Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest 23 kwietnia 2019, o 20:23




Odpowiedz w wątku  [ Posty: 132 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
 2019: KSIĄŻKOTEST 
Autor Wiadomość
Rozpisana cesarzowa
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:15
Posty: 29304
Lokalizacja: Kłyż
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Joanna Chmielewska/Ilona Andrews
Cytuj
Post 
4 lutego 2019, o 22:54
jakoś mi się nie skojarzyło...

_________________
________________***________________

Gotowałam się w środku i musiałam sięgnąć po wszystkie rezerwy opanowania,by utrzymać nerwy na wodzy.Uda mi się.Po prostu muszę być obojętna.Zen.Żadnego walenia po twarzy.Walenie po twarzy nie jest zen.


Zobacz profil
Łowczyni Sukcesów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:17
Posty: 28420
Lokalizacja: Pozostanę tam, gdzie jestem.
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Margit Sandemo
Cytuj
Post 
12 lutego 2019, o 22:55
ZAGADKA:

Cytuj:
– Poproszę arbuzowe mojito. – Chuderlawy mężczyzna nieśmiało oparł
łokieć o kontuar.
W pubie, w którym pracowałam, na próżno szukać eleganckiej klienteli.
Nie żebym się dziwiła. Gdybym miała wolny wieczór oraz całe Los Angeles
do dyspozycji, siłą by mnie tu nie zaciągnęli. U Andy’ego zalatywało
chrzczonym piwem; śmierdziało wilgocią, powoli zżerającą drewniane
stoliki, a także rozklekotane krzesła, notabene każde w innym kształcie i
kolorze, o skrzeczącej szafie grającej w ogóle nie wspominając. Nic
nadzwyczajnego, iż dziewięćdziesiąt procent stałych bywalców to zaniedbani
kierowcy ciężarówek, harleyowcy bądź pracownicy drogowi. Dzięki Bogu za
kiepskie oświetlenie, bo to chyba wyłącznie jego zasługa, że od czasu do
czasu zabłądził tu jakiś niedowiarek i nie uciekał już od progu.
– Nie sprzedajemy drinków dla ciot – odpowiedziałam stanowczo. –
Tylko whisky.
– To może przynajmniej margaritę? – spytał z nadzieją.
– Wróć, jak wyrosną ci jaja, albo bierz whisky – burknęłam znudzona.
– No dobrze… – Westchnął zrezygnowany. – A dostanę do tego chociaż
lodu?
– Pewnie. Za pięć dolców.
– Pięć dolarów?! – jęknął. – U konkurencji jest za darmo!
– Aaa, to przepraszam. – Zachichotałam z ironią. – W takim razie osiem.
– Ile?! – wzburzył się urażony. Popatrzył dookoła, jakby rozważał zmianę
lokalu, ale ostatecznie wręczył mi pięćdziesiątkę.
Zabrałam banknot. Nalałam mu trunku do niewysokiej szklanki, zaledwie
nieznacznie pokrywając nim zaszronione kostki, następnie postawiłam
zamówienie na blacie i wróciłam do wycierania czystych kufli, by dalej
udawać, że byłam cholernie zajęta.
– Ej! – zawołał. – Gdzie moja reszta?
– Jak to gdzie? W słoiku na napiwki.
– Słucham?! – Zerknął z niedowierzaniem w stronę stojącego na półce
pojemnika, który mu wskazałam. – W życiu bym tyle nie dał!

Powodzenia. ;)

_________________
Gdzieś po­między na­mi
zos­tało ser­ce
wzgar­dzo­ne łzami
skrap­la się.


Kocham cię, Kate Brightor. Zawsze cię kochałem. Jest twój taki, taki, jakim mnie zechcesz. Książę czy żebrak, mąż czy kochanek. Wybór należy do ciebie i tylko do ciebie.
Mindee Arnett Onyx & Ivory


Zobacz profil
Łowczyni Sukcesów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:17
Posty: 28420
Lokalizacja: Pozostanę tam, gdzie jestem.
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Margit Sandemo
Cytuj
Post 
13 lutego 2019, o 22:40
Że nikt?xD
PODPOWIEDŹ 1:
Cytuj:
– Zwijaj manele, musimy iść – burknął, chowając komórkę do kieszeni.
Podniósł się z podłogi i położył sztylet na niewysokiej komodzie.
– Jak to? – Zerknęłam w kierunku okien. – Przecież za chwilę zacznie
świtać.
– No i? – Przyjrzał mi się z rozbawieniem.
– Żeby swobodnie chodzić za dnia, musiałbyś być…
– …demonem wysokiej klasy? – dokończył za mnie.
– Chcesz mi wmówić, że masz z tysiąc lat? – zapytałam, powstrzymując
śmiech.
– Niecałe dwa, ale kto by tam liczył. – Przewrócił oczami.
Zaniemówiłam.
– Ty nie żartujesz?
– A widzisz, żebym się uśmiechał? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
Przebiegłam wzrokiem od czubka głowy po palce jego stóp.
– Tak, wiem. Nieźle wyglądam, jak na swój wiek – stwierdził z dumą.
– Wiek? – prychnęłam. – Chyba prehistorię!
– Dobra, potem to sobie ogarniesz – skomentował, chichocząc z mojej
miny. – Zbieramy się.
– Dokąd? – pisnęłam.
– Zobaczysz.
– Nigdzie z tobą nie pójdę, dopóki nie wyjaśnisz, dokąd jedziemy!
– W porządku. – Wzruszył ramionami, po czym skierował się do drzwi. –
Jak chcesz, to sobie tu zostań.
– Zaczekaj! – Złapałam kurtkę i zarzuciłam ją na plecy, biegnąc za nim
praktycznie przez cały salon. A raczej nie przez salon, tylko wielgaśne, puste
pomieszczenie, bo obok salonu to to z pewnością nawet nie leżało.
:hyhy:

_________________
Gdzieś po­między na­mi
zos­tało ser­ce
wzgar­dzo­ne łzami
skrap­la się.


Kocham cię, Kate Brightor. Zawsze cię kochałem. Jest twój taki, taki, jakim mnie zechcesz. Książę czy żebrak, mąż czy kochanek. Wybór należy do ciebie i tylko do ciebie.
Mindee Arnett Onyx & Ivory


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35837
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
14 lutego 2019, o 08:16
Chyba wiem
Tylko żywi mogą umrzeć - D. B. Foryś

_________________
Wesołych Świat życzą chłopaki na dzielni.

Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki


Zobacz profil WWW
Miss gaduł
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 sierpnia 2017, o 08:25
Posty: 2534
Lokalizacja: Kraków
Pochwały: 81
Ulubiona autorka/autor: Anne Golon, Sylvain Reynard
Cytuj
Post 
14 lutego 2019, o 09:11
Brzmi ciekawie :hihi:

_________________
"Każda książka pozwala nam na nowe marzenia." - Emma Chase


Zobacz profil
Łowczyni Sukcesów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:17
Posty: 28420
Lokalizacja: Pozostanę tam, gdzie jestem.
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Margit Sandemo
Cytuj
Post 
14 lutego 2019, o 09:35
Tak Aniołku. ;)

_________________
Gdzieś po­między na­mi
zos­tało ser­ce
wzgar­dzo­ne łzami
skrap­la się.


Kocham cię, Kate Brightor. Zawsze cię kochałem. Jest twój taki, taki, jakim mnie zechcesz. Książę czy żebrak, mąż czy kochanek. Wybór należy do ciebie i tylko do ciebie.
Mindee Arnett Onyx & Ivory


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35837
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
15 lutego 2019, o 08:27
Karina32 napisał(a):
Brzmi ciekawie :hihi:

i takie jest polecam

Zagadka
- Podróżowaliście razem, panienko? – upewnił się kierowca, najwyraźniej
zaalarmowany wrogością Harpera.
- Tak – przyznała niechętnie, zwalczając pokusę wyparcia się Harpera. Nadal to on
miał jej walizkę. – Podrzucicie nas do miasta?
- Do samego miasta jest z piętnaście mil, więc aż tak daleko nie jedziemy, ale możemy
was podrzucić do motelu. To niedaleko.
- Świetnie – powiedział H, z jakiegoś powodu ustawiając się tak, że K
znalazła się za jego plecami. Nie podobało jej się to. Czy on nigdy nie przestanie nią
pomiatać? – Czy jest tam mechanik?
- Jest stary Digdy – energicznie powiedział piegowaty, rozmowny nastolatek,
szczerząc się do K, jakby naprawdę myślał, że ma u niej wielkie szanse na powodzenie.
To było nawet urocze, więc też się do niego uśmiechnęła.
- Ale on otwiera dopiero rano – powiedział kierowca. – Będziecie musieli zaczekać w
motelu do świtu.
Uśmiech spełzł z twarz K. Do diabła, nie chciała przedłużać tej gehenny. Chciała
jak najszybciej dotrzeć do Wulfridge i uwolnić się od Harpera.
- W porządku, dzięki – rzucił H, złapał K za rękę i bezceremonialnie zaciągnął
ją na tyłu samochodu, gdzie chłopcy już otwierali klapę pickupa, żeby ich wpuścić do środka.
K znacząco wyswobodziła się z jego despotycznego uścisku i z ochoczą pomocą
chłopaków, wsiadła na przyczepę. H nic nie powiedział na ten temat, po prostu wrzucił
ich bagaż do środka jakby nic nie ważył, po czym zgrabnie wskoczył na przyczepę, imponując
tym nastolatkom. Szpaner.
- Usiądź tutaj – zachęcił ją jej młody adorator, przygotowując jej siedzisko na
ławeczce, po tym jak bezceremonialnie wytarł je swoim tyłkiem.
- Dzięki – mruknęła i skorzystała z jego zaproszenia. Chłopiec chciał osiąść obok niej,
ale Harper skinieniem odprawił go na drugą stronę przyczepy, do brata. Niewiarygodne, ale
młody posłuchał bez najmniejszego szemrania i sprzeciwu. Nawet na niego musiała działać
dominacja tego dupka!
K warknęła na Harpera, gdy ten usiadł obok niej i rozciągnął ramię za jej plecami,
opierając je o rafę przyczepy. Chłopcy patrzyli na niech niemal z fascynacją.
- Pokłóciliście się, czy coś? – zapytał ten wygadany piegus.
Kailee odwróciła spojrzenie od Harpera i nastolatków. Ani myślała cokolwiek
tłumaczyd.
- Tak jakby – powiedział Harper bez zbytniego dramatyzmu. – Jest w pobliżu inny
mechanik? Całodobowy?
Nastolatek pokręcił głową, nie odrywając od nich zafascynowanego spojrzenia.
- Nie ma. To pustkowie. Nie opłacałoby się coś takiego. Jesteście parą?
Błyskawiczne zmiany tematu najwyraźniej były u dzieciaka całkowicie naturalne. Tak
jak jego wścibskość.
K parsknęła.
- Nie.
- Super! – ucieszył się chłopak, ale speszył się pod twardym spojrzeniem H.
- Nie super. Pani jest poza zasięgiem.
- Czy możesz przestad? – warknęła do niego tak cicho, jak się dało w huku, jaki robił
gaźnik samochodu. – To tylko dzieciak.
Harper nie pofatygował się z odpowiedzią. Naprawdę był takim dupkiem!
- Aha – powiedział chłopak, instynktownie akceptując silniejszego rywala i oddając
mu zwycięstwo. Gdyby K mogła, to uderzyłaby teraz czołem o jakąś ścianę. – Ale on pani
nie porwał, ani nic takiego, nie?
Właściwie, to rzeczywiście ją porwał. I wiózł w bagażniku jak śmierdzący dywan. Tylko
raczej nie powinna im tego powiedzied, bo ich ojciec na pewno miał pod ręką dubeltówkę.
Zwykła kula pewnie by Harpera nie zabiła, ale jak miałaby wytłumaczyd Alfie, czemu jego syn
został postrzelony, ku jej uciesze?
- Nie – odparła. – On eskortuje mnie do domu.
- Jak ochroniarz?
- Coś w tym stylu.
- Super! Też chciałbym byd ochroniarzem. Albo marines. A ty jesteś sławna, czy coś?
Wyglądasz jak modelka.
- Dziękuję – uśmiechnęła się na ten miły komplement.
- Tylko biust masz większy – kontynuował chłopak po krytycznych oględzinach. – One
to raczej są płaskie jak deski.

_________________
Wesołych Świat życzą chłopaki na dzielni.

Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki


Zobacz profil WWW
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35837
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
18 lutego 2019, o 08:27
Podpowiedz 1
- Świetnie, znalazłeś mnie. Brawo za sprytną dedukcję. Niech zgadnę, śledzisz GPS w
moim telefonie, mam rację?
Andrew zacisnął zęby, ale nie zaprzeczył. Zresztą, od dawna podejrzewała, że w jakiś
sposób ją kontroluje i sprawdza jej GPS. Nawet nie była za bardzo zaskoczona.
Rusty zmarszczył czoło, patrząc na Andrew, a Troy przesunął spojrzenie na Kailee.
- Mówisz poważnie? - spytał ją z niedowierzaniem. - Daj mi swój telefon.
Kailee bez słowa wyciągnęła komórkę i mu podała, a Rusty przechylił lekko głowę,
taksując Andrew.
- Kto to jest? - zapytał.
Kailee wolno wstała, bo i tak zapewne nie uniknie konfrontacji z Andrew, ale nie
chciała, żeby wszyscy w niej uczestniczyli.
- To jest Andrew - powiedziała i pogłaskała Rusty'ego, żeby jej zrobił przejście, ale nie
poruszył się i nadal w wilczy sposób obserwował jej byłego narzeczonego.
- Jaki Andrew? - zapytał, dając mu do zrozumienia jak mało znaczy.
- Chyba ten, któremu wsadziła do gardła pierścionek zaręczynowy - powiedziała Izzy i
strzeliła palcami. Nic widocznego się nie stało, ale wszyscy mogli poczud, że zadziałała jakąś
magią.
- I którego wypuściła na golasa na ulicę - dodał Troy, sprawnie robiąc coś na jej
telefonie.
- Ach tak - rzucił Rusty złośliwym tonem. - Ten Andrew.
Kailee ukryła uśmiech. Od początku się musiał domyślad, kto to jest, ale był po prostu
zbyt złośliwy, żeby darowad sobie komentarze. Teraz wreszcie udało jej się przecisnąd obok
niego, a gdy Sonia znowu zawarczała jak wściekły pies, Kailee poklepała ją po głowie.
- Bądź miła. Zaraz wracam.
Sonia sapnęła z niezadowoleniem, ale została na miejscu, podczas gdy Kailee odeszła
kawałek dalej, z Andrew za plecami. Czuła jak ją nieprzychylnie taksował, najwyraźniej
zniesmaczony jej wyglądem.
Natomiast przy stoliku rozległ się głos Rusty'ego:
- Miałaś rację, Lilijko, dwie minuty go znam i już go nie lubię.
- Przysięgam, niektórzy ludzie są jak sprężynki-zabawki - warknęła Sonia ponurym
tonem. - Niby nic, a zepchnąłbyś takiego ze schodów i uśmiech sam pojawiłby się na twarzy.
Rusty się zaśmiał, a Izzy chyba pokręciła głową.
- Kailee prosiła, żebyś była miła. To była twoja "miła" wersja?
A nie było widad? Zawsze, kiedy chcę byd miła, to się po prostu zwyczajnie nie
odzywam. I przecież się nie odezwałam, prawda? Ale nie cierpię byd miła dla kogoś, komu
tak naprawdę mam ochotę dad w pysk!
- Co mu zrobiłaś? - spytał domyślnie Rusty, najwyraźniej zwracając się do Izzy. -
Czułem, że coś zrobiłaś.
- Nic.
- Zrobiłaś coś.
- Och, to tylko taki mały urok, którego nie miałam na kim przedwiczyd. Na dłuższą
metę nic mu nie będzie.
- Załatwiłaś mu sraczkę, prawda? - spytała Sonia domyślnie, ale Kailee już nie
usłyszała odpowiedzi, bo zagłuszył ją głośny rechot Rusty'ego i Troy'a.
- Znacie go? - rozległ się głos Rydera przy stoliku, więc zaciekawiona Kailee zerknęła
przez ramię. Był nie w pełni ubrany, co znaczyło, że niedawno się przemienił

_________________
Wesołych Świat życzą chłopaki na dzielni.

Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki


Zobacz profil WWW
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 10:41
Posty: 2795
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 60
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
18 lutego 2019, o 08:43
"Strażnik" Karolina Kaim :mrgreen:

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35837
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
18 lutego 2019, o 08:46
Brawo w twoje łapki

_________________
Wesołych Świat życzą chłopaki na dzielni.

Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki


Zobacz profil WWW
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 10:41
Posty: 2795
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 60
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
18 lutego 2019, o 12:10
Dziękuję Aniołku.
Zagadka:
Cytuj:
Następna runda była jeszcze bardziej rozczarowująca. Tylko jeden zawodnik strącił wszystkie butelki. Gdy przegrani wycofywali się, przyjrzałam się lepiej twarzy zwycięzcy. Ten chłopak zupełnie nie wyglądał tak, jak się spodziewałam. Nie był stąd, nie miałam żadnych wątpliwości co do tego – to pierwsze, co zauważyłam. Każdy z tutaj obecnych pochodził z okolicy. Nikt o zdrowych zmysłach nie wybrałby Ostatniego Okręgu na swoje miejsce zamieszkania.
Był młody, może kilka lat starszy ode mnie, ubrany jak jeden z nas. Miał na sobie niedbale zarzuconą wokół szyi zieloną szimę oraz ubranie noszone na pustyni, wystarczająco luźne, by nie można było stwierdzić, czy był aż tak rozrośnięty, na jakiego wyglądał. Miał czarne włosy, jak każdy chłopak z Miraji; nawet jego skóra była tak ciemna, że mógłby uchodzić za jednego z nas. Ale nim nie był. Miał dziwne, ostre rysy, jakich nigdy dotąd nie widziałam, wysokie kości policzkowe, prostą, kwadratową szczękę i brwi, wyglądające jak ciemne ukośniki nad najbardziej niesamowitymi oczami, jakie kiedykolwiek przyszło mi oglądać. Nie mogę powiedzieć, że nie był przystojny. Kilku mężczyzn, których pokonał, splunęło mu pod nogi. Kącik ust młodego obcokrajowca uniósł się do góry, jakby próbował powstrzymać się od śmiechu. A potem chyba wyczuł, że mu się przyglądam, bo zerknął w moją stronę. Szybko spojrzałam gdzieś w bok.
Zostało jedenastu strzelców i rozpychaliśmy się na stanowiskach, walcząc o miejsce, z racji tego, że był jeden dodatkowy zawodnik. Było ciasno, chociaż zajmowałam tylko połowę miejsca, co każdy mężczyzna.
– Przesuń się, dwudziestko siódemko! – Czyjś łokieć wbił mi się w bok. Na końcu języka miałam już złośliwy komentarz. Został tam, bo w osobie rozpychającej się obok mnie rozpoznałam Fazima Al’Motema.
Zwalczyłam w sobie chęć przeklinania. Fazim nauczył mnie każdego przekleństwa, jakie znałam, kiedy miał osiem, a ja sześć lat. Kiedy przyłapano nas na przeklinaniu, natarto moje usta piaskiem, a on zrzucił całą winę na mnie. Dustwalk był małym miastem. Znałam Fazima od urodzenia, nienawidziłam, odkąd zaczęłam sensownie myśleć. Obecnie większość czasu spędzał w domu mojego wuja, gdzie i ja musiałam mieszkać, i próbował wsadzić łapy pod ubranie mojej kuzynki, Shiry. Od czasu do czasu, gdy Shira nie widziała, mnie też obmacywał.
Co tu robił, do licha? Właściwie mogłam się domyślić, skoro trzymał broń w ręce.
Cholera.
Jedną rzeczą jest to, że zostanę rozpoznana jako dziewczyna. Zupełnie inną, jeśli rozpozna mnie Fazim. Od czasu, gdy przyłapali mnie na przeklinaniu, często miewałam kłopoty, ale tylko raz w życiu dostałam takie lanie, którego nigdy nie zapomnę. Stało się to niedługo po śmierci mamy, kiedy próbowałam pożyczyć jednego z koni wuja i wydostać się z Dustwalk. Ujechałam zaledwie pół drogi do Juniper City, nim mnie złapali. Przez miesiąc nie mogłam usiąść po tym, jak ciotka Farrah i jej rózga rozprawiły się ze mną. Gdyby ciotka dowiedziała się, że byłam w Deadshot i oddawałam się hazardowi za skradzione pieniądze, zlałaby mnie jak jeszcze nigdy dotąd.
Najsensowniej byłoby odwrócić się na pięcie i wyjść. Ale to oznaczałoby stratę pięćdziesięciu fouza. A pieniędzy miałam mniej niż rozumu.
Uświadomiłam sobie, że stoję jak dziewczyna i wyprostowałam się, zanim jeszcze zajęłam pozycję do strzału. Dzieciaki wciąż się uwijały, ustawiając butelki. Fazim trzymał sieroty na muszce, krzyczał: „Bum, bum, bum!” i śmiał się, gdy się wzdrygały. Życzyłam mu, żeby kula z jego broni zrykoszetowała i odstrzeliła mu uśmiech.
Dzieci szybko się uwinęły i zostaliśmy tylko my: zawodnicy i nasze butelki. Byliśmy ostatnią grupą w pierwszej rundzie. Z obu stron słyszałam już strzały. Skupiłam się na swoich sześciu butelkach. Mogłabym je zestrzelić z zamkniętymi oczami. Ale byłam ostrożna. Sprawdziłam odległość, wycelowałam, jeszcze raz się upewniłam. Kiedy byłam pewna, pociągnęłam za spust. Butelka stojąca najdalej na prawo eksplodowała, a napięcie w moich ramionach nieco zelżało. Kolejne trzy butelki rozpadły się jedna za drugą.
Po raz piąty położyłam palec na spuście. Czyjś krzyk mnie rozproszył. To było jedyne ostrzeżenie, a zaraz potem ktoś na mnie wpadł.
Kula nie trafiła do celu.
Inny strzelec odepchnął Fazima, który potrącił mnie, zanim upadł na podłogę, pociągając za sobą jeszcze jednego mężczyznę. Tłum gwizdał, gdy Fazim walczył z nim w piasku na podłodze. Pojawił się wielkolud spod drzwi, żeby przerwać bójkę. Zarzucił ramię na szyję Fazima i odciągnął go na bok. Hasan przyglądał się ze znudzoną miną, po czym zwrócił się do tłumu:
– Zwycięzcy tej rundy…
– Hej! – krzyknęłam bez zastanowienia. – Chcę jeszcze jedną kulę!
Zgromadzeni wybuchnęli śmiechem. I to by było na tyle, jeśli chodzi o niezwracanie na siebie uwagi. To jednak było zbyt ważne. Zbyt ważne, by milczeć. Na twarzy Hasana dostrzegłam pogardę, poczułam się poniżona, a jednocześnie gardło zacisnęło mi się ze złości.
– Tak to nie działa, dwudziestko siódemko. Sześć kul, sześć butelek. Nie ma drugiej szansy.
– Ale to niesprawiedliwe! On mnie popchnął. – Wskazałam Fazima, który obmacywał swoją szczękę pod ścianą.
– A to nie jest boisko szkolne, chłopcze. Nie musimy dociekać, co jest sprawiedliwe. Możesz wykorzystać ostatnią kulę i przegrać albo zejść ze strzelnicy i się poddać.
Tylko ja miałam jeszcze kulę. Tłum zaczął ze mnie szydzić i podjudzać do zejścia z linii, pod przykryciem na twarzy wykwitł mi gniewny rumieniec.
Zostałam sama na linii i podniosłam rewolwer. Czułam ciężar tej ostatniej kuli w bębenku. Głęboko odetchnęłam, aż uniosła się szima przylegająca do moich ust.
Jedna kula. Dwie butelki.
Zrobiłam dwa kroki w prawo, potem pół kroku do tyłu. Przekręciłam ciało i spróbowałam to sobie wyobrazić. Martwy punkt i nie trafię w tę drugą. Kula przejdzie zbyt daleko i nie rozbiję żadnej z nich.

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35837
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
21 lutego 2019, o 08:27
Rozważam zawieszenie zabawy, co sądzicie?.

_________________
Wesołych Świat życzą chłopaki na dzielni.

Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki


Zobacz profil WWW
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 10:41
Posty: 2795
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 60
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
21 lutego 2019, o 09:01
Ostatnio coraz mniejsze zainteresowanie. Chociaż ja ciągle jeśli tylko wiem to zgaduję.
Zapotniałam teraz o podpowiedzi :facepalm:

Cytuj:
Zrobiłam krok w tył, głową i wskazałam przestrzeń pod ladą. Żołnierz już zsiadał z konia. W chwili, gdy był odwrócony plecami do wejścia, obcy przebył niewielką odległość pomiędzy drzwiami a ladą.
Przeskoczył przez nią i znalazł się tak blisko mnie, że czułam, jak ociera się ramieniem o moje ramię, zanim zniknął pod ladą. Szybko ustawiłam się tak, żeby stać naprzeciw wchodzącego żołnierza. Pierwszy stał w wejściu przez dłuższą chwilę i rozglądał się po wszystkich kątach, pozostali stanęli obok. Wreszcie jego wzrok padł na mnie.
Był młody. Włosy miał zaczesane do tyłu porządniej niż większość żołnierzy, a okrągła twarz sprawiała, że wyglądał niegroźnie. Ale złota szarfa na mundurze mówiła mi, że to on jest dowódcą.
– Dzień dobry panu – powiedziałam najuprzejmiej jak umiałam. Wciąż miałam świadomość, że ukrywam obcego pod ladą i próbowałam zamaskować jego oddech.
– Dowódco, jak dla ciebie. – Drgnęła mu dłoń; żeby to zamaskować, zaczął poprawiać mankiety.
– W czym mogę pomóc, dowódco? – Już dawno nauczyłam się, jak oddawać wojsku fałszywy szacunek.
Dwaj żołnierze, którzy weszli za swoim dowódcą, stanęli przy drzwiach. Jakbym chciała przez nie uciec. Jeden z nich był starszy i w każdym calu wyglądał jak zawodowy żołnierz: wyprostowane plecy, wzrok skierowany przed siebie. Drugi był młodszy niż dowódca, może nawet młodszy ode mnie. Nosił niedopasowany mundur, spoglądał szklistym wzrokiem. Mogłam się założyć, że nie pożyje na tyle długo, żeby wyglądać jak żołnierz.
– Szukam pewnego mężczyzny. – Dowódca mówił z silnym akcentem z północy. Poczułam, że obcokrajowiec musnął moją nogę, gdy spiął mięśnie. Nie wiedziałam, czy to na dźwięk głosu żołnierza, czy dlatego, że myślał, że go wydam.
Obdarzyłam dowódcę szczerym spojrzeniem.
– Zabawne, większość mężczyzn przychodzi tu w poszukiwaniu kobiety. – Słowa wypłynęły z moich ust zanim przypomniałam sobie, że może strzelić mi w głowę i nazwać to sprawiedliwością. Starszy z dwóch żołnierzy zakaszlał, maskując śmiech.
Dowódca zmarszczył brwi, jakby sądził, że go nie zrozumiałam.
– Przestępcy. Widziałaś go?
Wzruszyłam ramionami.
– Widziałam dziś jakichś ludzi. Kilka godzin temu przyszła gruba Pama z synami, a potem Święty Ojciec.
– Nie jest człowiekiem stąd. – Jego głowa obracała się w tę i we w tę, gdy rozglądał się po sklepiku. Ruszył przed siebie. Jego ciężkie kroki sprawiły, że stojące za mną butelki z alkoholem zaczęły stukać o siebie.
– W porządku? – Śledziłam go wzrokiem, gdy przeszedł od drzwi do magazynu i spoglądał na puszkowane jedzenie. Nasze zapasy były nie dość duże, by móc kogoś za nimi ukryć.
Gdy dowódca odwrócił się w moją stronę, zauważyłam świeżą kropkę czerwieni na ladzie. Jakby krew. Położyłam dłoń na plamie najbardziej swobodnym ruchem, na jaki było mnie stać.
– Wiedziałabyś, gdybyś go zobaczyła.
Uśmiechnęłam się, chociaż serce o mało nie wyrwało mi się z piersi, każąc mi uciekać w góry.
– Tak jak mówiłam, nie ma tu zbyt wielu ludzi. Również obcokrajowców.
– Jesteś tego pewna?
– Cóż, spędziłam tu cały dzień. Było spokojnie ze względu na upał i całą resztę.
– Lepiej, żebyś nie kłamała, dziewczyno.
Ugryzłam się w język. Był ode mnie niewiele starszy. Miał osiemnaście lat. Może dziewiętnaście. Zapewne był w tym samym wieku co obcokrajowiec.
Założyłam rękę na rękę, uważając na plamę krwi, i pochyliłam się nad ladą z uśmiechem.
– Nie kłamię, dowódco. Przecież kłamstwo jest grzechem, prawda? – Gdzie był Tamid, kiedy mógł się ze mną pośmiać?
Ku mojemu zaskoczeniu odezwał się młodszy z żołnierzy:
– Ta pustynia jest pełna grzechu.
Dowódca spojrzał na podkomendnego w tym samym momencie, co ja. Spodziewałam się, że udzieli mu ostrej reprymendy za to, że odzywa się niepytany. Ale milczał. Nic dziwnego, że ten drugi żołnierz nie starał się ukryć śmiechu. Żaden szanujący się dowódca nie pozwoliłby żołnierzowi na takie odzywki.
Moje spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem młodszego z nich i od razu uświadomiłam sobie, że miał tak samo niebieskie oczy jak ja.
Nigdy nie widziałam Mirajińczyka z jasnymi oczami. Mieszkańcy pustyni mieli ciemne włosy, ciemną skórę i ciemne oczy. To był Gallan z jasną karnacją.
Ze względu na to, że mogli brać naszą broń, żołnierze armii Gallanów myśleli chyba, że mogą zabierać wszystko inne z pustyni. Kilka lat wcześniej mężczyźni z Dustwalk powiesili ładną dziewczynę, Dalalę Al’Yimin, po tym jak żołnierz Gallanów nieco za bardzo się do niej garnął. Wszystkie kobiety w mieście pocieszały matkę Dalali, mówiąc, że jest to najlepsze, co mogło się jej córce przydarzyć, biorąc pod uwagę to, że po zhańbieniu przez żołnierza nie była już wystarczająco dobra dla nikogo. Tej nocy myślałam o Gallanach z ich niebieskimi oczami i jasnymi włosami. Przez wiele lat nie rozumiałam, co ojciec miał na myśli, gdy po alkoholu wpadał w szał i nazywał mamę zagraniczną dziwką. Ale wtedy miałam już czternaście lat, wystarczająco dużo, żeby zrozumieć, że ludzie nie wierzyli, iż ciemnooki mężczyzna będący mężem mojej mamy naprawdę był moim ojcem. Wymyśliłam, że mama była mądrzejsza od Dalali. Na tyle szybko udało jej się poślubić Hiza, żeby udawać, że dziecko, które nosiła, było jego, a nie jakiegoś zagranicznego żołnierza, który dopadł ją, gdy była sama i wziął ją wbrew jej woli którejś pustynnej nocy. I zanim przyszłam na świat ze swoimi odmiennymi oczami, nie dało się stwierdzić, że nie byłam córką Hizy, na pewno nie w tym mieście.
Wyglądało na to, że cherlawy żołnierz miał równie sprytną mamę jak ja. Ale nie na tyle sprytną, żeby uchronić go od wojska. Ojczym zapewne chciał się go pozbyć – pomyślałam. Dlatego – mimo młodego wieku, niedożywienia i niewyparzonej gęby – był już w mundurze.
Jego niebieskie spojrzenie spotkało się z moim, pustynny żar nagle stał się nie do zniesienia. Sklep nas dusił, powietrze zrobiło się gęste od nerwowego napięcia. Kropla potu spłynęła mi po karku.
– Dokładnie tak, Noorsham. – Głos dowódcy sprawił, że przeniosłam moją uwagę na niego, a on ponownie nerwowo poprawił mankiety. Dał swoim żołnierzom jakiś znak. Starszy z nich pochylił się ku młodszemu i coś mu powiedział, po czym chwycił go za łokieć i wyprowadził na zewnątrz. Ten gest wydał mi się dziwny jak na żołnierzy.
Nie miałam czasu, żeby się nad tym zastanawiać. Ponieważ ni z tego, ni z owego znalazłam się sam na sam z dowódcą… orazobcokrajowcem, którego ukrywałam. Zaświtało mi w głowie, że może chciał się pozbyć każdego, kto mógł mu przeszkodzić. Dotknęłam ręką strzelby pod ladą.
Dowódca położył ręce po obu moich stronach i spojrzał mi prosto w oczy.
– Ten człowiek jest niebezpieczny. Jest najemnikiem, walczy dla tego, kto mu zapłaci, a teraz trwa wojna. – Jakby sądził, że przeżyłam szesnaście lat i nie zauważyłam żołnierzy Gallanu na pustyni. – Miraji ma więcej wrogów, niż jesteś w stanie to pojąć. A każdy z nich może być jego mocodawcą. Jeśli będzie trzeba, poderżnie gardło nawet kobiecie. Ale najpierw zrobi z nią inne rzeczy… Jeśli wiesz, co mam na myśli. – Myślami powędrowałam do ostatniej nocy, do obcego, który wystąpił przed szereg, żeby ocalić dziecko. – Jeśli go zobaczysz, lepiej powiedz o nim swojemu mężowi.
Zmarszczyłam brwi, udając konsternację.
– Nie mam męża.
– To powiedz ojcu. – Odsunął się ode mnie, ponownie poprawiając mankiety.
– Ojca też nie mam. – Nadal udawałam głupią. – Mogę powiedzieć wujowi, jeśli to się na coś zda.
Dowódca przytaknął. Wyglądał na zadowolonego z tego, że nie byłam kłamczuchą, tylko okazałam się durniejsza niż worek kamieni. Patrzyłam na niego, gdy szedł w stronę drzwi.
Nigdy nie byłam dobra w trzymaniu języka za zębami.
– Proszę pana… Dowódco! – krzyknęłam za nim, spuszczając wzrok jak dobra, grzeczna dziewczynka w obecności oficera. Pochylając głowę, patrzyłam prosto w oczy obcokrajowca. Zauważyłam grymas na jego twarzy, zastanawiałam się, czy mnie w końcu rozpoznał. – Ten najemnik. Dlaczego jest poszukiwany?
– Za zdradę. – Dowódca zatrzymał się na progu.
Uniosłam pytająco brew, patrząc na obcokrajowca. Puścił do mnie oko pod ladą, a ja nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu.
– Cóż, będę się za nim rozglądała, proszę pana.
Odczekałam, aż ucichł tętent kopyt konia dowódcy, po czym wyciągnęłam rękę i pomogłam obcokrajowcowi stanąć na nogi.
– Zdrada?
– Jesteś urodzoną kłamczuchą. – Wciąż nieznacznie się uśmiechał. – Jak na kogoś, kto nie kłamie.
– Dużo ćwiczyłam. – Cały czas trzymał moją dłoń. Opuściłam rękę i podniosłam wzrok. Wtedy dopiero zobaczyłam czerwoną plamę na jego białej koszuli i przypomniałam sobie krew na ladzie.
– Odwróć się. – Wciągnęłam powietrze przez zęby. Miał zakrwawione całe plecy. – Nie chciałabym cię martwić – powiedziałam, starając się nie okazywać niepokoju – ale nie wiem, czy zauważyłeś, że zostałeś postrzelony?
– Ach. – Przyjrzałam mu się dokładniej i zauważyłam, że ściska ladę, żeby utrzymać się w pionie. – Prawie o tym zapomniałem.

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Władczyni Klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 4384
Pochwały: 44
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
21 lutego 2019, o 13:09
Akurat ostatnie zagadki to nie moje "klimaty" więc się nie odzywam


Zobacz profil
Rozpisana cesarzowa
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:15
Posty: 29304
Lokalizacja: Kłyż
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Joanna Chmielewska/Ilona Andrews
Cytuj
Post 
23 lutego 2019, o 18:45
a ja bym to chętnie przeczytała,jak się dowiem co to takiego

_________________
________________***________________

Gotowałam się w środku i musiałam sięgnąć po wszystkie rezerwy opanowania,by utrzymać nerwy na wodzy.Uda mi się.Po prostu muszę być obojętna.Zen.Żadnego walenia po twarzy.Walenie po twarzy nie jest zen.


Zobacz profil
Łowczyni Sukcesów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:17
Posty: 28420
Lokalizacja: Pozostanę tam, gdzie jestem.
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Margit Sandemo
Cytuj
Post 
23 lutego 2019, o 20:04
Alwyn Hamilton Buntowniczka z pustyni. ;)

_________________
Gdzieś po­między na­mi
zos­tało ser­ce
wzgar­dzo­ne łzami
skrap­la się.


Kocham cię, Kate Brightor. Zawsze cię kochałem. Jest twój taki, taki, jakim mnie zechcesz. Książę czy żebrak, mąż czy kochanek. Wybór należy do ciebie i tylko do ciebie.
Mindee Arnett Onyx & Ivory


Zobacz profil
Rozpisana cesarzowa
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:15
Posty: 29304
Lokalizacja: Kłyż
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Joanna Chmielewska/Ilona Andrews
Cytuj
Post 
24 lutego 2019, o 00:12
o,nie znałam tego,ale sobie zapiszę do przeczytania

_________________
________________***________________

Gotowałam się w środku i musiałam sięgnąć po wszystkie rezerwy opanowania,by utrzymać nerwy na wodzy.Uda mi się.Po prostu muszę być obojętna.Zen.Żadnego walenia po twarzy.Walenie po twarzy nie jest zen.


Zobacz profil
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 10:41
Posty: 2795
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 60
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
24 lutego 2019, o 10:13
Zgadza się Lia.
Pierwszy tom serii. Ja będę czytać dalej bo mnie zaciekawiło.

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Łowczyni Sukcesów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:17
Posty: 28420
Lokalizacja: Pozostanę tam, gdzie jestem.
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Margit Sandemo
Cytuj
Post 
24 lutego 2019, o 19:20
ZAGADKA:
Cytuj:
- Aha, towarzystwo jest do bani?
Spojrzała na niego i pokręciła głową.
- Wcale nie. Jesteś moim najlepszym przyjacielem i dobrze o tym wiesz.
- Jasne. Ale ani się umywam do twojego mokrego snu – powiedział z uśmiechem.
X. zarumieniła się kiedy klient przy sąsiednim stoliku obejrzał się ciekawie w
ich stronę.
- Czasami jesteś okropny, wiesz? – szepnęła. – Nie powinnam była nic ci mówić.
- Och, kotku, nie wstydź się. Gdyby mi ktoś płacił centa za każdym razem, kiedy
budzę się rozpalony, wykrzykując imię jakiegoś gorącego faceta…
- Nie wykrzykiwałam jego imienia! – Nie, tylko jęczała, najpierw w łóżku, a potem
pod prysznicem, i ciągle nie mogła pozbyć się obrazu Z. – To było takie
realne, jakby naprawdę tam był. W moim łóżku, fizycznie, tak rzeczywisty, że mogłabym go
dotknąć.
Jamie westchnął.
- Niektóre dziewczyny mają szczęście. Jak następnym razem zobaczysz tego swojego
wyśnionego kochanka, bądź tak dobra i przyślij go do mnie, jak już z nim skończysz.
X. uśmiechnęła się, wiedząc, że potrzeby jej przyjaciela są całkowicie
zaspokojone. Od czterech lat żył w szczęśliwym i monogamicznym związku z Davidem,
handlarzem dziełami sztuki, który wyjechał właśnie z miasta w interesach.
- A wiesz, co jest w tym wszystkim najdziwniejsze – spytała. – Kiedy się obudziłam
dziś rano, okazało się, że nie zamknęłam drzwi na zamek.
- I?
- No przecież mnie znasz. Nigdy nie zapominam zamknąć drzwi.
Ciemne wyskubane brwi Jamiego spotkały się nad nosem.
- Chcesz powiedzieć, że ten facet włamał się do ciebie, jak spałaś?
- Oj wiem jak to brzmi, policjant wdzierający się w środku nocy do mojego domy,
żeby mnie uwieść. Chyba tracę rozum.

_________________
Gdzieś po­między na­mi
zos­tało ser­ce
wzgar­dzo­ne łzami
skrap­la się.


Kocham cię, Kate Brightor. Zawsze cię kochałem. Jest twój taki, taki, jakim mnie zechcesz. Książę czy żebrak, mąż czy kochanek. Wybór należy do ciebie i tylko do ciebie.
Mindee Arnett Onyx & Ivory


Zobacz profil
Miss gaduł
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 sierpnia 2017, o 08:25
Posty: 2534
Lokalizacja: Kraków
Pochwały: 81
Ulubiona autorka/autor: Anne Golon, Sylvain Reynard
Cytuj
Post 
24 lutego 2019, o 20:24
Mam wrażenie, że to znam, ale nie jestem pewna hmmm

_________________
"Każda książka pozwala nam na nowe marzenia." - Emma Chase


Zobacz profil
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 10:41
Posty: 2795
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 60
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
25 lutego 2019, o 07:56
Ja też mam takie wrażenie, ale jednocześnie wydaje mi się że to pierwszy raz czytam :P

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35837
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
25 lutego 2019, o 08:21
kurcze :mysli: :mysli: majaki mam

_________________
Wesołych Świat życzą chłopaki na dzielni.

Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki


Zobacz profil WWW
Łowczyni Sukcesów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:17
Posty: 28420
Lokalizacja: Pozostanę tam, gdzie jestem.
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Margit Sandemo
Cytuj
Post 
25 lutego 2019, o 10:39
nie wiem co do Szczypty i Kariny ale ty Aniołku powinnaś wiedzieć..xD :P
PODPOWIEDŹ 1.:
Cytuj:
Aż się skulił, gdy głowa eksplodowała mu nagłym bólem. Zaczął szybko mrugać,
żeby przyzwyczaić wzrok do światła. Zmrużył oczy przed blaskiem odbijającym się w
lustrach zawieszonych na ścianach Sali treningowej. Zobaczył w nich wielką sylwetkę
wampira, który opierał się ramieniem o ścianę.
Z cienia obserwował go jeden z wojowników.
A.
Jezu. Jak długo tu stał?
- Musisz być naprawdę w fatalnym stanie, skoro nie możesz znieść światła –
stwierdził A. Jak zwykle zachowywał się apatycznie. Miał na sobie ciemną koszulkę i
luźne dżinsy.
- Przeżyję – warknął Z. Nadal nic nie widział, ale uniósł głowę i zmusił się do
spojrzenia A w oczy. – I tak miałem już wychodzić.
Wojownik nie odrywał od niego wszystkowiedzącego spojrzenia. Jego nozdrza
zadrgały lekko, a nieznaczne wygięcie ust wskazywało na zaskoczenie.
- Polowałeś dzisiaj. I krwawisz.
- I co z tego?
- Zwykle jesteś zbyt szybki, żeby dostać kulkę.
Z zaklął cicho.
- Zejdź ze mnie! Nie mam nastroju na towarzystwo.
- Co ty nie powiesz. Trochę jesteśmy spięci, no nie? – A postąpił kilka kroków,
żeby przyjrzeć się broni leżącej na stole. Nie patrzył teraz na Z, choć widział jego
cierpienie. – Spuściłeś trochę pary? Mogę się założyć, że trudno ci się skoncentrować, kiedy
w uszach szumi krew. Płynie w żyłach tak szybko, że ją słyszysz. Można myśleć tylko o
głodzie. I nim się obejrzysz, wpadasz w nałóg.
Z zważył nóż w dłoni. Nie był w stanie skupić wzroku. Świerzbiły go palce, żeby
cisnąć nim w coś innego. Z cichym pomrukiem odwrócił się i posłał nóż prosto w cel na
drugim końcu toru. Ostrze wbiło się głęboko, dokładnie w pierś, a raczej w serce.
- Spadaj stąd. Nie potrzebuję twoich komentarzy. Zaczynam rozumieć dlaczego.
- Gówno wiesz!
- Czyżby? – A patrzył na niego, a potem powoli pokręcił głową i zaklął cicho. –
uważaj na siebie – powiedział wreszcie.
- Jezu Chryste. – Z zwrócił się do niego gwałtownie, ledwie panując nad
wściekłością. – Chcesz mi dawać rady?
- Myśl sobie, co chcesz. – A arogancko wzruszył ramionami. – Może to
ostrzeżenie, nie rada.
- Ostrzeżenie? – Ochrypły śmiech Z odbił się echem w wielkiej Sali. – Z twoich
ust? Ależ mnie trafił zaszczyt!
- Wiesz, że balansujesz na krawędzi. Widzę to w twoich oczach. – A pokręcił
głową, złociste włosy zatańczyły mu wokół twarzy. – Przepaść jest głęboka, pamiętaj. Nie
chciałbym, żebyś spadł.
- Daruj sobie tę troskę. Akurat na twojej mi nie zależy.
- Czyli masz to wszystko pod kontrolą, tak?
- Tak.
- Powtarzaj to sobie często, to może w to uwierzysz. Ale nie wyglądasz mi na gościa,
który kontroluje cokolwiek.

_________________
Gdzieś po­między na­mi
zos­tało ser­ce
wzgar­dzo­ne łzami
skrap­la się.


Kocham cię, Kate Brightor. Zawsze cię kochałem. Jest twój taki, taki, jakim mnie zechcesz. Książę czy żebrak, mąż czy kochanek. Wybór należy do ciebie i tylko do ciebie.
Mindee Arnett Onyx & Ivory


Zobacz profil
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 10:41
Posty: 2795
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 60
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
25 lutego 2019, o 11:02
Czyżby Ward? Jeśli tak to czytałam tak dawno że mam prawo nie pamiętać.

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Łowczyni Sukcesów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:17
Posty: 28420
Lokalizacja: Pozostanę tam, gdzie jestem.
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Margit Sandemo
Cytuj
Post 
25 lutego 2019, o 11:03
Nie Ward. ;)

_________________
Gdzieś po­między na­mi
zos­tało ser­ce
wzgar­dzo­ne łzami
skrap­la się.


Kocham cię, Kate Brightor. Zawsze cię kochałem. Jest twój taki, taki, jakim mnie zechcesz. Książę czy żebrak, mąż czy kochanek. Wybór należy do ciebie i tylko do ciebie.
Mindee Arnett Onyx & Ivory


Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 132 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL