Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest 15 lipca 2018, o 20:57




Odpowiedz w wątku  [ Posty: 427 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5 ... 18  Następna strona
 2018: KSIĄŻKOTEST 
Autor Wiadomość
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 10:41
Posty: 2455
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 49
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
11 stycznia 2018, o 09:52
Mam to zapisane jak "Chcę przeczytać". Dlaczego więc jeszcze tego nie zrobiłam? :facepalm:

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 kwietnia 2013, o 00:11
Posty: 2367
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
11 stycznia 2018, o 14:46
Zagadka


Nazywam się X, mam trzydzieści trzy lata i odkąd tylko sięgam pamięcią, w moim nieco gównianym życiu zawsze czegoś mi brakowało. Jakby to zgrabnie powiedzieć, żeby przekaz był właściwy? Nie chodzi o to, że mam poluzowanych o kilka klepek za dużo i kwalifikuję się do tego specyficznego hotelu, w którym okna są zakratowane, a pensjonariusze noszą gustowne białe kaftaniki (a przynajmniej wydaje mi się, że nie), chodzi o to, że ja… no, w jakiś ciężki do zdefiniowania sposób odstaję od reszty populacji.
Kolejną sprawą jest moje absurdalne, lecz bardzo silne przeświadczenie, że ilekroć patrzę w lustro, widzę swoją twarz… i właśnie, widzę swoją twarz, tylko że nie jest to twarz, którą powinnam zobaczyć, którą podświadomie spodziewam się zobaczyć; jakąś cząstką duszy czuję, iż nie jest to moja prawdziwa twarz. Ale z drugiej strony nie jestem pewna, co tak właściwie powinnam widzieć w tej cholernej tafli szkła. Nie żebym była sfrustrowana tym, że z lustra spogląda na mnie szpetna kobieta z twarzą wręcz krzyczącą o interwencję chirurga plastycznego i z tego powodu uciekam się do metafizycznych rewelacji, nie, nie. Nie jestem skończoną pięknością, ale też nie jestem brzydka jak listopadowy poranek w Nowej Anglii. Jestem normalna, zwyczajna (w porywach entuzjazmu uważam, że nawet całkiem ładna), ale nie do końca prawdziwa, nie całkiem właściwa.
Poza tym, miewam jeszcze takie, hm, nazwijmy to przebłyski, wizje. Nie za często wprawdzie, ale jednak mam. Czasem, kiedy spoglądam kątem oka na krajobraz widziany za szybą czy opustoszałą ulicę, widzę coś. Zarys kształtu, którego absolutnie nie powinno tam być, jakiś cień. Wrażenie trwa, co prawda, tylko ułamek sekundy, ale tego, iż NAPRAWDĘ to widzę, jestem pewna tak samo jak jestem pewna swojej leworęczności. A najczęściej widzę skrzydlate istoty. Nie jest to żadne złudzenie optyczne, nic z tych rzeczy! Nie jest to tym bardziej tropikalna choroba oczu czy objaw uszkodzenia mózgu. Wiem, co widzę i wiem, że mój kot również to widzi. Wiele osób uważa, że koty widzą inny wymiar – duchy, anioły, demony, tego typu rzeczy – więc to by się nawet zgadzało.
Chcecie nazwać mnie wariatką?
Pozwólcie, że przytoczę wam słowa Salvadora Dali: Od wariata różni mnie jedynie to, że ja nim nie jestem.


Zobacz profil
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 kwietnia 2013, o 00:11
Posty: 2367
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
12 stycznia 2018, o 14:34
To kiepski pomysł, zadawać książkę, którą się aktualnie zaczęło czytać :facepalm: Teraz muszę ją skończyć, a jest bardzo rozwlekła. Zbyt dużo słów, przemyśleń, dygresji. Lubię jak bohaterowie obrosną ciałem i nie wiszą w próżni, ale tu jest aż do przesytu. Ale jak na debiut, to nie jest zła książka: pomysł ciekawy, zero naiwności przynajmniej na razie.


Podpowiedź 1


W momencie, w którym Lilith przybyła na spotkanie z Gabrielem, Lucyfer stał w swojej komnacie, zatopiony w myślach – czarna sylwetka odcinająca się ostro na tle ogromnego okna ukazującego wiecznie krwawiący horyzont. Nie podobało mu się to, jak ostatnimi czasy zachowywała się Lilith, nie podobał mu się ten dziwny bijący z niej niepokój, ta nagła tęsknota za światłem. Czego mi nie mówisz? – zastanowił się. Zrobił głęboki wdech i z głośnym świstem wypuścił powietrze. Wtem jasny rozbłysk przeszył niebo. Lucyfer – wciąż zwrócony profilem do okna – zmrużył oczy i momentalnie się spiął, gotów w każdej chwili ruszyć do ataku. Prawa ręka odruchowo zacisnęła się na rękojeści przytroczonego do pasa miecza.
– Lilith – szepnął, zdjęty nagłą trwogą.
Obróciwszy się na pięcie, ruszył do drzwi, gdy nagle jego wzrok przykuło coś znajdującego się pod małżeńskim łożem; coś niedorzecznie świetlistego w spowitej mrokiem komnacie, co niechybnie byłby przeoczył, ponaglany niepokojem. Lucyfer schylił się i sięgnął po ów rzecz. Wyprostował się z wyciągniętą przed siebie dłonią i rozwarł palce, a jego oczom ukazało się śnieżnobiałe pióro. Odrzuciwszy je pełnym pogardliwej irytacji gestem, wypadł na kamienny korytarz. Kilkoma sprężystymi skokami pokonał spiralne schody i, nieomal taranując wejściowe drzwi, znalazł się na pałacowych błoniach. Omiótł polanę nieobecnym wzrokiem, wytężając nadprzyrodzone zmysły w poszukiwaniu ukochanej. Jedno uderzenie potępionego serca wystarczyło, by odkryć, gdzie jest… i z kim jest.
Pełen najgorszych obaw Lucyfer zaczął biec.
W pewnym momencie jego stopa potknęła się o zdradziecko wystający kawałek granitu, a on opadł na jedno kolano, tracąc przy tym cenne sekundy. Rycząc wściekle, podźwignął się na nogi, jeszcze bardziej przyśpieszając kroku, krzesząc przy tym fontannę poczerniałych wulkanicznych kamieni, które ciągnęły się za nim czarną chmurą. W momencie, w którym Gabriel obejmujący Lilith w pasie, poderwał oboje do góry, Lucyfer wystrzelił zza wyłomu jak pocisk, dzierżąc w dłoni krwawy miecz. Nim zrozumiał, co się dzieje, było już za późno. Licząc ziemską miarą – nad znajdującymi się około siedem tysięcy stóp ponad ziemią Gabrielem i Lilith rozwarł się świetlisty krąg. Niecierpliwe, głodne światło zdawało się tylko czekać na chwilę, w której pochłonie obie istoty, zalewając je swym blaskiem. Z gardła Lucyfera wyrwał się przeraźliwy skowyt. Jego stopy ostatni raz załomotały o kamienisty grunt, chwilę później czarniejsze niż noc skrzydła – to niemożliwe połączenie cech szatańskich i anielskich – zmaterializowały się i łopocząc gromko, w mgnieniu oka poderwały go do góry.
Rozpaczliwie bijąc powietrze, niemal udało mu się zrównać ze wznoszącą się w krąg światła parą. Zabrakło nie więcej niż pół cala, by Lucyfer pochwycił dłoń ukochanej. Zaledwie musnął koniuszki jej palców, gdy Gabriel – orientując się w sytuacji – gwałtownie szarpnął w tył, mocniej zaciskając ramię, którym przytrzymywał Lilith w pasie. Zdawało się, iż ta przeklęta światłość w jakiś sposób go spowalniała, jednak Lucyfer nie poddawał się; skrzydła młóciły powietrze z niesłabnącą furią, próbując dokonać niemożliwego. Ale jego serce już wtedy zrozumiało prostą prawdę, którą starał się ignorować umysł – ta walka była przegrana. Szczupła twarz ściągnęła się z wysiłku i trwogi, oczy zasnuła niepokojąca mgła i właśnie wtedy – na widok oszalałych z bólu oczu Lucyfera – Lilith otrząsnęła się z osobliwej niemocy, w jakiej zdawała się być od chwili, gdy wkroczyła na przeklęty klif. Udręka malująca się w spojrzeniu ukochanego oraz rozpacz wykrzywiająca jego przystojną twarz złamały zniewalający ją czar, tak jak dmący wiatr łamie nawet najsilniejsze drzewa i pozwoliły odzyskać trzeźwość myśli. Szafirowe oczy rozwarły się szeroko,
(zdrada!)
w jednej chwili pojmując wszystko.
Zgroza i lęk chwyciły Lilith za gardło, dusząc żelaznym uściskiem, drugą obręczą dławiącą ją stalowym jarzmem, nie pozwalającą na żaden ruch było ramię archanioła. Ochrypły charkot dobył się z gardła Lilith, a ona rzuciła się do ataku na swego ciemiężcę. Oswobodziła dłoń i zaczęła drapać rękę, która krępowała jej ruchy. Długie paznokcie orały wściekle, pozostawiając na skórze głębokie bruzdy, z których poczęła sączyć się jasnoczerwona krew. Gabriel syknął i przelotnie spojrzał w dół. Miejsca, w których skaleczyły go paznokcie Lilith jęły czernieć – chciwe macki piekielnej infekcji rozprzestrzeniały się w błyskawicznym tempie, a ból promieniujący z ran był koszmarny. Mimo to nie zwolnił uścisku. Widząc, że jej wysiłki są bezowocne, Lilith ostatni raz zatopiła paznokcie w krwawej masie poczerniałej skóry, w jaką z wolna zmieniało się ramię Gabriela i znieruchomiała niby zabawka, której wyczerpały się baterie. Tak jak światłość spowalniała Lucyfera, tak i jej odbierała moc.
– Cóż ja zrobiłam? – szepnęła, patrząc prosto w oczy ukochanego.
Lucyfer nie usłyszał jej słów, poczuł natomiast samotną łzę spadającą mu na policzek. Lewa ręka z namaszczeniem dotknęła tego miejsca, a prawa boleśnie zacisnęła się na rękojeści miecza.
Gabriel zadarł głowę i spoglądając w światłość, uśmiechnął się niecierpliwym, niewiarygodnie okrutnym uśmiechem zdolnym zapewne złamać serce samego Stwórcy. W odpowiedzi majaczący nad nim świetlisty krąg buchnął światłem ze zdwojoną siłą. Oślepiony nagłym blaskiem Lucyfer zasłonił oczy przedramieniem, mimowolnie uskakując w tył; żar, jaki bił od światła był niemożliwie bolesny. W tej samej chwili do jego uszu doleciał drwiący śmiech archanioła. Ignorując ból, Lucyfer podjął desperacki wysiłek i rzucił się w kierunku ukochanej. Światło niby rozumna istota wyciągnęło swe długie palce utkane z najczystszego blasku i zamknęło się na archaniele oraz Władczyni Mroku, zabierając ich daleko poza miejsce, gdzie sięgała jurysdykcja Księcia Ciemności. Potem nie było już nic; ostatnim, co zapamiętała Lilith, był potworny rozbłysk paraliżującej bieli, która pożarła cały świat.


Zobacz profil
Pogromczyni klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 3 sierpnia 2011, o 11:33
Posty: 5444
Lokalizacja: Somewhere
Pochwały: 6
Ulubiona autorka/autor: N.Singh, L.Dohner, S.Young, J.Crownover
Cytuj
Post 
13 stycznia 2018, o 12:23
czyli więcej rozmyślań niż dialogu, też tego nie lubię a z chęcią bym przeczytała...
nie mam pojęcia co to :P

_________________

.
.

Let's find some beautiful place to get lost.


Zobacz profil
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 kwietnia 2013, o 00:11
Posty: 2367
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
13 stycznia 2018, o 13:48
Podpowiedź 2


Może więc za sto (czy ileś tam) lat odkryjemy klucz do psychokinezy oraz innych zjawisk uważanych obecnie za paranormalne, a sztuczki takie jak przesuwanie domów siłą umysłu czy lewitacja będą na porządku dziennym?
Pokrzepiona swą domorosłą teorią, nieco się odprężyłam (z naciskiem na „nieco”). Odzyskawszy władzę w nogach, a co za tym idzie krążenie oraz względnie prawidłowe tętno, wstałam, nie spuszczając wzroku z zagraconego stolika, a w szczególności z jednego przedmiotu leżącego na nim – książki zatytułowanej Tajemna Wiedza Starożytnego Egiptu. Bóstwa, Kulty i Rytuały. Była to jedna z pokaźnego stada książek pozostawionych przez ciotkę, sięgnęłam po nią któregoś razu, zaintrygowana tytułem, lecz w tym momencie zupełnie nie o to chodziło; Tajemna Wiedza Starożytnego Egiptu była prawdziwą cegłą liczącą prawie tysiąc stron, a wielkoformatowe wydanie (dzięki któremu liczne ryciny oraz ilustracje były lepiej widoczne) i twarda okładka dodatkowo potęgowały jej ciężar i to właśnie mnie interesowało. Do przeprowadzenia mojego małego psychokinetycznego eksperymentu potrzebowałam mniej więcej czegoś takiego. Zastygłam w bezruchu, oddychając płytko i wpatrywałam się w książkę tak intensywnie, jak gdyby od tego zależała moja dalsza egzystencja, przesyłając w jej kierunku telepatyczny komunikat: Unieś się!. Trwałam tak dobrych dziesięć minut, jednak nic się nie wydarzyło. Zacisnęłam usta i pięści, ściągnęłam brwi i spróbowałam patrzeć na książkę jeszcze intensywniej (co raczej było niemożliwe), cały czas powtarzając w myślach jak mantrę: Unieś się! Do góry! Unieś się! Do góry! Do góry!
Niestety…
W dalszym ciągu nie następował żaden spektakularny przejaw mocy, chyba żeby za takowy wziąć dokuczliwe szczypanie pod powiekami. Chwilę później szczypanie przerodziło się w łzawienie spowodowane intensywnym wysiłkiem, do jakiego zmuszałam swoje biedne oczy. Nie fatygując się otarciem łez spływających po policzkach, pogapiłam się jeszcze kilka minut na Tajemną Wiedzę Starożytnego Egiptu, która przez cały ten czas nie drgnęła ani o cal. W końcu dałam za wygraną, czując, że w przeciwnym razie dostanę zeza, lub może pęknie mi żyłka w oku, co doprowadzi do krwawienia śródczaszkowego i śmierci. Fakt, próba uniesienia książki siłą umysłu była jednym z bardziej debilnych pomysłów w mojej karierze, jednak fiasko tegoż eksperymentu zaowocowało niespodziewaną frustracją. Frustracją, a wręcz rozsierdzeniem.
– Unieś się, ty egipska dziwko! – ryknęłam, wyrzucając ręce w powietrze.
Reakcją na mój wybuch wściekłości było… jedno wielkie nic.
Warknęłam pod nosem coś niezrozumiałego i uniosłam ręce na wysokość twarzy, jakbym chciała udusić nieistniejącego napastnika; moje palce były rozczapierzone i zakrzywione niczym szpony owładniętej szaleństwem Erynii. Sapnęłam gniewnie i posłałam ostatnie mordercze spojrzenie leżącej na szklanym stoliku książęce, następnie odwróciłam się do niej plecami i wyszłam z salonu, czy raczej… spróbowałam wyjść. Po zrobieniu zaledwie dwóch czy trzech kroków, za plecami usłyszałam taki huk, jaki mogłaby zrobić seria puszczona z karabinu maszynowego. Skuliłam się odruchowo, prawie że padając na podłogę i błyskawicznie się odwróciłam. Książka, a właściwie wszystkie rzeczy znajdujące się na stoliku tak jak i sam stolik oraz kanapa i dwa fotele znajdowały się obecnie na suficie. Nie, co tam znajdowały – wszystkie te rzeczy były wbite w sufit. Cała krew odpłynęła mi z ciała i przesiąkła gdzieś do piwnicy, a wszelkie funkcje życiowe organizmu raptownie ustały, tak to przynajmniej odczułam.
– O Boże – stęknęłam, czując, że za chwilę zemdleję. Wargi miałam zdrętwiałe i zimne jak lód, a prawdziwym lodowym soplem był mój kręgosłup.
Jednak nie bałam się; patrząc na ten festiwal parapsychicznej grozy, byłam zwyczajnie oniemiała. Właściwie moim uczuciom bliżej było do pełnego szoku zachwytu aniżeli strachu. Choć reakcja mojego organizmu świadczyła o czymś zgoła innym, to jednak ze zdumieniem odkryłam, że nie powoduje mną lęk (a nawet jeśli, to w jakiejś nowatorskiej formie). Nie dało się ukryć, iż mimo wszystko miałam nadprzyrodzoną moc. Miałam i to jaką! Jezu, dobrze, że wolałam spędzać czas w salonie po wschodniej stronie domu, a nie w tym, w którym ciotka Susan urządziła sobie małą zbrojownię – gdyby wszystkie te sztylety, dzidy, szpady i miecze oderwały się od ścian, leżałabym teraz na podłodze pokrojona w plasterki.
– O Boże – powtórzyłam.
W tym samym momencie książki, notatniki i meble zwaliły się z powrotem na podłogę. Pokój wyglądał tak, jakby przeszło przez niego tornado, a jedyną ocalałą z katastrofy rzeczą był telewizor. Nie czekając na dalszy ciąg wydarzeń, wybiegłam z salonu, niemal zabijając się po drodze. Ledwie wyrabiając się na zakręcie (o włos unikając czołowego zderzenia z półotwartymi drzwiami), wpadłam do łazienki, dysząc jak łoś. Odkręciłam kran nad wanną, zanurzając głowę pod strumieniem zimnej wody. Pomogło – wrażenie, iż lada moment zemdleję, minęło. Podźwignęłam się znad wanny i z pewnym wahaniem stanęłam przed lustrem. Zastanowiłam się, czy aby na pewno chcę się przekonać, jak wyglądam. Podumałam tak dłuższą chwilę i – co nietrudno przewidzieć – ciekawość zwyciężyła. Zerknęłam.
Ze szklanej tafli spoglądała na mnie śmiertelnie blada, przerażona kobieta o oczach otwartych tak szeroko, iż chyba tylko cudem nie wyskoczyły z orbit i niezdrowych rumieńcach malujących się na ściągniętych policzkach. Prawy kącik ust unosił się nieznacznie w nerwowym tiku, mokre włosy ciasno oblepiały czaszkę, ściekając zimnymi strużkami na plecy i pośladki. Wyciągnęłam rękę, chcąc pochwycić ręcznik, lecz zaraz się rozmyśliłam – chłodne krople sunące po rozpalonym ciele w swym leniwym tańcu były szalenie przyjemnym i kojącym doznaniem. Opuściwszy rękę, która zdawała się tak ciężka, jak gdyby była odlana z ołowiu, powróciłam do kontemplacji własnego odbicia. Mimo oczywistego szoku malującego się na mojej twarzy, dało się zauważyć, że zaszła w niej subtelna zmiana. Bez wątpienia twarz odbijająca się w lustrze należała do mnie, ale było w niej coś innego, coś właściwego; rysy uszlachetniły się w trudny do opisania sposób, a oczy zdawały się być odrobinę ciemniejsze i lśniące niemal nadnaturalnym blaskiem. To zapewne kwestia oświetlenia – wytłumaczyłam sobie. Rzuciłam swojemu odbiciu ostatnie spojrzenie i odwróciłam się, kierując kroki do drzwi, lecz kątem oka zauważyłam, iż moje odbicie… nadal znajduje się w lustrze. Nie stałam już w zasięgu zwierciadła, a jednak wciąż się w nim odbijałam; jestem czy nie – dla mojego odbicia najwyraźniej nie robiło to żadnej różnicy. Lustrzana Megan była tam… i mrugała do mnie.
– Niemożliwe, k**** – wychrypiałam.
Przejechałam dłonią po twarzy i spojrzałam raz jeszcze.
Nic.
W lustrze odbijał się jedynie wieszak z ręcznikami i róg mosiężnej wanny.


Zobacz profil
Miss klawiatury
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 23 kwietnia 2013, o 00:11
Posty: 2367
Lokalizacja: na wschód od Edenu w cieniu dobrego drzewa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Sandra Brown
Cytuj
Post 
14 stycznia 2018, o 14:02
Władczyni mroku K. C. Hiddenstorm


Zobacz profil
Lady Butterfly
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 lutego 2012, o 21:14
Posty: 26780
Lokalizacja: Warszawa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Kristen Ashley/Mariana Zapata
Cytuj
Post 
17 stycznia 2018, o 17:13
Nie znam :bezradny:

ZAGADKA:

Cytuj:
Zaciąga się głęboko i zaczyna się odwracać w stronę balustrady.
Wypuszczając dym, zauważa mnie. Kiedy nasze spojrzenia się spotykają, zastyga
w bezruchu. Mój widok ani go nie zaskakuje, ani nie bawi. Facet stoi jakieś trzy
metry ode mnie, lecz w świetle gwiazd widzę, jak powoli przesuwa wzrokiem po
moim ciele, w żaden sposób nie zdradzając, o czym myśli. Niełatwo przejrzeć
takiego gościa. Lekko mruży oczy i zaciska usta jak męska wersja Mona Lizy.
– Jak masz na imię? – pyta.
Czuję ten głos w żołądku. Niedobrze. Głosy powinny się zatrzymywać
w uszach, ale czasami – właściwie to niezbyt często – czyjś głos przenika przez
moje uszy i rozbrzmiewa w całym ciele. On ma właśnie taki głos. Głęboki,
nasycony pewnością siebie i trochę jakby miękko-maślany.
Nie odpowiadam. Facet ponownie zbliża skręta do ust i się zaciąga.
– Lily – mówię w końcu. Mój głos brzmi okropnie. Zbyt słabo, by w ogóle
zdołał dotrzeć do jego uszu, a tym bardziej rozbrzmieć w jego ciele.
Gość lekko unosi brodę i kiwa do mnie głową.
– Lily, czy mogłabyś stamtąd zejść?
Dopiero gdy wypowiada te słowa, zauważam jego postawę. Stoi
wyprostowany, wręcz sztywny. Prawie jakby się bał, że spadnę. Nie zamierzam
spaść. Balustrada ma co najmniej trzydzieści centymetrów szerokości, a ja
w przeważającej mierze znajduję się po stronie dachu. Gdybym zaczęła się
zsuwać, z łatwością mogłabym się czegoś złapać, a poza tym wiatr mi sprzyja.
Spoglądam w dół, na swoje stopy, potem znowu na niego.
– Dzięki, ale nie. Wygodnie mi tu, gdzie jestem.
Odwraca się lekko, jakby nie był w stanie patrzeć prosto na mnie.
– Proszę, zejdź stamtąd. – Teraz to już raczej żądanie, mimo że użył słowa
„proszę”. – Stoi tu siedem wolnych krzeseł.
– O mały włos zostałoby sześć – mówię, przypominając mu, że właśnie
próbował wykończyć jedno z nich.
Nie dostrzega w mojej odpowiedzi niczego zabawnego. Widząc, że nie mam
zamiaru wypełnić jego polecenia, robi dwa kroki w moją stronę.
– Tylko dziesięć centymetrów dzieli cię od śmierci. A ja mam jej dość jak na
jeden dzień. – Znowu mi pokazuje, żebym zeszła. – Przez ciebie zaczynam się
denerwować. Nie wspominając o tym, że psujesz mi haj.
Przewracam oczami i przerzucam nogi na stronę dachu.
– Broń Boże, żeby skręt miał się zmarnować. – Zeskakuję na dół i wycieram
ręce o dżinsy. – Lepiej? – pytam, ruszając w jego stronę.
Gwałtownie wypuszcza powietrze, jakby dotąd, widząc mnie na balustradzie,
wstrzymywał oddech. Mijam go, idąc ku tej stronie dachu, z której roztacza się
lepszy widok, i przy okazji jestem zmuszona zauważyć, że niezłe z niego ciacho.
Nie. Ciacho brzmi obraźliwie.
On jest piękny. Zadbany, czuć od niego pieniędzmi i wygląda na kilka lat
starszego ode mnie. Gdy odprowadza mnie wzrokiem, w kącikach jego oczu
pojawiają się zmarszczki, a jego usta zdają się zaciskać, mimo że wcale się nie
zaciskają. Gdy docieram do tej strony dachu, z której widać ulicę, wychylam się
i patrzę na samochody, starając się nie dać po sobie poznać, jakie zrobił na mnie
wrażenie. Już po samej jego fryzurze poznaję, że facet należy do ludzi, których
specjalnością jest robienie wrażenia na innych, więc postanawiam nie łechtać jego
ego. Nie żeby w jakikolwiek sposób dał mi do zrozumienia, że cierpi na jego
przerost. Ale nosi koszulę Burberry, a jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby na moim
radarze pojawił się ktoś, kto ot tak mógłby sobie na nią pozwolić.
Słyszę zbliżające się kroki i po chwili nieznajomy przechyla się przez
balustradę obok mnie. Kątem oka widzę, że znowu zaciąga się skrętem. Potem
podsuwa go mnie, ale tylko macham dłonią. Ostatnią rzeczą, jakiej mi potrzeba,
jest upalenie się w obecności tego faceta. Sam jego głos działa na mnie jak
narkotyk. Z jakiegoś powodu pragnę go znowu usłyszeć, więc rzucam pytanie:
– No więc czym ci tak podpadło to krzesło?

_________________


“Women are not short. They’re petite. They also are never middle-aged. They’re mature.”
― Kristen Ashley, Soaring

“It’s never too late to reach for happiness and no matter what life has done to you, it’s never too late to find it.” ― Kristen Ashley, The Will

“Never give up. Never quit dreaming. Because dreams had a way of being. You just had to keep hold.” ― Kristen Ashley, Walk Through Fire


Zobacz profil
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 10:53
Posty: 2916
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
17 stycznia 2018, o 17:16
C. Hoover "It ends with us" :smile:

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Lady Butterfly
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 lutego 2012, o 21:14
Posty: 26780
Lokalizacja: Warszawa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Kristen Ashley/Mariana Zapata
Cytuj
Post 
17 stycznia 2018, o 17:33
Oczywiście, że tak! Zagadka w Twoje rączki :wesoły:

_________________


“Women are not short. They’re petite. They also are never middle-aged. They’re mature.”
― Kristen Ashley, Soaring

“It’s never too late to reach for happiness and no matter what life has done to you, it’s never too late to find it.” ― Kristen Ashley, The Will

“Never give up. Never quit dreaming. Because dreams had a way of being. You just had to keep hold.” ― Kristen Ashley, Walk Through Fire


Zobacz profil
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 10:53
Posty: 2916
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
17 stycznia 2018, o 17:38
Swoją drogą
Spoiler:


Zagadkę dam pewnie wieczorem, najpóźniej jutro :smile:

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Lady Butterfly
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 lutego 2012, o 21:14
Posty: 26780
Lokalizacja: Warszawa
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Kristen Ashley/Mariana Zapata
Cytuj
Post 
17 stycznia 2018, o 17:43
A ja miałam z początku nadzieje co do niego, a potem wszystko poszło się .....

_________________


“Women are not short. They’re petite. They also are never middle-aged. They’re mature.”
― Kristen Ashley, Soaring

“It’s never too late to reach for happiness and no matter what life has done to you, it’s never too late to find it.” ― Kristen Ashley, The Will

“Never give up. Never quit dreaming. Because dreams had a way of being. You just had to keep hold.” ― Kristen Ashley, Walk Through Fire


Zobacz profil
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 10:53
Posty: 2916
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
17 stycznia 2018, o 17:47
Ja właśnie nie pamiętam, czy byłam od razu sceptycznie nastawiona, bo gdzieś czytałam, co
Spoiler:


Tak w ogóle to książka jest mega, która z Was jeszcze nie czytała, niech szybciutko nadrobi :smile:

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 10:53
Posty: 2916
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
18 stycznia 2018, o 21:16
ZAGADKA:
Cytuj:
Przeczołgał się pod kolejny wóz. Noga w dalszym ciągu piekielnie bolała, wiec przystanął. Jeszcze trochę, pomyślał, jeszcze tylko odrobinę. Wziął głęboki oddech i znalazł się przy ostatnim wozie. Był już tak blisko celu. I wtedy ujrzał te diabelskie buty, zapinane wysoko damskie pantofle z miażdżącymi kości obcasami. Na domiar złego dostrzegł zwisającą wzdłuż falbaniastej spódnicy różową parasolkę ze sztyletowatym czubkiem. Mimo wszystko postanowił zignorować ten widok i już się odwrócił, by kontynuować ucieczkę, gdy zdarzyło się coś nieprzewidzianego. Na ziemie, tuż obok jego głowy, upadł wachlarz. Spojrzał do góry i zobaczył utkwione w sobie, pełne przerażenia oczy młodej blondynki. Jedną ręką prawie dotykała wachlarza.
- Och, mój Boże! - Twarz dziewczyny zniknęła z pola widzenia.
Do diaska! Nastąpiła długa, denerwująca chwila ciszy. Sam czekał, aż rozlegnie się przeraźliwy wrzask dziewczyny, świadom, że będzie musiał się natychmiast salwować ucieczką. Ale krzyku nie było. Zwariowana dziewczyna ponownie się nachyliła, a jej jasne włosy niemal dotykały ziemi, gdy mu się przyglądała. Tym razem jednak trzymała parasolkę niczym miecz, celując ostrym Końcem w jego głowę.
- Kim pan jest, jakimś piratem? - zapytała najbardziej niewyraźnym południowym akcentem, jaki kiedykolwiek słyszał. Przez nią może zginąć. Przybliżył się wolno w jej stronę.
- Proszę mi odpowiedzieć, mój panie. Kim pan jest? - powtórzyła lekko zirytowana, akcentując każde słowo ruchem parasolki. Sam przyłożył palec do ust na znak , że powinna być cicho. Najwyraźniej zastanawiała się nad tym , bo nie zwróciła uwagi, że mężczyzna zmienił położenie nóg i w każdej chwili był gotów do skoku.
- Czy to pan złapał mnie za nogę? - Na jej twarzy pojawił się wyraz podejrzliwości, machała przed nim parasolką, jakby była gotowa odpowiednio go potraktować, choć Sam był pewien, że nie zdobyłaby się na to.
- No więc, czy to pan? To przepełniło czarę. Sięgnął po parasolkę, wyrwał ją, uklęknął. Drugą ręką chwycił dziewczynę w pasie i pociągnął w dół pod wóz. Teraz zaczęła krzyczeć. Musiał ją uciszyć. Wczołgał się głębiej pod wóz przygważdżając jej wijące się ciało swoim. Skrzywił się - wydzierała mu się prosto w twarz, co nie było ani wygodne, ani bezpieczne. Puścił więc czym prędzej parasolkę i mocno położył dłoń na jej ustach. Dziewczyna szukała po omacku swej różowej broni, lecz Sam pierwszy chwycił parasolkę i przyłożył jej do gardła.
- Zamknij się! - wycedził przez zęby. Tak też zrobiła. Jej oczy stały się wielkie jak srebrne pesety, prawie wypełniając drobną poczerwieniałą z gniewu twarz. Zerknął do góry , gdyż w tym samym momencie wóz minęły dwie pary męskich butów. Zesztywniał w napięciu i instynktownie przycisnął dziewczynę mocniej do ziemi. Jej noga otarła się o jego zranioną łydkę i twarz mężczyzny wykrzywił grymas bólu. Leżała bez ruchu, cicha jak morze po sztormie, lecz nagle oczy jej utkwiły w jakimś punkcie na ziemi koło wozu. Podążył za jej wzrokiem w miejsce, gdzie pojawiło się dwóch żołnierzy. Mężczyźni rozmawiali półgłosem, a on pilnie nasłuchiwał w nadziei, że zdradzą swoje plany. Dziewczyna zaczęła coś mamrotać, lecz Sam tylko mocniej zakrył jej usta.
- Ani słowa, bo cię zabiję - zagroził morderczym szeptem

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Łowczyni Sukcesów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:17
Posty: 27748
Lokalizacja: Pozostanę tam, gdzie jestem.
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Margit Sandemo
Cytuj
Post 
18 stycznia 2018, o 22:36
kultowa scena. :rotfl:

_________________

Zapominasz...

że wciąż tu jestem
po­między słowami
składam swój dźwięk

z wy­razów zlepiając
myśli wciąż ukryte
po­między historią

że wciąż tu bywam
pal­ca­mi tworząc dziś
siebie wspominam...
z anioła już wyrosłam.


Zobacz profil
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 10:53
Posty: 2916
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
19 stycznia 2018, o 00:03
:mrgreen: uwielbiam tą książkę :P

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Fanatyczka
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 sierpnia 2017, o 08:25
Posty: 1335
Lokalizacja: Kraków
Pochwały: 32
Ulubiona autorka/autor: Anne Golon
Cytuj
Post 
19 stycznia 2018, o 08:27
Nie wiem co to, ale z chęcią się dowiem :hihi:


Zobacz profil
Odkrywczyni orientu
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 28 grudnia 2015, o 10:41
Posty: 2455
Lokalizacja: Tarnów
Pochwały: 49
Ulubiona autorka/autor: Gabriel Garcia Marquez
Cytuj
Post 
19 stycznia 2018, o 08:41
ja wiem, ale ostatnio tak rzadko mam czas na forum, że nie wiem czy powinnam zgadywać. Potem będzie problem z moja zagadką.

_________________
A tyś lot i górność chmur
blask wody i kamienia.
Chciałbym oczu twoich chmurność
ocalić od zapomnienia.


Zobacz profil WWW
Pogromczyni gaduł
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 3660
Pochwały: 40
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
19 stycznia 2018, o 14:46
Też nie wiem co to


Zobacz profil
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 10:53
Posty: 2916
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
19 stycznia 2018, o 15:47
Gio nie wiesz? hmmm myślałam, że Ty skojarzysz, ale widocznie ta książka jeszcze przed Tobą :D

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Pogromczyni gaduł
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 18 listopada 2015, o 18:19
Posty: 3660
Pochwały: 40
Ulubiona autorka/autor: Nie mam, czytam to co mi się spodoba;)
Cytuj
Post 
19 stycznia 2018, o 16:00
Wygooglowałam, nie czytałam tego, więc wszystko przede mną :)


Zobacz profil
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 10:53
Posty: 2916
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
19 stycznia 2018, o 21:33
Gio, myślę że ta książka jest warta przeczytania :mrgreen:

PODPOWIEDŹ:
Cytuj:
Eulalia wierciła się dobrą minutę, zanim udało się jej wydostać knebel. Popatrzyła na gałgan, uniosła głowę i rozejrzała się po pomieszczeniu. Potem podczołgała się do wiadra z wodą. Aha, kwiatek jest spragniony. Może zatem zachowała jeszcze ludzkie odruchy. Z kąta wybiegła mała jaszczurka wspięła się po jego nodze. Sam strzepnął ją z irytacją - co za dokuczliwe stworzenia! Jego uwagę przyciągnęły odgłosy pluskania , potoczył więc wzrokiem w tamtą stronę. Dziewczyna myła się ich wodą do picia.
- Co ty, do diabła, wyczyniasz? - krzyknął. Zerwał się na równe nogi i jak mógł najprędzej pokuśtykał do niej. Eulalia umoczyła szmatkę w wiadrze, wyżęła ją zgrabnym ruchem i starannie wytarła nią twarz i szyję. Stał nad dziewczyną, a jego oczy miotały błyskawice. Nie wierzył, iż można być aż tak głupim. Dziewczyna przetarła wilgotną szmatką oczy, potem je otworzyła. Mruczała przy tym jak kot.
- Myję się - poinformowała go z niewinną minką. Zachowywała się tak, jakby marnowanie wody do picia było najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem. Pochyliła głowę, pozwalając włosom opaść swobodnie na twarz, i przemyła kark.
- Poczułam się już trochę nieświeżo - wyjaśniła zza kurtyny losów. Mężczyzna wyrwał gałgan z jej rąk.
- Czemu to zrobiłeś? - zapytała podrywając głowę.
- Ponieważ, cukierkowa panno LaRue, kąpiesz się w naszej jedynej wodzie - odparł z błyskiem w oczach.
- Z pewnością nie - zmarszczyła brwi patrząc na kubeł. Jankes zaklął soczyście. Eulalia nachyliła się nad wiadrem i przepuściła wodę przez palce. Spojrzała na niego z niedowierzaniem na twarzy.
- Ależ ta woda jest ... brunatna.
- Brunatna czy nie, tylko to pozostaje do picia. Dziewczyna wzdrygnęła się. Wyraz jej twarzy mówił jasno, że prędzej umrze, niż wypije coś takiego.

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 10:53
Posty: 2916
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
21 stycznia 2018, o 21:17
PODPOWIEDŹ:

Cytuj:
Próbowała się opanować, schyliła głowę i wytarła oczy dłońmi. Okazało się, że to jeszcze nie koniec udręki - jej uwagę przykuła szpara między podłogą a drzwiami. Pojawiło się w niej coś czarnego i Eulalię na nowo ogarnęła zgroza. O, Chryste! To chce przedostać się pod drzwiami! Odskoczyła i włochata postać wysunęła się w ślad za nią ze szpary. Serce podeszło jej do gardła. Wrzasnęła, ile sił w płucach, i puściła się pędem przed siebie. Z impetem zatrzymała się na piersi Sama.
- Do diabła, co się tu dzieje? - Siła zderzenia odepchnęła go krok do tyłu. Nie przestała przebierać nogami, przez co omal nie wspięła się niego. Objęła go mocno rękami.
- Jeszcze jedna tarantula! O Boże, złap ją , proszę, złap ją! - Wtuliła twarz w jego szyję i ścisnęła go jeszcze mocniej.
- Gdzie ją widziałaś? - mruknął. Dostrzegła, że mężczyzna spogląda jej przez ramię .
- Tuż za mną. Właśnie wychodzi spod drzwi - szepnęła. Nie miała odwagi odwrócić głowy. Dygotała nadal ze strachu, lecz panika powoli ustępowała, gdy poczuła bezpieczne schronienie w jego objęciach.Nagle ramiona mężczyzny i jego klatka piersiowa zaczęły się trząść, z początku powoli, potem coraz bardziej. Jeśli Sam nie potrafi się opanować, pająk musi być naprawdę olbrzymi, pomyślała i starała się nie zważać na przebiegające przez nią ciarki.
- Widzisz go? - wyjąkała.
- Tak.
- Jest okropny, nieprawdaż?
- O tak, największy, jakiego kiedykolwiek widziałem.
- Błagam, pozbądź się go.
- Nie jestem pewien, czy zabiję go ... sam.
- Ooooch - jęknęła przerażona i czekała. Gdy mężczyzna nie poruszył się, nawet nie odezwał, spytała szeptem:
- Nie możesz go zastrzelić?
- Wątpię, aby to coś dało.
- Postaraj się, proszę. Już dłużej tego nie zniosę.
- Nie zdołam go zabić pistoletem.
- Brak ci naprawdę dużych nabojów?
- Jego nie powstrzymają kule - odparł i znowu się zatrząsł. Wyobraziła sobie ten widok: pancerna, owłosiona skóra pokrywająca tłuste, olbrzymie cielsko. To wystarczyło, aby oblała się zimnym potem.
- Czy jest naprawdę tak wielki?
- Nie, podobnie jak i twój rozum. Zdezorientowana, podniosła twarz i ujrzała pogardliwą minę mężczyzny. Zerknęła w dół przez ramię. Na drewnianej podłodze ganku leżał gruby, czarny kłębek poplątanej nitki. Zawstydzonym wzrokiem przebiegła po nitce aż do podeszwy swojego buta, bo tam właśnie nitka się przykleiła.

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Łowczyni Sukcesów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:17
Posty: 27748
Lokalizacja: Pozostanę tam, gdzie jestem.
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Margit Sandemo
Cytuj
Post 
22 stycznia 2018, o 22:26
skoro nikt, nic. :P Jill Barnett Cukiereczek. ;P

_________________

Zapominasz...

że wciąż tu jestem
po­między słowami
składam swój dźwięk

z wy­razów zlepiając
myśli wciąż ukryte
po­między historią

że wciąż tu bywam
pal­ca­mi tworząc dziś
siebie wspominam...
z anioła już wyrosłam.


Zobacz profil
Zaczytana okularnica
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 24 kwietnia 2017, o 10:53
Posty: 2916
Lokalizacja: Pyrlandia
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Diana Palmer, Judith McNaught, Lisa Kleypas, SEP
Cytuj
Post 
22 stycznia 2018, o 22:41
Oczywiście że tak Lia! :mrgreen:

_________________
"(...)Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci(...)"


Zobacz profil
Łowczyni Sukcesów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 17 grudnia 2010, o 11:17
Posty: 27748
Lokalizacja: Pozostanę tam, gdzie jestem.
Pochwały: 127
Ulubiona autorka/autor: Margit Sandemo
Cytuj
Post 
22 stycznia 2018, o 23:08
ZAGADKA:

Cytuj:
Kiedy X zamilkł, Y ostrożnie na niego zerknęła. Przyglądał się jej
dłoniom. Uniosła je gwałtownie, sprawdzając, jak leżą na nich rękawiczki,
ale wszystko było w porządku.
– Czy kiedykolwiek je zdejmujesz? – zapytał X.
– Nie.
Książę przechylił głowę, przyglądając się jej tak, jakby chciał przejrzeć ją
na wylot aż do metalowej płytki w jej głowie, a jego spojrzenie z każdą
chwilą zyskiwało na intensywności.
– Myślę, że powinnaś pójść ze mną na bal.
Zacisnęła kurczowo dłonie. Na twarzy X malowała się zbytnia
szczerość, zbyt wielka pewność. Ciarki przeszły jej po plecach.
– Wielkie nieba – wymruczała. – Czy ty mnie czasem już o to nie
prosiłeś?
– Tym razem liczyłem na przychylniejszą odpowiedź. Z każdą minutą
bardziej mi na niej zależy.
– Czarujące.
Kąciki ust X drgnęły.
– Proszę?
– Dlaczego?
– Dlaczego nie?
– Dlaczego ja?
X zatknął kciuki w kieszenie spodni.
– Może gdy awiar, którym ucieknę, nawali, to będę miał pod ręką kogoś,
kto go naprawi?

_________________

Zapominasz...

że wciąż tu jestem
po­między słowami
składam swój dźwięk

z wy­razów zlepiając
myśli wciąż ukryte
po­między historią

że wciąż tu bywam
pal­ca­mi tworząc dziś
siebie wspominam...
z anioła już wyrosłam.


Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 427 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5 ... 18  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Designed by STSoftware for PTF.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL