Teraz jest 18 stycznia 2026, o 00:13

Publicystyka

O rynku wydawniczym i księgarskim, świecie redaktorów i tłumaczy oraz procesach towarzyszących literaturze
Avatar użytkownika
 
Posty: 45389
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: Czytam, więc jestem.
Ulubiona autorka/autor: N.R./JD.Robb/Krentz/Quick/Castle/L.Kleypas/Ch.Dodd

Post przez Lilia ❀ » 12 lutego 2019, o 23:50

“Man. God. Roarke. An interesting and flattering lineup.”
“Safe men are for marrying. Dangerous men are for pleasure.”

Avatar użytkownika
 
Posty: 45389
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: Czytam, więc jestem.
Ulubiona autorka/autor: N.R./JD.Robb/Krentz/Quick/Castle/L.Kleypas/Ch.Dodd

Post przez Lilia ❀ » 19 kwietnia 2019, o 00:39

“Man. God. Roarke. An interesting and flattering lineup.”
“Safe men are for marrying. Dangerous men are for pleasure.”

Avatar użytkownika
 
Posty: 6568
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14

Post przez Liberty » 20 kwietnia 2019, o 19:45

Czy po 50 twarzach naprawdę kogoś dziwi, że ona pisze koszmarne książki? Ale porównanie do bazyliszka fajne :hyhy:

Avatar użytkownika
 
Posty: 29441
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 20 kwietnia 2019, o 23:16

Ktoś robi statystyki, o jakich autorach taki The Atlantic robi teksty? ^_^

PS Ale że sprzedażową furorę robią fanfiki romansów / erotyków...? :rotfl:
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 45389
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: Czytam, więc jestem.
Ulubiona autorka/autor: N.R./JD.Robb/Krentz/Quick/Castle/L.Kleypas/Ch.Dodd

Post przez Lilia ❀ » 28 czerwca 2019, o 00:47

“Man. God. Roarke. An interesting and flattering lineup.”
“Safe men are for marrying. Dangerous men are for pleasure.”

Avatar użytkownika
 
Posty: 29441
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 28 czerwca 2019, o 02:16

Cóż...
To just exist as a woman online is to be at risk for harassment.

Sparafrazuję:

To just exist as a woman in the public is to be at risk for harassment.

W każdej kulturze. I od zawsze już samo zaistnienie w strefie publicznej jest interpretowane jako zaistnienie w roli obiektu seksualnego oraz podleganie cudzej kontroli (jak wyglądasz, się ubierasz, jak się uśmiechasz - dopuszczamy do częsciowego głosu tylko wtedy, gdy spełniasz nasze standardy "zachowania").

“It’s misogyny. It’s just sexism. It is deeply ingrained.”
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 6568
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14

Post przez Liberty » 28 czerwca 2019, o 20:54

Vide ostatnia afera z posłem upominającym posła - kobietę że nie przystoi jej wypowiadać się w tonie mentorskim :disgust:

Avatar użytkownika
 
Posty: 45389
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: Czytam, więc jestem.
Ulubiona autorka/autor: N.R./JD.Robb/Krentz/Quick/Castle/L.Kleypas/Ch.Dodd

Post przez Lilia ❀ » 3 grudnia 2019, o 13:54

“Man. God. Roarke. An interesting and flattering lineup.”
“Safe men are for marrying. Dangerous men are for pleasure.”

Avatar użytkownika
 
Posty: 45389
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: Czytam, więc jestem.
Ulubiona autorka/autor: N.R./JD.Robb/Krentz/Quick/Castle/L.Kleypas/Ch.Dodd

Post przez Lilia ❀ » 4 grudnia 2019, o 16:12

“Man. God. Roarke. An interesting and flattering lineup.”
“Safe men are for marrying. Dangerous men are for pleasure.”

Avatar użytkownika
 
Posty: 6568
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14

Post przez Liberty » 16 listopada 2020, o 23:35

A tu taka ładna lista gdyby ktoś potrzebował podpowiedzi co poczytać: https://www.kirkusreviews.com/book-list ... s-of-2020/

Avatar użytkownika
 
Posty: 29441
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 10 listopada 2025, o 02:36

Poniewaz obejrzałam kolejną ekranizacje powieści z gatunku "thrillero-kryminał z życia białych kobie z klasy średniej" ;)
(na marginesie: All Her Fault na Peacock) i ostatnio własnie sobie przypomniałam o Whartonie (może gdzieś info o rocznic urodzin mignęło), to tutaj:
perspektywa 1995 w 2025 o literaturze "środka" i tzw. popularnej.

Jerzy Jarniewicz
Czytam, że mija właśnie setna rocznica urodzin Williama Whartona – najpopularniejszego pisarza w Polsce lat dziewięćdziesiątych, którego nie tylko hołubiły tłumy czytelników, ale też nosił na rękach niejeden spec od literatury. Dziś trudno w to uwierzyć, ale nad Wisłą jedni przyjmowali Whartona jak gwiazdora rocka, inni jak nowego Faulknera. Trzydzieści lat temu próbowałem to zjawisko nazwać i opisać w artykule „Tygodnika Powszechnego”, który w lekko zmodyfikowanych fragmentach pozwalam sobie zacytować:

WŚRÓD ENDEMITÓW I BRZUCHOMÓWCÓW
Endemity to gatunki zamieszkujące ograniczone terytorium i tylko jemu właściwe. W Polsce endemitem jest na przykład dębik ośmiopłatkowy. A także, powiedzmy William Wharton. Sądzę bowiem, że zasadnie byłoby już dziś mówić o gatunkach endemicznych w naszej literaturze, to znaczy o pisarzach niechybnie światowych, którzy jednak poza granicami Polski nie istnieją.
Wharton jest postacią tak bardzo nieobecną na światowych rynkach książki i tak bardzo obecną na rynku polskim, że jego najnowsze powieści mają swoje premiery właśnie w naszym kraju, a prawie połowa jego twórczości ukazała się tylko u nas. We Francji, gdzie od wielu lat mieszka, jego książek nikt nie wydaje. W Anglii z trudnością można wytropić w księgarniach co najwyżej dwie jego (wczesne) powieści. Drugim polskim endemitą jest Jonathan Carroll, ustępujący Whartonowi, jeśli chodzi o liczbę sprzedanych egzemplarzy, acz dorównujący mu płodnością.
Przyczyną popularności tych pisarzy w Polsce jest potransformacyjne rozregulowanie rynku książki, a na jego tle wyjątkowo sprawna działalność oficyny Rebis – która raz po raz zaprasza obu autorów do Polski, na trasy koncertowe i spotkania w wypełnionych po brzegi salach teatralnych. Po drugie – czasy PRL nie sprzyjały literaturze środka, czytelnicy spragnieni są dziś przystępnie napisanych powieści do przeczytania w jeden wieczór. Po trzecie – krytyka prasowa zmienia swoją ogniskową: z rozważań o literackich walorach utworu przechodzi ku omówieniom w najlepszym razie socjologicznym, w najgorszym – rynkowym. Nie przypadkiem powodem do sławy jednego z ostatnich bestsellerów jest głównie to, że wypłacono za niego najwyższą w historii zaliczkę.
A skutek taki, że typowy pisarz endemiczny, jakim jest sprzedający się u nas w niewyobrażalnych nakładach Wharton, staje się zjawiskiem, o którym zaczynają pisać tak renomowane pisma jak: „Odra”, „Opcje”, a nawet „Czas Kultury”. Tylko patrzeć, a Whartonem zajmą się „Teksty Drugie” czy „Twórczość”.
Choć dziś już nikt nie chrzci go absurdalnym mianem drugiego Faulknera (a chrzcił!), o Whartonie napisano więcej niż o pisarzach, którzy rzeczywiście potrzebują krytyki wprowadzającej lub których znaczenie domaga się większej uwagi. Nikt nie toczy poważnych dyskusji o trylogii Paula Austera czy Williama Goldinga, nikt nie stawia pytań o znaczenie dla dzisiejszej prozy kolejnych przekładów powieści Nabokova czy dzieł Becketta. Po latach ktoś przeglądający gatunkową prasę kulturalną, ze zdumieniem stwierdzi, że polska krytyka lat 90 żyła pisarzem, który na każdym kroku demaskuje swój populizm, dzieląc się z czytelnikami taką oto refleksją: „Tajemnica państwa totalitarnego to stworzenie tak wielu przepisów i podatków, aby nikt nie był w stanie stosować się do wszystkich przepisów, zapłacić wszystkie podatki i przeżyć… Komuniści i faszyści to jedno i to samo, różne są tylko nazwy, ta sama banda złodziei.”
W przypadku większości dzieł tworzonej przez endemitów literatury, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to literatura brzuchomówców: pisarze ci mówią głosem czytelnika - o rzeczach, o których ten dobrze wie i o których chciałby usłyszeć. Ich powieści czytelnik nie musi się lękać. Żadna z nich nie zakłóci mu snu. Są bowiem po to, by oferować p o t w i e r d z e n i e.
[Tygodnik Powszechny, 1 września 1996; na zdjęciu kolejka po autograf Whartona w Krakowie 1995]
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Poprzednia strona

Powrót do Wiadomości i publicystyka

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości