Teraz jest 27 stycznia 2022, o 21:16

Romans + chick lit

Gatunki – rodzaje – typy - crossovery
Fantastyka / Paranormal — Historyczny — Współczesny — Kryminał / sensacja / thriller / mafia — Religijny — LGBTQ+
YA / NA — Dla dzieci i młodzieży — Harlekiny — Chick-lt — Komiks — Fanfiki
Poza romansem... — Polska strefa

Moderatorzy: •Sol•, kejti

Avatar użytkownika
 
Posty: 33018
Dołączył(a): 18 maja 2011, o 14:02
Ulubiona autorka/autor: Janet Evanovich

Post przez Janka » 23 września 2018, o 20:12

Czytam drugą książkę Alexandry Potter "Ostrożnie z marzeniami" i mam z nią taki kłopot, że historia mi się podoba, ale nie potrafię polubić głównej bohaterki. Autorka chciała pokazać ogromny kontrast między nią a jej wymarzonym chłopakiem. On taki cudowny, że aż za cudowny, a ona zupełnie nieidealna. Tylko że przez to całe podkreślanie jej nieidealności powstaje obraz flejtucha, brudasa, leniucha i w ogóle spóźnialskiej egoistki.
Na Biblionetce jest opinia o książce i brzmi bardzo podobnie do tego co i ja myślę o książce.
https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=505342

Inna książka tej autorki, "Jesteś tym, którego (nie) pragnę", podobała mi się o wiele bardziej.
Na razie "Ostrożnie z marzeniami" będę czytać dalej, bo może dalej będzie lepiej.
Obrazek

Avatar użytkownika
 
Posty: 33018
Dołączył(a): 18 maja 2011, o 14:02
Ulubiona autorka/autor: Janet Evanovich

Post przez Janka » 28 września 2018, o 11:19

Skończyłam czytać "Ostrożnie z marzeniami" Alexandry Potter. Liczyłam na to, że w drugiej połowie zrobi się lepsza, bo w recenzji z Biblionetki było napisane, że bohaterkę później już da się trochę lepiej polubić. Niestety w moim przypadku to nie nastąpiło.
Dodatkowo w treści pojawiły się jeszcze silniejsze elementy związane z magią i parapsychologią, co dla mnie było bardzo niestrawne. A nawet wystąpiła scena z pogańskim rytuałem oczyszczenia, która była przepełniona patosem i mnie już całkiem dobiła.
W sumie uważam, że książka była dla mnie nieodpowiednia, choć całkiem możliwe, że innym czytelnikom się spodoba.
Mam nadzieję, że pozostałe książki autorki bardziej mi się spodobają, bo mam ich pełną półkę i nie chciałabym żałować, że je kupiłam.
Obrazek

Avatar użytkownika
 
Posty: 30886
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 10:14
Ulubiona autorka/autor: Iwona Banach

Post przez Lucy » 28 września 2018, o 12:32

Kiedyś to czytałam, ale kompletnie nic nie pamiętam :facepalm:
Każdy powód jest dobry, żeby zjeść pączka. Poza tym pączek nie idzie w tyłek, tylko od razu do serduszka i otula je warstwą ochronną.

Avatar użytkownika
 
Posty: 33018
Dołączył(a): 18 maja 2011, o 14:02
Ulubiona autorka/autor: Janet Evanovich

Post przez Janka » 28 września 2018, o 12:42

Nie warto sobie w ogóle przypominać.

"Jesteś tym, którego (nie) pragnę" tej samej autorki niesamowicie mi się podobała, a "Ostrożnie z marzeniami" chyba nie dostanie nawet jednego punktu, bo szukam i szukam jakichś pozytywnych elementów i nie potrafię żadnych znaleźć.
Jeden z bohaterów był stand-uperem i z tego powodu w książce była mała próbka jego talentu, niestety za mało, by starczyło dla książki na jakiegoś plusa.
Obrazek

Avatar użytkownika
 
Posty: 3905
Dołączył(a): 29 sierpnia 2017, o 07:25
Lokalizacja: Kraków
Ulubiona autorka/autor: Anne Golon, Sylvain Reynard

Post przez Karina32 » 29 listopada 2018, o 08:59

Obrazek

W sumie zastanawiam się, czy umieścić tę książkę tutaj, czy w romansie współczesnym. Bo tego romansu aż tak dużo tutaj nie było.

Pierwsze, co uderza w tej książce, to bohaterka. Boziu, takiego matołka, to ja już dawno nie spotkałam. :facepalm: Darcy ma 29 lat, całkiem niezłą pracę, narzeczonego i przyjaciółkę od dzieciństwa. Najważniejsze dla niej są - ubrania, imprezy, ładny wygląd, przystojny i bogaty chłopak i opinia wszystkich dookoła. I na na tym etapie - przygotowania do ślubu, który ma się odbyć już za tydzień. Niestety równo na tydzień przed ślubem, zrywa z nią narzeczony, a co najgorsze nakrywa go w sypialni swojej ukochanej przyjaciółki.
To jest ostateczne cios dla Darcy. Nie przejmuje się za bardzo tym, że sama zdradziła wcześniej swojego narzeczonego i zaszła w ciążę z kimś innym. Oczywiście to nie ona jest też winna całej tej sytuacji, ale ten wstrętny narzeczony i przyjaciółka. Najgorsze w tym wszystkim jest jej totalny brak krytycyzmu wobec swojej osoby i chęć takiego przedstawiania sytuacji, aby to te drugie osoby były winne. Zanim pierwszy raz zdradziła swojego narzeczonego minęło jakieś 5-6 lat ich związku i jak sama mówi, Dex powinien jej być wdzięczny, że tyle wytrzymała :ohlala: . Potem już jakoś łatwiej poszło. Tę trzecią i najcięższą gatunkowo zdradę też w jakiś głupi sposób usprawiedliwia i kompletnie nie przejmuje się, że ma poślubić faceta, który nie będzie biologicznym ojcem jej dziecka. Przecież to dla niego żaden problem, że wychowa nie swoje dziecko.
Kiedy zrywa zaręczyny, szybko wprowadza się do ojca swojego dziecka, który jakoś nie jest tym faktem zachwycony. A już szczególnie mu się nie podoba, kiedy Darcy zaczyna snuć plany małżeństwa i szczęśliwiej rodzinki. Po kilku tygodniach Marcus oznajmia jej, że nie chce mieć z nią, ani z dzieckiem niczego wspólnego i zrywa z nią. Darcy jest kompletnie załamana. Nie przejmuje się tym, że nie będzie miała ojca dla swojego dziecka, czy tego rodzaju "pierdołami". Najważniejsze jest dla niej to, że Marcus powiedział, że jej już nie pragnie.
Próbuje jeszcze w niezbyt subtelny sposób ratować swoją relację z byłym narzeczonym, ale nie uda jej się to. W związku z tym postanawia odpocząć od wszystkiego i polecieć do Londynu, gdzie zatrzymuje się u swojego szkolnego kolegi, Ethana.

Generalnie sama książka nie jest zła. Czyta się naprawdę nieźle i płynnie. Nie ma jakichś przestojów w akcji, czy dłużyzn.
Co wkurza to właśnie bohaterka, która przez mniej więcej 3/4 książki jest kompletną amebą. Jej jedyną ambicją (zresztą wpojoną przez rodziców) jest dobre wyjście za mąż. Nie ważny charakter drugiej osoby. Ważna jest zasobność portfela i to jak się ta osoba prezentuje. Nawet o swojej przyjaciółce potrafi wyrazić dość krytyczne opinie. Swoją wartość mierzy tym, czy ma odpowiednio sytuowanego chłopaka czy nie. Początkowo tak samo traktuje ciążę - na szczęście nawet przez chwilę nie myśli o aborcji, ale traktuje ciążę jak zło konieczne (najważniejsze żeby zbyt dużo nie utyć i mieć brzuszek jak piłeczka). Pod wpływem wydarzeń w Londynie jednak zaczyna dojrzewać i się zmieniać. Zaczyna rozumieć, że nie jest najważniejsze to co na zewnątrz człowieka, ale to co w środku i że z prawdziwym uczuciem nie da się walczyć, nawet jeśli nie będzie się ono wpisywało w odpowiedni schemat.
Co do pozostałych bohaterów - były narzeczony, Dex, chyba nie mam o nim najlepszego zdania (ale być może zyska po przeczytaniu pierwszej części), Marcus - kompletne dno, Ethan - fajny facet, taki do rany przyłóż :)

Jeżeli nie są Wam straszne takie głupiutkie bohaterki, to czytajcie, bo to, oprócz tego, całkiem fajna i dobrze napisana książka. Dla mnie takie 6+/7 na 10 :)
"Każda książka pozwala nam na nowe marzenia." - Emma Chase

https://www.instagram.com/ksiazkowe_romanse/

Avatar użytkownika
 
Posty: 30886
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 10:14
Ulubiona autorka/autor: Iwona Banach

Post przez Lucy » 29 listopada 2018, o 11:27

Mnie to zawsze odstraszało :evillaugh:
Każdy powód jest dobry, żeby zjeść pączka. Poza tym pączek nie idzie w tyłek, tylko od razu do serduszka i otula je warstwą ochronną.

Avatar użytkownika
 
Posty: 33018
Dołączył(a): 18 maja 2011, o 14:02
Ulubiona autorka/autor: Janet Evanovich

Post przez Janka » 29 listopada 2018, o 18:29

Karina32 napisał(a):W sumie zastanawiam się, czy umieścić tę książkę tutaj, czy w romansie współczesnym. Bo tego romansu aż tak dużo tutaj nie było.

Emily Giffin to chick lit.
Obrazek

Avatar użytkownika
 
Posty: 33018
Dołączył(a): 18 maja 2011, o 14:02
Ulubiona autorka/autor: Janet Evanovich

Post przez Janka » 17 czerwca 2019, o 19:27

Jako że chick litu już nie ma. Bo wyginął jak dinozaury. I piszą go jeszcze tylko autorki, które ten nurt kiedyś, przed laty stworzyły, to podciągnę pod chick lit książkę nie do końca będącą chick litem, bo inaczej bym nie miała gdzie o niej napisać.

Beth O'Leary "Współlokatorzy"

Książka bardzo mi się podobała. Była niezwykle ciepła, urocza i słodka.
Nie było widać, że to debiut literacki, bo była pięknie dopracowana w każdym calu.
Poruszała bardzo smutny, a nawet dramatyczny temat, związków z osobami o zaburzeniach psychicznych.
Eks głownej bohaterki, Tiffy, był psycholem chcącym ją kontrolować. Nie był zdolny do miłości i dręczył ją swoim niedostosowaniem społecznym.
W przeciwieństwie do typowych chick litów, mamy tutaj też drugiego głównego bohatera, Leona, ale jego punkt widzenia poznajemy z perspektywy odrobinę okrojonej, trochę lakonicznej lub lapidarnej, co wynika z charakteru Leona. Leon też ma wielki problem, może nawet większy niż Tiffy, ale dzięki zwarciu sił udaje im się pomóc sobie nawzajem i rozwiązać sytuację wyglądająca na tragiczną i bez wyjścia.
Na koniec dostajemy w prezencie sytuację typową dla romansów, np. wielu harlequinów, w której istnieje wielkie zagrożenie miłości głównych bohaterów, z powodu niedostatku zaufania, jakie do siebie rozwinęli w krótkim czasie trwania ich związku.
Obrazek

Avatar użytkownika
 
Posty: 30886
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 10:14
Ulubiona autorka/autor: Iwona Banach

Post przez Lucy » 17 czerwca 2019, o 20:17

Przyznam się bez bicia, że zaczęłam czytać i porzuciłam po kilkunastu stronach. :red: Coś u mnie nie zaskoczyło ...
Każdy powód jest dobry, żeby zjeść pączka. Poza tym pączek nie idzie w tyłek, tylko od razu do serduszka i otula je warstwą ochronną.

Avatar użytkownika
 
Posty: 33018
Dołączył(a): 18 maja 2011, o 14:02
Ulubiona autorka/autor: Janet Evanovich

Post przez Janka » 17 czerwca 2019, o 20:38

Też miałam na początku moment zwątpienia. Dałam szansę książce i czytałam dalej, ale musiałam mocno przymykać oko na problemy techniczne tego ich wspólnego mieszkania. A dokładniej mówiąc, przeszkadzała mi metoda rozwiązania problemu wspólnej pościeli, która wynikała z posiadania tylko jednego łóżka i jednej sypialni. Potem oni sobie z tym poradzili w sposób, który dla mnie był prawie do przyjęcia, więc już sobie tym nie zawracałam głowy, ale na początku o mały włos bym przez to porzuciła czytanie.
Obrazek

Avatar użytkownika
 
Posty: 45389
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 10:14
Lokalizacja: Czytam, więc jestem.
Ulubiona autorka/autor: N.R./JD.Robb/Krentz/Quick/Castle/L.Kleypas/Ch.Dodd

Post przez Lilia ❀ » 17 czerwca 2019, o 21:31

Podobała mi się ta książka :)

Z tą pościelą to wiele czytelniczek ma problem :hyhy:
“Man. God. Roarke. An interesting and flattering lineup.”
“Safe men are for marrying. Dangerous men are for pleasure.”

Avatar użytkownika
 
Posty: 33018
Dołączył(a): 18 maja 2011, o 14:02
Ulubiona autorka/autor: Janet Evanovich

Post przez Janka » 17 czerwca 2019, o 23:18

A Ty, Lilio? Nie przeszkadzało Ci nic?

Ona powinna przynajmniej posiadać własną poduszkę. Dwie oddzielne kołdry też byłyby dobrym rozwiązaniem. Ten drobiazg mógłby być trochę w książce zmieniony, żeby łatwiej można było sobie wyobrazić ich układ.
Obrazek

Avatar użytkownika
 
Posty: 45389
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 10:14
Lokalizacja: Czytam, więc jestem.
Ulubiona autorka/autor: N.R./JD.Robb/Krentz/Quick/Castle/L.Kleypas/Ch.Dodd

Post przez Lilia ❀ » 18 czerwca 2019, o 11:10

Wiesz, słuchałam audiobooka, więc bardziej skupiałam się na ludziach i relacjach między nimi niż takimi detalami.
“Man. God. Roarke. An interesting and flattering lineup.”
“Safe men are for marrying. Dangerous men are for pleasure.”

Avatar użytkownika
 
Posty: 33018
Dołączył(a): 18 maja 2011, o 14:02
Ulubiona autorka/autor: Janet Evanovich

Post przez Janka » 18 czerwca 2019, o 11:13

Bardzo słusznie.
Od momentu, w którym pogodziłam się z tym drobiazgiem, czytało mi się doskonale.
A w ogóle, gdy zostali parą, to problem pościeli i tak zniknął samoistnie.
Obrazek

Avatar użytkownika
 
Posty: 33018
Dołączył(a): 18 maja 2011, o 14:02
Ulubiona autorka/autor: Janet Evanovich

Post przez Janka » 14 sierpnia 2019, o 15:46

Pojawił się nowy cykl chick litowy. Autorka nazywa się Julie Caplin. Po polsku niestety nie wydają tych książek.
W oryginale cykl ma nazwę Romantic Escapes i wydano już co najmniej pięć tomów.
Ja czytam wersje niemieckie, wydano trzy tomy:

Obrazek Obrazek Obrazek

Na razie poznałam tylko tom pierwszy "Das kleine Café in Kopenhagen", czyli "The Little Café in Copenhagen".

Obrazek

W dzisiejszych czasach trzeba być bardzo wdzięcznym, gdy trafi się na książkę, w której nikt nie umiera ani nie choruje na jakąś straszną chorobę. W książce Julie Caplin jest nie tylko taka zaleta, ale dodatkowo jest bardzo dobrze napisana, świetnie się ją czyta (w moim przypadku: słucha), są bardzo atrakcyjni bohaterowie, niekoniecznie dobrzy, ale ci źli są sensownie napisani. A co najważniejsze jest w niej opowiedziana zgrabna historyjka. Bardzo słodka i miła.

Po skończeniu książki bardzo chciałam, by okazało się, że następne tomy nie są o tych samych bohaterach i się spełniło, bo każdy tom ma swoją parę. Chwała autorce za to.

Główni bohaterowie tomu pierwszego to Kate i Ben. Nie mam pojęcia, jak się naprawdę nazywają, bo zapoznałam się z treścią książki w formie audio, ale załóżmy że ona to Katarzyna Kwiatkowska, a on Benjamin Kowalski. Poznają się jednocześnie na dwóch płaszczyznach: na zawodowej, gdy przez telefon przedstawiają się sobie pełnymi nazwiskami i strasznie drą ze sobą koty, oraz na prywatnej, gdy wpadają sobie w oko jako Kate i Ben.
Oboje są trochę poturbowani po poprzednich związkach, czyli "spotyka się kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością".

Kate pracuje w firmie PR. Chodziła z kolegą z pracy, ale nie przyznawali się oficjalnie do tej relacji, by zachować profesjonalizm. Ona starała się o awans, a on ukradł jej świetny pomysł PR-owy i zaprezentował jako swój własny, przy czym sprzątnął jej ten awans sprzed nosa. Nawet jej wcześniej nie powiedział, że też aplikuje na to samo stanowisko.
Taki mały fragmencik książki: Kate opowiedziała swojej przyjaciółce o tym, co zrobił jej chłopak, a przyjaciółka zapytała: "Zerwałaś z nim?". Kate na to, że oczywiście. Przyjaciółka zapytała: "A obciełaś mu jaja?". Na to Kate: "O cholera! Wiedziałam, że o czymś ważnym zapomniałam".

Ben z kolei jest dziennikarzem. Chodził do niedawna z panią pracującą jako PR-owiec. Gdy z nią zerwał, to pani się zemściła na nim w ten sposób, że zataiła przed nim bardzo ważną informację, przez co on się w środowisku strasznie ośmieszył swoim nieaktualnym artykułem oraz został przerzucony w swojej gazecie z działu polityczno-społecznego do lifestylowego, czego oczywiście nie odebrał jako awans, lecz okropne poniżenie.

Można powiedzieć, że zarówno Kate, jak i Ben, zostali przez swoich eks-partnerów
Spoiler:
w dwojaki sposób, bo i dosłownie, i w przenośni.

Kate otrzymuje zadanie zareklamowania nurtu hygge przed otwarciem w Londynie nowego domu towarowego, należącego do duńskiej firmy. Właściciel firmy jako warunek podpisania kontraktu postawił znalezienie przez Kate sześciu dziennikarzy, którzy zgodzą się uczestniczyć w tygodniowej wyprawie do Kopenhagi w celu poznania filozofii hygge od podstaw. Znalazła ich, ale nie było łatwo, przy czym większość grupy tak naprawdę nie odpowiadała założeniom zleceniodawcy. Ben absolutnie nie chciał jechać, o czym ją poinformował niezbyt miło przez telefon, jednak zbieg okoliczności sprawił, że został do tego zmuszony przez swojego szefa. O taki rozwój wypadków oskarżył oczywiście Kate, choć ona była niewinna.

W międzyczasie nasi bohaterowie osobiście poznali się na imprezie jako Kate i Ben. Prawie zostali jednonocnymi kochankami, jednak Kate nie czuła się jeszcze gotowa na takie relacje z powodu świeżego rozstania z chłopakiem i zwiała Benowi sprzed nosa. Przydarzył się wtedy incydent, gdy Ben do niej zadzwonił jako Benjamin Kowalski, żeby na nią nawrzeszczeć i rozmawiali ze sobą, nie wiedząc, że przed chwilką też ze sobą rozmawiali, tylko oko w oko.

Sprawa nazwisk wydała się dopiero na lotnisku przed odlotem.
No to pojechali, a na miejscu mieli różne przygody, zbliżyli się do siebie, zakochali i różne takie.

Potem wrócili do Londynu i zacieśnili znajomość jeszcze dogłębniej, po czym wydarzyło się coś, co skłoniło ich do zerwania ze sobą. Kate poczuła się ponownie wykorzystana i zdradzona przez chłopaka, a Ben poczuł się niesprawiedliwie oskarżony i wykorzystany przez następną panią od PR-u.

Czy się w końcu pogodzili? No wiadomo przecież, że tak. Książka kończy się przepięknym HaeFeNem, jak przystało na najlepszych przedstawicieli gatunku chick litu.

Wygląda, jakbym streściła całą książkę, ale wcale tak nie jest. W Kopenhadze bohaterowie mieli bardzo dużo czasu na wypełnienie środka książki przygodami oraz na poznanie nowych osób i zaprzyjaźnienie się z nimi. Dojechał tam też eks-chłopak Kate i próbował nieźle namieszać, co jej nowi przyjaciele przejrzeli i dali mu popalić.
Nie napisałam też nic o tym, jak rozwój wypadków sprawił, że Kate praktycznie straciła jakąkolwiek pozycję w swojej firmie i stanęła przed koniecznością podjęcia ważnej pod względem zawodowym decyzji życiowej. Ani o tym, co nabroił Ben, albo raczej co Kate myślała, że nabroił Ben. Ani o tym, jak ważna dla Kate okazała się mama właściciela duńskiej firmy i prowadzona przez nią kawiarnia w Kopenhadze.

Całość książki jest lekka jak piórko i super przyjemna. Nie ma traum z dzieciństwa ani strasznie brzydkich emocji.
Bardzo polecam, jeśli ktoś szuka miłej i słodkiej historyjki, nie psującej humoru ani zdrowia czytelnikowi.
Sobie natomiast polecam dalsze tomy.
Obrazek

Avatar użytkownika
 
Posty: 30886
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 10:14
Ulubiona autorka/autor: Iwona Banach

Post przez Lucy » 15 sierpnia 2019, o 12:13

mogliby wydać u nas
Każdy powód jest dobry, żeby zjeść pączka. Poza tym pączek nie idzie w tyłek, tylko od razu do serduszka i otula je warstwą ochronną.

Avatar użytkownika
 
Posty: 33018
Dołączył(a): 18 maja 2011, o 14:02
Ulubiona autorka/autor: Janet Evanovich

Post przez Janka » 15 sierpnia 2019, o 12:38

Naprawdę by mogli. Książka jest milusia i urocza.
Na pewno znalazłoby się dużo czytelniczek szukających odskoczni od wszechobecnych traum i śmierci.
Obrazek

Avatar użytkownika
 
Posty: 33018
Dołączył(a): 18 maja 2011, o 14:02
Ulubiona autorka/autor: Janet Evanovich

Post przez Janka » 2 lipca 2020, o 23:16

Belinda Jones "Poza błękitem oceanu"

Książka była przecudowna i przeurocza. Od początku do końca była ciepła i to w dwu znaczeniach: ciepła bo lato i Grecja oraz ciepła, bo główna bohaterka, Selena, która była jednocześnie narratorką książki, miała sposób bycia sprawiający, że robiło się ciepło i miło.
Poczucie humoru narratorki było bardzo lekkie i urocze.
W ogóle nie wiem, czy powinnam coś więcej napisać na temat ksiązki, bo do wszystkiego pasuje mi tylko przymiotnik przeuroczy i będę się ciągle powtarzać.

Pierwsza połowa książki była bardzo letnia, słoneczna, powolna i leniwa (choć bohaterowie cały czas działali, to czytelnika tym nie męczyli). I już myślałam, że tak słodko, miło i ciepło będzie do końca, a tam niespodzianka, bo w ksiażce pojawia się małpa udająca najlepszą przyjaciółkę, a z nią pojawiają się problemy, dramaty, matactwa i intrygi. Nasza bohaterka ma na szczęście także prawdziwych przyjaciół, przy pomocy których udaje się pokonać zło i naprostować wszystkie nieporozumienia. Trzeba było co nieco wyjaśnić i co nieco wybaczyć, ale za to nic już nie stoi na przeszkodzie, by przyszłość malowała się w najszczęśliwszych barwach, a miłość mogła wspaniale kwitnąć.

W książce nie ma wielkich traum (szczególnie tych z dzieciństwa), nie ma strasznych chorób ani śmierci. Jest lekka i bardzo przyjemna opowieść o tym, co się wydarzyło w czasie urlopu Seleny.

Obrazek
Obrazek

Avatar użytkownika
 
Posty: 15406
Dołączył(a): 17 maja 2013, o 01:05
Ulubiona autorka/autor: Susan Elizabeth Phillips

Post przez Papaveryna » 2 lipca 2020, o 23:33

Chyba to tej autorki była taka jedna książka... "Zimowe serca" albo jakoś podobnie hmmm Dziewczyny bardzo ją chwaliły, a ja nie doczytałam, bo okazało się, że to nudy nie z tej ziemi. Ale u mnie to norma :bezradny:
Patrzę teraz na opinie o niej na Lubimy Czytać i zupełnie nie pamiętam o czym to traktowało. Ale mi też się kojarzy, że było nie tylko nudne, ale okropnie chaotycznie napisane hmmm
Ostatnio edytowano 3 lipca 2020, o 00:57 przez Papaveryna, łącznie edytowano 1 raz

Avatar użytkownika
 
Posty: 30886
Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 10:14
Ulubiona autorka/autor: Iwona Banach

Post przez Lucy » 3 lipca 2020, o 00:26

Ja chwaliłam Zimowe serca :hihi:
Każdy powód jest dobry, żeby zjeść pączka. Poza tym pączek nie idzie w tyłek, tylko od razu do serduszka i otula je warstwą ochronną.

Avatar użytkownika
 
Posty: 15406
Dołączył(a): 17 maja 2013, o 01:05
Ulubiona autorka/autor: Susan Elizabeth Phillips

Post przez Papaveryna » 3 lipca 2020, o 00:58

Wieeeem. Zapamiętałam Cię :okulary:

Avatar użytkownika
 
Posty: 33018
Dołączył(a): 18 maja 2011, o 14:02
Ulubiona autorka/autor: Janet Evanovich

Post przez Janka » 3 lipca 2020, o 02:17

Szkoda, że nie mam "Zimowych serc", bo jestem ciekawa, do którego obozu bym należała.

"Poza błękitem oceanu" też na pewno mogłaby kogoś znudzić, szczególnie pierwsza połowa, kiedy akcja dopiero się rozwija i jest dużo opisów, ale w tym przypadku warto przeczekać i doczytać do drugiej części, bo wtedy akcja nabiera tempa i pojawiają się spore zawirowania.
Mnie ten początkowy spokój nie odstraszył, tylko zrelaksował. A poza tym to ciepło bijące z książki nie pozwalało mi jej odłożyć.
Nawet wynikł z tego mały kłopot, bo książkę czytałam z myślą, żeby zaliczyć i szybko się jej pozbyć, a jednak tak się nie da, bo czuję potrzebę tulenia się do niej i gapienia na okładkę.
Obrazek

Avatar użytkownika
 
Posty: 15406
Dołączył(a): 17 maja 2013, o 01:05
Ulubiona autorka/autor: Susan Elizabeth Phillips

Post przez Papaveryna » 3 lipca 2020, o 02:18

Ja wolałam do pozostałych nie patrzeć. Lepiej dla mnie i dla innych :evillaugh:

Avatar użytkownika
 
Posty: 33018
Dołączył(a): 18 maja 2011, o 14:02
Ulubiona autorka/autor: Janet Evanovich

Post przez Janka » 3 lipca 2020, o 02:23

Mam jeszcze trzy książki tej autorki wydane po niemiecku. One są trochę starsze niż te wydawane po polsku, ale nie dużo. Mam wielką ochotę je przeczytać, ale na razie nie mogę, bo mam napięty grafik z innymi książkami do czytania. Muszą sobie jeszcze zaczekać.
Obrazek

Avatar użytkownika
 
Posty: 33018
Dołączył(a): 18 maja 2011, o 14:02
Ulubiona autorka/autor: Janet Evanovich

Post przez Janka » 13 lipca 2020, o 00:22

Eileen Cook "Linia serca"

No i znowu udało mi się trafić na super fajną książkę. Było bardzo miło i przyjemnie. Nie działo się nic złego, nie było żadnych wielkich dramatów ani śmierci.
W treści były różne zadania do wykonania i przeszkody do pokonania dla bohaterki, która uparła się, by odzyskać swojego eks-chłopaka.
W dojściu do celu pomagał jej ktoś, kto stał się jej bardzo bliski, a kogo mogła stracić, odzyskując pierwszego chłopaka. Czytając książkę, początkowo bardzo chciałam, żeby jej się udało odzyskać pierwszego z nich, nawet jeśli był dupkiem, bo skoro była gotowa mu wszystko wybaczyć, to niech go sobie już ma. Ale czytając dalej, już nie byłam taka pewna, że ona sama wie, co dla niej jest najlepsze.
W książce było bardzo dużo ciekawych sytuacji i niespotykanych wydarzeń, bo główna bohaterka miała wyjątkowy talent do pakowania się w kłopoty. Parę razy myślałam, że już z tego nie wybrnie, w co się znowu wdała, ale szczęśliwym trafem zawsze umiała sobie poradzić lub mogła liczyć na wielką pomoc przyjaciół.

Obrazek

Książka okazała się dla mnie bardzo sympatycznym zaskoczeniem, bo dotąd nie trafiałam prawie wcale na udane chick lity pisarek amerykańskich. Albo bohaterki były pustymi lalami z głowami zaprzątniętymi wyłącznie ciuchami i seksem, albo trafiały mi się chick lity pisarek żydowskich, których mentalność kłóciła się z wszelkimi zasadami etyczno-moralnymi, w jakie wierzę, a których bohaterki zawsze były płytkimi idiotkami, uważającymi się za intelektualistki, bezpodstawnie przekonanymi o swej wyższości nad resztą ludzi. To bolało przy czytaniu.
Natomiast takich książek jak "Linia serca" Eileen Cook bardzo chętnie mogłabym znajdować jak najwięcej.
Obrazek

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Romans + ...

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość