Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest 17 lipca 2019, o 01:04




Odpowiedz w wątku  [ Posty: 132 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
 2019: KSIĄŻKOTEST 
Autor Wiadomość
Miss gaduł
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 kwietnia 2013, o 00:11
Posty: 2412
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
7 marca 2019, o 11:43
Dzięki, Aniołku :) Pomyślę i wieczorkiem coś wrzucę


Zobacz profil
Miss gaduł
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 kwietnia 2013, o 00:11
Posty: 2412
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
7 marca 2019, o 21:12
Zagadka


- Ma złamaną kość piszczelową i pękniętą kostkę przyśrodkową - mówił idąc - ale bez
przemieszczenia, tak że nie zachodziła konieczność interwencji chirurgicznej ani gwoździowania.
Zważywszy na okoliczności, miał niesłychane szczęście. Sądząc z pani opisu samochodu...
- Maska została sprasowana jak papierowy wachlarz. Aż trudno uwierzyć, że kierownica nie
zmiażdżyła mu piersi.
- Właśnie. Spodziewałem się połamanych żeber, wewnętrznego krwawienia, uszkodzonych
organów, tymczasem niczego takiego nie stwierdziłem. Wszelkie funkcje organizmu przebiegają
normalnie. To dobry znak. Niestety, są i złe wiadomości. Doznał urazu głowy. Prześwietlenie
wykazało niewielkie pęknięcie czaszki na linii włosów i musiałem założyć parę szwów na rozciętą
skórę. Nie wygląda to pięknie w tej chwili, ale z czasem włosy zarosną bliznę. Nie jest przez to ani
odrobinę mniej przystojny - dodał, uśmiechając się do X.
- Bardzo silnie krwawił.
- Zrobiliśmy na wszelki wypadek transfuzję. Doznał wstrząsu pourazowego, ale jeśli zapewnimy
mu spokój przez następne dni, nic się nie stanie. Przy tego rodzaju złamaniu co najmniej przez
miesiąc będzie musiał używać kuli. Powinien jak najwięcej leżeć w łóżku, leniuchować, wydobrzeć.
No, jesteśmy - skierował ją do drzwi pokoju. - Przed kilkunastoma minutami odzyskał przytomność,
ale wciąż jest oszołomiony.
Wszedł do skąpo oświetlonego pomieszczenia. X zatrzymała się w progu i obrzuciła
pokój spojrzeniem. Na jednej ścianie wisiał szkaradny oleodruk przedstawiający wznoszącego się ku
niebu Jezusa, a na drugiej plakat ostrzegający przed AIDS. We wnętrzu stały dwa łóżka, ale tylko
jedno było zajęte.
Unieruchomiona noga spoczywała na wyciągu, podparta poduszką. Leżał ubrany w szpitalne
kimono, sięgające mu do połowy ud. Silne nogi, pokryte kontrastującą z bielą prześcieradła
opalenizną, zupełnie nie kojarzyły się ze szpitalną separatką·
Pielęgniarka mierzyła mu ciśnienie krwi. Szeroki opatrunek z gazy spowijał jego głowę nad
ściągniętymi zdziwieniem czarnymi brwiami. Włosy miał sklejone zakrzepłą krwią i środkiem
antyseptycznym, a ramiona pokryte niezliczoną liczbą paskudnych siniaków. Opuchlizna i zadrapania
zniekształciły jego twarz, ale i tak by go rozpoznała, choćby po pionowym wgłębieniu na brodzie i
stanowczo zarysowanych ustach. Akurat trzymał w nich termometr.
Lekarz podszedł energicznym krokiem do łóżka i spojrzał na kartę pacjenta, na którą pielęgniarka
zdążyła już nanieść pomiar ciśnienia.
- Z każdą chwilą wygląda to lepiej - oświadczył, a potem pokiwał z zadowoleniem głową, gdy
siostra pokazała mu odczyt temperatury.
Kiedy X stanęła niepewnie w drzwiach, natychmiast przylgnął do niej oczyma. Spoglądały
z zapadłych oczodołów, podbite z bólu i upływu krwi głębokimi cieniami, ale patrzyły spokojnie i tak
samo przenikliwie jak zawsze.
Gdy pierwszy raz spojrzała mu prosto w oczy, natychmiast zdała sobie sprawę, jak niezwykle jest
spostrzegawczy. Poczuła respekt, nawet lęk. I nadal go czuła. Odnosiła niepokojące wrażenie, jakby
posiadł niesamowitą zdolność widzenia ludzi na wylot. Ją przejrzał od pierwszego spotkania.
Bezbłędnie rozpoznawał kłamcę, kiedy się z nim zetknął.
Ale teraz miała nadzieję, że dzięki umiejętności odczytywania cudzych myśli zrozumie, jak
szczerze jej przykro z powodu wypadku. Gdyby nie ona, nigdy by do niego nie doszło. Owszem, on
prowadził, ale przyczyną bólu, jaki cierpiał, była ona. Ledwie wysnuła ten wniosek, ogarnęły ją
wyrzuty sumienia. Była z pewnością ostatnią osobą, którą chciałby widzieć przy szpitalnym łożu.
- Jest w zupełnie przyzwoitym stanie - powiedziała pielęgniarka, najwyraźniej błędnie
oceniając powód jej wahania. Uśmiechnęła się i zachęciła ją gestem ręki, by weszła. - Proszę
podejść.
Przezwyciężając obawę, X dała krok do środka i obdarzyła mężczyznę niepewnym
uśmiechem.
- Cześć. Wszystko w porządku?
Utkwił w niej nieruchome oczy i patrzył na nią przez dłuższą chwilę· Wreszcie odwrócił wzrok
w stronę lekarza, skierował go na pielęgniarkę i z powrotem na X.
- Kto to? - spytał słabym, ochrypłym głosem.
- Czy to znaczy, że pan nie rozpoznaje tej osoby? - Lekarz pochylił się nad nim.
- Nie. A powinienem? Gdzie ja jestem? I kim jestem? Doktor zapatrzył się na swego pacjenta.
Pielęgniarka zastygła w osłupieniu, gumowy wężyk aparatu do mierzenia ciśnienia zawisł w jej
ręce. X również sprawiała wrażenie ogłuszonej, choć aż się w niej gotowało z emocji, a mózg
pracował gorączkowo, przetrawiając szokujący zwrot w sytuacji. Szukała sposobu, by obrócić całe
zdarzenie na swoją korzyść.
Pierwszy otrząsnął się lekarz. Niepewny uśmiech zadawał kłam brawurze, z jaką oświadczył:
- Cóż, wygląda na to, że wstrząs spowodował u naszego chorego amnezję. Często się tak dzieje.
Ale to przejściowe. Będzie się pan z tego śmiał jutro lub za parę dni. - Odwrócił się do X. -
Jak na razie tylko pani może nam udzielić informacji. Dobrze by było, gdyby nam pani powiedziała...
no i jemu, kim on jest.
Wahała się tak długo, że zrodziło się napięcie. Pielęgniarka i lekarz spoglądali na nią
wyczekująco. Mężczyzna leżący na szpitalnym łóżku czekał na jej odpowiedź z zainteresowaniem,·
ale i nieufnością. Patrzył podejrzliwie zwężonymi oczyma,
jednak dla X było oczywiste, że cudownym trafem bez wątpienia nic nie pamięta. Nic!
Błogosławiony, nieprzewidywalny, szczodry dar losu! Traf wręcz zbyt szczęśliwy, niemal ją
przytłoczył, właściwie nie sposób go w pełni wykorzystać nie mając czasu na zastanowienie. Ale
jednego była pewna: okazałaby się idiotką, gdyby nie chwyciła się tego obiema rękami.
Z godnym podziwu spokojem oświadczyła:
- To mój mąż.


Zobacz profil
Miss gaduł
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 kwietnia 2013, o 00:11
Posty: 2412
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
8 marca 2019, o 21:27
Podpowiedź 1


- Nawet jeśli ci powiem, nie uwierzysz mi, więc lepiej poczekaj, aż sam zobaczysz. - Co
zrobiliśmy?
- Proszę?
- Najwyraźniej uciekamy. Jakie popełniliśmy przestępstwo?
- A skąd ci się, u diabła, ulągł taki pomysł?
- Bardziej to prawdopodobne niż ten stek bzdur, którymi mnie próbujesz nafaszerować.
- A w co zwłaszcza nie wierzysz?
- W nic. Ani w to, że jesteśmy małżeństwem i mamy dziecko, ani że miałaś zamiar mnie zabrać
nawiewając. Nie wierzę w jedno twoje słowo. Zręczna z ciebie kłamczucha. Nie zaprzeczaj i nie
pytaj, skąd wiem. Wiem. Wymyślasz to wszystko w miarę potrzeby.
- Nieprawda! - zaprotestowała, dotknięta i zaniepokojona. Mógł polegać całkowicie na swoim
wyostrzonym instynkcie. Nikt, oprócz babci, nie potrafił przejrzeć jej na wskroś. W innych
okolicznościach doceniłaby taką przenikliwość, ale teraz stanowiła śmiertelne zagrożenie. Musi
postępować jak kochająca żona, by nie wzbudzić dalszych podejrzeń. W końcu ta sytuacja jest
przejściowa. Z pewnością niedługo go przekona, że mówi prawdę.
Jechali w milczeniu. Szum opon na mokrej nawierzchni i rytmiczny odgłos szybko pracujących
wycieraczek działał usypiająco.
[...]
Co gorsza, znowu o tym śnił.
Niezdolny wyzwolić się z nocnego koszmaru, słyszał płacz dziecka, znacznie wyraźniejszy i
bliższy niż zwykle, natarczywy, wyrywający go z głębokiego snu. Na pół przebudzony, opierał się
sygnałom płynącym z własnego umysłu - nienawidził tego powracającego majaku, ale w tej chwili
wolał w nim trwać, niż powrócić do rzeczywistości.
Dlaczego? Przypomniał sobie.
O własnej niepamięci, której powód tkwił w nim samym.
Nawet ten dupek ze stetoskopem rozszyfrował tę psychologiczną zawiłość. Poczuł złość i
frustrację na myśl, że sobie samemu zawdzięcza chorobę. Z pewnością pamięć by mu wróciła, gdyby
naprawdę tego chciał.
Zagłębił się w ciemne zakamarki jaźni, próbując dojrzeć choćby błysk światła. Cokolwiek.
Wskazówkę. Ślad. Źdźbło wiedzy o sobie samym.
Nic. Nawet najsłabszego błysku. Jego życie do momentu, gdy przebudził się w szpitalu, było
nieprzeniknioną czarną dziurą·


Zobacz profil
Miss gaduł
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 kwietnia 2013, o 00:11
Posty: 2412
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
9 marca 2019, o 10:39
Podpowiedź 2


Lądujący na dziedzińcu szkoły średniej helikopter wywołał prawdziwe poruszenie w
Stephensville.
To, że nosił na sobie litery FBI, jeszcze wzmogło ciekawość.
Nic bardziej ekscytującego nie wydarzyło się w tej małej społeczności żyjącej w Georgii, od
czasu gdy jakiś gangster schronił się na obrzeżach miasteczka w domu swojej dziewczyny,
trudniącej się nierządem, i wdał w zakończoną jego śmiercią strzelaninę z federalnymi. Starzy
ludzie dobrze to pamiętali.
Agent specjalny Jim Pepperdyne wysiadł z helikoptera, nie zwracając uwagi na otaczających go
gapiów. Wiodąc za sobą grupkę zdyscyplinowanych podwładnych, biegnących truchtem, by za nim
nadążyć, przeciął boisko, przemaszerował parę jardów chodnikiem, przeszedł na drugą stronę ulicy i
wkroczył do szpitala, w którym ostatnio widziano poszukiwanych.
Personel, już wymaglowany przez innych agentów, uprzedzono, że zbliża się sam główny boss.
Czekali zgromadzeni w izbie przyjęć.
Godziny wyczerpujących przesłuchań, prowadzonych przez wyszkolonych ludzi, nie
doprowadziły do odkrycia niczego istotnego. Nie dały najmniejszej wskazówki, co się mogło stać z
mężczyzną, kobietą i jej dzieckiem. Przepadli z kretesem. Jakby ich ziemia pochłonęła.
[...]
Pracownicy szpitala zostali poddani niemalże pogardliwemu pobieżnemu przeglądowi.
Pepperdyne narzucił sobie tę onieśmielającą pozę, ale jego gniew i zaniepokojenie były szczere.
Musiał ustalić miejsce pobytu tych trojga, którzy wymknęli się jemu i prawu.
Zniknęli na trzydzieści sześć godzin - trzydzieści sześć oszalałych godzin - dopóki depeszowiec z
biura szeryfa w zapadłej mieścinie nie połączył ludzi poszukiwanych w policyjnym biuletynie z
wypadkiem, który wydarzył się ostatnio w jego hrabstwie. Pepperdyne nie słyszał nigdy dotąd o
Stephensville w Georgii, ale od tej chwili ta geograficzna nazwa stała się centrum jego świata.
Wysłał tam natychmiast grupę doświadczonych agentów i wkrótce otrzymał telefon potwierdzający,
że opis poszukiwanych osób zgadza się z opisem ofiar katastrofy. Wysłał następną grupę agentów,
żeby przepytali każdego, kto mógł się zetknąć z poszukiwaną trójką. Jak dotąd, śledztwo nie
przyniosło wyników.
Rozbity samochód został znaleziony trzy mile w dół rzeki od miejsca katastrofy. Ofiarę wypadku
zidentyfikowano. Peppperdyne czekał na oficjalny raport koronera podający przyczynę zgonu.
Na razie stał na leciutko rozstawionych nogach przed grupką milczących ludzi. Nie marnował
czasu na to, żeby się przedstawić.
- Kto pełnił dyżur tej nocy, gdy ich przywieziono?
Podniosło się kilka rąk. Wskazał jedną z pielęgniarek. Proszę opowiedzieć dokładnie, co się
wydarzyło.
Zrelacjonowała mu wszystko zwięźle, ale dość szczegółowo. - Ona i dziecko czuli się dobrze.
Byli w szoku, lecz nie mieli poważniejszych obrażeń. Jej mężowi natomiast trzeba było udzielić
natychmiastowej pomocy - zakończyła i pokazała głową na agentów. - Opowiadaliśmy to już setki
razy.
- Był przytomny? - spytał Pepperdyne, ignorując jej uwagę·
- Nie.
- Powiedział coś? Choćby wymamrotał niewyraźnie?
- Nie.
- Miał broń?
Potrząsnęła przecząco głową· - Jest pani pewna?
- Musiałam porozcinać jego ubranie - odparła zimnym tonem. - Nie miał broni. - Żadnego
dokumentu?
- Nie. Wszystko zniknęło wraz z samochodem, jak nam później powiedziała jego żona.
- Jego żona...?
- Pani X.
Pepperdyne popatrzył przez ramię na jednego z agentów. Tamten wzruszył ramionami.
- Mówiłem panu.
- Jej nazwisko brzmi X - zwrócił się Pepperdyne z wyraźnym niesmakiem do
pielęgniarki. - X. Wymieniła to nazwisko?
- Nie. Wpisała w kwestionariuszu John i Mary X.
- Widziałem ten kwestionariusz. - Któryś z agentów wcisnął mu kopię do ręki i Pepperdyne
zamachał nią w kierunku zgromadzonych. - Nie zostawiła żadnych pustych rubryk, ale wszystkie
informacje są fałszywe. Nazwiska, adresy, numery telefonów. Wymyślone numery polis. Nie
przyszło wam na myśl, jakie to dziwne, że ma przy sobie gotówkę, a żadnych dokumentów? -
Napotkał na mur nic nie mówiących spojrzeń.
- Nie obchodzi mnie jej nazwisko - odezwała się wreszcie inna pielęgniarka. - Jest przemiła. I
uczciwa. Mogła sobie po prostu pójść, nie płacąc ani centa. Nie musiała zostawiać pieniędzy w
swoim pokoju, a jednak zrobiła to. Leżały w takim miejscu, żeby od razu można było je zauważyć, i z
nawiązką pokrywały rachunek. Jest też wspaniałą matką i bardzo się niepokoiła zanikiem pamięci
męża..
- Powodem niepokoju był strach, żeby jej nie odzyskał. Pepperdyne zwrócił się do lekarza: -
Kiedy to może nastąpić? - W każdej chwili. Albo nigdy.
- Świetna odpowiedź - mruknął agent specjalny z niesmakiem.
- Czy konsekwencje wstrząsu mogą być dla niego groźne?
- Nie, jeśli będzie się oszczędzał, tak jak doradzałem.
- Co z nogą?
- Złamanie bez komplikacji. Wydobrzeje całkowicie za parę miesięcy.
Lekceważący sposób, w jaki lekarz odpowiadał, podniósł Pepperdyne’owi ciśnienie krwi.
- Pozwolił pan pacjentowi z urazem mózgu i złamaną golenią tak sobie po prostu stąd
wyparadować?
- Jakim sposobem mogliśmy przewidzieć, że ona zamierza wymknąć się z nim w środku nocy?
- To u was normalne? Często pacjenci wam się wymykają, panie doktorze? Nie wydało się to
panu ciut podejrzane? Dlaczego natychmiast po odkryciu, że zniknęli, nie zawiadomił pan szeryfa?
- Szeryf wypytywał ich kilkakrotnie i nie kwestionował tego, co mówili. Nie umieścił ich w
areszcie i nie zastosował innych środków. Co oni właściwie zrobili? Dlaczego w mieście aż roi się
od pana agentów?
- Nie udzielam wyjaśnień - oświadczył Pepperdyne sztywno. Jeśli media coś zwęszą, sprawa
nieźle się zawikła. Chciał tych ludzi zastraszyć, by wycisnąć z nich choć okruch informacji, a nie
zaintrygować tak, by się zorientowali, że sprawa ma ogólnokrajowy zasięg: kąsek, za który każdy
pismak dałby się posiekać. Na razie udało mu się utrzymać ich zniknięcie w tajemnicy. Im więcej
czasu zdoła zyskać, nim przedostanie się to do prasy, tym lepiej. - Jak się wydostali z miasta? Nie
skierował tego pytania do nikogo w szczególności. Był pewien, że nie ma ich w Stephensville.
Nawet ta X, tak pomysłowa i zaradna, nie zdołałaby ukryć tu na długo dziecka i mężczyzny
dotkniętego amnezją. Niewiele znalazłoby się w tym mieście kryjówek. Nie mówiąc już o tym, że
jego agenci obeszli je całe ze zdjęciami. I ani śladu. - Jakieś sugestie na ten temat? Może ktoś widział
panią X prowadzącą samochód?
- Ja jej swój pożyczyłam - zgłosiła się jedna z pielęgniarek. - Ale tylko na parę godzin.
Pojechała do Wal-Mart kupić trochę rzeczy dla siebie i dziecka.
- Sprawdziła pani później licznik?
- Licznik? - powtórzyła, jakby było to urządzenie jej nie znane.
Znowu ślepy trop. Sprawdzono w policyjnych archiwach.
Od dwóch lat w Stephensville nie meldowano o kradzieży samochodu. W jedynym w mieście
warsztacie handlującym używanymi autami stało wprawdzie kilka rdzewiejąc, ale ostatnie sprzedano
sześć miesięcy temu.
- Nie macie komunikacji autobusowej ani lotniczej. Żadnych łodzi, pociągów pasażerskich.
Więc jak, do cholery, wydostali się z miasta?! - Od głosu Pepperdyne’a zadrżały szyby w oknach,
ale nie wstrząsnął nikim na tyle, by udzielono mu odpowiedzi czy choćby sformułowano jakąkolwiek
sugestię· Westchnął i poddając się oświadczył: - Dziękuję, że poświęcili mi państwo czas.
Kiedy podchodził do oczekującego helikoptera, jeden z agentów powtórzył jego pytanie:
- Ale jak właściwie mogli się stąd wydostać?
Pepperdyne dał nura pod wirującymi śmigłami i wrzasnął wściekle:
- Skoro wykluczyliśmy wszelkie inne możliwości, pierdolone skrzydełka im wyrosły i odlecieli
sobie!


Zobacz profil
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:16
Posty: 2226
Lokalizacja: Warszawa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: J.Ward, L.Howard, K.Ashley, Krentz/Quick, S.Brown
Cytuj
Post 
9 marca 2019, o 10:46
Podpowiedzi nic mi nie mówią, ale wątek z utratą pamięci i podawaniu się za żonę brzmi jakoś znajomo. Czekam na tytul


Zobacz profil
Gwiazda klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 4553
Pochwały: 44
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
9 marca 2019, o 12:17
To chyba Świadek Sandry Brown


Zobacz profil
Miss gaduł
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 kwietnia 2013, o 00:11
Posty: 2412
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
9 marca 2019, o 13:10
Tak, Gio :) w Twoje łapki


Zobacz profil
Łowczyni Sukcesów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:17
Posty: 28487
Lokalizacja: Pozostanę tam, gdzie jestem.
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Margit Sandemo
Cytuj
Post 
9 marca 2019, o 18:08
patrz.. czytałam to. :P

_________________
I miłość jest mar­twa, gdy w życiu pogrzebana.


Strzelać powinni tylko ci, – którzy gotowi są zginąć
Code Geass


Zobacz profil
Gwiazda klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 4553
Pochwały: 44
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
9 marca 2019, o 20:15
Zagadka



...Jeszcze niżej widać było nowszy, chociaż równie zniszczony napis: WYZNAJEMY WARTOŚCI RODZINNE.
– Zabierz mnie stąd – powiedziała S.
– Jesteś w stanie sobie wyobrazić, jak stary musi być Phineas T., skoro ta tabliczka jest tak zardzewiała? – spytała A. – Starszy od Pana Boga. Na pewno od dwustu lat nie uprawiał seksu. Czy sądzisz, że „Pierwszy Kościół” to coś podobnego do „Kościoła Baseballa”?
– Jeśli jest to kościół luterański, to nie – odparta S.
Wreszcie dotarły na szczyt wzniesienia i ujrzały Temptation.
– Miłogród – powiedziała A, zdejmując okulary przeciwsłoneczne.
– Przyjaznogród – poprawiła ją S.
Samo miasto znajdowało się po drugiej stronie błotnistej rzeczki, która nagle wyłoniła się spod szarego mostu, widocznego u podnóża wzniesienia. Na drugim brzegu, za wesołymi ceglanymi domkami, stopniowo piął się w górę porośnięty bujną roślinnością teren, im wyżej, tym więcej pięter miały stojące na nim domy. S. znała ludzi mieszkających w takich willach. Byli to przedstawiciele „wyższych sfer”.
– Jak tu cicho – powiedziała do A, gdy powoli zaczęły zjeżdżać w dół.
– Za cicho.
Ale A. z natężeniem wpatrywała się w coś, co zobaczyła w oddali.
– O mój Boże! – Zjechała na pobocze. – Spójrz na tę wieżę ciśnień!
Przez chwilę siedziała w całkowitym bezruchu, a potem się wyprostowała.
– O czym ty mówisz? – S. wychyliła się do przodu.
Spośród rosnących na szczycie wzgórza drzew sterczała wieża w kształcie naboju. Zdumiona widokiem agresywnego, fallicznego kształtu, S. zupełnie zapomniała o obracaniu pierścionków.
– O kurczę! Jak myślisz, zrobili to celowo? Moim zdaniem takiego efektu nie da się osiągnąć przez przypadek. Żaden inny kolor nie wywołałby tak jednoznacznych skojarzeń, nie sądzisz?
– Może Phineas T. w ten sposób rekompensuje sobie pewne braki. Nieważne. Bardzo podoba mi się to miasteczko ...




Chyba łatwa :)


Zobacz profil
Gwiazda klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 4553
Pochwały: 44
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
10 marca 2019, o 20:22
Podpowiedź pierwsza


... – Nie zamierzam podejmować żadnej próby – wyjaśnił P. – Zamierzam zadać Stephenowi druzgocącą klęskę. – Oddał jej pierścionek. – Włóż go na rękę i przestań odgrywać trudną do zdobycia. Bóg mi świadkiem, że nigdy wcześniej taka nie byłaś.
– Hej! – zaprotestowała S, ale pierścionek lśnił jak tęcza, więc wyciągnęła rękę przed siebie i patrzyła na odbijające się w kamieniu promienie światła.
– Spodoba ci się bycie żoną burmistrza – kusił P. – Przez cały czas będziesz musiała nosić ten pierścionek, ale to umożliwi ci ubieganie się o miejsce w radzie i torturowanie Stephena.
– Mmm.
S. przekrzywiła ogromny pierścionek i obserwowała jego blask. No cóż, polityka mogła być całkiem zabawna.
– Stephen prawdopodobnie nie będzie się ubiegał o miejsce w radzie. Pamiętasz? Zostanie burmistrzem.
Ukryła pierścionek w cieniu ich ciał, ale kamień wciąż błyszczał.
– Wes na czas wyjazdu wyznaczył Stephena na swoje miejsce.
S. oderwała wzrok od pierścionka.
– Co takiego? Czy on oszalał? Stephen, posiadając nieograniczoną władzę, doprowadzi wszystkich mieszkańców miasta do sza…
Urwała, gdy uświadomiła sobie cały urok tego posunięcia.
– Dobry Boże! Nie doceniałam Wesa.
– Wiele osób go nie docenia – zdradził P. – Czy zechcesz powiedzieć „tak”, żebym mógł odsłużyć ostatnią kadencję i do końca życia korzystać z przyprawiającego o zawrót głowy seksu? Chyba nie proszę o zbyt wiele. Przeprosiłem już, że wczoraj wieczorem zachowałem się jak kretyn, i dałem ci taki wspaniały pierścionek.
– Nie słyszałam słowa na „k”, zakładam więc, że jest to czysto polityczne posunięcie – podsumowała S.
– Och, daj spokój – zaprotestował P. i pocałował ją. Był taki miły i miał takie ciepłe usta, że w odpowiedzi na jego pocałunek kurczowo chwyciła go za koszulę.
– Tak! – zawołała Dillie z werandy.
P. odsunął się i zmarszczył czoło.
– Włożysz w końcu ten pierścionek? Teraz już musisz. Dillie myśli, że będzie miała matkę.
S. wstrzymała dech.
– Naprawdę chcesz spędzić resztę życia z wnuczką tysięcy przestępców?
– Nie – odparł P. – Po prostu nie chcę spędzać reszty życia bez ciebie. Przestępcami zajmę się później. Włóż pierścionek.
– Zaczekaj – zaoponowała S. – Kochasz mnie?
P. spojrzał jej w oczy. Wstrzymała dech.
– Bardziej, niż to możliwe.
– Powiedz to.
– Kocham cię – wyznał. – Zawsze będę cię kochał. Do końca życia. To dożywocie. A teraz włóż ten cholerny pierścionek.
S. przytuliła się do P. i zamknęła oczy. Była taka szczęśliwa. „Nigdy mnie nie opuszczaj” – pomyślała, a potem otworzyła oczy i jeszcze raz zerknęła na pierścionek.
– Świetnie.
Wsunęła go na palec, ale musiała się przy tym namęczyć, ponieważ był ciaśniejszy niż pierścionki matki.
– Będziemy musieli go dopasować – powiedział P, wyraźnie uspokojony.
Znowu wyciągnęła rękę do słońca i dla wprawy powiedziała:
– Tak.
– Dziękuję – szepnął P. – Ja też mówię „tak”.
Dzięki pierścionkowi jej dłoń nabrała powagi – stała się cięższa, doroślejsza.
– To ładny pierścionek ...


Zobacz profil
Gwiazda klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 4553
Pochwały: 44
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
11 marca 2019, o 20:06
Podpowiedź druga


... Miał szerokie barki, lustrzane okulary przeciwsłoneczne i w ogóle się nie uśmiechał. W uszach Sophie zabrzmiała złowieszcza muzyczka z jakiegoś filmu. Serce zaczęło walić jak szalone. Jasne włosy przybysza lśniły w promieniach popołudniowego słońca. Miał klasyczny, piękny profil, podwinięte do łokci rękawy szytej na miarę białej koszuli i nieskazitelnie czyste, wyprasowane spodnie khaki. Wyglądał jak typowy facet z głupiego filmu, jak cieszący się powodzeniem chłopak z dobrego domu, jak zepsuty bogaty dzieciak należący do nieosiągalnego dla niej świata.
„Mama zawsze ostrzegała mnie przed facetami takimi jak ty”.
Odwrócił się do niej, jakby usłyszał jej myśli, i zdjął okulary przeciwsłoneczne. Zeszła po schodach, by się z nim przywitać, po drodze wycierając spocone dłonie w zakurzone i poplamione szorty khaki.
– Cześć. Jestem Sophie Dempsey – powiedziała, przesyłając mu Dempseyowski uśmiech typu „pokochaj mnie” i wyciągając do nieznajomego gorącą, brudną rękę, którą po chwili wahania ucisnął.
Jego palce były czyste, chłodne i suche. Spojrzawszy w obojętne szare oczy, Sophie poczuła, że szybciej bije jej serce.
– Cześć, Sophie – powiedział jej najgorszy koszmar senny. – Witamy w Temptation.
Koszmar senny Sophie mierzył dobre piętnaście centymetrów więcej niż ona. Trudno było się uśmiechać, patrząc do góry w chłodne oczy, zwłaszcza gdy serce próbowało się wyrwać z klatki piersiowej.
– Och! Dziękuję.
Skinął głową, ani przez moment nie odrywając wzroku od jej twarzy i obdarzając ją wyćwiczonym uśmiechem polityka.
– Nazywam się Phin Tucker i jestem tu burmistrzem, a to Wes Mazur, komendant policji.
Obok nich pojawił się gliniarz. Był niższy od burmistrza. W białej koszuli i czarnych spodniach wyglądał blado. Miał brązową czuprynę i spoglądał na świat przez poważne okulary w grubych czarnych oprawkach.
– Przyjechaliśmy w sprawie wypadku… – zaczął policjant. Potem głos zamarł mu w gardle. Sophie odwróciła się i zobaczyła spływającą po schodach jasnowłosą pulchną Cleę.
– Dobrze słyszałam? Jesteś Phin Tucker? – Clea obeszła Sophie i wzięła burmistrza pod ramię. – Trudno mi w to uwierzyć. Kiedy ostatni raz cię widziałam, spadłeś z roweru. – Spojrzała mu w oczy.
– Teraz czuję się dokładnie tak samo jak wtedy. Cześć, Cleo. Witamy w domu.
Burmistrz spojrzał w dół, w niebieskie oczy Clei, lecz z tonu jego głosu wcale nie wynikało, że choć na moment zakręciło mu się w głowie. Prawdopodobnie nic nie było w stanie wytrącić go z równowagi.
Sophie to zirytowało.
– A to kto? – Clea zerknęła na komendanta policji.
– Komendant policji – wyjaśnił niski głos dochodzący zza pleców Wesa. – Chcą się czegoś dowiedzieć na temat wypadku.
Sophie odwróciła się. Ujrzała niewysokiego, ciemnowłosego, zadowolonego z siebie mężczyznę w niezbyt eleganckim i trochę za dużym zielonym garniturze. Przewiesił marynarkę przez ramię, starając się wyglądać jak równy facet. Miał na sobie koszulę w biało-zielone paseczki i jasnożółty krawat.
– Masz na imię Frank? – spytała Sophie.
– Owszem. Nie martwcie się o nic. – Frank puścił do Sophie perskie oko. – Wszystko za was załatwię. Jestem członkiem rady miejskiej.
– Nie ma czego załatwiać – powiedział gliniarz łagodnie.
Sophie rzuciła Clei wymowne spojrzenie, jakby prosiła: „Zrób coś z tym facetem” ...


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35934
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
12 marca 2019, o 15:07
ojjj raczej nie czytałam

_________________
Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki


Zobacz profil WWW
Gwiazda klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 4553
Pochwały: 44
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
12 marca 2019, o 19:25
Janka pewnie wie, ale ona się nie bawi w zgadywanki :)


To była książka Witamy w Temptation Jennifer Crusie


Zobacz profil
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:16
Posty: 2226
Lokalizacja: Warszawa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: J.Ward, L.Howard, K.Ashley, Krentz/Quick, S.Brown
Cytuj
Post 
12 marca 2019, o 23:30
Bardzo lubię Jennifer Crusie i pewnie gdyby mniej czasu upłynęło od lektury to bym zgadla :mrgreen:
Giovanna A Ty teraz zaczęłaś przygodę z autorka?


Zobacz profil
Gwiazda klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 4553
Pochwały: 44
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
13 marca 2019, o 00:01
A coś Ty, dawno temu czytałam, ale nie chciałam Wam znów romansu historycznego dawać :)


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35934
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
13 marca 2019, o 08:43
Zagadka
Tej nocy, gdy G zobaczył swoją żonę po raz pierwszy od dnia ślubu przed dwoma laty, kobieta mierzyła do niego z pistoletu. Lady M stała obok powozu, na środku ulicy w St. Giles. Błyszczące czarne loki dziewczyny wymykały się spod aksamitnego kaptura peleryny. Ramiona miała wyprostowane, w oczach morderczy błysk, a delikatne dłonie trzymały broń tak pewnie, że na ułamek sekundy z podziwu zaparło mu dech. W następnym ułamku sekundy lady Margaret pociągnęła za spust. BUM! Strzał był ogłuszający, ale na szczęście niecelny, gdyż jego żona była najwyraźniej fatalnym strzelcem. Nie stanowiło to jednak zbytniej pociechy, ponieważ natychmiast się odwróciła, sięgnęła w głąb powozu i wyjęła drugi pistolet. Nawet najgorszemu strzelcowi może w końcu dopisać szczęście. Nie miał jednak czasu zastanawiać się, jakie są szanse, iż żona zabije go tej nocy. Był zbyt zajęty ratowaniem niewdzięcznicy przed rzezimieszkami, którzy zatrzymali jej powóz w najbardziej niebezpiecznej części Londynu. Uchylił się przed ciosem olbrzymiej pięści, wymierzonym w jego głowę, i kopnął napastnika w brzuch. Facet chrząknął, ale się nie przewrócił, zapewne dlatego, że zbudowany był niczym perszeron. Zamiast paść na bruk, jął okrążać G, podczas gdy jego kompani, jeden w drugiego wielkie chłopy, zaczęli powoli się zbliżać.G zmrużył oczy i uniósł szpadę, trzymaną w prawej dłoni, lewa dzierżyła krótsze ostrze, przydatne podczas obrony i walki w bliskiej odległości. Wtem… A niech to – lady M wypaliła doń z drugiego pistoletu. Odgłos wystrzału rozdarł nocną ciszę, odbijając się od zrujnowanych budynków wąskiej ulicy. G poczuł, że kula przebiła krótką pelerynę,
dziurawiąc wełniane okrycie. Lady M zaklęła, posługując się imponująco bogatym słownictwem. Opryszek stojący najbliżej G uśmiechnął się, odsłaniając zęby barwy tygodniowego moczu.
– Kobitka chyba nie bardzo cię lubi, hę?

_________________
Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki


Zobacz profil WWW
Gwiazda klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 4553
Pochwały: 44
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
13 marca 2019, o 11:46
Wiem, ale nie mogę jeszcze chyba


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35934
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
14 marca 2019, o 09:20
Dawaj, chętnych brak

_________________
Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki


Zobacz profil WWW
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 10:53
Posty: 3411
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
14 marca 2019, o 11:46
To może ja: "Władca mroku" E. Hoyt? :P

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35934
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
14 marca 2019, o 11:49
No i brawka w twoje łapki :cheer:

_________________
Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki


Zobacz profil WWW
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 10:53
Posty: 3411
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
14 marca 2019, o 19:31
Super, jutro wieczorem coś dam :D

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 10:53
Posty: 3411
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
15 marca 2019, o 19:51
ZAGADKA:
Cytuj:
Patrząc prosto przed siebie, Julie Seagle obiecała sobie jedno: nigdy więcej nie wynajmie mieszkania przez internet. Pasek przeładowanej torby wrzynał się jej w ramię, zrzuciła ją więc na dwie walizki, które stały na chodniku.
I tak nie miała gdzie ich zanieść. Julie przymrużyła oczy, z niedowierzaniem patrząc na migający neon, który zachwalał najlepsze burrito w Bostonie. Ponowne czytanie wydruku maila niczego nie zmieniło. Tak, była pod właściwym adresem. Choć nie gardziła dobrym burrito, a mała restauracyjka miała pewien urok, dla Julie było jasne, że ten jednopiętrowy budynek nie mieści mieszkania z trzema sypialniami, w którym mogliby mieszkać studenci. Westchnęła i wyciągnęła z torebki telefon komórkowy.
- Cześć, mamo.
– Skarbie! Dojechałaś do Bostonu? Ohio już za tobą tęskni. Nie mogę uwierzyć, że wyprowadziłaś się na studia. I jak tam mieszkanie? Poznałaś już swoich współlokatorów? Julie odchrząknęła i spojrzała na płaski dach restauracji.
– Mieszkanie jest… przestronne. W planie otwartym.
- A twój pokój? Bardzo jest mały?
– Matka wydawała się zatroskana. - Cóż, nawet jeśli, to pewnie i tak jest lepszy niż jakiś betonowy akademik.
– Mój pokój? Yyy… powiedziałabym, że jest dość skromny. – Julie usiadła na jednym z bagaży. Tuż za nią zatrzymał się z piskiem miejski autobus, na co dziewczyna aż się wzdrygnęła.
– Co to było? Czy twój pokój wygląda wprost na ulicę? O Boże, jesteś na parterze? To niebezpieczne, Julie. To duże ułatwienie dla jakiegoś bandziora. Masz zamki w oknach? Zapytam twojego wujka. Może da się coś poradzić, żeby mieszkanie stało się choć trochę bezpieczniejsze.
– W tej chwili nie widzę akurat żadnych okien, mamo. – Julie poczuła, że do oczu napływają jej łzy.



_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 10:53
Posty: 3411
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
18 marca 2019, o 12:21
PODPOWIEDŹ:

Cytuj:
Julie wzięła pozostałe torby i podążyła za Erin, podczas gdy Matt stał w miejscu jak wryty. Julie obejrzała się na niego.
–Jeszcze raz dziękuję, że po mnie przyjechałeś.
Matt skinął głową i z dłońmi w kieszeniach zaczął się kołysać na piętach.
– Nie ma sprawy.
Matt wydawał się całkiem miły. Łatwo się z nim rozmawiało i nawet jeśli nie był szalenie przystojny, był mądry i miał poczucie humoru. Pomyślała, że ma w sobie coś z dziwaka, ale umiała sobie z takimi świetnie radzić. Julie weszła na piętro po szerokich schodach. Na górze znajdował się przestronny, kwadratowy hall, z którego wychodziło czworo drzwi prowadzących do sypialni domowników, oraz krótki korytarz w głąb piętra. Jeszcze więcej śnieżnobiałych ścian i dzieł sztuki, które sprawiały wrażenie drogich.
– Będziesz spać tutaj – powiedziała Erin, popychając ramieniem jedne z drzwi. Sypialnia wyglądała, jakby należała do chłopca: ciemna pościel, drewniane półki, kilka książek, zdjęcia, sprzęt stereo i płyty DVD. Naprzeciw łóżka wisiał mały płaski telewizor, a na pustym biurku zmieściłby się laptop.
– Rozgość się. Łazienka jest na końcu korytarza. Zostawię ci tam czyste ręczniki i… och, pewnie dzwoni Roger. – Erin spojrzała w stronę pokoju, z którego dobiegał dźwięk telefonu.
– Lubisz tajską kuchnię?
– Brzmi świetnie. Dziękuję. – Czuj się jak u siebie. Jeśli chcesz się rozpakować, jest tu kilka wolnych szuflad – rzuciła Erin, wycofując się do drugiego pokoju, aby odebrać. Julie usiadła na łóżku i rozejrzała się. Tak, pokój był chłopięcy w każdym calu. Nie żeby jej to przeszkadzało. Przecież lubiła chłopców. Liczyła jednak na to, że przebiegnie się do Target i kupi sobie dziewczęce dodatki za pieniądze, które zostały jej po wakacjach. Bogu dziękować, że wygrała ten okręgowy konkurs na wypracowanie, bo inaczej całe swoje oszczędności musiałaby wydać na komputer. Poświęciła całe tygodnie na napisanie eseju o programie antykryzysowym Stanów Zjednoczonych na wypadek klęsk żywiołowych, ale opłacało się, skoro dostała za to nowego macbooka. Jakie szczęście, że jej znajomi nie śledzili szkolnych ogłoszeń, o ile nie dotyczyły wydarzeń sportowych, dyskotek albo talent show – bo bezlitośnie by się z niej nabijano za uczestnictwo w konkursie dla kujonów. Prawda była taka, że znajomi ze szkoły nie do końca ją rozumieli. Jej mama też jej nie rozumiała, choć bez dwóch zdań była dumna z tego, jak Julie radzi sobie z nauką.

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 10:41
Posty: 2844
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 61
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
19 marca 2019, o 11:10
Na pewno nie czytałam

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Szamanka od Umarlaków
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 8 stycznia 2012, o 17:55
Posty: 56773
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Andrews/SEP/Sparks i wiele, wiele innych.
Cytuj
Post 
19 marca 2019, o 12:01
Czy to jest To skomplikowane. Julie Jessica Park?


Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 132 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL