czyta. Ale tym razem jej się nie udało. Być może za dużo jej książek przeczytałam i już tak łatwo nie poddaję się "magii jej słów". Być może Rainshadow Road jest książką dla kogoś mniej wybrednego. Mnie zabrakło cierpliwości. I woli, by wybaczyć zmarnowanie tak dobrze zapowiadającej się historii miłosnej.

3/10

PostNapisane: 3 kwietnia 2012, o 20:12
przez Fringilla
Ha! czytałam! przypomniałaś mi, że to była ksiązka Kleypas :shock: pozyczyłam i oddalam bez bólu :]
i wiem, że czytałam równolegle z książką Mallery, która, będąc w sumie harlekinem, pozostawiła jednak wyraźniejszy ślad w pamięci :]

PostNapisane: 3 kwietnia 2012, o 21:41
przez Lilia ❀
To mnie pognębiłaś :(

PostNapisane: 3 kwietnia 2012, o 21:49
przez Alias
U mnie sobie leży od tygodni i czeka na swoją chwilę, teraz się lekko podłamałam. Przeczytam tak czy siak, ale bez entuzjazmu już chyba :(

PostNapisane: 3 kwietnia 2012, o 22:40
przez Liberty
Wybaczcie, dziewczyn. Sama się napaliłam na tę książkę, jako że mam fazę na znalezienie porządnego współcześniaka. Ale co przeczytam, to jest to pozycja gorsza od poprzedniej :too_sad:
Ale powiem tak - przeczytajcie. Może to, co mnie się tak strasznie nie podobało, Wam może wcale nie przeszkadzać ;)

PostNapisane: 3 kwietnia 2012, o 23:32
przez Fringilla
każcie Liberty napisać coś optymistycznego ^_^ dobrych książek nie czytała ostatnio? :hyhy:

PostNapisane: 4 kwietnia 2012, o 18:52
przez Liberty
Ze współczesnych totalna nędza, powiedzmy, że tylko dwie były trochę fajne i trochę beznadziejne. Z historyków czytałam mało, jedno opowiadanie było fajniutkie, choć i tak mogłabym się przyczepić. Paranormale odstawiłam. A i tak wszystko ginie w cieniu "The Iron duke" :P

PostNapisane: 4 kwietnia 2012, o 21:12
przez Alias
The iron duke? Juz druga osoba to tutaj zachwala. To taki lżejszy paranormalek a la Bezduszna na przykład?

PostNapisane: 5 kwietnia 2012, o 12:55
przez Liberty
Steampunk, ale dużo cięższego kalibru. Czekam aż w końcu wyd. 2bs wyda w Polsce.

PostNapisane: 7 kwietnia 2012, o 14:24
przez Jadzia
Ostatnio na ParanormalBooks widziałam zapowiedź, że kwiecień/maj ma być...

PostNapisane: 7 kwietnia 2012, o 16:07
przez Liberty
Taka sama zapowiedź wisi na stronie wydawnictwa ale na fb właściciele dają do zrozumienia, że wydawanie kolejnych książek może przesunąć się w czasie (jeszcze bardziej) ze względu na problemy finansowe wydawnictwa. Ot, polska niedola.

PostNapisane: 17 czerwca 2016, o 07:48
przez Viperina
Zmęczyłam to w końcu, nie było dramatycznie źle, bo Kleypas pisze lekko i np. dialogi generalnie nie wywołują u czytelnika podnoszenia oczu do sufitu, ale nie było też dobrze. Otóż magia była zupełnie niepotrzebna, nie wnosiła niczego, niczego nie wyjaśniała, nic nie dawała. Do tego zabrakło podstawowego składnika, za który lubimy (no OK, ja lubię) książki Kleypas, a mianowicie emocji między bohaterami. Było chłodno, ledwie letnio, wręcz nieciekawie. W końcówce próbowała coś tak poprawić, ale wyszło tak sobie.

Jak dla mnie w klasyfikacji ogólnej jakieś 4/10, a jak na Kleypas to zaledwie 1/10. 1 za lekkość pióra.

PostNapisane: 17 czerwca 2016, o 07:56
przez szuwarek
Liberty napisał(a):Ze współczesnych totalna nędza, powiedzmy, że tylko dwie były trochę fajne i trochę beznadziejne. Z historyków czytałam mało, jedno opowiadanie było fajniutkie, choć i tak mogłabym się przyczepić. Paranormale odstawiłam. A i tak wszystko ginie w cieniu "The Iron duke" :P

o czyli nie tylko ja to wielbię :bigeyes: taki wzorzec z Sevres

PostNapisane: 17 czerwca 2016, o 21:55
przez emily temple
Viperina napisał(a):Zmęczyłam to w końcu, nie było dramatycznie źle, bo Kleypas pisze lekko i np. dialogi generalnie nie wywołują u czytelnika podnoszenia oczu do sufitu, ale nie było też dobrze. Otóż magia była zupełnie niepotrzebna, nie wnosiła niczego, niczego nie wyjaśniała, nic nie dawała. Do tego zabrakło podstawowego składnika, za który lubimy (no OK, ja lubię) książki Kleypas, a mianowicie emocji między bohaterami. Było chłodno, ledwie letnio, wręcz nieciekawie. W końcówce próbowała coś tak poprawić, ale wyszło tak sobie.

Jak dla mnie w klasyfikacji ogólnej jakieś 4/10, a jak na Kleypas to zaledwie 1/10. 1 za lekkość pióra.



Zgadam sie . ksiązka to takie mhemm. Zwykla srednia obyczajówka .MAgia wyjeta jak z przyszłowowiego kapelusza. Osoboscie irytowała mnie strasznie ta Lucy, jakaś taka ciapowata :ermm: Choć szczerze moge sie mylic bo nie wiele pamietam z tej ksiażki.. Cześć o Alex'sie i Zoe'i lepsza jest wg mnie.

PostNapisane: 1 lipca 2016, o 13:45
przez •Sol•
kurczę a mnie tak ta współczesna seria a właściwie 3 tomy oczarowały ;)
baaardzo dobrze mi z nią było ;)

PostNapisane: 1 lipca 2016, o 18:17
przez Lilia ❀
Mnie się wszystkie cztery podobały. Pamiętam, że czwórkę czytałam z myślą "jak mi dobrze" :)

PostNapisane: 1 lipca 2016, o 21:19
przez Fringilla
rany julek - zaglądam do tematu, bo myslałam, że to nowa recenzja Liberty, czytam, pamiętam, chcę skomentować, przewijam w dół...
a tam mój komentarz o dokładnie takiej samej treści, jaki chciałam popełnić. sprzed 4 lat :rotfl:

w sumie chyba powinnam wrócić do tytułu.

PostNapisane: 6 sierpnia 2016, o 08:16
przez Szczypta_Kasi
Mi się podobało. Magię w książkach lubię właśnie taką delikatną, realną.

PostNapisane: 6 sierpnia 2016, o 11:57
przez •Sol•
W takim razie Jesienna miłość Ci się powinna podobać jeśli jeszcze nie czytałaś ;)

PostNapisane: 6 sierpnia 2016, o 12:04
przez Szczypta_Kasi
"Jesienne zauroczenie"? Skończyłam już. :) Bardzo mi się podobało.

PostNapisane: 6 sierpnia 2016, o 12:13
przez •Sol•
Nie nadążam kiedy co kto :P
i tam też była taka delikatna magia. Super ;)

PostNapisane: 6 sierpnia 2016, o 23:19
przez Szczypta_Kasi
Magia była bardziej niż delikatna. To tylko takie magiczne wytłumaczenie zwykłego przeznaczenia było. A w "Ścieżkach słońca" była prawdziwa magia wplatana w nasza szarą rzeczywistość.

PostNapisane: 7 sierpnia 2016, o 11:32
przez •Sol•
zgadza się w Jesiennym zauroczeniu tej magii było ociupinkę a w Ścieżce i Jeziorze zresztą też, tej magii jest znacznie więcej.
Ale o dziwo w tę magię przedstawioną we współczesnej serii Kleypas jestem w stanie wierzyć. Irracjonalnie tak ;) jest tak cudna i potrzebna bohaterom że nie da się inaczej.