Teraz jest 7 października 2022, o 21:16

Whisky - Betina Krahn (Kawka)

Alfabetyczny spis recenzji ROMANSÓW HISTORYCZNYCH

Moderatorzy: Fringilla, Duzzz

Avatar użytkownika
 
Posty: 20058
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:15
Lokalizacja: Rzeszów/Drammen
Ulubiona autorka/autor: Proctor, Spencer, Spindler i wiele innych

Whisky - Betina Krahn (Kawka)

Post przez Kawka » 14 lipca 2022, o 14:06

Betina Krahn "Whisky"

Whitney Daniels żyje na dzikim pograniczu. Jej ojciec znany jest z tego, że robi najlepszą whisky w okolicy, a dziewczyna to nieodrodna córka gorzelnika – ubiera się jak chłopak, pije jak marynarz, ma maniery nie pasujące do młodej damy i smykałkę do handlu. Gdy pewnego dnia do osady przybywa major Townsend, któremu powierzono misję ukrócenia pędzenia nielegalnego alkoholu i doprowadzenia przed sąd sprawców tego procederu, Whitney wobec nieobecności ojca, musi wziąć sprawy w swoje ręce.

Nie jest to może najbardziej emocjonująca książka, jaką czytałam ale ma swoje dobre momenty, dla których jednak warto po nią sięgnąć. Przede wszystkim Whitney – fajnie wykreowana, sympatyczna, dając się lubić, energiczna dziewczyna. Typ bohaterki, której można kibicować. Wychowana przez samotnego ojca, a później ciotkę, chłopczyca, która nie da sobie w kaszę dmuchać, zmienia się stopniowo w kobietę. Przez całą powieść uczy się i ewoluuje, popełnia też błędy, z których potrafi wyciągnąć wnioski. Nie podoba mi się jej filozofia, że wszystko można kupić, wszystko jest przedmiotem transakcji, wystarczy odgadnąć potrzeby drugiej strony. Whitney ma takie wyrachowane podejście do życia, na szczęście jednak pod wpływem miłości, to trochę ulega zmianie.

Z kolei Garner to zasadniczy facet, dla którego honor to wartość najwyższa. Sztywno trzyma się zasad, nawet za cenę własnego szczęścia. On również uczy się, że nie zawsze trzeba być idealnym i są wartości ważniejsze niż obowiązek. Z początku irytuje ale z biegiem czasu da się go polubić i zrozumieć.

Razem jako para są w porządku. Ich relacja nie jest przesadzona ale też nie zaskakuje i nie wzbudza wielkich emocji. Owszem, z początku jest dużo spięć między nimi, wahania od nienawiści do pożądania, czyli motyw, który nie zawsze dobrze wychodzi autorkom i przy którym łatwo przesadzić, ale na szczęście im dalej, tym lepiej. Ich relacja zmienia się z banalnego darcia kotów, w coś bardziej głębokiego. Może pod względem tempa akcji i fabuły nie jest wtedy pasjonująco i nie ma za wielu wzruszeń ale mimo wszystko w drugiej połowie lepiej się czyta tę książkę jako romans, bo ten wątek nabiera wtedy sensu.

Mam zastrzeżenia do tempa akcji i fabuły. Jest bardzo nierówno. Pierwsza część książki jest bardziej przygodowa, nawet lekko humorystyczna, z licznymi zwrotami akcji, tarciami bohaterów i naprawdę dobrze się to czyta. W okolicy połowy akcja przenosi się do Bostonu, do domu Garnera i wtedy fabuła utyka w miejscu. Niby coś dalej się dzieje ale nie czuć już tego napięcia, powieść przestaje być ciekawa i staje się odrobinę sztampowa. Trudno jednoznacznie wskazać co zawiniło, bo na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku, ale jednak coś nie gra. Może to kwestia właśnie tego wygaśnięcia wątku od nienawiści do miłości, że wzajemne relacje między Whitney i Garnerem ulegają zmianie, a może po prostu fabuła kuleje. Nie wiem. Miałam problem ruszyć z tego momentu i książka musiała poczekać odłożona na półkę przez prawie miesiąc. Wiem, że to dziwnie brzmi, bo wcześniej pisałam, że wreszcie relacja miedzy bohaterami staje się prawdziwsza ale równocześnie spada ciśnienie z tej opowieści. Trochę za szybko autorka przeszła z nienawiści, do miłości i wyznań, zrobiło się nudno.

Warto docenić autorkę za dobre przygotowanie historyczne i umiejętne wplecenie prawdziwych wydarzeń, czyli strajku gorzelników, w fabułę. Na plus odnotowuję również wątek dotyczący procederu pędzenia whisky i opisy z tym związane.

Ostatnie kilkadziesiąt stron skupia się na zupełnie innym wątku niż miłosny i to mi bardzo zgrzyta. Wydaje mi się, że powieść została źle rozplanowana, przez co jest taki miszmasz – trochę romansu, trochę przygotówki, trochę nie wiadomo czego, a razem to średnio ze sobą współgra. Napięcie, które powinna dawać scena kulminacyjna jest w zasadzie gdzieś w środku, a końcówka to już domykanie wątków, które nie są zbyt ciekawe. Niby dalej są emocje i coś się dzieje ale już to nie ciekawi.

Drugą, słabszą część książki, ratuje piekielna rodzinka Garnera – zwłaszcza dziadek. Ta postać jest tak fajna, że trudno go nie lubić, mimo że jest zgorzkniałym starym cholerykiem. Sceny z rodzinką, która wszystko sprowadza do procentów dają sporo humoru. Jest to zdecydowanie dobry element tej powieści. Trochę nie wierzę w nagłą metamorfozę ojca Garnera ale to tylko taka drobna uwaga, bo nie jest to postać szczególnie ważna dla fabuły.

Całość jest nierówna. Niby dobra ale wyraźnie czegoś brak. Nie jest to zła książka ale nie czytało się jej płynnie i szybko. Chwilami utykałam, choć jak już przebrnęłam przez najnudniejsze fragmenty, to dalej czytanie szło dobrze. Doceniam tę historię za fajnych bohaterów, którzy potrafią się przyznać do błędów, wyciągać wnioski i nauczyć czegoś na tym. Za elementy humorystyczne i klimat pierwszej połowy. Nie jest to zła lektura, nie jest też dobra. Moja końcowa ocena to: 6/10. Jest nieźle ale to nie jest raczej książka, do której kiedyś wrócę.
http://www.radiocentrum.pl

"...Gary (...) niedawno zerwał ze swoją dziewczyną z powodu niezgodności charakterów (charakter nie pozwolił jej zgodzić się na to, by Gary sypiał z jej najlepszą przyjaciółką)". Neil Gaiman "Nigdziebądź".

Powrót do Recenzje romansów historycznych

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość