Teraz jest 6 grudnia 2022, o 18:20

Obca - Diana Gabaldon (Kawka)

Alfabetyczny spis recenzji ROMANSÓW HISTORYCZNYCH

Moderatorzy: Fringilla, Duzzz

Avatar użytkownika
 
Posty: 20133
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:15
Lokalizacja: Rzeszów/Drammen
Ulubiona autorka/autor: Proctor, Spencer, Spindler i wiele innych

Obca - Diana Gabaldon (Kawka)

Post przez Kawka » 30 marca 2022, o 14:59

Diana Gabaldon "Obca"

Rok 1945. Pielęgniarka Claire Randall i jej mąż Frank po długich latach rozłąki spowodowanej wojną, wreszcie mają czas dla siebie. Postanawiają udać się na drugi miesiąc miodowy do Szkocji, skąd wywodzi się rodzina Franka. Podczas gdy mąż zajmuje się poszukiwaniem wzmianek o swoich przodkach, Claire interesująca się botaniką, spędza czas na wycieczkach w poszukiwaniu ciekawych roślin. Podczas jednej z takich wypraw nieświadomie przekracza bramę czasu i przenosi się do XVIII w., w sam środek potyczki angielskich żołnierzy ze szkockimi góralami.

Tę książkę miałam przeczytać dawno temu. Bardzo dawno temu, dokładnie rzecz ujmując, jako polecankę w 2010 r. Co jakiś czas zaczynałam ją i szybko odkładałam na bok, przez nużący początek. Poza tym zniechęcała mnie ilość stron, aż 712. W końcu jednak zaparłam się i przetrwałam ten wstęp.

Pierwsza rzecz, która od razu kłuje w oczy to styl powieści. Bardzo ciężki, ślamazarny, przegadany. Autorka miała świetny pomysł i dość dobrze go zrealizowała (o czym za chwilę), ale niestety rozwlekły styl w moim odczuciu trochę zabił magię tej książki. Ta fabuła nie potrzebowała aż tylu stron, można ją było skompresować do 400-500 i nadal byłoby dobrze. Autorka brnie w długie opisy przyrody, obyczajów szkockich górali, opisy życia codziennego na zamku itp. milion rzeczy, które powodowały u mnie napady narkolepsji. Czytałam dość długo, bo prawie miesiąc i musiałam często robić przerwy, bo mnie nużyła ta rozwlekłość.

Z jednej strony książka obfituje w bardzo drobiazgowe opisy czyszczenia ran, leczenia chorych, opisy roślinek, zwyczajów, czarów itp., a z drugiej niektóre wątki są pourywane i aż się proszą o rozwinięcie, pogłębienie ich i uzupełnienie o informacje, choćby w kilku zdaniach. Jest też parę dziur fabularnych, gdy na przykład pewne rzeczy się dzieją i nie wiadomo właściwie dlaczego. Na przykład Jamie nigdy nie powiedział Claire ile ma lat, a nagle jakiś czas później bohaterka wie, że ma 23. Tego typu drobnych niedoróbek jest więcej. Jak również wtedy gdy Claire nie interesująca się historią gdy przychodzi co do czego, sypie historycznymi ciekawostkami z rękawa. Zdaję sobie sprawę, że raczej trudno dopracować dokładnie każdy drobiazg w 700-stronnicowej powieści ale jednak te błędy trochę rażą.

Sam zapis graficzny powieści też nie pomaga w szybkim czytaniu, bo jest to zwarty tekst, bez żadnego podziału na rozdziały, czy części. Przez to powieść się mi bardzo dłużyła. Naprawdę ciekawie zaczęło się robić dopiero w okolicy połowy, gdzie Claire wpadła w tarapaty i została posądzona o bycie czarownicą. Od tego momentu senne tempo nieco przyśpieszyło ale też nie było szału.

Jamie jest fajny i podejrzewam, że to dla niego po "Obcą" sięga większość czytelniczek. Szkockie rude ciacho, umięśniony, miły, honorowy i szlachetny. Bohaterowie poboczni byli w porządku. Ani mnie szczególnie nie interesowali ale też nie przeszkadzali mi. Są po prostu tłem, nad którym się nie skupiałam.

Claire też jest w porządku. Twarda babka, trochę zbyt współczesna nawet jak na realia połowy XX w., ale da się na to przymknąć oko. Bardzo wyzwolona, praktycznie od razu przystosowuje się do nowej rzeczywistości, która ją otacza. Jako duży plus odnotować należy fakt, że bohaterka jest starsza od bohatera, również mentalnie i to czuć. Jamie przy niej to trochę dzieciak, uparty, słodki i seksowny ale wciąż mający trochę siana w głowie i dziewiczą niewinność. Podobało mi się, że to ona wprowadziła Jamiego w świat erotycznych doznań. Takie odwrócenie jednego z najbardziej wyświechtanych motywów w romansie.

Relacja między Claire i Jamiem jest spokojna, wyważona i rozwija się bardzo powoli. Stopniowo, jak wszystko w tej powieści. Brak w niej trochę iskier, jakichś skrajnych emocji, to raczej przyjaźń, która przeradza się w miłość. Nie przeszkadzało mi to ale przyzwyczajona do bardziej burzliwych romansów, liczyłam po cichu na jakąś elektryzującą akcję między nimi. Nie jest to jednak zarzut, bo ten spokojny rozwój uczucia też ma swoje dobre strony, ich miłość wydaje się być bardzo naturalna.

Niestety, erotyka w tej powieści kuleje. Sceny są poucinane, jakby cenzor się do nich dorwał. Być może zrobiła to sama autorka, a może tłumacz, trudno powiedzieć. Dopiero końcówka książki przynosi kilka naprawdę mocnych scen, choć opisane są one niezbyt dosłownie, to robią piorunujące wrażenie, zwłaszcza, że nie wszystkie dotyczą bohaterki.

Dużo w tej powieści brutalności, szarzyzny, ponurości, mroku, co dodaje jej klimatu ale nie wiem czy jest to pozytywne, bo wrażenia po skończeniu czytania mam mocno mieszane. Z jednej strony podobała mi się na tyle, żebym miała ochotę sięgnąć po pozostałe części (albo chociaż serial na motywach), a z drugiej przeraża mnie myśl o mozolnym przekopywaniu się przez pozostałe 7 tomów, z których każdy liczy sobie ponad 700 stron, a niektóre aż 1200.

Podobał mi się wątek traumy, całkiem sprawnie rozegrany i nie potraktowany za lekko przez autorkę. Nie wyszło to śmiesznie, ani sztucznie, a wręcz bardzo naturalnie. Choć trudno się identyfikować z Jamiem, bo powieść jest napisana wyłącznie z perspektywy bohaterki, to jednak udało się przemycić jego wrażenia, ból, cierpienie i próbę wydostania się z tego, autorka dobrze wykorzystała sprytny zabieg retrospekcji.

Po tej książce doszłam do wniosku, że pomimo iż polubiłam Jamiego, to ogólnie chyba nie lubię tematyki Szkotów. Nie kręcą mnie kilty, intrygi pomiędzy klanami, wojny i cała ta szkocka otoczka. Owszem, fajny smaczek i zawsze to lepsze od kolejnego salonowego romansu regencyjnego ale trochę mnie nudziły opisy polityki i konfliktu z Anglikami oraz ewentualnego powstania Szkotów. Z drugiej strony realia historyczne wydają się dopracowane i oparte na solidnym przygotowaniu autorki (trudno mi to jednoznacznie stwierdzić, nie znam się na historii Szkocji ale informacje zawarte w książce wydają się wiarygodne).

Podsumowując – podobała mi się: fabuła, mroczność, klimat, główna para i ich relacja, budząca się powoli i nie na siłę, wątek traumy i sposób jej rozwiązania. Nie podobała mi się: chwilami nadmierna ilość drastycznych szczegółów (opisy ran itp.), koszmarnie rozwlekły styl autorki i fakt, że przez dużą część książki nic ciekawego się nie dzieje.

Ogólnie jest to bardzo dziwna książka. Bardzo ciekawa pod pewnymi względami, a pod innymi strasznie nudna. Trudno mi ją jednoznacznie ocenić, ale daję 7/10 za dobry pomysł, całkiem zgrabne przedstawienie go i klimatyczność. Choć zabrzmi to dziwnie, po wypisaniu tylu wad, chętnie poznam kontynuację losów Claire i Jamiego.
http://www.radiocentrum.pl

"...Gary (...) niedawno zerwał ze swoją dziewczyną z powodu niezgodności charakterów (charakter nie pozwolił jej zgodzić się na to, by Gary sypiał z jej najlepszą przyjaciółką)". Neil Gaiman "Nigdziebądź".

Powrót do Recenzje romansów historycznych

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość