Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest 19 października 2018, o 05:31




Odpowiedz w wątku  [ Posty: 637 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17 ... 26  Następna strona
 2018: KSIĄŻKOTEST 
Autor Wiadomość
Szamanka od Umarlaków
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 8 stycznia 2012, o 17:55
Posty: 55165
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Andrews/SEP/Sparks i wiele, wiele innych.
Cytuj
Post 
27 maja 2018, o 21:08
Po samym nazwisku jest jasne :smile:
ale odpuszczę sobie zgadywanie.

_________________
Obrazek


Zobacz profil
Pogromczyni gaduł
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 3905
Pochwały: 43
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
28 maja 2018, o 19:55
Załącznik:
kwartet-smythe-smith-tom-3-wszystkie-nasze-pocalunki-w-iext52500615.jpg



Z ładniejszą okładką, myślałam, że będzie łatwo :)


Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35606
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
31 maja 2018, o 13:03
Zagadka :P
- Poczekaj! Panienko, nie...! Bach!
Niewidzialna siła zbiła ją z nóg, spychając z drogi. Przewróciła się w wysoką trawę, zmieciona przez atakującą bestię. Potwora o wełnie czerwonej jak homar.
Razem potoczyli się dalej od drogi, obijając się kolanami i łokciami. Susanna szczękała mimowolnie zębami i ugryzła się boleśnie w język. Materiał rozdarł się z trzaskiem i chłodne powietrze wdarło się w górę jej uda tam, gdzie żaden nobliwy wiatr nie powinien się zapuszczać.
Kiedy się wreszcie zatrzymali, stwierdziła, że przygniata ją ogromny, sapiący ciężar. A zielone oczy przewiercają ją spojrzeniem na wylot.
- Co...? - wypuściła pytająco powietrze. Bum, odparł świat.
Susanna, szukając schronienia, wsunęła głowę w coś, co rozpoznała jako oficerską kurtkę. Mosiężny guzik wbił jej się w policzek. Ciało mężczyzny osłoniło ją jak tarcza, kiedy spadł na nich deszcz ziemi i kamieni. Pachniał whiskey i prochem strzelniczym.
Kiedy opadł kurz, odsunęła mu włosy z czoła, szukając na jego twarzy śladów zmieszania czy bólu. Oczy patrzyły bystro i inteligentnie i wciąż miały ten niezwykły odcień zieleni - głęboki i intensywny, jak nefryt.
- Nic panu nie jest? - zapytała.
- Nic. - Mówił głębokim, chrapliwym głosem. - A pani?
Kiwnęła głową przecząco, spodziewając się, że ją puści po tym za-pewnieniu. Nie wykonał jednak najmniejszego ruchu, co ją zastanowiło. Albo był ciężko ranny, albo zdecydowanie niegrzeczny.
- Jest pan... eee, raczej ciężki. - Chyba nie mógł nie zrozumieć aluzji.
- Jest pani miękka - odparł.
Dobry Boże. Kim był ten człowiek? Skąd się tu wziął? I dlaczego ciągle na niej leżał?
- Ma pan małą ranę. - Drżącymi palcami musnęła czerwonawe miejsce wysoko na jego czole, przy linii włosów.
- Tutaj. - Przycisnęła rękę do jego gardła, szukając pulsu. Czuła przez rękawiczki, jak bije mocno i równomiernie.
- Ach... To miłe. Poczuła gorąco na twarzy.
- Widzi pan podwójnie?
- Być może. Widzę dwie wargi, dwoje oczu, dwa zaczerwienione policzki... tysiąc piegów.
Otworzyła szeroko oczy.
- Proszę się nie martwić. To nic takiego. - Jego oczy pociemniały tajemniczo. - Nic, czego nie mógłby uleczyć jeden mały pocałunek.
I zanim zdołała zaczerpnąć tchu, przycisnął wargi do jej ust.
Pocałunek. Jego usta na jej ustach. Ciepły i mocny, a po chwili... było po wszystkim.
Jej pierwszy prawdziwy pocałunek w całym dwudziestopięcioletnim życiu trwał tyle co uderzenie serca. Zamienił się we wspomnienie, nie licząc ledwie wyczuwalnego smaku whiskey na wargach. I gorąca. Wciąż czuła jego palące, męskie ciepło. Dopiero teraz zamknęła oczy.
- No, proszę - szepnął. - Tak lepiej.
Lepiej? Gorzej? Ciemność pod powiekami nie dostarczała odpowiedzi, więc otworzyła oczy.
Inaczej. Ten dziwny, silny mężczyzna, trzymał ją w opiekuńczym uścisku, gubiła się w jego niezwykłym, zielonym spojrzeniu, a jego pocałunek czuła w kościach silniej niż wybuch prochu. Czuła się inna.
Jego ciepło i ciężar... były jak odpowiedź. Odpowiedź na pytanie, które zadawało jej ciało, choć Susanna nie zdawała sobie dotąd z tego sprawy. A więc tak to jest leżeć pod mężczyzną. Czuć, jak jej ciało się dostosowuje, poddając się w jednym miejscu, stawiając opór w innym. Ciepło obu ciał; bicie dwóch serc.
Może... może to było uczucie, na które czekała całe życie. Nie tyle zbiło ją z nóg, co rzuciło na ziemię, podczas gdy świat wokół eksplodował. Przetoczył się na bok, pozwalając jej oddychać głębiej.
- Skąd się tu pani wzięła?
- Myślę, że to ja powinnam zadać to pytanie. - Uniosła się na łokciu. - Kim pan jest i co tu robi?
- Czy to nie oczywiste? - Jego głos brzmiał poważnie. - Bombardujemy owce.

_________________
Czytam na okrągło.


Zobacz profil WWW
Historyczna dama
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 października 2011, o 17:09
Posty: 10816
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Dżuli Stefa Dżulja MeryDżoł Gejlen Maja Kristin...
Cytuj
Post 
31 maja 2018, o 13:10
Ha! :D Noc uległości Tessy Dare.

_________________
"uderz w Garwood a Tajemna się odezwie"
Sol


"Cierpię na wrodzoną wadę dysfunkcji systemu motywacji."
Wilczyca Karolina Kaim


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35606
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
31 maja 2018, o 13:13
Liczyłam w siłę owiec :P :P
:yes: :yes: w twoje łapki

_________________
Czytam na okrągło.


Zobacz profil WWW
Historyczna dama
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 października 2011, o 17:09
Posty: 10816
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Dżuli Stefa Dżulja MeryDżoł Gejlen Maja Kristin...
Cytuj
Post 
31 maja 2018, o 13:22
Tak, tego nie da się zapomnieć. :P

Zagadka:

Otwieram drzwi łazienki i widzę Eugeniusza. Spogląda na moje mokre włosy i ciało owinięte ręcznikiem, a potem przesuwa wzrok na moją twarz.
Chrząka.
– Ekhm… Cześć.
– Cześć – odpowiadam. Dziwnie go tutaj widzieć. A może wciąż jestem pijana?
– Więc ten… Zrobiłem ci coś do jedzenia – mówi, wpychając ręce do kieszeni.
Marszczę brwi.
– Mamy pustą lodówkę.
– Byłem w sklepie. Powinnaś coś zjeść. Lepiej się poczujesz.
– Okej.
Dalej stoi bez ruchu, wypełniając sobą przejście. Patrzy na mnie i przygryza wargę.
– Holecki?
– Hm?
– Przepuść mnie, muszę się ubrać.
– A, tak.
Odwraca się i wychodzi do kuchni.
Narzucam na siebie dres i rozczesuję włosy. Po chwili siedzę z Holeckim przy niedużym stole w jadalni. Usmażył jajka, bekon i placki ziemniaczane. Obok mojego talerza stoi kubek kawy i szklanka soku pomarańczowego. Przedziwna sytuacja.
– O rany… – stękam. – To naprawdę… O, kurczę… Zrobiłeś… usmażyłeś placki? Od zera?
– Tak – odpowiada i próbuje jajka. – Nic trudnego.
– Może dla ciebie. Ja nawet wody nie potrafię zagotować bez przepisu.
Nie spuszcza ze mnie wzroku, więc choć żołądek protestuje, jem.
– Mmm – mamroczę z ustami pełnymi bekonu i ziemniaków. – Pycha.
– Moja mama jest szefem kuchni. Sporo mnie nauczyła.
Wzrusza ramionami, nie przestając jeść. Raz po raz obrzuca mnie nieodgadnionym spojrzeniem ciemnych oczu.
Potem sprząta talerze i zabiera się do zmywania, a ja popijam kawę i mimowolnie gapię się na jego tyłek. Nie powinnam, bo nic dobrego z tego nie wyniknie. Z drugiej strony, Holecki jest dla mnie miły, postanawiam więc być miła dla jego tyłka i docenić to, jak pięknie wygląda w dżinsach.
Eugeniusz odwraca się i opiera o zlew, w związku z czym nagle zamiast na tyłek patrzę na jego krocze.
Przyłapuje mnie na tym. Łapię kubek z kawą i biorę duży łyk. Zbyt gwałtownie. Zaczynam się krztusić.
– W porządku?
– Aha.
Bosko.
Nic dziwnego, że nigdy nie miałam chłopaka.


Imiona i nazwiska oczywiście zostały zmienione. :P Powodzenia. :)

_________________
"uderz w Garwood a Tajemna się odezwie"
Sol


"Cierpię na wrodzoną wadę dysfunkcji systemu motywacji."
Wilczyca Karolina Kaim


Zobacz profil
Miss postów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:16
Posty: 1989
Lokalizacja: Warszawa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: J.Ward, L.Howard, K.Ashley, Krentz/Quick, S.Brown
Cytuj
Post 
1 czerwca 2018, o 21:33
Czy to polska autorka?


Zobacz profil
Historyczna dama
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 października 2011, o 17:09
Posty: 10816
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Dżuli Stefa Dżulja MeryDżoł Gejlen Maja Kristin...
Cytuj
Post 
2 czerwca 2018, o 10:59
Nie aleqsio :)

Podpowiedź nr 1:

Zajmujemy pozycje naprzeciwko siebie. Marek klaszcze w dłonie, by wszystkich uciszyć.
– Okej, Kejti, kiedy tylko będziesz gotowa.
Wchodzę na scenę bardziej wkurzona, niż wymaga tego rola, ale chrzanię to. Wykorzystam swój gniew i coś z niego stworzę.
Gramy, przerzucając się mocnymi słowami i gorzkimi emocjami. Okrążam go. On trzyma mnie na dystans. Zraniony i nieufny. Dokładnie taki, jaki powinien być.
– Naprawdę myślisz, że mamy szansę? – pyta. Choć stoję po drugiej stronie sali, czuję bijący od niego żar. – Nie mamy. Oboje dobrze o tym wiemy. Twoja matka, ta wydra z country clubu, również, i ona jako jedyna miała odwagę powiedzieć to głośno. Przestań walczyć z tym, co nieuniknione. Nieuniknione zawsze wygrywa.
Odpowiadam mu cichutko, ale jadowicie. Wypełnia mnie gniew. On nie ma racji. Jak zwykle.
Wchodzę w skórę Sary i jej reakcje stają się moimi reakcjami.
– Kiedy zrobił się z ciebie taki tchórz?
– Mniej więcej wtedy, kiedy odkryłem, że nic o tobie nie wiem.
– Przecież mnie znasz! Wiesz o wszystkim, co ważne.
– Gówno prawda! Znałem osobę, którą udawałaś, i, moja droga, cholernie dobra z ciebie aktorka. Zrobiłaś ze mnie idiotę.
Cała sala buzuje napięciem. Holecki szuka drogi ucieczki. Nie zamierzam mu tego ułatwiać.
Podchodzę bliżej.
– Wiem, że mnie kochasz, Sam. Tak samo jak wiem, że niebo jest błękitne, a Ziemia okrągła. Jeśli teraz odejdziesz, obudzisz się za pięć lat z myślą, że zrobiłeś głupstwo, ponieważ ludzie przez całe życie szukają tego, co nas łączyło i co odrzuciłeś. Nie rozumiesz tego?
Mój gniew wypełnia przestrzeń między nami, powietrze gęstnieje tak, że trudno oddychać. Eugeniusz nie jest w stanie na mnie spojrzeć. Przypomina ranne zwierzę, które za chwilę padnie.
– Nie będę twoim projektem, Saro. Nie jestem rzeczą, którą można naprawić.
Obraca się na pięcie.
– Czekaj! – Cierpienie w moim głosie sprawia, że się zatrzymuje – Nigdy nie traktowałam cię jak projekt. Poza tym nie pozwolę ci odejść, póki nie powiesz mi wprost, że mnie nie kochasz.
Holecki garbi się i miele w zębach przekleństwo.
– Powiedz to!
Spogląda na mnie. W jego oczach odbija się wewnętrzna walka. Ból wypełnia je po brzegi.
– Jeśli chcesz nas zniszczyć – dodaję drżącym głosem – przynajmniej zrób to dobrze.
Wciąż walczy, ale ja się nie poddam.
– Powiedz to.
Nabiera powietrza.
– Nie kocham cię.
Wydaje mi się, że w jego pełnym cierpienia głosie słyszę trzask łamanego serca.

_________________
"uderz w Garwood a Tajemna się odezwie"
Sol


"Cierpię na wrodzoną wadę dysfunkcji systemu motywacji."
Wilczyca Karolina Kaim


Zobacz profil
Historyczna dama
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 października 2011, o 17:09
Posty: 10816
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Dżuli Stefa Dżulja MeryDżoł Gejlen Maja Kristin...
Cytuj
Post 
2 czerwca 2018, o 21:47
Podpowiedź nr 2:

Unikanie go przez ten tydzień było jak tortura. Przez cały czas, również w trakcie prób, pilnowałam się, by nie patrzeć na niego za długo, gdyż pragnienie mogłoby stać się zbyt mocne. Skupiałam wzrok na ścianie, jakimś rekwizycie albo na czubku jego głowy. Byle tylko nie patrzeć w te zabójcze oczy, przez które mam ochotę godzinami wyczyniać z nim świństwa.
Ostatni wydech. Jestem spokojna. Skupiona i gotowa. Otwieram oczy i prawie robię w majtki ze strachu, ponieważ Holt stoi zaledwie kilka centymetrów ode mnie.
– Do jasnej anielki! – wrzeszczę, wymachując kończynami niczym szybująca w powietrzu ośmiornica.
Holt odskakuje i chwyta się za serce.
– Cholera, Taylor! Wystraszyłaś mnie!
– Ja ciebie!? – podchodzę i dźgam go palcem w pierś. – Przez ciebie prawie się posikałam ze strachu.
Na te słowa Holt wybucha śmiechem.
– To nie jest śmieszne! – wołam i uderzam go.
– A właśnie, że jest – odpowiada, uchylając się przed kolejnymi ciosami.
– Co z ciebie za psychol, że się tak skradasz!?
– Nie chciałem ci przeszkadzać – wyjaśnia, usiłując złapać mnie za nadgarstki. – Do cholery, przestań mnie bić.
Chwyta mnie za ręce i przyciska je sobie do piersi. Na szczęście zapanowanie nad łomoczącym sercem wymaga ode mnie tyle wysiłku, że nie zwracam uwagi na dotyk jego ciała.
Wyrywam się, po czym zamaszystym krokiem wpadam do scenicznej alkowy i rzucam się na łóżko.
– Co ty tu robisz, do diabła? Myślałam, że jestem sama.
Holt staje przede mną i już się nie śmieje. Wciska ręce do kieszeni.
– Ja też myślałem, że jestem sam. Zawsze przed premierą przychodzę do teatru kilka godzin wcześniej. To dobrze robi na nerwy.
– Serio? I co? Uspokoiłeś się?
– Choć było to przezabawne, nie miałem zamiaru cię przestraszyć. Chciałem tylko… popatrzeć.
Wstrząs powoli mija i dopiero teraz zauważam, co Holt ma na sobie. Biała podkoszulka zwana przez niektórych żonobijką, granatowe sportowe szorty i srebrno-czarne adidasy.
Niech to szlag.
Nie wolno mu paradować w takich ciuchach.
No bo wygląda… wygląda tak…
Rozłożyste barki. Piękne ramiona. Szeroka klatka piersiowa. Wąska talia. Umięśnione łydki.
To niesprawiedliwe! Jest obscenicznie seksowny. Jak on śmie!
– Czemu tak na mnie patrzysz? – pyta, przestępując z nogi na nogę.
– Jak? – mruczę przez opary pożądania.
– Tak jakbyś chciała dać mi klapsa.
Niemal dławię się własnym językiem, zachłystuję się i zanoszę kaszlem.
– Czemu się tak ubrałeś?
Holt zerka na siebie i wzrusza ramionami.
– Nie przyjechałem dziś samochodem. Przybiegłem. Uznałem, że to mi pomoże zebrać myśli.
Mój umysł zatrzymuje się na wizji biegnącego Holta – ramiona jak tłoki, zaczerwieniona twarz, długie nogi, rozwiane włosy.
– Przybiegłeś?
– Uhm.
– Tak ubrany?
– Owszem. O co ci chodzi? To zwykła koszulka i szorty.
– Zwykła… To ma być niby… Zwykła… Nie! Tak się nie robi! Zły Holt!
Niedobry Holt!
Patrzy na mnie jak na wariatkę, a ja wciąż nie mogę przestać się na niego gapić. Co za geniusz postanowił nazwać ten ciuch „żonobijką”? To nie żadna żonobijka. Raczej cipkowznietka. Ślinotoczka. Majtkozrywka.
Piekło i szatani!
Kiedy Holt podchodzi bliżej, wstrzymywana żądza uderza mnie potężną falą. Zrywam się z łóżka i gwałtownie odskakuję. Nie przegram tego sakramenckiego zakładu tylko dlatego, że on postanowił się ubrać niczym kawałek soczystego, napakowanego testosteronem mięcha. Nie przegram i już. Muszę się znaleźć jak najdalej od niego i poczekać, aż opuści mnie chęć powalenia go na ziemię i zgniecenia w namiętnym uścisku.
– Wybacz, jestem zajęta – bąkam i potykając się o własne nogi, umykam ze sceny.
– Taylor? – woła za mną Holt.
Nie odwracam się. Nie mogę dłużej patrzeć na te barki, bicepsy, przedramiona…
Kurza twarz!
Chowam się w garderobie i zatrzaskuję za sobą drzwi. Następne dwie godziny upływają mi na ćwiczeniach oddechowych oraz powtarzaniu sobie, że błaganie Holta o seks w wieczór premiery to bardzo, ale to bardzo zły pomysł.

_________________
"uderz w Garwood a Tajemna się odezwie"
Sol


"Cierpię na wrodzoną wadę dysfunkcji systemu motywacji."
Wilczyca Karolina Kaim


Zobacz profil
Historyczna dama
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 października 2011, o 17:09
Posty: 10816
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Dżuli Stefa Dżulja MeryDżoł Gejlen Maja Kristin...
Cytuj
Post 
3 czerwca 2018, o 20:44
Podpowiedź nr 3:

Nie mam ochoty odbywać teraz tej dyskusji, zwłaszcza w środku obrzydliwie zimnej ulewy, ale on nie pozostawia mi wyboru.
– Ethan, ja po prostu jestem już zmęczona tymi podchodami. Za każdym razem robimy krok do przodu, a potem dwa do tyłu, i choć od początku deklarowałeś, że tak to będzie wyglądało, ja z jakiegoś powodu nie brałam cię poważnie. Mam serdecznie dość zmuszania cię do czegoś, na co nie masz ochoty. Więc… tak. To się dzieje. Do jutra.
Obracam się na pięcie i odchodzę, próbując wyprzedzić ścianę deszczu, co nie ma sensu, i starając się zgubić biegnącego za mną Holta, co okazuje się niewykonalne.
– Czekaj! Cassie, porozmawiajmy.
Znów obraca mnie do siebie. Włosy kleją mu się do głowy, a z nosa kapie woda.
– Nie ma o czym rozmawiać. Jesteś, jaki jesteś, ja też, i miałeś rację, kiedy powiedziałeś, że nie powinniśmy się angażować. Pragniemy innych rzeczy i chyba właśnie zdałam sobie sprawę, że nie potrafię tego zaakceptować.
– Do cholery! To przez to gadanie Jacka i Zoe?
Powstrzymuję pokusę, żeby wepchnąć go w kałużę.
– Nie, nie chodzi o Jacka, Zoe ani nikogo innego! Chodzi o nas! O to, że mam wobec ciebie oczekiwania, których nie powinnam mieć. Że marzę o romantycznych randkach, o bliskości, która wynika z czegoś więcej niż kopulacja i orgazmy. Chciałabym móc powiedzieć naszym znajomym, że ten facet, który jednym spojrzeniem lub dotykiem doprowadza mnie do szaleństwa, to ty! Ale przede wszystkim jestem wściekła na siebie, bo zakochałam się w człowieku, który na samym początku powiedział mi prosto z mostu, że mam się w nim nie zakochiwać! O to właśnie chodzi! A teraz jest już za późno, a ja czuję się jak totalna idiotka, bo ty nigdy nie dasz mi tego, czego potrzebuję, i nie powinnam była w ogóle tego od ciebie oczekiwać.
Holt patrzy na mnie przez chwilę, mrugając, a krople deszczu spływają mu po rzęsach.
– Myślałem, że chcesz, żebym dał nam szansę. Próbuję. O co ci jeszcze chodzi?
Ocieram z twarzy ciężkie, nieprzyjemnie zimne krople.
– Ty czasami naprawdę kompletnie nic nie rozumiesz. Ja chcę czegoś więcej. Czegokolwiek. Wszystkiego! Wszystkiego tego, czego nie możesz mi dać. Bo nie możesz, prawda?
Patrzy na mnie i widzę, jak drgają mu mięśnie żuchwy. Nie odpowiada.
– Tak myślałam.
Chcę odejść, ale łapie mnie za ramię. Twarz ma chmurną jak burzowe niebo.
– Czyli co? To koniec? Bierzesz wszystko albo nic? Jeśli nie obetnę sobie jaj i nie wręczę ci ich w aksamitnym puzderku, nie możemy być razem? Skąd ci się to nagle wzięło, do cholery? Myślałem, że dobrze nam razem, że cieszysz się z tego, co mamy.
– No to już wiesz, że nie! Mam po dziurki w nosie skradania się jak przestępca, jakbyśmy robili coś złego. Nie wstydzę się tego, że mi się podobasz, ale najwyraźniej to nie działa w dwie strony. Dotychczas zgadzałam się na chowanie się po kątach, bo myślałam, że potrzebujesz czasu, by sobie uświadomić, że chcesz czegoś więcej, ale najwyraźniej się myliłam. Dajesz z siebie tak mało, jak tylko się da, a ja tymczasem wariuję, bo chcę cię całego.
– Myślisz, że ja ciebie nie chcę? Żartujesz sobie ze mnie?
– Myślę, że chcesz, ale nie na tyle, by się do tego przed kimkolwiek
przyznać.
– A co cię obchodzą inni? Ty wiesz, jak jest, to chyba wystarczy? Przecież nie potrafię ukryć tego, jak na mnie działasz.
– Ja nie mówię o seksie, Ethan! Mówię o byciu razem. Nie mam pojęcia, na czym stoimy. Nie wiem, czy naprawdę coś do mnie czujesz, czy po prostu chcesz mnie mieć pod ręką, by się zabawić, kiedy ci wygodnie.
– Wygodnie!? – Przez dłuższą chwilę wpatruje się we mnie oniemiały z wściekłości. – Co ty wygadujesz!? Wygodnie byłoby mi nie spotkać dziewczyny, która doprowadza mnie do utraty zmysłów! Wygodnie byłoby, gdybym mógł się skupić na studiach, na które próbowałem się dostać przez trzy pieprzone lata, zamiast bez przerwy myśleć tylko o tobie! Zapewniam cię, Taylor, że nie jest mi wygodnie.
– To jak ci jest, hm? Powiedz, nie krępuj się. Odezwij się wreszcie, do cholery, i pozwól mi zrozumieć, co do mnie czujesz! Ja już chyba wystarczająco dokładnie wytłumaczyłam ci, czego chcę, a od ciebie słyszę tylko, czego nie chcesz.
– Powiedzieć ci, czego chcę? – wrzeszczy, rzucając plecak na ziemię. – Proszę bardzo.
Przyciąga mnie do siebie, obejmuje i zaczyna całować, gwałtownie, jak tonący, który błaga o tlen. Nie ma w tym ani grama ostrożności, niejasności czy oszustwa. Jest obezwładniająca pasja i desperacja, która pali żywym ogniem, choć wokół panoszą się zimno i deszcz.
Całuje mnie tak długo i mocno, że rzeczywistość drży w posadach, a gdy odzyskuje równowagę, wszystko znów obraca się wokół niego.
– Tego właśnie chcę, Cassie – rzuca szorstko. – Chyba już jaśniej nie mogę się wyrazić. I nie próbuj mi wmawiać, że nie pragniesz tego samego. Czemu musisz zawsze wszystko komplikować?
Znów mnie całuje i nagle istnieją tylko nasze dłonie, języki i usta. To nie fair. Tego argumentu nie potrafię odeprzeć ani odnieść się do niego racjonalnie. Jest zbyt przytłaczający, by go opisać, i zbyt skomplikowany, żeby się z nim sprzeczać, i choć niczego nie objaśnia, sprawia, że pragnę zapomnieć o wszystkim, co jest nie tak.
Ale przecież to właśnie robiłam do tej pory. Przymykałam oko, szłam na kompromis. Zaślepiona żądzą, ignorowałam własne potrzeby. Nie mogę tak dalej żyć.
Holt odsuwa się z jękiem i po jego spojrzeniu widzę, że wszystko rozumie.
Cofam się. Patrzymy na siebie nawzajem, wyczerpani, bez tchu.
– Nie mogę dłużej udawać, że to mi wystarczy – mówię cicho. – Nie zamierzam dłużej nikogo oszukiwać. Ani ciebie, ani naszych znajomych, ani zwłaszcza siebie. Jeżeli kiedyś poczujesz, że jesteś gotowy, o ile to w ogóle
nastąpi, daj mi znać.
– Cassie…
– Do zobaczenia na zajęciach, Ethan.
Odchodzę, a każdy ciężki krok bulgocze mi w żołądku gorzką żółcią.
Skręciwszy za róg, oglądam się przez ramię. Holt stoi tam, gdzie go zostawiłam, z dłońmi splecionymi na karku i spuszczoną głową. Chory impuls każe mi zawrócić, podbiec do niego i poprosić, żeby zapomniał o wszystkim, co powiedziałam. Chcę go zapewnić, że zadowolę się tym, co zechce mi dać.
Ale nie mogę tego zrobić. To by było kolejne kłamstwo.
Dygocząc z zimna, wracam do domu i drżącymi rękami otwieram drzwi. Rozbieram się i wchodzę do łazienki z twardym zamiarem stania pod gorącym prysznicem, póki nie zgaśnie we mnie pokusa, żeby zawrócić.
Niestety, gdy całą wieczność później gorąca woda się kończy, wciąż czekam.
Obecnie
Nowy Jork

Stoję przy ladzie kawiarni naprzeciwko teatru, gdy ktoś kładzie mi na biodrze ciepłą dłoń. Odwracam się, spodziewając się Holta, ale zamiast niego widzę Marco, który uśmiecha się do mnie porozumiewawczo.
– Panno Taylor.
– Panie Fiori.
– Dobrze się pani bawiła na wczorajszej gali?
Jego ton i uniesiona brew sugerują, że widział, jak całowałam się z Holtem.
Cholera!
– Całkiem nieźle.
– Nie wątpię.
– Proszę, Marco, nie rób z tego afery.
– Z czego? Z tego, że dwoje moich głównych aktorów obściskiwało się w kącie jak para nastolatków? Do głowy by mi nie przyszło robić z tego aferę.
– Nic się nie wydarzyło.
– Drogie dziecko, zapewniam cię, że było wręcz odwrotnie. Sądziłem, że na scenie łączy was gorąca namiętność. Najwyraźniej blednie ona w porównaniu z rzeczywistością.
– Marco…
– Spokojnie, nie gniewam się. Przeciwnie, jestem zachwycony. Wyobrażasz sobie te nagłówki?
Barista podaje mi kawę.
– Naprawdę? – pytam z jękiem. – Myślisz, że dziennikarze wszystko widzieli?
– Ależ bez wątpienia. Mary od PR-u chce się z nami koniecznie spotkać przed próbą. Zdaje się, że piszą o was wszystkie portale i cała prasa brukowa.
Staliście się hitem sezonu.
– O Boże.
Marco wybucha śmiechem i pocieszająco klepie mnie po ramieniu. Razem wychodzimy z kawiarni i wracamy do teatru. W sali prób rzucam torbę na podłogę i biegnę do łazienki, próbując opanować wzbierająca falę mdłości.
Po gali Holt odprowadził mnie do domu. Pod drzwiami mieszkania pocałował na dobranoc. Prawdę mówiąc, było to coś więcej niż pocałunek. Raczej coś w rodzaju intensywnych macanek. Gdyby przyklejony do wizjera pan Lipman, sąsiad z naprzeciwka, nagle nie kichnął, prawdopodobnie dopuścilibyśmy się czynu zabronionego w miejscu publicznym, jakim bez wątpienia jest klatka schodowa.
Gdy w końcu odsunęłam się od Holta, byłam bardziej zdezorientowana niż heteroseksualny facet podczas transpłciowego konkursu piękności. Wcześniej obiecywałam sobie, że nie będę się śpieszyć. I naprawdę miałam taki zamiar, a mimo to w ciągu jednego wieczoru całowałam się z nim dwukrotnie, dotarłam do drugiej bazy i z radością chwyciłam kij rozpierający mu przód spodni.

_________________
"uderz w Garwood a Tajemna się odezwie"
Sol


"Cierpię na wrodzoną wadę dysfunkcji systemu motywacji."
Wilczyca Karolina Kaim


Zobacz profil
Rozpisana cesarzowa
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 8 listopada 2012, o 22:17
Posty: 27885
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Różnie to bywa
Cytuj
Post 
3 czerwca 2018, o 22:18
Mogłabym właściwie odpowiedzieć, lecz nie mam, jak zadać zagadki bez dostępu do internetu :bezradny:

_________________
Nie ma dobrych książek dla głupca, możliwe, że nie ma złych dla człowieka rozumu.
Denis Diderot


"If you want it enough, you can always get a second chance." MM
*
“I might be accused of social maladjustment,” said Daniel. “But not a psychopath. Please. Give me some credit.” MM
*
Zamienię sen na czytanie.


Zobacz profil
Historyczna dama
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 października 2011, o 17:09
Posty: 10816
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Dżuli Stefa Dżulja MeryDżoł Gejlen Maja Kristin...
Cytuj
Post 
5 czerwca 2018, o 10:54
Niestety, zagadka nierozwiązana.

Odpowiedź brzmi: Zły Romeo, Leisa Rayven.

Obrazek

_________________
"uderz w Garwood a Tajemna się odezwie"
Sol


"Cierpię na wrodzoną wadę dysfunkcji systemu motywacji."
Wilczyca Karolina Kaim


Zobacz profil
Miss postów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:16
Posty: 1989
Lokalizacja: Warszawa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: J.Ward, L.Howard, K.Ashley, Krentz/Quick, S.Brown
Cytuj
Post 
5 czerwca 2018, o 19:26
Nie czytałam książki, ale zachecajace fragmenty wiec może moze :mysli:


Zobacz profil
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 10:41
Posty: 2590
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 52
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
5 czerwca 2018, o 19:56
Ja też nie czytałam.

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35606
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
6 czerwca 2018, o 07:36
Ja niestety też nie, ale ja utknęłam w starociach. :red:
Zagadka
Ciemność. Ból. Agonia! Uniósł dłonie, by przytrzymać pękającą głowę, i zdziwił się, że wcale nie nabrzmiewa i nie kurczy się z każdym jego oddechem. Do licha, gdzież to on się znajduje? Co się stało z jego głową? Gdy rozchylił nieco powieki, niczego nie ujrzał. Ślepy! Czyżby oślepł? W tej chwili jego przerażone oczy pochwyciły nieco jaśniejszy odcień ciemności. To na pewno rozstęp między grubymi zasłonami, ukazujący fragment panującej na zewnątrz nocy. Boże, spraw, aby to było prawdą. Ból w brzuchu. Skurcze. Nie tak silne jak w głowie, ale dokuczliwe. Modlił się, żeby nie zwymiotować. Gdyby do tego doszło, zapewne zadławiłby się, bo na pewno nie udałoby mu się poruszyć głową. Leżąc w zupełnym bezruchu, zaczął spostrzegać inne rzeczy. Był w jakimś łóżku. Całkiem wygodnym łóżku. Był nagi. A przecież ciężko chorego na pewno nie rozebraliby do naga. I ktoś z nim był. Leżeli w niewielkim odstępie, lecz słyszał równomierny, senny oddech. Kobieta? To wyjaśniałoby jego brak ubrania, ale... Do diabła, co on nabroił? Tu obok mógł być mężczyzna, może towarzysz podróży albo kompan od butelki. Zaryzykował ruch, wyciągając badawczo rękę. Z pewnością to kobieta. Poczuł delikatny aromat kwiatów, który podziałał na jego instynkty. Miała na sobie nocną koszulę. Dziwne. Nie przypominał sobie, by kiedykolwiek zabawiał się z kobietą, pozostawiając ją w koszuli. Może to wyjątkowo skromna osoba, ale takie również nie były w jego typie. Kim była? Nie miał pojęcia. Nawet nie wiedział, kim mogłaby być. Ale wpadka. Chyba musiał wypić całą beczkę trunku, skoro nie pamiętał tej kobiety. Co powie jej rano? No i gdzie się tak mocno upił? Powinien to wiedzieć. Powinien pamiętać, jak zaczął pić. Szukał w myślach jakiegoś miejsca, nazwy, obrazu... I opadł w przerażającą próżnię. Zamiast pamięci miał w głowie całkowitą pustkę. Spanikowany, trzymał się faktu, którego był całkowicie pewien. Nie pil ponad miarę. Nie upił się tak naprawdę od czasu wielkiej wyprawy do Italii. Miał wtedy szesnaście lat i doszedł do wniosku, że skutki tamtego przepicia wyleczyły go z nadmiernego spożywania trunków raz na zawsze. Czy teraz także był w Italii? Spity przednim winem w jakimś weneckim pałacu? Nie. Od tamtej pory minęło wiele lat. Teraz był w Anglii. Tak, na pewno w Anglii i na pewno był już dorosłym mężczyzną. Przesunął dłonią po podbródku, czując wyraźnie wykształconą, męską szczękę i szorstki zarost. Przypomniał sobie, że niedawno obchodził dwudzieste dziewiąte urodziny. Dlaczego niektórych rzeczy był pewien, a innych nie? Wiedział, że jest w Anglii, lecz nie kojarzył miejsca. Wiedział, ile ma lat, ale miał w pamięci dziesięcioletnią lukę. Wieczne potępienie! Zaczął kręcić głową, lecz po chwili przestał, sycząc z bólu. Miał wrażenie, że mózg mu się zagotował, wyjałowił, że między nim a fragmentami przeszłego życia zawisły grube zasłony. Co pamiętał? Pożegnanie z rodziną w Londynie. Miał rodzinę - braci i siostry. Widział nawet twarze, lecz gdy próbował przywołać imiona, nic sensownego nie przychodziło mu do głowy. Elf? Jasny Bright Elf? Grzeszny Sin Elf... ? Nie mógł tego znieść. Próbował usiąść, lecz zamarł, przeszyty ostrym bólem. O Boże. Boże... Powoli złożył pulsującą głowę na poduszce i leżał bez ruchu. Z każdym oddechem czuł, jakby coś rozsadzało go od środka. Może był ciężko chory. Lecz w takim razie, kimże była ta kobieta w jego łóżku? Opiekunką?

_________________
Czytam na okrągło.


Zobacz profil WWW
Pogromczyni gaduł
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 3905
Pochwały: 43
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
6 czerwca 2018, o 10:44
Chyba nie czytałam, bo na razie nic mi nie świta


Zobacz profil
Miss postów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:16
Posty: 1989
Lokalizacja: Warszawa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: J.Ward, L.Howard, K.Ashley, Krentz/Quick, S.Brown
Cytuj
Post 
6 czerwca 2018, o 10:50
Mam to samo. Czekam na drugą podpowiedź :smile:


Zobacz profil
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 10:41
Posty: 2590
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 52
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
6 czerwca 2018, o 11:25
Ja na pewno nie czytałam.

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35606
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
7 czerwca 2018, o 06:33
To jak nikt nie czytał, to moze kogos zainspiruje.
Podpowiedz 1
- Proszę mi teraz wybaczyć, sir. Sir Digby skinął głową, zapewne zakładając, że B udaje się za potrzebą. Nie uciekając się do podstępów, M wszedł po schodach i znalazł najbardziej prawdopodobne drzwi. Otworzył je, wszedł, zamknął za sobą, po czym chwycił za ramiona kobietę, która siedziała z dobrze mu znaną książką. Postawił ją na nogi i przycisnął do ściany. - Może porozmawiamy o programach planowania hodowli, lady Overton? Jej twarz gwałtownie zmieniła kolor - stała się biała jak prześcieradło. Po czym R zemdlała. Chryste. - Brand wziął R na ręce i położył na wielkim, starym łóżku. Jego serce waliło mocno ze strachu i poczucia winy. Poklepał ją po policzku. - R? - z trudem wymówił to imię. Ale to przecież była jego dama. To ciało, które doskonale znał. Twarz, którą wyczuwał pod maską. Jego Dalila. Kobieta, która go oszukała, odurzyła i wykorzystała. Jednak gorycz i złość szybko go opuszczały. Dostrzegł coś na swoich palcach. Potarł dłonie. Tłuszcz? Nagle zrozumiał, że prawa strona jej twarzy jest pokryta farbą. Przyjrzawszy się bliżej odniósł wrażenie, że pod spodem są jakieś ślady. Zatrzepotała powiekami, uniosła słabą dłoń. -Nie... Ignorując jej protest, starł większość farby, odsłaniając blizny. Cała pajęczyna nieregularnych, czerwonych blizn widniała koło oka, a jedna szrama biegła przez cały policzek. Dotknął jej. Gdy powstała, na pewno była bardzo bolesna i przerażająca. Otworzyła oczy, a ujrzawszy go, zacisnęła je mocno, jakby to mogło usunął go z pokoju.
- Obudź się, lady Overton. Musimy porozmawiać. Siłą woli trzymał nerwy na wodzy, lecz w głębi duszy zaczął odczuwać coś innego. Przypomniał sobie ich wspólny śmiech, zrozumienie, namiętne kochanie. Była tak cudowna, jak sobie wyobrażał. Poznaczona bliznami, lecz cudowna, miała długie rzęsy i gładką skórę z piegami na nosie i zaokrąglonych policzkach. Zatrzymał wzrok na jej pełnych wargach, za którymi wciąż tęsknił. Oddychając ciężko, odsunął się i wstał. Otworzyła oczy. Zalękniona. Niepewna.
- A więc? Czy jesteś brzemienna? - spytał. Usiadła z wysiłkiem.
- Dlaczego o to pytasz?
- Bierzesz mnie za głupca? Nietrudno zrozumieć tak oczywisty plan. Jęknęła, jakby ją uderzył.
- Przepraszam.
- Jesteś brzemienna?
- Chyba tak.
- To moje dziecko. Zesztywniała.
- Dziecko Digby'ego.
- Mógłbym udowodnić, że to nieprawda.
- Nie tak łatwo. Niech ją diabli.
- Pewnie masz rację, skoro wszyscy służący uczestniczą w spisku. Mimo wszystko, udałoby mi się tego dokonać. Mógłbym cię stąd uprowadzić siłą. Aż skurczyła się w sobie.
- Dlaczego?
- Bo kradniesz mi dziecko.

_________________
Czytam na okrągło.


Zobacz profil WWW
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35606
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
11 czerwca 2018, o 07:50
Podpowiedz 2
- Trucizna? Dłoń medyka wyraźnie zadrżała.
- Niewykluczone, milordzie. Mam niewielkie doświadczenie z takimi rzeczami. Jednak w tym przypadku... zalecałbym płukanie żołądka.
- Torsje oznaczają dla niego agonię. Medyk wykręcił złożone dłonie.
- Stanie się tak, jak pan sobie zażyczy, milordzie, lecz wycierpi się znacznie bardziej, jeśli trucizna nadal będzie krążyć w jego organizmie. Mimo że nieprzytomny, Brand zaczął jęczeć. Gwałtownym gestem Rothgar nakazał medykowi, by podjął stosowne zabiegi, i odwrócił się. Słysząc niepokojące odgłosy, spojrzał ponownie. Medyk próbował wlać w oporne gardło Branda środek wywołujący wymioty.
- Przestań. - Podszedł energicznym krokiem, wziął szklankę i sam podtrzymał cierpiącego brata. Brand, wypij to - powiedział rozkazującym tonem, jakiego nauczył się używać wobec rodzeństwa. - To nieprzyjemne, ale konieczne. - Przyłożył mu szklankę do ust. Brand odwrócił głowę. - Obrzydlistwo.
- Jeszcze nawet nie spróbowałeś, więc skąd wiesz? Zrób, co mówię. Brat rozchylił minimalnie powieki. - To naprawdę ty? Myślałem, że ktoś inny...
- Na pewno ja. I dlatego musisz się słuchać. - Ciągle mam jakieś senne koszmary, Bey... - Ale ja nie jestem w twoim śnie. Wypij. - Przystawił szklankę do jego ust, a gdy Brand zaczął ustępować, przechylił naczynie. - Do dna! - rozkazał, gdy Brand miał już dosyć. Jednak wmusił w niego wszystko
- Ale świństwo! - poskarżył się. Po sekundzie zwymiotował prosto na brata. Rothgar cały czas podtrzymywał krztuszącego się, jęczącego Branda.
- Twoje szczęście, że to nie jest moje ulubione ubranie.
- Do diabła z tym! Nie rozśmieszaj mnie. Czuję się jak wywrócony na lewą stronę, a moja głowa zaraz eksploduje. Pomimo roznoszącego się odoru, Rothgar cały czas podtrzymywał brata. - Musieliśmy wyrzucić z ciebie truciznę.
- Sam bym się wyrzygał.
- Naprawdę?
- Tak było poprzednim razem.
- Jakim poprzednim razem? - Rothgar wziął wilgotne ściereczki, które znalazł Kenyon, otarł nimi twarz Branda, wreszcie dał mu się napić parę łyków wody.
- Po ostatnim rzyganiu też poczułem się lepiej. Muszę się porządnie wyspać. Brandowi znowu zamykały się oczy, więc Rothgar ułożył go delikatnie na świeżej, czystej poduszce. Większość wymiocin chlusnęła na niego, nie było więc potrzeby przenosić Branda na inne łóżko.
- Wtedy będę ci mógł stosownie podziękować, milady - mruknął Brand tak cicho, że Rothgar prawie go nie słyszał.
- Tylko już nie kręć tą korbą... Kiedy Brand wreszcie zasnął, Rothgar wstał i zdjął wierzchnie ubranie. Jeden z jego służących, Fettler, czekał już z czystymi szatami i ciepłą wodą do mycia. Doprowadzając się do porządku, rozmyślał o słowach brata. Milady? Natychmiast przyszła mu do głowy lady Richardson, lecz przecież to było niedorzeczne. Niemal klasyczne błędne rozumowanie według zasady

_________________
Czytam na okrągło.


Zobacz profil WWW
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35606
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
13 czerwca 2018, o 07:51
Podpowiedz 3
Rosamunde opadła na porodowy fotel. Brand objął ją od tyłu ramionami. Mimo protestów akuszerki nie chciał wyjść i zostawić kobietom kobiece sprawy. Cieszyło ją to. Nawet znalazła siłę, by się uśmiechnąć, widząc jego nerwowość i niechlujny strój.
- Nie martw się - stęknęła. - Klacz i źrebię, pamiętasz?
- Bardzo się martwię o moje ulubione klacze. Otarł jej twarz wilgotną ściereczką. Po chwili znowu zaczęła przeć. Gdy odetchnęła, czując jak dziecko rośnie między jej nogami, spytała cicho:
- Więc jestem tylko jedną z „ulubionych"?
- Tylko. Pocałował ją w policzek. Ten z bliznami. Umiał to robić w taki sposób, że przez ostatnie miesiące blizny stały się błogosławieństwem. Poczuła kolejny mocny skurcz. Naprężyła ciało w ogromnym wysiłku.
- O! - zawołała akuszerka. Uśmiechnęła się do Rosy. - Jest wreszcie! Rosamunde spuściła wzrok i ujrzała prawdziwy cud w postaci główki swego dziecka, ciemnej i mokrej. Kolejny skurcz. Oszołomiona i półprzytomna z wysiłku poczuła, jak dziecko wyślizguje się na zewnątrz. Wyciągnęła po nie ręce.
- Moje maleństwo!
- Córeczka - powiedziała radośnie akuszerka i położyła dziecko na piersi Rosamunde. Brand objął je obie, opierając głowę na jej ramieniu.
- Piękna jak mama - wyszeptał, dotykając delikatnych czarnych włosków, jednocześnie całując Rosamunde w policzek.
- Czy to było tak straszne, na jakie wyglądało? - Było cudowne - odparła cicho, patrząc z miłością na swoją córeczkę.
- Tylko się łudzisz, kochana.
- Nie. Biedni mężczyźni, wy nie możecie tego przeżyć. Usłyszała, jak się zaśmiał. Na pewno nie uwierzył. Ale to była prawda. Niebezpieczna ekstaza, lecz jednak ekstaza. Rzecz z natury niezwykle potężna. Czuła, że ma w sobie ogromną siłę. Gdyby wpadli tu teraz napastnicy, mogłaby walczyć, uciekać, bronić swego maleństwa. Akuszerka przypomniała jej, by przystawiła dziecko do piersi. Już po chwili Rosamunde przygryzała wargi w reakcji na nowe doznanie. Nie było do końca przyjemne, lecz przynosiło dużą satysfakcję. Maleństwo wyraźnie podzielało tę opinię, bo rozluźniło się z zadowoleniem.

_________________
Czytam na okrągło.


Zobacz profil WWW
Historyczna dama
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 października 2011, o 17:09
Posty: 10816
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Dżuli Stefa Dżulja MeryDżoł Gejlen Maja Kristin...
Cytuj
Post 
13 czerwca 2018, o 11:41
Któraś z Mallorenów Beverley Jo, od razu rzucają się w oczy imiona Brand i Rothgar.
Przypuszczam, że Zakazane zabawy albo Sekrety nocy. Pierwsza była o Chastity, druga była z licytacją za dziewicę, a trzecia lub czwarta to cytowana właśnie część.
Strzelam, że to Sekrety nocy Jo Beverley, tytuł mi bardziej pasuje od zabaw, bo ona nocą i w sekrecie chciała zaciążyć z Brandem :P

_________________
"uderz w Garwood a Tajemna się odezwie"
Sol


"Cierpię na wrodzoną wadę dysfunkcji systemu motywacji."
Wilczyca Karolina Kaim


Zobacz profil
Pogromczyni gaduł
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 3905
Pochwały: 43
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
13 czerwca 2018, o 12:24
Z tego cyklu to chyba mało co czytałam :mysli:


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35606
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
13 czerwca 2018, o 14:55
tajemna napisał(a):
Któraś z Mallorenów Beverley Jo, od razu rzucają się w oczy imiona Brand i Rothgar.
Przypuszczam, że Zakazane zabawy albo Sekrety nocy. Pierwsza była o Chastity, druga była z licytacją za dziewicę, a trzecia lub czwarta to cytowana właśnie część.
Strzelam, że to Sekrety nocy Jo Beverley, tytuł mi bardziej pasuje od zabaw, bo ona nocą i w sekrecie chciała zaciążyć z Brandem :P


I obu wam się udało, ona zaciążyła a ty zgadłaś :hahaha: :hahaha:
To chyba moja ulubiona cześć tej serii, a nie przeczytałam tylko ostatniej, jakoś :red: :red:

giovanna napisał(a):
Z tego cyklu to chyba mało co czytałam :mysli:

proponuje nadrobić, mnie się podobało

_________________
Czytam na okrągło.


Zobacz profil WWW
Pogromczyni gaduł
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 3905
Pochwały: 43
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
13 czerwca 2018, o 20:32
Muszę zobaczyć, ale nie przepadam za Beverly


Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 637 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17 ... 26  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL