Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest 25 kwietnia 2018, o 16:33




Odpowiedz w wątku  [ Posty: 257 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona
 2018: KSIĄŻKOTEST 
Autor Wiadomość
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 kwietnia 2013, o 00:11
Posty: 2359
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
5 kwietnia 2018, o 22:11
Tak, Gio, w Twoje rączki :)


Zobacz profil
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 3427
Pochwały: 29
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
6 kwietnia 2018, o 10:57
Zagadka



... - Nie! - krzyknęła J. Nie mogła znieść myśli, że siostra stanie się przedmiotem drwin. - Nie! - powtórzyła już ciszej. Nie pozwoli, by R. cierpiała z powodu jej głupoty. - Wcale nie jestem panną E! - wyznała.
Spojrzała na lorda Q, chcąc dostrzec jego reakcję. Jeszcze nigdy nie widziała kogoś równie zaszokowanego.
- Nie jesteś... panną E? - powtórzył zdławionym głosem.
Potrząsnęła głową.
Po jego twarzy przemknęła burza uczuć: niedowierzanie, przerażenie, wreszcie zimna, nieubłagana wściekłość.
- Wobec tego kim jesteś? - warknął, odrzucając pończochę. Gdy nie odpowiedziała od razu, podbiegł do niej i zdarł jej maskę z twarzy. Wraz z nią sfrunął gwiezdny stroik Uranii i długie włosy J. opadły jej na ramiona.
Cztery ciekawskie szkiełka skierowały się na jej twarz.
Po chwili W. potrząsnął głową i mruknął do P:
- Co to za jedna, u diabła?! - P. obejrzał się na A. Ten wzruszył ramionami.
- Wielkie nieba! To ta przyrodnia siostra! Panna... panna.. - O. pstryknął bezradnie palcami, nie mogąc sobie przypomnieć jej nazwiska.
- ...W. - Q. wypluł z siebie to słowo. Spojrzał na J. tak, jakby ją chciał udusić, i odrzucił jej maskę. Oczy mu się zwęziły, wyszczerzył zęby i warknął: - Żądam wyjaśnienia! I radzę ci, mów prawdę!
Rwącym się, niepewnym głosem J. przyznała się do podstępu i wyjaśniła, co ją do tego skłoniło. Zakończyła szeptem:
- Proszę mi wierzyć, milordzie: zrobiłam to tylko po to, by zwrócić pańską uwagę.
- No i zwróciłaś, moje złotko, zwróciłaś! Tylko nie w taki sposób, jak ci się roiło! - zachichotał A. i aż zatarł ręce z radości. - To wprost cudowne! Nie mogę się doczekać chwili, kiedy wszystkim opowiem tę historyjkę!
- Odwołuję się do twego honoru, A - mruknął gniewnie Q, podchodząc do szczerzącego zęby wesołka. - Zachowaj to przy sobie! Nie ma sensu kompromitować dziewczyny z powodu głupiego nieporozumienia.
A. potrząsnął głową.
- Wybacz, S, ale to zbyt smakowity kąsek. Największy skandal w tym sezonie. Dostarczanie bliźnim godziwej rozrywki to mój obowiązek.
- Nawet ty, S, musisz przyznać, że to zabawne! - zawtórował mu P. - Tak zabawne, że kto wie, czy nie trafi na łamy Tatlera!
Wylde skinął potakująco głową.
- Tak, a najbardziej interesujące będzie zakończenie tej komedii pomyłek. - Znów zwrócił swe szkiełko na J. - Powiedz no, moja panno: nie masz przypadkiem brata, który wyzwałby S. na pojedynek?
J. potrząsnęła tylko głową. Miała zbyt ściśnięte gardło, by odpowiedzieć. Gdyby P. musiał kogoś zabić, to przede wszystkim ją! Nie tylko okryła się hańbą, ale przyniosła wstyd całej rodzinie. Zdławiła wzbierający w jej piersi płacz, postanawiając zachować choć resztkę godności. Może zabić się samej i oszczędzić P. fatygi?
- Szkoda! Nic tak nie dodaje blasku skandalowi jak wymiana strzałów o świcie. No, cóż... - Wylde odjął szkiełko od oka i westchnął. - Chyba musimy się zadowolić zabawą w zgadywankę, czym się skończy ta katastrofa. Gotów się jestem założyć (i każę to wpisać do księgi zakładów u White’a!), że nim upłynie miesiąc, S. ożeni się z tą dzierlatką.
- Czyżby? - zgrzytnął zębami Q. W. przytaknął z bardzo zadowoloną miną.
- Może jeszcze nie słyszałeś, że twój ojciec dwa dni temu przybył do Londynu? Wszyscy wiedzą, że ma fioła na punkcie honoru rodziny. Daję głowę, że jak się o wszystkim dowie, zmusi cię do ożenku!
Q. bez pośpiechu zmierzył J. zmrużonymi oczyma, w których płonął gniew. Potem prychnął pogardliwie i odwrócił się.
- Tym razem przegrasz zakład, W! ...


Zobacz profil
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 10:41
Posty: 2348
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 47
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
6 kwietnia 2018, o 14:32
Nie znam. Ale chyba chcę przeczytać.

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 3427
Pochwały: 29
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
6 kwietnia 2018, o 20:04
Troszkę musiałam pousuwać imion, ale następny fragment znajdę z mniejszą ilością imion ,nazwisk i tytułów :hihi:


Zobacz profil
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 3427
Pochwały: 29
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
7 kwietnia 2018, o 12:16
Podpowiedź pierwsza



...- Czemu, u diabła, robisz z siebie przedstawienie?!
- Ja?! - zdumiała się J. - To nie ja rąbnęłam na tyłek! Nie mnie trzeba było bronić przed kaczką!
- Ale to twoje prostackie nawyki spowodowały cale to zajście! - zgrzytnął zębami Q, uciskając znów pięścią bolący bok. Ależ się podle czuł! Chciał już tylko dotrzeć do Swanswick Abbey, pokrzepić się szklaneczką czegoś mocniejszego i obrugać żonę jak się patrzy. Zakończył więc spiesznie: - Dość o tym! Nie będziemy kłócić się przy ludziach. Porozmawiamy o twoim pożałowania godnym zachowaniu w cztery oczy. We dworze. Wsiadaj do powozu!
Ku jego oburzeniu J. skrzyżowała ramiona na piersi i z uporem potrząsnęła głową.
- Nie zamierzam z tobą o niczym dyskutować. Nie zrobiłam nic złego i nie pozwolę, żebyś wyładowywał na mnie swoje humory! - Zacisnęła buntowniczo usta i poprawiła falbaniasty czepek. - A teraz do widzenia... chyba że masz ochotę razem ze mną przydzielać nagrody! - Kiwnęła głową, wykręciła się na pięcie i zamierzała odejść.
Na widok takiej bezczelności w Q. coś pękło: schwycił żonę za ramiona, przyciągnął brutalnie i warknął:
- Niech cię wszyscy diabli, J! Jestem twoim mężem i masz mnie słuchać! To twój obowiązek!
Prychnęła pogardliwie i wyrwała mu się. Jej ciemne oczy pałały oburzeniem. Odparowała:
- Nie mam żadnego obowiązku odgrywać posłusznej żony, jeśli tobie nie chce się udawać męża!
Odpowiedział z równą pogardą:
- Owszem, masz obowiązek, bez względu na to, jaką rolę zechcę odegrać w tej małżeńskiej farsie! Nie zapominaj, że to ty zaciągnęłaś mnie podstępem do ołtarza, to ty z zapałem przysięgałaś mi wieczną miłość, szacunek i posłuszeństwo!
Przez chwilę zmagała się z gwałtownymi emocjami, wreszcie zawołała z oburzeniem:
- Doskonałe wiesz, że nie miałam wcale zamiaru zmuszać cię do małżeństwa! Chciałam tylko...
- Chciałaś się przekonać, jak całuję. - Parsknął niemiłym, gorzkim śmiechem. - Tak. To twoja wersja. No cóż... mam nadzieję, że nacieszyłaś się tymi pocałunkami, bo na więcej możesz nie liczyć. Mówiąc szczerze: z przyjemnością zwolnię cię z przysięgi wiecznej miłości. Ani jej nie pragnę, ani nie potrzebuję. Ale jeśli chodzi o resztę obowiązków, żądam, byś je wypełniała. Masz liczyć się z moim zdaniem i być posłuszna moim rozkazom. Jeśli nie zrobisz tego po dobrej woli, zmuszę cię zgodnie z przysługującym mi prawem!
Przez dłuższą chwilę J. wpatrywała się w niego bez słowa. Targała nią burza uczuć. Ból i niezaspokojona tęsknota za szczęściem, które mogło się ziścić; żal i wieczna żałoba za tym, co nigdy się nie stanie; wreszcie uczucie pustki i gorzka rezygnacja.
Poczuła nagle, że dłużej nie zniesie widoku Q. Załamie się i rozpłacze, albo trzaśnie go w twarz... a może jedno i drugie? Odwróciła wzrok i odparła cicho:
- Składałam tę przysięgę innemu mężczyźnie. Komuś, kogo kochałam i miałam nadzieję, że pewnego dnia mnie pokocha. Kiedy... jeśli... tamten człowiek, mój prawdziwy mąż, znów się pojawi, z radością będę go poważać i słuchać.
Q. wydał niecierpliwy pomruk.
- Jedyny mąż, na jakiego możesz liczyć, to ten, którego nazwisko nosisz! Nieszczęściem dla nas obojga, jest to moje nazwisko. Ponieważ nie ma żadnych nadziei na zmianę tej sytuacji, spróbuj się z nią pogodzić i wykorzystać ją jak najlepiej.
Całkiem jej się odechciało płakać. Ale nadal miała ochotę dać mu po pysku, i to porządnie! Z całej siły zacisnęła ręce na fałdach spódnicy, żeby nie ulec pokusie, i spytała cierpko:
- A jak sobie wyobrażasz, co robię od dwóch miesięcy? Staram się jak mogę, by z naszego małżeństwa wynikło coś dobrego!
Skrzywił się i pomasował biodro; pewnie się potłukł przy upadku.
- Nie muszę sobie wyobrażać, co robisz. Widzę to wyraźnie!
- Doprawdy? - Pomyślała, że pewnie go boli, i wcale jej to nie zmartwiło.
Skinął głową i odparł szorstko:
- Tak. Sądząc z dzisiejszego zachowania, szargasz w błocie moje nazwisko. Popisujesz się wulgarnością i bratasz z prostakami.
Znów ręka zaczęła ją świerzbić. Chwyciła jeszcze mocniej spódnicę.
- Owszem, milordzie, nazwisko Somerville’ów nie cieszy się tu dobrą sławą. Ale to pańska zasługa, nie moja!
- O?... Może raczy mi pani wyjaśnić, jak zdołałem tego dokonać? W ciągu siedmiu lat, odkąd odziedziczyłem ten majątek, spędziłem tu najwyżej tydzień!
Pogardliwe prychnięcie.
- Właśnie!
Q. westchnął i zmienił nieco pozycję. Znowu ucisnął lewy bok. Zgrzytnął zębami (widać miejsce było tak obolałe, jak tylko, mogła sobie tego życzyć!) i warknął:
- Jeśli masz coś do powiedzenia, to mów wyraźnie! Zmęczyło mnie już stanie na ulicy i wysłuchiwanie bezmyślnego paplania! - Spojrzał na nią z wyniosłą pogardą. - Mam nadzieję, że mimo tego bratania się z prostakami nie zapomniałaś jeszcze, jak porozumiewają się ze sobą ludzie cywilizowani?
- Jeśli mówiąc o języku ludzi cywilizowanych, masz na myśli pretensjonalne, zdawkowe frazesy wymieniane w wielkim świecie, to - niestety! - jeszcze o nich nie zapomniałam. - Palce J. zaciskały się tak kurczowo na fałdach spódnicy, że ją to bolało. - I pozwól, że ci wyjaśnię tę zagadkową uwagę. Zniesławiłeś nazwisko Somerville’ów swą obojętnością i niedbalstwem. Czy masz pojęcie, w jakim stanie była twoja posiadłość, kiedy się w niej zjawiłam? Wzruszył ramionami.
- Sądząc z ostatniego raportu rządcy, wszystko było pod kontrolą.
- A jakże, miał wszystko pod kontrolą! - odcięła się z gniewem. - I to tak dalece, że gdyby zabawił tu dłużej...
- Co to ma znaczyć „gdyby zabawił tu dłużej”? - przerwał jej Q. - Chcesz powiedzieć, że Benjamin Maxwell odszedł?!
- A jakże, Bogu dzięki! Wymknął się po nocy, jak przystało na złodzieja, kiedy zażądałam, ksiąg rachunkowych do wglądu!
- Złodzieja? - W oczach Q. pojawił się niebezpieczny błysk. - Chcesz powiedzieć, że mnie okradał?!
J. wydala niecierpliwy pomruk. I kto tu musiał słuchać bezmyślnego paplania? Odparła tonem, który był dokładnym odbiciem jej myśli:
- Tak, okradał ciebie i twoich ludzi. Jestem zdumiona, że sam tego nie odkryłeś. Czy nigdy nie sprawdzałeś ksiąg?
Zbył to pytanie lekceważącym gestem.
- Po cóż miałbym to robić? Maxwell miał znakomite rekomendacje!
- Ale... - J. potrząsnęła głową. Nie wierzyła własnym uszom! - Czy nigdy nie spojrzałeś na pola? Nie uderzył cię kontrast między bogatymi plonami a nędzą mieszkańców? Nie wydało ci się to podejrzane? A w dodatku dwór... Nigdy cię nie zdziwił jego opłakany wygląd?!
Znowu machnął ręką.
- To przecież stare domisko! A co do reszty, no cóż... - wzruszył lekko ramionami. - Nie wypada, żeby właściciel majątku uganiał się po polach i bratał z dzierżawcami!
- Mylisz się, milordzie! Nie wypada zaniedbywać swojej własności. Tylko tyle! Gdybyś porozmawiał z rolnikami i mieszkańcami Duckington, od razu byś się zorientował, co się święci! Oszczędziłbyś sobie kilku tysięcy zmarnowanych funtów, a im kilku lat niedoli!
- Niemożliwe! Takie pospolitowanie się jest sprzeczne z moją naturą. - Q. wzdrygnął się, jakby przeszył go nagły, ostry ból. - W odróżnieniu od ciebie, droga żono, wywodzę się z arystokracji, a to... - Zbladł, wciągnął gwałtownie powietrze i dokończył swą myśl: - Moje arystokratyczne pochodzenie uniemożliwia mi wszelkie kontakty z pospólstwem... które tobie przychodzą z taką łatwością.
Q. niewątpliwie cierpiał, toteż w J. odezwałoby się zapewne współczucie, gdyby nie jego wyniosły ton i pompatyczne słowa. Wywołały w niej takie oburzenie, że najeżyła się i odparowała:
- Wobec tego uważam swoje niskie pochodzenie za prawdziwe błogosławieństwo! Rolnicy i mieszkańcy miasteczka to dobrzy, mądrzy ludzie; jestem dumna i szczęśliwa, że mam w nich przyjaciół! Wyznam szczerze, milordzie, że czuję się znacznie lepiej razem z nimi niż w towarzystwie większości arystokratów!
- Doprawdy? - zaśmiał się sucho. - No cóż... Jak to mówią, „krew zawsze daje o sobie znać”.
- O, tak! A moja daje mi znać, że prości ludzie, którzy ciężko pracują i uczciwie żyją, są więcej warci od utytułowanych nicponiów, którzy na nich żerują! - Oburzona jego arogancją, spytała zapalczywie: - Proszę mi powiedzieć, milordzie: jak byście sobie dali radę bez rolników, rzemieślników, robotników? Bez tych, którzy was żywią, odziewają, budują dla was domy? Czy naprawdę sądzisz, że ty i reszta wielkich panów dalibyście sobie radę bez nich?
- Nic podobnego nam nie grozi, a wiesz, dlaczego? - odparował, spoglądając na nią z pogardliwym lekceważeniem.
Czemuż nie była wyższa, wytworniejsza? Mogłaby wtedy i ona patrzeć na niego z góry, przybierać wzgardliwe miny!
- Racz mnie oświecić, milordzie!
- ...Bo choć masz taką złą opinię o arystokratach, droga żono, górujemy ciałem i umysłem nad twymi ukochanymi prostakami. I to czyni z nas naturalnych przywódców. Dlatego właśnie my zawsze będziemy rozkazywać, a oni słuchać. Taki już ich los. I doskonale to rozumieją, nawet jeśli ty nie możesz tego zrozumieć.
- Sam sobie przeczysz, milordzie, przyznając, że nie rozumiem prostaków! - odcięła się, tłumiąc w sobie niechrześcijańską uciechę, gdy twarz mu się skurczyła z bólu...



Dodam jeszcze, że tytuł książki jest bardzo przewrotny wg mnie, nie pasuje do książki przynajmniej na początku :)


Zobacz profil
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 3427
Pochwały: 29
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
8 kwietnia 2018, o 10:44
Podpowiedź druga




...Obolała z gorzko-słodkiej tęsknoty J. wciąż nie mogła oderwać oczu od swojego bóstwa. Gdy Quentin dołączył do roju wielbicieli Clarissy, J. zdumiała się po raz nie wiedzieć który, jak w porównaniu z jego męską urodą bledli i nikli wszyscy inni panowie. O, tak: lord Q. S. był piękny. Bez wątpienia.
Podczas gdy Rissa olśniewała swych adoratorów dowcipem, z którego słynęła w towarzystwie, J. przesłoniła oczy rzęsami, by nie dostrzeżono jej zainteresowania, i nadal wpatrywała się z zachwytem w Q. Nie spoglądała nań po to, by utrwalić sobie w pamięci jego postać czy twarz, gdyż były już wyryte na zawsze w jej sercu. Patrzyła na Q. po prostu dlatego, że nie była w stanie odwrócić wzroku.
Spędzała więc czas tak samo jak zawsze, gdy składał im wizytę: najpierw przyglądała mu się uważnie, potem przypominała sobie, jak wyglądał w poprzednich sezonach, a wreszcie zdumiewała się, że z roku na rok stawał się coraz piękniejszy. W tym sezonie prezentował się szczególnie malowniczo (zdaniem J: niesłychanie romantycznie). Zwłaszcza te włosy!
Wśród złotej młodzieży ostatnim krzykiem mody było pisywanie wierszy i upodobnianie się wyglądem do poetów. Lord Q. pozwolił więc rosnąć swoim włosom: sięgały mu teraz do ramion. Jednak w odróżnieniu od innych dżentelmenów, którzy w podobnej fryzurze wyglądali po prostu niechlujnie, lord Q. dorobił się wspaniałej grzywy naturalnie wijących się włosów o barwie ciemnego mahoniu. Gęste, lśniące kędziory okalały przystojną twarz i opadając na czoło podkreślały jego ametystowe oczy. Efekt był piorunujący.
J. podziwiała właśnie ten efekt, gdy Q. roześmiał się z jakiegoś powiedzonka Rissy. Błysnęły mocne białe zęby, na policzkach ukazały się szelmowskie dołki. J. poczuła dobrze jej znane trzepotanie w głębi brzucha.
Zaniepokojona swoją reakcją oderwała oczy od Q. Przez sekundę szukała jakiegoś obiektu, na którym mogłaby się skoncentrować - z wyjątkiem pięknego lorda. Wreszcie wbiła wzrok we własne ręce. Niewiele brakowało, a jęknęłaby w głos.
Te okropne ręce! Zaciskały się nerwowo niczym u jakiejś uciśnionej heroiny z powieści pani Smith! Modląc się w duszy, by nikt nie zauważył tych zdradzieckich objawów, J. siłą rozwarła dłonie i zmusiła je do bezruchu. Ledwie jako tako uporała się z rękoma, usłyszała własne imię. Siostra o coś ją pytała.
J. ogarniał lęk, gdy zmuszano ją do udziału w ogólnej konwersacji. Była pewna, że nie zdoła wykrztusić ani słowa albo - co gorsza - wyrwie się z jakąś głupią uwagą. Bardzo niechętnie podniosła wzrok.
- Lord Q. pyta, czy już się przygotowujemy do balu maskowego u lady Kirkham, który odbędzie się w przyszłym tygodniu - wyjaśniła Rissa, starając się uśmiechem dodać siostrze odwagi. Dobrze wiedziała, co J. czuje do Q, i próbowała jej pomóc. Konwersując z pięknym lordem zawsze wciągała siostrę do rozmowy. Chociaż J. doceniała dobre intencje Clarissy, podobne sytuacje budziły w niej tylko lęk.
Nigdy w życiu nie powiedziałaby przyrodniej siostrze, jakie wówczas znosi katusze. Rissa była dobrą, słodką dziewuszką i zmartwiłaby się okropnie, gdyby wiedziała, że sprawia siostrze przykrość. Ponieważ J. gorąco kochała Clarissę, wolałaby umrzeć, niż ją zasmucić. Zmusiła się więc do uśmiechu i wykrztusiła:
- Tak.
Nastąpiła pauza: goście czekali grzecznie, co powie dalej. Kiedy J. rozpaczliwie biła się z myślami, co by tu jeszcze dodać, Rissa uścisnęła rękę siostry i pospieszyła jej na ratunek.
- J. wymyśliła niezwykle oryginalny kostium! Jaka z niej zdolna dziewczyna: postanowiła przebrać się za... -
Clarissa urwała i roześmiała się. - Doprawdy, nie powinnam tego zdradzać! Nie wolno! Przecież to maskarada: panowie sami muszą odgadnąć, kto się ukrywa pod takim czy innym przebraniem.
- Choćby pani skryła swą piękną twarzyczkę, panno Edwardes, rozpoznam panią natychmiast, gdy tylko pani wejdzie na salę! Pani przecież nie chodzi jak inni, tylko płynie niczym anioł po niebiańskich obłokach - oznajmił z namaszczeniem książę Goolding. Na nalanej twarzy księcia widniało takie samo uniesienie, jakie pobrzmiewało w jego słowach.
- A ja poznałbym panią po głosie, słodkim jak rajskie chóry - wtrącił wicehrabia Dutnall, nie dając się zakasować przez rywala.
Wszyscy adoratorzy, jeden po drugim, składali na wyrywki kwieciste hołdy, wielbiąc w Rissie wszystko: od wdzięcznego nachylenia główki do umiejętnego manewrowania wachlarzem. Wszyscy - z wyjątkiem lorda Q.
Jane zerknęła na niego ukradkiem. Siedział swobodnie na krześle w stylu Sheratona, uniósł nieco brwi i skrzyżował ręce na piersi. Wydawał się ogromnie ubawiony pochlebstwami rywali. Po raz pierwszy J. pozwoliła sobie na uśmiech w jego obecności. Mimo upodobania do modnej poezji Q. nie miał zwyczaju prawić mdłych, banalnych komplementów. O, nie! Jeśli chciał wyrazić swój zachwyt, czynił to w sposób bezpośredni i rycerski, ze szczerością, w którą nikt nie. ośmieliłby się wątpić.
Tak przynajmniej twierdziły kobiety, które obdarzał komplementami. A one z pewnością nie kłamały! Wyrażały się o Q. z takim zachwytem (zresztą nie tylko one!), że gdyby urodził się jako pierworodny, nie zaś drugi syn markiza, wszystkie na wyścigi zarzucałyby na niego sieci. A nawet teraz niejedna przyznawała, że z chęcią zrezygnowałaby z innych, bogatszych i utytułowanych konkurentów dla samej przyjemności zostania żoną Q. Jednakże - ku nieopisanej uldze J. - czarujący lord jak dotąd nie poprosił żadnej z nich o rękę...


Zobacz profil
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 3427
Pochwały: 29
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
9 kwietnia 2018, o 19:36
To był Uroczy hulaka Cullman Heather , który na początku wcale uroczy nie był wg mnie, grabiami w łeb przywalić tylko :hihi:


Zobacz profil
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 10:53
Posty: 2686
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
9 kwietnia 2018, o 20:38
Kurcze, a ja myślałam że to czytałam, a tutaj jednak nie, albo czytałam tak dawno, że muszę sobie odświeżyć :hyhy:

Lubię tu zaglądać, fajne książki potem mogę przeczytać :hihi:

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 3427
Pochwały: 29
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
9 kwietnia 2018, o 20:51
Też tak uważam :)


Zobacz profil
Lady Butterfly
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 lutego 2012, o 21:14
Posty: 26552
Lokalizacja: Warszawa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Kristen Ashley/Mariana Zapata
Cytuj
Post 
11 kwietnia 2018, o 12:46
Wieczorem podrzucę zagadkę.

_________________


“Women are not short. They’re petite. They also are never middle-aged. They’re mature.”
― Kristen Ashley, Soaring

“It’s never too late to reach for happiness and no matter what life has done to you, it’s never too late to find it.” ― Kristen Ashley, The Will

“Never give up. Never quit dreaming. Because dreams had a way of being. You just had to keep hold.” ― Kristen Ashley, Walk Through Fire


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35482
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
13 kwietnia 2018, o 07:42
Może pomogę

Zagadka

- Nie nam dziękuj, pani - odparł Malleus. - Pan Dante powiedział, że
jesteśmy tu potrzebni, no to jesteśmy. Gotowi cię chronić. Własnym życiem.
- Ano - burknął Spud.
- No świetnie, jednak pomyślałam sobie, że moglibyście poczekać w
saloniku, aż się wykąpię i przebiorę
- Przykro nam - sapnął Malleus. - Pan Dante kazał nam strzec cię, pani,
bezustannie. Cały czas, powiedział. Mamy cię nie spuszczać z oczu.
- Na pewno nie chciał, żebym... - Wolała nie używać słowa naga, więc
dokończyła - żebym się przy was przebierała. Nie czułabym się komfortowo w
takiej sytuacji. Chyba to rozumiecie?
- Pan Dante powiedział cały czas i tak będzie.
- Nie wydaje mi się, żeby chciał, byśmy widzieli ją nagą - mruknął
Maleficarum. - I ona też tego nie chce.
- Ale mówił cały czas, Lif, może nie? - Malleus skrzyżował ramiona na
muskularnej piersi. - Chcesz być tym, który mu powie, że nie wypełnialiśmy
jego poleceń? Chcesz, żeby znowu ktoś ją napadł? Bo ja nie. Łby nam pourywa,
jeśli do tego dojdzie.
- A ja myślę, że będzie gorzej, kiedy się dowie, że widzieliśmy ją nago -
upierał się Maleficarum. - Bo ona jest jego.
Tego już było za wiele dla Megan.
- Nie jestem jego - powiedziała i wyprostowała się na całe swoje metr
sześćdziesiąt. - I nie będziecie patrzeć, jak się kąpię. Możecie przeszukać
łazienkę, zanim do niej wejdę. To wszystko.
Maleficarum zmrużył oczy.
- I powiesz panu Dante, że kazałaś nam na siebie nie patrzeć, pani?
Skinęła głową.
- Tak.
Malleus odwrócił się do Maleficarum i szepnął mu coś do ucha.
Maleficarum odwrócił się do Megan.
- A dasz nam to na piśmie?
Spiorunowała go wzrokiem.
Malleus spojrzał w bok.
- Dalej, panowie, sprawdźmy łazienkę.
We trzech powędrowali do łazienki, pewnie zajrzą do toalety i rur
odpływowych. Trzeba przyznać, że wydawali się bardzo oddani pracy.
I Greysonowi Dantemu. Kto to właściwie jest?
Była ciągle pogrążona w myślach, gdy wrócili.
- Czyściutko, pani - zapewnił Malleus i posłał jej, jak się domyślała,
uśmiech pełen otuchy. W jego wykonaniu był to złośliwy grymas. - Możesz iść,
pani. Poczekamy, aż...
Westchnęła.
- Świetnie.
Łazienka, podobnie jak reszta domu, nie nosiła żadnych oznak nocnych
wydarzeń, nie licząc zabitego deskami okna.
Woda płynęła nierównym strumieniem ze zniekształconej główki
prysznica. Musi kupić nową. Myła się pospiesznie.
Znajome ściany zdawały się na nią napierać.
Nie płacz. Uspokój się. Odpuść sobie.
Oparła się o ścianę nad kranem i czuła, jak strumień wody spływa jej po
plecach. Nogi się pod nią ugięły. Zaraz przejdzie. Zaraz.
Znowu miała szesnaście lat, stała pod prysznicem. Przez szum wody
przebijał się głos.
- Megan... Megan... zapomniałaś... Obiecałaś, pamiętaj, co obiecałaś,
pamiętaj, co obiecałaś...
Stłumiła krzyk. Nie chciała pamiętać ani tego, ani niczego, co wydarzyło
się tamtej zimy. Cholerny Brian i jego anonimowy informator, cholerny artykuł
ciągle czyhający w archiwum. Niech ich wszystkich szlag trafi.
Gorące wilgotne powietrze niosło ulgę jej płucom. Zaczerpnęła kilka
głębokich oczyszczających wdechów i zakręciła kran. Będzie musiała zmierzyć
się z tym wspomnieniem. Wiedziała, że kiedyś do tego dojdzie, podobnie jak
wiedziała, że ma to coś wspólnego z obecnymi wydarzeniami. I że jest jakiś
powód, dla którego nie wpadła w histerię na wieść, że istnieją demony. Bo
gdzieś w głębi duszy od początku zdawała sobie z tego sprawę.
Odsunęła zasłonę prysznicową i wrzasnęła. Odskoczyła w tył, osłaniając
się zasłoną. Była mokra i oślizgła.
- Co wy tu robicie?
- Nie patrzymy, pani - zapewnił Malleus. Rzeczywiście, wszyscy trzej
stali do niej plecami. Nie, żeby to cokolwiek zmieniało.
- Mieliście czekać na zewnątrz.
- I tak było. Poczekaliśmy, aż weszłaś, pani, pod prysznic. Nie
patrzyliśmy, jak się myjesz, ale byliśmy tutaj. Przez tę zasłonę niczego nie
widać, pani. Dajemy słowo. Staliśmy tyłem. Tak, jak nam kazał pan Dante
- Wiem, co wam kazał. - Jej serce nadal nie odzyskało zwykłego rytmu.
Musi o tym porozmawiać z Dantem. -Teraz poczekacie na zewnątrz. Chcę się
ubrać.
- Stoimy tyłem.
- Nic mnie to nie obchodzi - Głęboko zaczerpnęła tchu. – Wyjdźcie. I to już

_________________
Plan na dzisiaj: leżing ,leżing , czytaing


Zobacz profil WWW
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 kwietnia 2013, o 00:11
Posty: 2359
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
13 kwietnia 2018, o 09:24
Czy to już nie było :niepewny: i chyba również Ty to zadawałaś, Aniołku :niepewny:


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35482
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
13 kwietnia 2018, o 09:32
sma siebie nie sprawdziłam :mur: dziękuję za czujność, zagadka zmieniona.

_________________
Plan na dzisiaj: leżing ,leżing , czytaing


Zobacz profil WWW
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 3427
Pochwały: 29
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
13 kwietnia 2018, o 13:23
To jakiś paranormal? Nie będę wiedziała, bo nie moje klimaty :hihi:


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35482
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
14 kwietnia 2018, o 07:03
tak, ale mogłabyś to zmienić :cheer:

Podpowiedz 1
- O nie, pani. Nie ten odcień.
Megan zastygła ze szminką w powietrzu.
- A co z nim nie tak?
Przygotowywała się na tę idiotyczną imprezę i było to wystarczająco
trudne bez Malleusa, Maleficarum i Spuda za jej plecami. Wolałaby, żeby sobie
poszli. Długie rękawy grubego szlafroka zawadzały o wszystko gdy usiłowała
nałożyć makijaż, ale bracia nie zamierzali wyjść z łazienki. Po, jak to określała,
incydencie parkowym, nie spuszczali jej z oczu, nie pozwalali się oddalić na
więcej niż metr. Musiała dzwonić do Dantego, żeby pozwolili jej spokojnie
skorzystać z łazienki
- Jest fatalny, pani. Przy nim twoja cera staje się ziemista.
- No. - Spud przestępował z nogi na nogę
- Nie mam innej.
- Nie wierzę - sapnął Malleus. - Taka piękna kobieta jak ty, pani, a nie
umie się sama umalować.
Megan się zarumieniła, słysząc ten komplement albo zniewagę. Sama nie
wiedziała, czym to bardziej było.
- Świetnie. - Podała mu kosmetyczkę. - Sam coś wybierz.
Maleficarum przyjął to ze spokojem.
- Dobrze. A Spud cię uczesze.
- Chwileczkę. Żartowałam.
- O, nie. Sprawimy, że będziesz dzisiaj piękna, pani, nie obawiaj się.
Siadaj. - Pchnął ją na obramowanie wanny.
Ledwie poprawiła szlafrok na udach, gdy Maleficarum zaatakował ją
pędzelkiem z fioletowym cieniem.
- Nie, tylko nie ten - jęknęła. - Jest za...
- Zaufaj mi, pani. - Miał ciepłe, szorstkie palce. Podniósł jej podbródek.
Zamknęła oczy, gdy muskał jej powieki pędzelkiem. Czuła się jak na sesji
zdjęciowej w zeszłym tygodniu, tyle że teraz zamiast zawodowego
charakteryzatora zajmował się nią demon.
Ależ z niej szczęściara.
W sumie była dosyć szczęśliwa. Coraz lepiej jej szło przesuwanie
przedmiotów siłą umysłu, choć nadal dziwnie się przy tym czuła i szybko
męczyła.
Spotkała się ze specjalistą od izolacji akustycznej, Obiecał, że do
przyszłego piątku wyciszy jej gabinet. Wkrótce będzie mogła normalnie iść do
pracy. Na szczęście dodatkowe pieniądze z radia oznaczały, że nie umrze z
głodu. Ale chętnie wróci do swojego gabinetu. Choćby przez kilka minut będzie
mogła udawać, że nie ściga ją armia demonów i sam diabeł pod postacią
dobrodusznego terapeuty .
O dziwo. Tera też się przyczyniła do dobrego samopoczucia Megan
Spędziły razem tylko godzinę, pracowały nad wzmocnieniem barier Megan i na
próbach sterowania jej mocą, ale Tera powiedziała, że uczennica świetnie sobie
radzi. Nawet Dante ją pochwalił.
Oczywiście, znowu starał się ją zaciągnąć do łóżka więc nie wiedziała,
czy mówił szczerze. W końcu „jesteś beznadziejna” nie zachęci dziewczyny do
seksu.
A Dante na pewno wiedział, co zrobić, żeby myślała tylko o jednym. Nie
wiedziała, jak długo jeszcze zdoła mu się opierać. Nie była pewna, czy w ogóle
tego chce.
Maleficarum regulował jej brwi z takim zapałem, że aż się skrzywiła. Ale
to okazało się nieistotne, gdy się uparł, że przyklei jej sztuczne rzęsy. Były
ciężkie i lepkie, gdy chciała unieść powieki.
- Nie otwieraj oczu, pani - powiedział. - Klej musi wyschnąć.
- Skąd je miałeś?
- Z twojej torebki.
- Nie mam żadnych... O, nie! Nie były przypadkiem w różowym
opakowaniu?
- Dokładnie.
- Miałam je sobie przykleić na Halloween. Są za długie. Nie mogę z nimi
iść. - Wyciągnęła rękę, żeby je odkleić, ale Maleficarum ją powstrzymał.
- Pani, daj mi, proszę, skończyć.
Stłumiła westchnienie i czekała cierpliwie, gdy pudrował jej usta,
pomalował dwukrotnie szminką, wytarł chusteczką.
- Zawsze zostawiam szminkę na kieliszkach i szklankach - stwierdziła.
- Chcesz, pani, powiedzieć, że ją zjadasz. - Malleus zachichotał. -
Widzimy to, pani.
Otworzyła oczy, by spiorunować go wzrokiem, ale Melaficarum
przywołał ją do porządku.
- Nie otwieraj oczu, pani - mruknął.
Koniuszkiem palca przeciągnął po jej wargach tak delikatnie, że na
początku nie była pewna, czy to zrobił. Jej skóra drżała pod jego dotykiem, ale
jego palec sunął dalej, aż łaskotały ją całe usta.
- Co ty robisz? - Mówienie przychodziło jej z trudem.
- Utrwalam szminkę.
- Mogę otworzyć oczy?
Kolejne mrowienie, tym razem na powiekach.
- Tak. Ale nie ma podglądania, póki cię nie uczeszemy, pani. Spud,
chcesz ją na toalecie?
- Ano.
Megan usiadła na pokrywie klozetu, a Spud czesał i upinał jej włosy
przez, jak jej się wydawało, co najmniej godzinę. Szpilki wbijały jej się w skórę
głowy, powietrze przesycał zapach palonych włosów, gdy włączył lokówkę.
Jak to Spud, nie odzywał się, ale Malleus i Maleficarum zapewnili jej
relację na żywo.
- Och, jak ładnie! Tak.
- Dobrze, okręć to tutaj, niech opada z lewej.
Spud przymocował coś na czubku jej głowy i cofnął się o krok.
- No proszę - stwierdził Malleus z zadowoleniem. - Pięknie, ot co.
Megan miała wrażenie, że jej twarz pokrywa warstwa makijażu gruba jak
u prostytutki. Wstała zesztywniała i spojrzała w lustro.
Nigdy w życiu nie wyglądała równie pięknie. Minęło kilka sekund, zanim
uwierzyła, że nie przykleili na lustrze zdjęcia, żeby ją nabrać.
Spud upiął jej włosy w kok płynnego, błyszczącego złota. Kilka
kosmyków wymknęło się niesfornie - opadały na uszy i sprawiały, że fryzura
wyglądała, jakby zrobiła ją w pośpiechu. W masie włosów coś błyszczało -
spinka, nie miała takiej w swojej kolekcji. Nie miała pojęcia, skąd ją wziął.
Miękkie kosmyki zaczesane na bok opadały na oczy zadziwiająco
niebieskie i głębokie na tle chłodnych cieni na powiekach. Maleficarum wybrał
nie tylko fioletowe ale też zielonkawe, srebrzyste i opalizujące jak skrzydło
motyla. Sztuczne rzęsy stanowiły ciemną oprawę jej oczu, sprawiały, że była
zarazem zmysłowa i niewinna, a jej usta wydawały się niewiarygodnie miękkie i
słodkie dzięki głębokiej czerwieni.
- Gdzie się tego nauczyliście?
- Mieliśmy sporo czasu, pani - odparł Malleus. - W naszym wieku dużo
się umie.
- Ile macie lat?
Jednocześnie wzruszyli ramionami.
- Koło pięciuset - odparł Malleus. - Nie wiemy dokładnie.
Spud otarł łzę. Maleficarum poklepał go po ramieniu.
- Ładnie wygląda - wymruczał. - Odwaliłeś kawał dobrej roboty, ty stary
durniu.
Spud zarumienił się i spuścił głowę. Megan najchętniej objęłaby ich
serdecznie, ale się powstrzymała. Nie czuliby się dobrze w takiej sytuacji,
zwłaszcza że nadal była w szlafroku. Obserwowali ją jak trzej dumni, rogaci
ojcowie, którzy wydają córkę za mąż. Nagle łzy zakręciły się jej w oczach.
Jeszcze nikt nigdy tak na nią nie patrzył.
Zamrugała, żeby nie zepsuć dzieła Maleficarum.
- Wspaniale się spisaliście.
Skinęli głowami. Uśmiechali się.
- Teraz się ubiorę - oznajmiła. - Gdybyście zechcieli odwrócić się na
chwilę...
Poszli za nią do sypialni. Ustawili się przy drzwiach, Spud zajął miejsce
przy oknie. Megan otworzyła komodę z bielizną i wyjęła pas i pończochy. Zbyt
seksowne?

_________________
Plan na dzisiaj: leżing ,leżing , czytaing


Zobacz profil WWW
Fanatyczna Fanka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 sierpnia 2017, o 08:25
Posty: 953
Lokalizacja: Kraków
Pochwały: 17
Ulubiona autorka/autor: Anne Golon
Cytuj
Post 
14 kwietnia 2018, o 09:43
Nie wiem co to, ale zdecydowanie mi się podoba :hihi:


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35482
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
16 kwietnia 2018, o 18:21
Miałam nadzieję ze zainteresuję :yes:
Podpowiedz 2
+18
Spoiler:

_________________
Plan na dzisiaj: leżing ,leżing , czytaing


Zobacz profil WWW
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 sierpnia 2011, o 11:33
Posty: 5151
Lokalizacja: Somewhere
Pochwały: 6
Ulubiona autorka/autor: N.Singh, L.Dohner, S.Young, J.Crownover
Cytuj
Post 
16 kwietnia 2018, o 19:24
Nie znam chyba choc imie Dante mi sie gdzies juz przewinelo :mysli: z checia przeczytam :-D

_________________

.
.

Let's find some beautiful place to get lost.


Zobacz profil
Łowczyni Sukcesów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:17
Posty: 27478
Lokalizacja: Pozostanę tam, gdzie jestem.
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Margit Sandemo
Cytuj
Post 
16 kwietnia 2018, o 20:20
Kane Stacia Osobiste demony. ;P

_________________

I często za Tobą tęsknię łzą wpi­sując się w serce.

Życie to nie tylko wielkie kapelusze i powolny walc. Życie to również czekanie na tych, którzy nigdy nie wracają.

Lars Saabye Christensen Półbrat


Zobacz profil
Fanatyczna Fanka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 sierpnia 2017, o 08:25
Posty: 953
Lokalizacja: Kraków
Pochwały: 17
Ulubiona autorka/autor: Anne Golon
Cytuj
Post 
17 kwietnia 2018, o 07:35
Dobrze wiedzieć, bo chętnie się zapoznam :hihi:


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35482
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
17 kwietnia 2018, o 07:50
Koniecznie, sa trzy części, co jedna to lepsza. A główny bohater :heat: :heat: :heat:
Tak Lia w twoje łapki :cheer:

_________________
Plan na dzisiaj: leżing ,leżing , czytaing


Zobacz profil WWW
Fanatyczna Fanka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 sierpnia 2017, o 08:25
Posty: 953
Lokalizacja: Kraków
Pochwały: 17
Ulubiona autorka/autor: Anne Golon
Cytuj
Post 
17 kwietnia 2018, o 08:12
Ciekawe czy mi się uda ją gdzieś kupić :mysli: Te fragmenty, które wrzuciłam mi się bardzo podobały, szczególnie te pierwsze, z tymi jej "strażnikami" :hihi:


Zobacz profil
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 sierpnia 2011, o 11:33
Posty: 5151
Lokalizacja: Somewhere
Pochwały: 6
Ulubiona autorka/autor: N.Singh, L.Dohner, S.Young, J.Crownover
Cytuj
Post 
17 kwietnia 2018, o 09:44
LiaMort napisał(a):
Kane Stacia Osobiste demony. ;P

no tak! :zalamka: czytałam ale nie zachęciło do dalszego czytania aczkolwiek spróbuje jeszcze raz bo wiele lat minęło :)

_________________

.
.

Let's find some beautiful place to get lost.


Zobacz profil
Łowczyni Sukcesów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:17
Posty: 27478
Lokalizacja: Pozostanę tam, gdzie jestem.
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Margit Sandemo
Cytuj
Post 
17 kwietnia 2018, o 17:18
ZAGADKA:

Cytuj:
Nie jestem w ciąży. Nie mogę być. To na pewno fałszywy wynik. To się
często zdarza, prawda?
Piję gorącą herbatę z połową łyżeczki cukru, a potem znowu wyjmuję
pudełko z reklamówki Boots. Zostały dwa testy. Chyba nie mam innego
wyboru. Rozrywam opakowanie, sikam na jeden, a potem na drugi, i odsuwam
je na bok umywalki, zanim umyję ręce, szorując wystające kłykcie.
Przez moment ze strachu mam ochotę zadzwonić do mamy, ale zamiast tego
odwracam się plecami do testów i idę do kuchni/pokoju dziennego/jak to się
nazywa, żeby usiąść przy malutkim stole na rozkładanym krześle. Ostatnio
niewiele rozmawiam z mamą. Szczerze mówiąc, skreśliła mnie jakiś czas temu
i nie dziwię się jej.
Na komórkę przychodzi esemes od Laurel. Teraz nie jestem pewna, na co
mam mniej ochotę patrzeć – na wiadomość czy na testy.
Musiały już minąć trzy minuty. Wracam do łazienki i patrzę na dwa
niezaprzeczalne krzyżyki. Mój mózg zaczyna obliczać, ile czasu minęło, od
kiedy to się stało – od dnia pogrzebu Molly. Jeśli to prawda, to by znaczyło, że
jest późno. Bardzo późno. Nie mogę porządnie oddychać, kiedy myślę, co to
znaczy.
Jest w tobie COŚ. Pasożyt – mówi Nia.

_________________

I często za Tobą tęsknię łzą wpi­sując się w serce.

Życie to nie tylko wielkie kapelusze i powolny walc. Życie to również czekanie na tych, którzy nigdy nie wracają.

Lars Saabye Christensen Półbrat


Zobacz profil
Enchantress words
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 października 2011, o 13:59
Posty: 35482
Lokalizacja: Tam gdzie Niebo z Piekłem się łaczy
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Nalini Singh
Cytuj
Post 
19 kwietnia 2018, o 08:13
Nie mam pojęcia i raczej nie chcę wiedzieć :red:

_________________
Plan na dzisiaj: leżing ,leżing , czytaing


Zobacz profil WWW
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 257 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL