Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest 16 sierpnia 2018, o 05:53



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 2204 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 85, 86, 87, 88, 89
 Ulubione cytaty, fragmenty, sceny 
Autor Wiadomość
Szamanka od Umarlaków
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 8 stycznia 2012, o 17:55
Posty: 54561
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Andrews/SEP/Sparks i wiele, wiele innych.
Cytuj
Post 
22 czerwca 2018, o 14:21
dalszy ciąg zawrotnej kariery Wrednych igraszek na forum :hyhy:
ale fajnie ;) ciekawe czy w ogóle ktoś zdąży to dostać w polecankach :evillaugh:


Zobacz profil
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 sierpnia 2011, o 11:33
Posty: 5545
Lokalizacja: Somewhere
Pochwały: 6
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
30 czerwca 2018, o 19:28
sol wątpię :evillaugh:

_________________

.
.

Let's find some beautiful place to get lost.


Zobacz profil
Namiętny wąchacz farby drukarskiej
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:14
Posty: 25916
Lokalizacja: Ruda Śląska
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Tiffany Snow, Joanna Szarańska, Małgorzata Rogala
Cytuj
Post 
8 sierpnia 2018, o 18:56
Ho, ho, doczekałem upragnionej chwili! Wróg wyszedł z ukrycia.Po wizycie w „Chorzowskich Nowinach” ruszyliśmy w stronę domu.
Łaskawie przestało chwilowo padać. I dobrze, bo już mnie zaczęły kości łamać od tej wilgoci. Siedziałem z przodu na fotelu pasażera, a Solański otworzył okno na oścież, żebym sobie mógł wywietrzyć paszczę. Zahamowaliśmy na skrzynce elektrycznej i od razu go zobaczyłem. Pinczerek tkwił tym swoim kościstym dupskiem na obleczonej w poszewkę z kory poduszce i gapił się na nas. Obok niego, na kołdrze od kompletu, spoczywała jego właścicielka – Brygida Buchta. Tu jestem zmuszony wtrącić niezbędną dygresję. Bo czy wy też
zauważyliście tę prawidłowość? Typowy element na śląskim horyzoncie,czyli kobieta z pieskiem w oknie, podlega pewnym uregulowaniom. Z badań, które przeprowadziłem na własny użytek, wynika, iż im grubsza baba, tym mniejszy obszczymur tkwiący przy jej boku. Sto kilo żywej wagi ma zawsze pod pachą wypierdka. Szkieletor, sama skóra i kości, występuje w parze z wilczurem, a czasem nawet i rottweilerem.Może to odgórne wytyczne wojewódzkiego architekta krajobrazu? Albo po prostu równowaga w przyrodzie musi być zachowana.W każdym razie pinczerek sterczał na widoku. Już miałem wyskakiwać łukiem przez otwarte okno. Już miałem doskoczyć
do sralucha. Już mu nawtykać za wsze czasy. Ale w sumie dobrze, że się w porę powstrzymałem. Staliśmy się z Solańskim niemymi świadkami dramatycznych wydarzeń, które potoczyły się zbyt szybko jak na moją zaćmioną i zaczopowaną woskowiną uszną percepcję.
Pod bramę nadjechał ze swoim wózkiem ze złomem Rom, sąsiad z kamienicy obok. Dał nura do śmietnika ustawionego pod ścianą
w słusznym przekonaniu, że tutejsi mieszkańcy lekce sobie ważą durnoty o segregacji odpadków. Miał pewnie nadzieję znaleźć w pojemniku na plastik jakiś solidny kawał żelastwa, który dałoby się spieniężyć razem z trzema kratkami ściekowymi, które zgarnął już tego poranka z osiedla Pod Arkadami mieszczącego się nieopodal, tuż przy granicy z Bytomiem.Na to Brygida Buchta uderzyła w alarm. A zawtórował jej pinczerek.
– Ty pieroński podciepie, kaj mi sam sznupisz w tym hasioku! – darła ryja, a ta podróbka psa piszczała do rymu i taktu. – Śmierdzący
kradzioku! Idź se nazod, skąd żeś przylozł, i mi tu gupich af nie ciep, bo cie mój pies bajsnie! Pinczerek najwyraźniej zrozumiał, że o nim mowa, bo stanął na poduszce, odwrócił się zadkiem do widowni (czyli nas i ustawionego na swe nieszczęście w pierwszym rzędzie Cygana). Podniósł nogę i wysikał się przez okno. No, proszę państwa, na takie atrakcje to ja nie liczyłem, otwierając dzisiaj z rana swe zaspane oczęta...


Marta Matyszczak - ''Tajemnicza śmierć Marianny''


Solański za nic w świecie nie mógł jej zobaczyć! W tej jadłodajni! W tym wdzianku! Róża poprzysięgła sobie, że prędzej umrze, niż mu się tak pokaże. Jednak upierdliwa baba lamentowała coraz głośniej. Róża podczołgała się na skraj lady i wyjrzała chyłkiem. Zgromadzeni
w restauracji ludzie zaczynali odwracać się w stronę awanturnicy. Rozmowy cichły. Kwiatkowska usłyszała trzask otwieranych i zamykanych na zapleczu drzwi. Niewątpliwy znak, że zbliża się przywołany niecodziennym poruszeniem Mejksiur. Dziennikarka zrobiła
obrót o sto osiemdziesiąt stopni i wciąż poruszając się na czworakach, skierowała się w stronę kuchni.
– To wariatka! – darła się raszpla, a Róża obiecywała sobie, że zanim sama umrze ze wstydu i upokorzenia, najpierw zabije tę histeryczkę. – Niech ktoś ją zatrzyma! Pewnie jest niebezpieczna! Czy jest na sali policjant?! – jazgotała.
Róża już prawie była ukryta. Już niemal witała się z gąską. Zabrakło jej jednak paru centymetrów. Wsunęła się między frytkownicę
a podgrzewacz, w którym lądowały wszystkie przygotowane buły, zanim wydano je klientom. Źle jednak wymierzyła na zakręcie. Trzeba
też oddać Róży sprawiedliwość, że przejście było dość wąskie. W rezultacie tych niesprzyjających wielkiej ucieczce okoliczności Róża
zaklinowała się pomiędzy urządzeniami. A ściślej – utknął w potrzasku Różany tyłek, jako największa z części ciała Kwiatkowskiej.
A potem wszystko potoczyło się już szybko. Jeden gadał przez drugiego. Łapano się za głowę. Chciano wzywać karetkę pogotowia,
koniecznie tę specjalistyczną, dla pacjentów rozchwianych emocjonalnie. Gardy nie trzeba było zawiadamiać, bo jedyny pracujący
na Inishmore funkcjonariusz w osobie Liama Murphy’ego stał właśnie przed ladą i wpatrywał się w monstrualne cztery litery, które jako żywo przypominały mu te należące do jego nowej dziewczyny. Czemu jednak Róża postanowiła czołgać się po podłodze w miejscu swojej pracy, tego nie potrafił odgadnąć. A skoro nie potrafił, uznał, że najprościej będzie ją o to zapytać. Pewnie miała swój powód. Nie zamierzał jej więc z góry oceniać.
– Kochanie, czemu leżysz na podłodze? – zapytał z troską w głosie. Róża to wszystko słyszała, ale nie widziała, bo była do publiczności
odwrócona tyłem. Ale temu faux pas w tej akurat sekundzie nie potrafiła zaradzić. Dotarło też do niej drugie zdanie, wypowiedziane
zupełnie innym głosem, równie jednak znajomym.
– Róża? – zająknął się Solański. – Kochanie?! – W drugim pytaniu zabrzmiało bezbrzeżne zdziwienie. I oburzenie, które Róży nie umknęło.
Wywołało w niej ambiwalentne uczucia. Z jednej strony się ucieszyła, że Solański może jest zazdrosny. Z drugiej jednak... Czemu tak bardzo zdziwił go fakt, że ktoś zwraca się do Róży per „kochanie”? Kwiatkowska nie zdołała uzewnętrznić targających jej jestestwem uczuć, ponieważ w centrum wydarzeń pojawiły się kolejne dramatis personae.
– Rose! – wydarł się Mejksiur, który od samego początku odmawiał używania polskiej wersji imienia Róży. Nie potrafił go poprawnie
wymówić, a niczego nie bał się bardziej niż ośmieszenia. – Co ty tam robisz? Czy ty make sure, czy podłoga jest czysta? – zaciekawił się. – Wstawaj! Bo cię zwolnię! – Zatupał małymi stópkami tuż przy wypiętym tyłku Kwiatkowskiej.
– Nie mogę. – Róża dała wreszcie głos. Już jej się nawet płakać odechciało. I tak była skończona. Na wszystkich frontach. – Utknęłam –
wyjaśniła temu jełopowi, bo z kumaniem cza-czy bywało u niego różnie. Mejksiur zatupał jeszcze energiczniej. Wydał z siebie serię
nieartykułowanych dźwięków.
– Zabiję cię! – wrzasnął i skierował czubek stopy w sam środek Różanego zadka.

– Zabiję cię! – rozszczekałem się na widok mrożących krew w żyłach poczynań jakiegoś wypierdka, który chciał skrzywdzić Różę.
Moją Różyczkę! Moją ukochaną przyjaciółkę! Nie zastanawiając się, co też ona tutaj, na tym zapomnianym nawet przez diabła końcu świata, robi, przystąpiłem do działania. Porzuciłem Solańskiego, który prezentował wyjątkowo głupawą minę. Wślizgnąłem się za ladę.
Zignorowałem kotlety, które jakiejś łamadze spadły z tacki na podłogę. Sfokusowałem się na celu. A ten był tuż-tuż. Karakan już się zamachnął i wymierzył. Już prawie dosięgnął krótką nóżką, odzianą w galotki z działu dziecięcego i takiż bucik, tyłka Róży. Ale wtedy do akcji wkroczyłem ja! Chapnąłem go w tę girę, zanim zdążył się zorientować, co się dzieje. Okazała się wyjątkowo niestrawna, swoją drogą. Zacisnąłem szczęki tak tylko trochę, żeby znowu jakiegoś aj-waj nie było, że uwaga, zły pies, że nie gryzie, tylko w całości połyka. Chłop poślizgnął się na pozostałej mu do dyspozycji kończynie i fiknął koziołka. Wylądował u mych stóp niczym rozczłapana żaba.
Stanąłem nad nim i rzuciłem zezem na jego zalaną łzami twarz. Menedżer chlipał, próbując chwytać się za łydkę, w którą go ledwo
przecież drasnąłem swoimi zdezelowanymi kłami. Zrezygnował jednak z gwałtownych ruchów na widok mojego ziejącego mu nad kinolem
pyska. A może go zagazowałem wyziewami, które dobywały się z mej paszczy? Mogło być i tak, bo gdy chuchałem Solańskiemu prosto w nos, ten zawsze się krzywił i mamrotał coś o konieczności nabycia maski gazowej i zapasu tic taców...


Marta Matyszczak -''Zbrodnia nad urwiskiem''

_________________
Obrazek
"Dobra książka jest jak dobre wino. Jej mądrość z wiekiem staje się coraz cenniejsza".


Zobacz profil
Szamanka od Umarlaków
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 8 stycznia 2012, o 17:55
Posty: 54561
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Andrews/SEP/Sparks i wiele, wiele innych.
Cytuj
Post 
10 sierpnia 2018, o 11:58
Chyba faktycznie muszę się skusić na te książki :hihi:


Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 2204 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 85, 86, 87, 88, 89

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL