Teraz jest 30 maja 2024, o 20:55

Zbudź się, kochanie - Robin Schone (Kawka)

Alfabetyczny spis recenzji ROMANSÓW HISTORYCZNYCH
Avatar użytkownika
 
Posty: 20855
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:15
Lokalizacja: Rzeszów/Drammen
Ulubiona autorka/autor: Proctor, Spencer, Spindler i wiele innych

Zbudź się, kochanie - Robin Schone (Kawka)

Post przez Kawka » 18 września 2023, o 21:37

Robin Schone "Zbudź się, kochanie"

Dobiegająca czterdziestki Elaine ma niezłą pracę i poukładane życie. Niestety, nie jest zbyt szczęśliwa w małżeństwie. Mąż wciąż wykręca się od seksu, co frustruje kobietę. Pewnej nocy, gdy sama zaspokaja swoje potrzeby, w tajemniczy sposób przenosi się w czasie i trafia do roku 1883r., w ciało młodej dziewczyny, żony lorda Charlesa Mortimera. Szybko okazuje się, że małżonkowie mają wiele problemów, a Elaine musi dostosować się do nowych okoliczności i wcielić w Morrigan, o której praktycznie nic nie wie.

Sam pomysł na fabułę był bardzo ciekawy i nietypowy. Motyw podróży w czasie i zamiana ciał z prawdziwą żoną Charlesa – tego chyba jeszcze nie było. Zazwyczaj nie przepadam za wątkami paranormalnymi w romansie ale jeśli jest to sensownie podane i wytłumaczone, to jestem skłonna to tolerować. W tym przypadku byłam od początku zaciekawiona tą historią.

Autorka dobrze wprowadziła postacie. Z początku Elaine ma wokół siebie chaos. Musi szybko zorientować się w sytuacji i czytelnik jest tak samo jak ona, wrzucony na głęboką wodę. Nic nie jest podane na tacy, wszystkiego dowiadujemy się stopniowo, wraz z bohaterką, co jest świetnym zabiegiem, bo powoduje, że fabuła wciąż ciekawi, a wartka akcja i intryga tylko dodają kolorytu tej powieści.

Niestety, oprócz zalet są też wady. Główną z nich są postacie. Nie za bardzo polubiłam Charlesa. Jest zbyt apodyktyczny, traktuje żonę jak niesforne dziecko, które nie jest zbyt mądre i trzeba mu wszystko cierpliwie tłumaczyć ale w gruncie rzeczy jest miłe, więc on łaskawie się wznosi na wyżyny człowieczeństwa i tą swoją głupiutką żonę toleruje. Zdecydowanie nie jest to bohater, którego mogłabym polubić. Poza tym umknął mi moment, kiedy on przeszedł ze stanu niechęci do żony do szaleńczej miłości. Autorka wytłumaczyła to dramatycznymi wydarzeniami ale tak naprawdę brakło mi choć wzmianki o jego wewnętrznej przemianie, która by to uwiarygodniła. Charles jest bardzo niedopracowaną postacią.

Elaine też nie jest wiarygodna. Ma prawie czterdziestkę, pełno doświadczeń z końca XX w., a zachowuje się jak naiwna nastolatka. Trochę czasem nawet można zrozumieć dzięki temu dupkowate zachowanie Charlesa. Elaine to chodząca mameja, bez charakteru. Daje sobą pomiatać, choć jako kobieta wychowana w innych czasach powinna mieć zupełnie inne podejście do życia. Aż się czasem irytowałam na jej bezwolność i brak ikry. Ona powinna mieć jakiś charakter, w końcu to wyemancypowana kobieta końca lat 90-tych, a zachowywała się jak zahukana bezwolna ofiara, zarówno względem męża, jak i toksycznej rodziny. Elaine jest też zadziwiająco zacofana i niekumata. Dziwi się oczywistym rzeczom, ma pruderyjne poglądy i generalnie sprawia bardziej wrażenie młodziutkiej niedoświadczonej i nieśmiałej dziewicy niż kobiety w średnim wieku. Niby jest analityczką ale po sposobie jej zachowania tego w ogóle nie widać. Takie naiwne cielątko, które się boi odezwać.

Wątek miłości tej pary w zasadzie mi się nie podobał. Oni się wcale nie znali i nie za bardzo mieli jak poznać. Bardzo szybko przeskoczyli z nienawiści do miłości i nie ma na to żadnego logicznego wytłumaczenia. Owszem, uprawiali fenomenalny seks, ale to chyba trochę za mało, żeby zbudować trwałą relację.

Co do erotyki, jest bez zarzutu. Sceny są konkretne, dokładnie opisane, bardzo szczegółowe i naprawdę dobrze się je czyta, bez zażenowania. Autorka zdecydowanie potrafi napisać sceny miłosne, które wywołują emocje, choć według mnie chwilami jest wręcz zbyt dosadnie i odrobinę obleśnie ale to już kwestia gustu. Nie każdy musi lubić tak niesubtelne opisy, które nie pozostawiają niczego wyobraźni.

Podsumowując – jest to kolejna interesująca powieść autorstwa Schone, która na pewno nie przemówi do każdego. Na plus zaliczam intrygę, erotykę i klimat. Niestety, są też widoczne minusy – głównie jeśli chodzi o niezbyt wiarygodne postacie i budowanie relacji pomiędzy bohaterami. Trochę to wszystko jest zszyte grubymi nićmi, nie za bardzo się wierzy w ich miłość. Intryga jest pokręcona i też chyba nie do końca do każdego przemówi.

Jako erotyk z ciekawą fabułą jest to dobra propozycja. Jako romans raczej się jednak nie sprawdzi. Choć było to trudne zadanie, bo książka jest bardzo nietypowa, oceniłam tę powieść na 7/10. Głownie za pomysł, klimat, erotykę i oryginalność.
http://www.radiocentrum.pl

"...Gary (...) niedawno zerwał ze swoją dziewczyną z powodu niezgodności charakterów (charakter nie pozwolił jej zgodzić się na to, by Gary sypiał z jej najlepszą przyjaciółką)". Neil Gaiman "Nigdziebądź".

Powrót do Recenzje romansów historycznych

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość