Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest 19 grudnia 2018, o 00:34




Odpowiedz w wątku  [ Posty: 741 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22 ... 30  Następna strona
 2018: KSIĄŻKOTEST 
Autor Wiadomość
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 kwietnia 2013, o 23:11
Posty: 2389
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
1 sierpnia 2018, o 22:22
Ja musiałam trochę pomyśleć , czy to Kleypas Wyjdź za mnie?


Zobacz profil
Historyczna dama
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 października 2011, o 16:09
Posty: 10824
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Dżuli Stefa Dżulja MeryDżoł Gejlen Maja Kristin...
Cytuj
Post 
2 sierpnia 2018, o 13:40
Tak oczywiście. :) Zagadka Twoja Goniu. :wesoły:

_________________
"uderz w Garwood a Tajemna się odezwie"
Sol


"Cierpię na wrodzoną wadę dysfunkcji systemu motywacji."
Wilczyca Karolina Kaim


Zobacz profil
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 kwietnia 2013, o 23:11
Posty: 2389
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
2 sierpnia 2018, o 14:25
Dzięki, Tajemna :)


Zagadka


Leśna ściółka napierała na policzek Cordelii. Wilgotna woń ziemi łaskotała ją w nos.
Cordelia odetchnęła głęboko, napełniając powietrzem usta i płuca, i nagle jej żołądek ścisnął
smród zgnilizny. Odwróciła twarz i w głowie eksplodowały jej oślepiające linie bólu.
Wydała z siebie nieartykułowany jęk. W oczach tańczyły migotliwe światełka. Po chwili
ustąpiły i znów widziała normalnie. Zmusiła wzrok do skupienia się na najbliższym
przedmiocie, jakieś pół metra od jej głowy.
Głęboko wbite w błoto tkwiły tam ciężkie czarne buciory, w które obute były stojące w
lekkim rozkroku nogi, powyżej odziane w plamiste, szaro-zielone spodnie. Stłumiła jęk
rozpaczy. Bardzo wolno złożyła głowę z powrotem w czarnej mazi i ostrożnie przekręciła się na
bok, by przyjrzeć się barrayarskiemu oficerowi.
Jej paralizator! Spoglądała wprost w maleńki szary prostokąt lufy. Broń tkwiła pewnie
w ciężkiej, szerokiej dłoni. Cordelia nerwowo poszukała wzrokiem porażacza nerwowego. Pas
oficera był obwieszony przeróżnym sprzętem, jednakże kabura porażacza na prawym biodrze
wisiała pusta, podobnie jak kieszeń łuku plazmowego na lewym.
Mężczyzna był zaledwie odrobinę wyższy od niej, lecz szeroki w barach i mocno
zbudowany. Potargane, ciemne, muśnięte siwizną włosy, czujne szare oczy - biorąc pod uwagę
surowe barrayarskie standardy wojskowe, cały mężczyzna sprawiał dość nieporządne wrażenie.
Jego mundur był niemal równie wymięty, zabłocony i poplamiony sokiem roślin, co jej własny,
na prawym policzku rozlewał się siniec. On najwyraźniej też miał parszywy dzień, pomyślała
idiotycznie. W tym momencie znów ogarnęła ją fala roziskrzonej ciemności i Cordelia ponownie
straciła przytomność.
Kiedy odzyskała zdolność widzenia, buty zniknęły. Chociaż nie, mężczyzna wciąż tu
był, siedział wygodnie na zwalonym pniu. Próbowała skupić się na czymkolwiek poza swym
zbuntowanym żołądkiem, jednakże ten zwyciężył, zaciskając się w gwałtownym spazmie.
Barrayarski kapitan drgnął odruchowo, kiedy zaczęła wymiotować, został jednak na
miejscu. Cordelia podczołgała się do małego strumyczka, płynącego dnem jaru, przepłukała usta
i obmyła twarz lodowatą wodą. Czując się odrobinę lepiej, usiadła i wykrztusiła słabo:
- I co teraz?
Oficer skłonił głowę, okazując jej przynajmniej cień szacunku.
- Kapitan Aral Vorkosigan, dowódca barrayarskiego cesarskiego krążownika “Generał
Vorkraft”. Proszę podać swoje dane osobowe. - Mówił z nikłym śladem obcego akcentu.
- Komandor Cordelia Naismith. Betański Zwiad Astronomiczny. Jesteśmy wyprawą
naukową - podkreśliła oskarżycielskim tonem. - Nieuzbrojoną.
- Zauważyłem - odparł cierpko. - Co się stało z twoimi ludźmi?
Oczy Cordelii zwęziły się.
- Czyżby cię tam nie było? Ja weszłam wyżej... Widziałeś może mojego botanika...
podporucznika? - dodała z napięciem. - Kiedy wpadliśmy w zasadzkę, zepchnął mnie do jaru...
Vorkosigan zerknął w górę, ku krawędzi parowu, w miejsce, z którego runęła - jak
dawno temu?
- Młody i ciemnowłosy?
Jej serce zamarło w oczekiwaniu najgorszego.
- Tak.
- Nic już nie możesz dla niego zrobić.
- To morderstwo! Miał tylko paralizator! - rzuciła mu miażdżące spojrzenie. - Dlaczego
zaatakowaliście moich ludzi?
Mężczyzna z namysłem poklepał jej broń.
- Twoja załoga - odrzekł, starannie dobierając słowa - miała zostać internowana, w miarę
możliwości pokojowo, za naruszenie barrayarskiej przestrzeni. Wywiązała się potyczka.
Promień ogłuszający trafił mnie w plecy. Kiedy oprzytomniałem, ujrzałem twój obóz w stanie,
w jakim go zastałaś.
- To dobrze - czuła w ustach gorzki smak żółci. - Cieszę się, że Reg dostał jednego z
was, zanim i jego zamordowaliście.
- Jeśli chodzi ci o tego niemądrego, lecz niewątpliwie odważnego chłopca na polanie, to
nie trafiłby nawet w stodołę. Nie wiem, po co wy, Betanie, zakładacie mundury. Wyszkoleniem
dorównujecie dzieciom na pikniku. Trudno mi stwierdzić, jakie znaczenie mają wasze stopnie
oficerskie, poza określaniem różnic w zarobkach.
- Był geologiem, nie wynajętym mordercą - warknęła. - A co do moich “dzieci”, wasi
żołnierze nie zdołali ich nawet schwytać.
Vorkosigan ściągnął brwi. Cordelia gwałtownie zamknęła usta. Po prostu pięknie,
pomyślała. Jeszcze nie zaczął wykręcać mi rąk, a ja już przekazuję mu cenne informacje.
- Naprawdę? - powiedział tylko, wskazując paralizatorem w górę strumienia. Leżał tam
strzaskany komunikator, z jego środka wydobywała się wąska smużka pary. - Jakie rozkazy
wydałaś załodze statku, kiedy poinformowali cię o swojej ucieczce?
- Kazałam im postępować wedle własnej inicjatywy - mruknęła ogólnikowo, desperacko
poszukując pomysłów w spowijającej jej umysł bolesnej mgle.
- Typowo betański rozkaz - prychnął Vorkosigan. - Przynajmniej masz pewność, że cię
posłuchają.
No, nie. Znowu jej kolej.
- Posłuchaj, wiem, dlaczego moi ludzie zostawili mnie tutaj - a co z tobą? Czy dowódca
nie jest zbyt ważną osobą - nawet u Barrayarczyków - żeby tak po prostu o nim zapomnieć? -
Wyprostowała się. - Skoro Reg nie umiałby trafić nawet w stodołę, to kto do ciebie strzelał?
To go ruszyło, pomyślała, widząc, jak paralizator, którym wcześniej bezmyślnie
gestykulował, z powrotem celuje w jej stronę. Ale powiedział jedynie:
- Nie twoja sprawa. Czy masz zapasowy komunikator?
Oho - czyżby ten surowy barrayarski dowódca padł ofiarą buntu? Cóż, im więcej
zamieszania w szeregach wroga, tym lepiej!
- Nie. Twoi żołnierze zniszczyli wszystko.
- To bez znaczenia - mruknął. - Wiem, gdzie szukać. Czy możesz już chodzić?
- Nie jestem pewna. - Dźwignęła się na nogi i natychmiast przycisnęła dłoń do skroni,
czując przeszywający ból.
- To tylko stłuczenie - stwierdził Vorkosigan bez cienia współczucia. - Przechadzka
dobrze ci zrobi.
- Jak daleko mam iść?
- Jakieś dwieście kilometrów.
Z powrotem osunęła się na kolana.
- Szerokiej drogi.


Zobacz profil
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 kwietnia 2013, o 23:11
Posty: 2389
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
3 sierpnia 2018, o 11:48
Podpowiedź 1


- Mnie zabrałoby to dwa dni. Przypuszczam, że ty, jako geolog czy coś takiego, trochę
mnie opóźnisz.
- Astrokartograf.
- Wstań, proszę. - Tym razem posunął się aż do tego, by ująć ją pod łokieć. Dotknął jej z
dziwną niechęcią. Była przemarznięta i sztywna, nawet przez grubą tkaninę rękawa czuła
promieniujące z jego dłoni ciepło. Vorkosigan z determinacją wepchnął ją na szczyt jaru.
- Najwyraźniej jesteś zdecydowany - mruknęła. - Co zamierzasz począć z więźniem
podczas wymuszonego marszu? A jeśli roztrzaskam ci czaszkę kamieniem, gdy będziesz spał?
- Zaryzykuję.
Dotarli na szczyt. Cordelia, wyczerpana, oparła się ciężko o jedno z młodych drzewek. Z
ukłuciem zazdrości dostrzegła, że oddech Vorkosigana pozostał miarowy i ani odrobinę nie
przyspieszył.
- Nie zamierzam nigdzie iść, dopóki nie pochowam moich oficerów.
Skrzywił się z irytacją.
- To strata czasu i energii.
- Nie zostawię ich na pożarcie padlinożercom, niczym jakieś padłe zwierzęta. Może twoi
barrayarscy bandyci znają się lepiej na zabijaniu, ale żaden z nich nie mógłby polec bardziej
żołnierską śmiercią.
Przez chwilę wpatrywał się w nią z nieodgadnioną miną. Wreszcie wzruszył ramionami.
- Zgoda.
Cordelia ruszyła wzdłuż krawędzi parowu.
- Myślałam, że to tutaj - stwierdziła zdumiona. - Ruszałeś go?
- Nie. Ale w jego stanie nie mógł odczołgać się daleko.
- Mówiłeś, że nie żyje!
- Owszem. Niemniej jego ciało wciąż się porusza. Promień porażacza musiał o włos
minąć ośrodki ruchowe.
Cordelia, podążając śladem zgniecionej roślinności, pokonała niewielkie wzniesienie.
Vorkosigan w milczeniu szedł za nią.
- Dubauer! - Podbiegła do odzianej w brąz postaci, skulonej w paprociach. Kiedy
uklękła obok niego, Dubauer odwrócił się i wyprostował sztywno, po czym zaczął dygotać.
Jego usta rozchyliły się w niesamowitym grymasie. Gorączka? - pomyślała z początku, nagle
jednak uświadomiła sobie, co widzi. Wyszarpnęła z kieszeni chusteczkę, złożyła ją i wepchnęła
mu między zęby. Jego usta były pełne krwi - efekt poprzedniego ataku konwulsji. Po jakichś
trzech minutach westchnął i zesztywniał.
Cordelia odetchnęła głęboko i zbadała go, pełna najgorszych obaw. Dubauer otworzył
oczy i spojrzał, jak się zdawało, prosto w jej twarz. Bezskutecznie próbując złapać ją za rękę,
zaczął jęczeć i bełkotać. Starała się uspokoić jego zwierzęce podniecenie, łagodnie gładząc dłoń
chłopca i ocierając z jego twarzy krwawą ślinę. Wreszcie ucichł.
Ze łzami bólu i wściekłości w oczach odwróciła się do Vorkosigana.
- Kłamca! On wcale nie umarł! Jest tylko ranny! Musi zająć się nim lekarz.
- Komandorze Naismith, zachowujesz się nierozsądnie. Obrażenia zadane przez
porażacz są nieuleczalne.
- I co z tego? Z zewnątrz nie da się określić rozmiaru szkód, jakie wyrządziła wasza
obrzydliwa broń. Dubauer wciąż widzi, słyszy i czuje - nie możesz dla własnej wygody
zdegradować go do poziomu zwłok!
Jego twarz przypominała maskę.
- Mogę zakończyć jego cierpienia - powiedział powoli. - Mój nóż jest dostatecznie ostry.
Jeżeli posłużę się nim szybko, niemal bezboleśnie podetnie mu gardło. Chyba że uznasz to za
swój obowiązek, jako dowódcy. W takim przypadku oddam ci nóż, abyś sama mogła to zrobić.
- Czy tak właśnie postąpiłbyś z jednym z twoich ludzi?
- Oczywiście. A oni zrobiliby to samo dla mnie. Nikt nie chciałby żyć w takim stanie.
Cordelia wstała i spojrzała na niego przeciągle.
- Bycie Barrayarczykiem musi przypominać życie wśród kanibali.
Zapadła długa cisza. W końcu Dubauer przerwał ją jękiem. Vorkosigan poruszył się
lekko.
- Co zatem proponujesz?
Znużonym gestem potarła skroń, poszukując słów, które zdołałyby przeniknąć
beznamiętną fasadę jego twarzy. Jej żołądek zadygotał, język sztywnością dorównywał
kołkowi, nogi drżały z powodu wyczerpania, obniżenia poziomu cukru we krwi i reakcji
pobólowej.
- Gdzie właściwie zamierzasz się udać? - spytała wreszcie.
- Znam pewne miejsce - kryjówkę z zapasami. Zamaskowaną. Znajduje się w niej sprzęt
łącznościowy, żywność, broń. Przejęcie tych zapasów umożliwiłoby mi - no, cóż - rozwiązanie
problemów dowódczych.
- Czy są tam też lekarstwa i środki opatrunkowe?
- Tak - przyznał niechętnie.
- Doskonale. - I tak nic ją to nie kosztuje. - Będę z tobą współpracować - dam słowo, że
pozostanę twoim więźniem - pomogę ci we wszystkim, co nie narazi na niebezpieczeństwo
mojego statku - jeśli pozwolisz mi zabrać ze sobą podporucznika Dubauera.
- To niemożliwe. On nie może chodzić.
- Sądzę, że da radę, jeżeli mu pomogę.
Vorkosigan spojrzał na nią z irytacją, wyraźnie zbity z tropu.
- A jeśli odmówię?
- Wówczas możesz albo zostawić nas oboje, albo od razu nas zabić. - Odwróciła wzrok
od jego noża, dumnie uniosła podbródek i czekała.
- Nie zabijam jeńców.
Cordelia z ulgą przyjęła fakt, iż użył liczby mnogiej. Najwidoczniej w dziwnym umyśle
Barrayarczyka Dubauer z powrotem awansował w szeregi ludzkości. Uklękła, aby pomóc mu
wstać, modląc się w duchu, by ten, jak mu tam, Vorkosigan, nie postanowił zakończyć całej
sprawy, ogłuszając ją i zabijając botanika na miejscu.
- Zgoda - skapitulował, rzucając jej osobliwe, czujne spojrzenie. - Zabieraj go. Ale
musimy poruszać się szybko.


Zobacz profil
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 09:41
Posty: 2662
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 56
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
3 sierpnia 2018, o 14:21
Interesujące ale niestety nie znam.

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 kwietnia 2013, o 23:11
Posty: 2389
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
4 sierpnia 2018, o 06:26
Podpowiedź 2


Któregoś popołudnia leżała na pryczy udając że śpi, kiedy zjawiła się porucznik Alfredi.
- Na zewnątrz stoi barrayarski oficer, który twierdzi, że chce z tobą pomówić. - Alfredi
odprowadziła ją do wyjścia. Jej twarz zdradzała wrogość i podejrzliwość. - Uważam, że nie
powinnyśmy pozwolić, aby zabrali cię stąd samą. Lada moment wrócimy do domu. Z
pewnością zrobią ci krzywdę.
- Nic mi nie będzie, Marsha.
Na zewnątrz czekał Vorkosigan, ubrany w mundur sztabowy. Jak zwykle towarzyszył
mu Illyan. Vorkosigan sprawiał wrażenie jednocześnie spiętego, pełnego szacunku, znużonego i
zamkniętego w sobie.
- Pani kapitan Naismith - powiedział oficjalnym tonem. - Czy mogę z panią pomówić?
- Owszem, ale nie tutaj. - Czuła na sobie wzrok towarzyszek niedoli. - Może
przejdziemy się gdzieś albo coś takiego?
Skinął powoli głową i ruszyli naprzód. Oboje milczeli. Vorkosigan splótł ręce za
plecami, Cordelia wsunęła dłonie do kieszeni pomarańczowej bluzy. Illyan dreptał za nimi
niczym pies, ani na moment nie odstępując ich nawet na krok. Opuścili teren obozu i zagłębili
się w las.
- Cieszę się, że przyszedłeś - stwierdziła Cordelia. - Jest kilka rzeczy, o które chciałam
cię zapytać.
- Pragnąłem spotkać się z tobą już wcześniej, ale porządne zorganizowanie wszystkiego
zabrało mi sporo czasu.
Wskazała głową żółte naszywki na jego kołnierzu.
- Gratuluję awansu.
- A, to - musnął palcem kołnierz. - To nie ma znaczenia. Czysta formalność, aby
przyspieszyć zakończenie mojej pracy.
- To znaczy?
- Rozwiązanie armady, pilnowanie bezpieczeństwa w przestrzeni wokół tej planety,
przewożenie polityków tam i z powrotem miedzy Barrayarem i Escobarem. Ogólne sprzątanie
po balu. Nadzorowanie wymiany jeńców.
Maszerowali szeroką bitą ścieżką, prowadzącą przez szarozielony las w górę, po zboczu
krateru.
- Chciałbym cię przeprosić za użycie narkotyków w czasie przesłuchania. Wiem, że fakt
ten głęboko cię uraził. Musiałem to zrobić; powodowała mną konieczność.
- Nie masz mnie za co przepraszać. - Obejrzała się na Illyana. Muszę wiedzieć... - I to
dosłownie. W końcu to sobie uświadomiłam.
Przez chwilę milczał.
- Rozumiem - powiedział wreszcie. - Jesteś bardzo domyślna.
- Przeciwnie. Jestem wyjątkowo niedomyślna.
Vorkosigan obrócił się na pięcie.
- Poruczniku, pragnę prosić cię o przysługę. Chciałbym spędzić kilka minut sam na sam
z tą panią, aby pomówić o sprawach natury ściśle prywatnej.
- Nie wolno mi. Dobrze pan o tym wie.
- Kiedyś prosiłem ją, aby za mnie wyszła. Nigdy nie udzieliła mi odpowiedzi. Jeśli dam
ci słowo, że nie będziemy rozmawiali o niczym, co nie dotyczy tego tematu, czy możemy mieć
parę chwil dla siebie?
- Och... - Illyan zmarszczył brwi. - Pańskie słowo?
- Moje słowo. Słowo Vorkosigana.
- Cóż, w takim razie wszystko w porządku. - Illyan z ponurą miną usiadł na złamanym
pniu, oni zaś ruszyli dalej.
W końcu dotarli na szczyt i znaleźli się w znajomym miejscu, z którego roztaczał się
widok na cały krater. Tu właśnie, jakże dawno temu, Vorkosigan kreślił plany zdobycia kontroli
nad statkiem. Oboje usiedli na ziemi, przyglądając się krzątaninie drobnych sylwetek w dole.
Odległość tłumiła wszelkie odgłosy.
- Kiedyś nigdy byś tego nie zrobił - zauważyła Cordelia. - Nie złamałbyś danego słowa.
- Czasy się zmieniają.
- Ani mnie nie okłamał.
- Istotnie.
[...]
- Czy myliłem się, Cordelio, oddając się tej sprawie? Gdybym tego nie zrobił, cesarz po
prostu wysłałby kogoś innego. Zawsze starałem się wybierać najbardziej honorowe wyjście. Co
jednak miałem robić, gdy wszystkie wyjścia są złe? Hańba działania, hańba zaniechania - każda
ścieżka prowadzi wprost w zagajnik śmierci.
- Chcesz, żebym cię osądziła?
- Ktoś musi to zrobić.
- Przykro mi. Mogę cię kochać. Mogę płakać z tobą i za tobą. Mogę dzielić twój ból, ale
nie potrafię cię osądzać.
- Ach. - Przekręcił się na brzuch, zerkając ku obozowi. - Za dużo przy tobie mówię.
Jeśli mój mózg kiedykolwiek zechce uwolnić mnie od rzeczywistości, stanę się chyba bardzo
gadatliwym szaleńcem.
- Nie rozmawiasz na ten temat z innymi, prawda? - spytała zaniepokojona.
- Dobry Boże, nie. Ale ty jesteś... ty jesteś... sam nie wiem, czym jesteś. Ale potrzebuję
tego. Czy wyjdziesz za mnie?
Cordelia westchnęła i złożyła głowę na kolanach, kręcąc w palcach kawałek trawy.
- Kocham cię. I mam nadzieję, że o tym wiesz. Ale nie zniosłabym Barrayaru. Barrayar
pożera własne dzieci.
- Mój świat nie składa się tylko z tej przeklętej polityki. Niektórzy ludzie dożywają
końca swoich dni doskonale obojętni na podobne sprawy.
- Owszem. Ale ty nie jesteś jednym z nich.
Vorkosigan usiadł.
- Nie wiem, czy dostałbym wizę do Kolonii Beta.
- Przypuszczam, że nie w tym roku. Ani w następnym. Chwilowo wszyscy
Barrayarczycy są tam uznawani za zbrodniarzy wojennych. W kategoriach polityki od lat nie
doświadczyliśmy podobnego podniecenia. Na razie wszyscy chodzą pijani zwycięstwem. Poza
tym jest jeszcze sprawa Komarru.
- Rozumiem. A zatem miałbym spore kłopoty z dostaniem pracy w roli trenera dżudo,
zaś zważywszy okoliczności, nie mógłbym raczej napisać pamiętników.
- W tej chwili przypuszczam, że z trudem by ci przyszło uniknąć tłumów żądnych
linczu. - Uniosła wzrok ku jego ponurej twarzy. To był błąd; na ten widok poczuła gwałtowny
skurcz w sercu. - Ja... i tak muszę na jakiś czas wrócić do domu. Zobaczyć się z rodziną i
przemyśleć wszystko w ciszy i spokoju. Może zdołamy wymyślić jakieś inne rozwiązanie.
Zawsze też możemy do siebie pisać.
- Tak. Chyba tak. - Wstał i podał jej rękę.
- Dokąd się wybierzesz po tym wszystkim? - spytała. - Odzyskałeś dawny stopień.
- Cóż, najpierw muszę dokończyć brudną robotę. - Machnął ręką, obejmując tym gestem
obóz jeniecki, wiedziała jednak, że w istocie miał na myśli całą nieudaną inwazję. - A potem
chyba także wrócę do domu i porządnie się upiję. Nie mogę dłużej mu służyć. Wykorzystał
mnie do końca. Śmierć jego syna i pięciu tysięcy ludzi, którzy eskortowali go do piekła, zawsze
będzie stała między nami.
[...]
- Zaczekaj. - Vorkosigan przystanął, a ona wyciągnęła do niego rękę. Jego grube palce
splotły się z wąskimi palcami Cordelii. Skóra Vorkosigana była ciepła i sucha; niemal ją
oparzyła. - Zanim wrócimy po twojego biednego porucznika Illyana...
Objął ją i pocałowali się po raz pierwszy. Pocałunek ów trwał bardzo długo.
- Och - mruknęła, kiedy się rozłączyli. - Może to był błąd. Tak bardzo boli, kiedy
przestajesz.
- A zatem pozwól... - Dłoń Vorkosigana pogładziła łagodnie jej włosy, po czym
zagłębiła się rozpaczliwie w gąszcz błyszczących loków. Znów się pocałowali.
- Admirale? - Porucznik Illyan, który zbliżył się do nich niepostrzeżenie, odchrząknął
głośno. - Czy zapomniał pan o naradzie sztabu?
Vorkosigan z westchnieniem odsunął ją od siebie.
- Nie, poruczniku. Nie zapomniałem.
- Czy mogę panu pogratulować? - spytał z uśmiechem młodzieniec.
- Nie, poruczniku.
Uśmiech zniknął z twarzy Illyana jak zdmuchnięty.
- Nie... nie rozumiem.
- Nic nie szkodzi, poruczniku.
Ruszyli naprzód, Cordelia z dłońmi w kieszeniach, Vorkosigan z rękoma splecionymi za
plecami.


Zobacz profil
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 kwietnia 2013, o 23:11
Posty: 2389
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
4 sierpnia 2018, o 12:48
Ostatnią podpowiedź daję już teraz, bo nie wiem jak później będzie u mnie z czasem


Komodor Tailor usiadł i odchrząknął nerwowo.
- Cordelio, mam ci do powiedzenia coś, co jak się obawiam, może okazać się bolesne.
Cordelia przycupnęła na poręczy fotela, wymachując nogą. Obnażyła zęby w, jak miała
nadzieję, obojętnym uśmiechu.
- Z-zwalają na ciebie cz-czarną robotę, co? To jedna z radości losu dowódcy. Mów
dalej.
- Zamierzamy poprosić cię, abyś wyraziła zgodę na hospitalizację na czas dalszej terapii.
Dobry Boże, zaczyna się. Mięśnie brzucha Cordelii zadrżały pod koszulą. Była ona
jednak luźna; może przybysze nic nie zauważą.
- Ach tak? Dlaczego? - spytała nonszalancko.
- Bardzo się obawiamy, że programowanie umysłu, jakiemu poddali cię Barrayarczycy,
było znacznie poważniejsze niż ktokolwiek przypuszczał. W istocie uważamy... - zawahał się,
głęboko nabierając powietrza - że próbowali uczynić z ciebie agentkę.
Czy twoje “my” to zwrot królewski, czy raczej redakcyjny, Billu?
- Próbowali, czy też zrobili?
Tailor spuścił wzrok. Mehta posłała mu lodowate spojrzenie.
- Co do tego nasze opinie są podzielone... Zauważcie, drodzy uczniowie, jak starannie
unika pierwszej osoby, oznaczającej odpowiedzialność osobistą - sugeruje to, że jego “my”
należy do najgorszego rodzaju, że budzi poczucie winy. Co do diabła planują?
- ...ale ten list, który wysłałaś przedwczoraj do barrayarskiego admirała Vorkosigana -
uznaliśmy, że najpierw powinnaś mieć szansę sama to wyjaśnić.
- R-rozumiem.
Jak śmieli!
- To nie był oficjalny list. Niby dlaczego? Wiecie, że Vorkosigan wycofał się z
czynnego życia. Ale może - przygwoździła wzrokiem Tailora - zechcielibyście wyjaśnić, jakim
prawem przechwyciliście i otworzyliście moją prywatną korespondencję?
- Specjalne środki bezpieczeństwa. Na czas wojny.
- Wojna już się skończyła.
Tailor poruszył się niespokojnie.
- Ale szpiegostwo trwa dalej.
Zapewne to prawda. Często zastanawiała się, jak Ezar Vorbarra dowiedział się o
istnieniu zwierciadeł plazmowych, aż do wybuchu wojny najbardziej strzeżonej nowej broni w
betańskich arsenałach. Jej stopa pukała lekko o podłogę. Cordelia uspokoiła ją. Mój list. Moje
serce na papierze - papier owija kamień...
- No i co? Czego się z niego dowiedzieliście, Billu? - spytała zimno.
- Cóż, w tym właśnie problem. Przez prawie dwa dni pracowali nad nim najlepsi
znawcy szyfrów, najbardziej zaawansowane programy komputerowe. Zanalizowano nawet
strukturę molekularną papieru. Szczerze mówiąc - zerknął na Mehtę z irytacją - nie jestem
przekonany, by cokolwiek znaleźli.
Nie, pomyślała Cordelia, z pewnością nie. Cały sekret polegał na pocałunku. Czegoś
takiego nie wykryje analiza molekularna. Westchnęła ponuro.
- Czy po wszystkim wysłaliście go?
- Obawiam się, że wtedy nic już z niego nie zostało.
Nożyce tną papier...
- Nie jestem agentką. D-daję wam na to słowo.
Mehta gwałtownie uniosła wzrok.
- Mnie samemu trudno w to uwierzyć - przyznał Tailor.
Cordelia próbowała spojrzeć mu w oczy. Odwrócił wzrok. A jednak wierzysz,
pomyślała.
- Co się stanie, jeśli odmówię pójścia do szpitala?
- Wówczas, jako twój dowódca, będę zmuszony wydać ci taki rozkaz.
Prędzej zobaczymy się w piekle - nie. Spokojnie. Muszę zachować spokój. Pozwólmy
im mówić, może zdołam jeszcze wywinąć się z tego.
- Nawet jeśli jest to sprzeczne z twoim osądem osobistym?
- To poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Obawiam się, że poglądy osobiste nic tu
nie znaczą.
- Daj spokój. Mówią, że nawet kapitan Negri od czasu do czasu kieruje się własnymi
opiniami.
Powiedziała coś nie tak. Wydało jej się, że temperatura w pokoju nagle spadła.
- Gdzie słyszałaś o kapitanie Negrim? - spytał lodowatym tonem Tailor.
- Wszyscy o nim wiedzą. - Wpatrywali się w nią bez słowa. - D-dajcie spokój. Gdybym
była agentką Negriego, nigdy byście tego nie odkryli. Nie jest aż tak niezręczny.
- Wręcz przeciwnie - odparł Mehta rzeczowo. - Uważamy, iż jest tak dobry, że ty sama
nic o tym nie wiesz.
- Idiotyzm - prychnęła z niesmakiem Cordelia. - Jakim cudem doszłaś do takiego
wniosku?
Mehta chętnie udzieliła wyjaśnień.
- Moja hipoteza brzmi, iż jesteś kontrolowana - być może nieświadomie - przez owego
złowieszczego i enigmatycznego admirała Vorkosigana. Twoje programowanie rozpoczęło się
najprawdopodobniej, kiedy po raz pierwszy trafiłaś do ich niewoli. Zapewne ukończono je
podczas niedawnej wojny. W zamyśle miałaś stać się zaczątkiem nowej barrayarskiej siatki
szpiegowskiej, która zastąpi świeżo wykrytych agentów. Może przez lata miałaś przebywać w
uśpieniu, póki ktoś cię nie uruchomi w obliczu nadchodzących kłopotów...
- Złowrogi? Enigmatyczny? Aral? Zaraz wybuchnę śmiechem. - Zaraz się rozpłaczę...
- Bez wątpienia cię kontroluje - odparła Mehta, wyraźnie zadowolona z siebie. - Zostałaś
tak zaprogramowana, aby słuchać jego wszystkich rozkazów.
- Nie jestem komputerem. - Łup, łup, pukała stopa Cordelii. - A Aral to jedyny
człowiek, który nigdy mnie w niczym nie krępował. Sądzę, że to dla niego kwestia honoru.
- Widzisz? - rzuciła Mehta, zwracając do Tailora. Nie patrzyła nawet na Cordelię. -
Wszystkie przesłanki wskazują na jedno.
- Tylko wtedy, kiedy stoisz na głowie! - krzyknęła ze złością Cordelia, posyłając
Tailorowi nieprzyjazne spojrzenie. - Nie muszę podporządkować się takim rozkazom. Mogę
złożyć rezygnację.
- Nie potrzeba nam twojego pozwolenia - wyjaśniła spokojnie Mehta. - Nawet gdybyś
była cywilem. Wystarczy, jeśli zgodzi się najbliższy krewny.
- Moja matka nigdy by mi tego nie zrobiła!
- Omawialiśmy już z nią tę sprawę z najdrobniejszymi szczegółami. Bardzo się o ciebie
martwi.
- R-rozumiem. - Cordelia uspokoiła się nagle, zerkając w stronę kuchni. -
Zastanawiałam się, czemu przygotowanie kawy trwa tak długo. Czyżby wyrzuty sumienia? -
Zanuciła cicho fragment melodii, po czym ucichła. - Naprawdę wykonaliście kawał solidnej
roboty. Odcięliście wszystkie drogi ucieczki.
Tailor uśmiechnął się przepraszająco.
- Nie masz się czego bać, Cordelio. Nasi najlepsi ludzie będą z tobą...
Nad tobą, pomyślała Cordelła.
- ...pracować. A kiedy skończą, wrócisz do dawnego życia, jakby nic z tego się nie
zdarzyło.
Wymażecie moją pamięć, tak? Wymażecie jego... Zanalizujecie na śmierć niczym mój
biedny skromny list miłosny. Odpowiedziała mu smutnym uśmiechem.
- Przykro mi, Bill. D-dręczy mnie okropna wizja ludzi, obierających mnie jak cebulę,
łupina po łupinie, w poszukiwaniu nasion.
Skrzywił się.
- Cebule nie mają nasion, Cordelio.
- Cóż za nowina - mruknęła sucho.
- A szczerze mówiąc - ciągnął dalej - jeśli ty masz rację, a my się mylimy, najszybszym
sposobem, aby to udowodnić, jest pójść z nami.
Oto głos rozsądku. Rzeczywiście... Gdyby nie pewna drobna kwestia: możliwość
wybuchu wojny domowej na Barrayarze. Ta maleńka przeszkoda, ten kamień... kamień owija
papier...
- Przykro mi, Cordelio.
Dostrzegła, że mówi szczerze
- Nie ma sprawy.
Naprawdę zdumiewający plan - wtrąciła z namysłem Mehta. - Kto by pomyślał o
ukryciu siatki szpiegowskiej pod pozorami miłosnej przygody. Może bym nawet w to
uwierzyła, gdyby zainteresowani byli bardziej prawdopodobni.
- Owszem - zgodziła się serdecznie Cordelia, skręcając się w duchu. - Trudno
oczekiwać, aby trzydziestoczterolatka zakochała się jak smarkula. W moim wieku to
nieoczekiwany dar - domyślam się, że jeszcze bardziej nieoczekiwany dla
czterdziestoczterolatka.
- Właśnie. - Mehta z radością przyjęła słowa pacjentki. - Zawodowi oficerowie w
średnim wieku kiepsko pasują do romansów.
Stojący za nią Tailor otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, po czym zamknął je
ponownie. Przez cały czas uporczywie przyglądał się swoim dłoniom.
- Myślisz, że mnie z tego wyleczycie?
- O, tak.


Zobacz profil
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 kwietnia 2013, o 23:11
Posty: 2389
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
5 sierpnia 2018, o 11:41
Liczyłam się z tym, że Pani Bujold nie jest szeroko znana na forum. Mam jednak nadzieję, że choć jedną osobę zachęciłam do przeczytania cyklu Barrayar. Romansu nie ma tam zbyt wiele, ale warto po to sięgnąć, a Panią Bujold bardzo dobrze się czyta. To ostatnie to nie tylko moja opinia :P

Książka z zagadki to Strzępy honoru Lois McMaster Bujold


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 12:59
Posty: 35686
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
6 sierpnia 2018, o 06:29
Zagadka
Od czasu Aragorna we Władcy Pierścieni nie widziałam, żeby mężczyźnie tak było do twarzy z tym lookiem, a jego oczy... Nagle się otworzyły - intensywny odcień miedzi otoczony kręgiem zieleni. Uznałabym je za piękne, ale w tej chwili sprawiały wrażenie, jak gdyby wpatrywały się prosto we mnie. Poczułam się przez to nieswojo, ale z rozmysłe m sobie powiedziałam, że to jedynie zbieg okoliczności. Nikt nigdy nie wiedział, kiedy korz ystałam ze swoich zdolności, by nawiązać łączność. Gdybym chciała, mogłabym być największą podglądaczką świata, najgoręcej jednak sobie życzyłam, by o ludziach wiedzieć mniej, a nie więcej... - Kim jesteś? Podskoczyłam. Gdyby nie to, że widziałam, jak jego kształtne usta się poruszają, pomyślałabym, że sobie te słowa uroiłam. „Zbieg okoliczności” - powtórzyłam do siebie. Lada moment ktoś znajdzie się w polu widzenia i zobaczę, do kogo naprawdę mówi... - Zapytam po raz drugi - powiedział głębokim głosem z lekkim akcentem. - Kim jesteś i skąd u diabła wzięłaś się w mojej głowie? To przestraszyło mnie tak bardzo, że natychmiast zerwałam połączenie. Bogato zdobne łoże okolone zasłonami zniknęło, zastąpione przez przebrzydłą tapetę i łóżko, w którym najprawdopodobniej pogryzą mnie pluskwy. Upuściłam srebrny nóż, jak gdyby mnie palił. Wciąż nie mogłam dojść do siebie po tym, co się stało. - No i? - zapytał Jackal. - Znalazłaś go? - O tak - zaskrzypiałam z zaskoczenia. - I? - naciskał. Nie ma mowy, bym mu powiedziała, iż podpalacz w jakiś sposób się zorientował, że go szpiegują. Gdyby Jackal o tym wiedział, natychmiast by mnie zabił, aby podpalacz nie mógł dotrzeć do mnie za pośrednictwem naszego połączenia. Było to możliwe. Skoro podpalacz czuł mnie w swojej głowie, zapewne również mnie słyszał... Doznałam przebłysku natchnienia, które było bardziej lekkomyślne niż mądre, i wiedziałam już, co muszę zrobić.

_________________
Coraz bliżej Święta.


Zobacz profil WWW
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 sierpnia 2011, o 10:33
Posty: 5773
Lokalizacja: Somewhere
Pochwały: 6
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
6 sierpnia 2018, o 07:37
ha! aż mam ochotę na powtórkę :P Pierwszy dotyk ognia - Jeaniene Frost

_________________

.
.

Let's find some beautiful place to get lost.


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 12:59
Posty: 35686
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
6 sierpnia 2018, o 07:45
Ja też, ale mam mocne postanowienie poprawy w czytaniu :hihi:
Brawo, w twoje łapki.

_________________
Coraz bliżej Święta.


Zobacz profil WWW
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 sierpnia 2011, o 10:33
Posty: 5773
Lokalizacja: Somewhere
Pochwały: 6
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
6 sierpnia 2018, o 07:54
dzięki ;) moja zagadka raczej łatwa dla tych co czytali ale pomyślałam, że to zachęci tych którzy nie czytali

Zagadka

– Dasz radę pokryć tatuażem… to? – Odwróciła się do niego plecami.
Jasny szlag… Choć w pierwszej chwili w półmroku zobaczył tylko blizny
różnej wielkości i głębokości, i tak ścisnął mu się żołądek. Zapalił światło
przy kasie i wyjął rękawiczki z pudełka, a potem zeskoczył z lady i stanął za
nią.
Drżąc lekko, przycisnęła bluzkę do piersi. A on patrzył na czerwone ślady
zszywanych ran i srebrzyste tych, które zagoiły się same.
Co to, k****, było… Napis? Jezu, blizny układały się w napis. Ktoś wyciął
słowa na jej plecach. Ktoś ciął nożem jej skórę.
Teraz wszystko zrozumiał. Jej nerwowość i strach. To, że chciała tu zostać
i zarazem jak najszybciej wyjść. Że chciała się ruszyć i ukryć jednocześnie.
Normalnie wyciągnąłby rękę, żeby dotknąć, ocenić głębokość blizn pod
skórą. Ale wiedział, że wtedy by ją spłoszył, czuł, że jest gotowa uciec.
Przysunął się jak najbliżej, żeby ocenić, czy blizny są wystarczająco zagojone,
by tatuować.
Blizny układały się w litery.

_________________

.
.

Let's find some beautiful place to get lost.


Zobacz profil
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 09:41
Posty: 2662
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 56
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
6 sierpnia 2018, o 07:55
"Najtwardsza stal" S. Cole
Wreszcie mi się udało :D

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 sierpnia 2011, o 10:33
Posty: 5773
Lokalizacja: Somewhere
Pochwały: 6
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
6 sierpnia 2018, o 07:57
Szczypto, to tak jak mi wyżej bo przeważnie historyki są wrzucane a ja nie znam :hihi:
zagadka jest twoja ;)

_________________

.
.

Let's find some beautiful place to get lost.


Zobacz profil
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 kwietnia 2013, o 23:11
Posty: 2389
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
6 sierpnia 2018, o 08:32
kejti napisał(a):
dzięki ;) moja zagadka raczej łatwa dla tych co czytali ale pomyślałam, że to zachęci tych którzy nie czytali




Nie czytałam i czuję się zachęcona tym fragmentem. Mam nadzieję, że dalej nie będzie różowo i puchato, bo w takim przypadku nie poczytam jej długo


Zobacz profil
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 sierpnia 2011, o 10:33
Posty: 5773
Lokalizacja: Somewhere
Pochwały: 6
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
6 sierpnia 2018, o 08:39
Jest tak pół na pół według mnie, bohaterka powoli się otwiera na dotyk a Trent jest cudowny, opiekuńczy, spróbuj, może Ci się spodoba :) nie jedna czytała tutaj i była zadowolona :) ja trafiłam na tą pozycje lata temu i to po angielsku. Także ten fragment mnie zachwycił i postanowiłam przeczytać a tu niespodzianka, jakiś czas później wydali ;)

_________________

.
.

Let's find some beautiful place to get lost.


Zobacz profil
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 09:41
Posty: 2662
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 56
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
6 sierpnia 2018, o 08:41
Zagadka:
Cytuj:
Nie słyszała, jak uderza o ziemię upadające ciało, nie słyszała urwanego w połowie przekleństwa i kolejnego głuchego odgłosu. Słyszała jedynie tupot własnych stóp, słyszała szeptane przez siebie urywane słowa modlitwy, a później już nic nie słyszała.
Poczuła smród, poczuła ból. A jeszcze później wszystko przestało istnieć.
Następne, co zapamiętała, to że wbiła paznokcie w czyjeś gołe ramię, które chwyciło ją za szyję i zaczęło dławić, po czym biegła dalej w kierunku miejsca, gdzie leżało ciało jej matki. Pamiętała nawet, że jakaś siła obaliła ją na ziemię a ona rozpaczliwie wierzgnęła nogami, próbując się wyswobodzić. Pamiętała jeszcze, że jej stopa trafiła w coś twardego i śliskiego, ale później nic już nie pamiętała z wyjątkiem smrodu i bólu.
Jak przez mgłę przypominała sobie jedynie, że wbiła zęby w dłoń, która zakrywała jej usta, że ogarnęły ją mdłości od wstrętnego, tłustego smaku skóry. Następnie dotarło do niej stłumione przekleństwo w nie znanym języku. Jeszcze tylko oślepiający błysk światła i cały świat znikł w jednej sekundzie.
Spowił ją dobrotliwy mrok, gdyż pewnych rzeczy nigdy by nie zdołała zapomnieć.
Gdy ponownie otworzyła oczy, światło było inne. Spostrzegła to na ułamek sekundy przed tym, jak ujrzała jego. Klęczał nad nią, twarz miał ciemną, kanciastą i zakrzepłą w przerażającym wyrazie gniewu. Oczy lśniły mu niczym najgorętsza część płomienia, tam gdzie ogień nabiera niebieskiej barwy.
Trzymał ręce na jej ramionach. Dotknął jej twarzy. W jednej chwili opuścił ją lęk, a jego miejsce zajął ból.
Jej głowa... Boże wielki, co stało się z jej głową? I nogi...ale największy ból czuła między udami. Czuła tam palenie, jakby ktoś rozdarł ją, a ranę natarł solą.
Dziki zamierzał ją zabić, a ona nie była w stanie wykonać żadnego ruchu... Nic nie mogła zrobić, tylko leżeć i spoglądać w owe ciemne, płonące oczy.
Na twarz kapnęła jej kropla wilgoci, po chwili następna. Padał deszcz. Deszcz! Leżała na ziemi z nachylającym się nad nią nagim dzikusem, a jej usta...
- Mamo? tato... ? - próbowała zawołać, lecz z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk. Zacisnęła pięści. Jedną ręką chwyciła imbryk, który wypadł z toboła, i bez namysłu wyrżnęła nim z całych sił dzikusa w twarz. Runął do tyłu, a Laura zaczęła pełznąć w stronę zarośli.
Na chwilę spotkali się wzrokiem. Napastnik krwawił. Rozbiła mu głowę. Błagała w duchu Boga, żeby cios okazał się śmiertelny.
Co on jej zrobił? Gdzie była jej matka? Czekała, aż dogoni ją ona, Laura... stała przy ścieżce... Dziewczyna potrząsnęła głową, próbując zebrać myśli,
ale ból sprawił, że świat jeszcze bardziej zaczął wirować przed jej oczami. Padało. Po raz pierwszy od miesięcy padał deszcz i Laura była mokra... Wszystko było mokre. Włosy, ubranie, jej...Wielki Boże, przecież była naga!
- T-tato? - Gdy mówiła, bolała ją krtań i całe gardło. Gdy się ruszała, bolało ją całe ciało. Powoli odwróciła się i popatrzyła na dzikusa, który wciąż klęczał na ziemi w miejscu, w którym się od niego odtoczyła.
- Co im zrobiłeś?
Zaczął dźwigać się z ziemi, a ona próbowała uciekać na czworaka. Gdyby tak miała nóż!
- Zostaw mnie! Jeśli się zbliżysz, zabiję cię! Co zrobiłeś tacie? Gdzie jest moja matka?
Nie czekając na odpowiedź, Laura podniosła się z ziemi. Musiała uciekać... uciekać do domu. Zataczając się, potykając o wijące się na ziemi pnącza, na oślep ruszyła biegiem między drzewami. Biegła, oczekując w każdej chwili cuchnącej, brudnej dłoni, która znów zaciśnie się jej na gardle. Jeśli tylko zdoła dobiec do chaty, będzie bezpieczna.

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Rozpisana cesarzowa
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 10:15
Posty: 29052
Lokalizacja: Kłyż
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Joanna Chmielewska/Ilona Andrews
Cytuj
Post 
6 sierpnia 2018, o 16:41
Indiańska zdobycz Bronwyn Williams?

_________________
________________***________________

Gotowałam się w środku i musiałam sięgnąć po wszystkie rezerwy opanowania,by utrzymać nerwy na wodzy.Uda mi się.Po prostu muszę być obojętna.Zen.Żadnego walenia po twarzy.Walenie po twarzy nie jest zen.


Zobacz profil
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 09:41
Posty: 2662
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 56
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
6 sierpnia 2018, o 18:36
Zgadza się Ewo. W Twoje ręce :D

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Rozpisana cesarzowa
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 10:15
Posty: 29052
Lokalizacja: Kłyż
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Joanna Chmielewska/Ilona Andrews
Cytuj
Post 
7 sierpnia 2018, o 20:48
zagadka

– Paige?
Odwróciła się.
– Jesteś!
Serdeczność i spontaniczność tego powitania wytrąciły go z równowagi. Rzadko przestawała się przy nim kontrolować i teraz, odsłaniając się, naruszała jego bariery obronne. Przez chwilę nie mógł sobie przypomnieć, dlaczego utrzymuje wobec niej dystans. Na dworze stał samochód. Mógł zaciągnąć ją na tylne siedzenie, rozebrać do naga, z wyjątkiem tych czerwonych szpilek, i smakować każdy cal jej ciała. Dlaczego nie? Wtedy się do niego uśmiechnęła, tym ślicznym szczerym uśmiechem. Cała Paige. I przypomniał sobie. Romans z nią nie wchodził w grę z jednego powodu. Niezależnie od tego, jak mógłby być gorący, intensywny i satysfakcjonujący, musiał kiedyś się skończyć, jak wszystkie inne jego przygody. Jake bardzo wcześnie się przekonał, że miłość jest ulotna i nieprzewidywalna. Tak samo łatwo ją stracić, jak być nią obdarzonym. Radził sobie z tym, zachowując emocjonalny chłód. Między innymi właśnie dlatego Paige od zawsze była nie dla niego. Stanowiła ryzyko, którego nie był gotów podjąć.

_________________
________________***________________

Gotowałam się w środku i musiałam sięgnąć po wszystkie rezerwy opanowania,by utrzymać nerwy na wodzy.Uda mi się.Po prostu muszę być obojętna.Zen.Żadnego walenia po twarzy.Walenie po twarzy nie jest zen.


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 12:59
Posty: 35686
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
10 sierpnia 2018, o 07:02
Ewciu poprosimy podpowiedz :smile:

_________________
Coraz bliżej Święta.


Zobacz profil WWW
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 09:53
Posty: 3248
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
10 sierpnia 2018, o 11:49
Zajrzałam teraz i sie zastanawiam czy to to, ale: Bezsenność na Manhattanie S. Morgan? ;)

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 09:41
Posty: 2662
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 56
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
10 sierpnia 2018, o 13:01
Chyba tak Ancy....coś mnie własnie tknęło że znam, ale nie mogłam skojarzyć skąd :zalamka:

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Rozpisana cesarzowa
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 10:15
Posty: 29052
Lokalizacja: Kłyż
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Joanna Chmielewska/Ilona Andrews
Cytuj
Post 
12 sierpnia 2018, o 15:55
Ancymonku,zgadza się.Przepraszam,że tyle czekałyscie,ale ostatnio mam problemy z internetem

_________________
________________***________________

Gotowałam się w środku i musiałam sięgnąć po wszystkie rezerwy opanowania,by utrzymać nerwy na wodzy.Uda mi się.Po prostu muszę być obojętna.Zen.Żadnego walenia po twarzy.Walenie po twarzy nie jest zen.


Zobacz profil
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 09:53
Posty: 3248
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
12 sierpnia 2018, o 17:42
Cieszę się Ewo, że dobrze skojarzyłam :D jutro dam zagadkę ;)

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 741 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22 ... 30  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL