Teraz jest 15 grudnia 2025, o 07:37

Polityka wydawnicza

O rynku wydawniczym i księgarskim, świecie redaktorów i tłumaczy oraz procesach towarzyszących literaturze
Avatar użytkownika
 
Posty: 10741
Dołączył(a): 3 sierpnia 2011, o 11:33
Lokalizacja: Somewhere
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh

Post przez kejti » 10 października 2025, o 08:51

ale to trochę bujda... ok, ja też nie lubiłam polskich romansów ale to wychodziło z tego, że dla mnie to już było zbyt realne, polskie miasta, polskie imiona... ale teraz? z chęcią sięgam, tylko boje się gniotów bo sporo jest z wattpad i bardzo złe spojrzenie na polskie romanse dało 365 dni, chociaż tego kijem nie dotknę

.
.

Let's find some beautiful place to get lost.

Avatar użytkownika
 
Posty: 29377
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 10 października 2025, o 08:58

Przy okazji sądzę, że kolega rozważa tu "kiedyś" jako ponad 15 lat temu, o ile nie ponad 20 lat temu :hyhy:

No i chyba nie ma rozeznania w gatunkowej "kobiecej" - że tam ten trend zmiany widać (co do szczegółów to masz rację, różnie bywa, np. w rodzimym NA i YA to widać niemiecką modę na "zachodnie realia" w jakimś tam procencie).

Jednak pytanie główne pozostaje: jak łato jest debiutantom na rynku? :niepewny:
Klątwa Wattpada trochę więzi i twórczynie, i czytelniczki...

Kwadratura koła: brak mocnego osadzenia redakcyjnego skutkuje słabszymi technicznie tekstami, które wciąż widać, że mają potencjał, ale przeskoczenie do "porządnej beletrystycznej ligi" (nawet "tej gorszej" w oczach mainstreamu czyli romansowej) jest trudne :yeahrite:
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 10741
Dołączył(a): 3 sierpnia 2011, o 11:33
Lokalizacja: Somewhere
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh

Post przez kejti » 10 października 2025, o 09:01

szczerze? założę się, że płacą połowę mniej takiej osobie z wattpad, ja nie mowię że wszystko jest tam dnem bo zdarzyło mi się i perełkę przeczytać.. drażni mnie, że już zanim zostanie wydana, ludzie dają komentarze, że czytali na wattpadzie i jakie jest to zajebi***

.
.

Let's find some beautiful place to get lost.

Avatar użytkownika
 
Posty: 29377
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 10 października 2025, o 11:05

No, zjawisko z perspektywy czytelniczej (i... recenzenckiej...) to jeszcze inna opowieść.
Ale bardzo trudne jest "obiektywne" ocenianie literatury gatunkowej, takiej jak romans, bo czasami opowieść po prostu rezonuje emocjonalnie i tresciowo, nawet jak forma nie bardzo, i po prostu części się podoba... i już. Tak miarodajnie niekoniecznie da się wytłumaczyć, czemu akurat to podeszło :niepewny:

PS oprócz zjawisko buktokowego czyli pseudorecenzenckiego bagna, gdzie nie wiadomo, gdzie się zaczyna i kończy promocja i zobowiązania środowiskowe.
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Avatar użytkownika
 
Posty: 29377
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Lokalizacja: i keep moving to be stable
Ulubiona autorka/autor: Shelly Laurenston, Anne Stuart

Post przez Fringilla » 25 listopada 2025, o 03:12

Hehe.

Jacek Dehnel o komercjalizacji

Jakiś czas temu brałem udział w dyskusji panelowej o pracy twórczej; jedną z rozmówczyń była pani prowadząca galerię i rzuciła hasłem: „Malarze muszą zrozumieć, że ich zawód to nie jest tylko machanie pędzelkiem”.
(...)
Dalej pani ciągnęła swój wywód, że każdy artysta jest jednoosobowym przedsiębiorcą, że musi się umieć sprzedać, musi mieć działające media społecznościowe, profesjonalnie je prowadzić, a, olaboga, nikt tego nie uczy, itp. itd. Otóż fundamentalnie NIE ZGADZAM się z tym, że każdy artysta to przedsiębiorca, zarządzający marką produkującą obrazy, książki, taniec czy muzykę; logika przedsiębiorstwa jest logiką maksymalizacji zysku i minimalizacji kosztów. Nie jest to logika sztuki, która, że tak to ujmę, działa w zupełnie innych walutach, często niewymienialnych lub słabowymienialnych na złotówki, euro czy dolary.
Ale myślę o tym w szerszym kontekście – w kontekście różnych innych sztuk, w tym literatury. W literaturze coraz częściej wydawcy naciskają na twórców, żeby nie tylko brali udział w promocji książek (często bezpłatnie), ale też sami produkowali i promocyjny „kontent” w mediach społecznościowych i publikowali go we własnej sieci fanowskiej (ba, zdarza się, że sprawdzają, jak wyglądają media społecznościowe debiutanta, zanim podejmą decyzję o druku).
(...)
A zatem coraz częściej twórcy kultury są obciążani materialnymi i niematerialnymi kosztami promocji. Tyle, że cały sens posiadania wydawcy czy galernika polega na tym, że twórcy sobie mogą „machać pędzelkiem” i „bębnić w klawiaturki”, a przedsiębiorstwo – za stosowną opłatą – ich obsługuje. (...)
Jeszcze nie tak dawno wydawcy mieli na etacie redaktorów, korektorów, ilustratorów; po 1989 roku kapitalistyczna logika minimalizacji kosztów i maksymalizacji zysków sprawiła, że się ich po prostu stopniowo pozbyto i wyrzucono na „jednoosobowe działalności gospodarcze”, tworząc całą rozproszoną armię fachowców, którzy żyją od projektu do projektu, słabo opłacani, pozbawieni ubezpieczenia i wszystkiego, co daje etat.
I oto dochodzimy do takiej oto sytuacji, w której „obsługa” twórców pobiera coraz większe procenty, RÓWNOCZEŚNIE oczekując wykonywania coraz większej części pracy, do której została wynajęta.(...)
Czyli wydawca za książkę bierze 80%, a pisarz – 20% (na co potem dystrybutorzy i księgarze indywidualni wrzucają kolejne procenty).
Dlatego zastanawiam się, jak długo będzie to jeszcze możliwe? Gdzie jest ta granica, za którą ten system się załamuje? (...)
Widzę, jak wrze w środowisku pisarskim (nie tylko w Unii Literackiej zresztą) – i trochę się tego obawiam, bo jestem wielkim zwolennikiem tradycyjnego procesu wydawniczego: uważnej pracy nad książką od samego początku, rozmów ze sprawdzonymi fachowcami od redakcji, korekty, składu – ale równocześnie widzę, że poważne nieraz wydawnictwa drukują bezpardonowo szkodliwy chłam, są przyłapywane na stosowaniu AI, publikowaniu plagiatorów. A tymczasem wypchnięta poza ich nawias armia wspomnianych sprawdzonych fachowców jest dostępna na rynku, niezwiązana żadnym etatem.
(...) Na naszym literackim podwórku pojawiają się kolejne przykłady selfpublishingu, w których autorzy wyliczają realne koszty i zyski, przebijające zdecydowanie ofertę wydawców. Równocześnie nie jest to dawne „vanity publishing” (które oczywiście dalej istnieje), czyli bylejakość poganiająca bylejakość bylejakością – twórca po prostu uznaje, że ma dość płacenia 80% daniny profesjonalnej firmie wydawniczej. Więc najmuje profesjonalnego artystę do okładki, profesjonalną redaktorkę, profesjonalnego korektora, profesjonalną składaczkę. Bo nawet jeśli zapłaci kilku fachowcom i sprzeda o połowę mniej książek, ale zgarnie 100% a nie 20%, to jest finansowo daleko do przodu. Widzę, jak dynamicznie wzrasta zainteresowanie tego rodzaju zmianą zasad gry – inicjatywy pojawiają się jak grzyby po deszczu, mówi się o spółdzielniach, alternatywnych regułach pracy wydawców z autorami, i tak dalej.
(...).
Problem w tym, że mamy zły zwyczaj, kultywowany przez pedantów i snobów intelektualnych, utożsamiania szczęścia z głupotą. Według nas tylko cierpienie przenosi w sferę doznań intelektualnych, tylko zło jest interesujące
— Ursula K. Le Guin

Poprzednia strona

Powrót do Wiadomości i publicystyka

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości